Czy Izrael sfinansował przerzut rosyjskich Żydów pieniędzmi, wyprowadzonymi z Polski ?


za:    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=15764&Itemid=100

Proste pytanie – Bardzo proszę o odpowiedź

Piotr Skwieciński

http://wpolityce.pl/polityka/256681-proste-pytanie-czy-izrael-sfinansowal-przerzut-rosyjskich-zydow-pieniedzmi-wyprowadzonymi-z-polski-bardzo-prosze-o-odpowiedz

 

Osobliwa konferencja nt. „Operacji Most” (czyli przerzutu rosyjskich Żydów, poprzez Warszawę, z Moskwy do Jerozolimy), skłania do kilku refleksji i kilku pytań. Kompletnie, podkreślmy to, nie związanych z samym meritum „Mostu”.

Po pierwsze (choć to wcale nie najważniejsze, choć spektakularne) – zdumiewa postawa posła PO Marcina Święcickiego, który uznał, że nie jest rzeczą kompromitującą uczestniczenie w owej imprezie wraz z oczywistymi aferzystami – szefami spółki Art-B, Bogusławem Bagsikiem i Andrzejem Gąsiorowskim. Więcej – uczestniczenie w imprezie przez tychże gentelmanów organizowanej.

Po drugie – zdumiewa tupet jednego z tych gentelmanów (Gąsiorowskiego), który potrafi dziś twierdzić, że… żadnej afery nie było. Gąsiorowski uniknął polskiej sprawiedliwości, jego kolega Bogusław Bagsik miał jednak mniej szczęścia, zafasował wyrok 9 lat więzienia za liczne przekupstwa oraz – przede wszystkim – za wyprowadzenie z polskiego sektora bankowego gigantycznych kwot. Co miało miejsce – rzecz może nie bez znaczenia w sensie etycznym – wtedy, kiedy nasz kraj staczał się na dno kryzysu, a budżet nie miał pieniędzy na emerytury i pensje dla nauczycieli.

Po trzecie – zdumiewa postawa większości polskich mediów, które w żaden sposób nie odniosły się do tej imprezy, albo ograniczyły do „podstawiania sitka” kryminalistom. Można tylko dywagować, jaki czynnik wywarł tu większy wpływ – profesjonalny upadek środków przekazu, owocujący brakiem intelektualnych możliwości ogarnięcia tematu? Strach przed narażeniem się organizatorom, którzy – czuć to przez skórę – są, lub przynajmniej z sukcesem udają, znowu bardzo wpływowych? Obawa przed stworzeniem pozorów, które mogłyby posłużyć do oskarżenie o antysemityzm?

Po czwarte – konferencja była podzielona na dwie części, otwartą i zamkniętą. Nasza wiedza ogranicza się do otwartej. Ale bardzo wyraźnie sufluje się sugestie, iż Art-B odegrała ważną rolę w operacji „Most”.

A sam Gąsiorowski twierdzi wręcz:

Ja w operację Most wszedłem w 1985 roku. Kiedy poszła informacja, że gen. Jaruzelski podpisał układ, który był wtedy tajny, o tym, że Polska zgadza się na współudział w operacji wypuszczenia Żydów ze Związku Radzieckiego przez Polskę tranzytem, zacząłem tym mocno żyć. Czyli lobbing, wspieranie, angażowanie innych ludzi do tej operacji .

Pomińmy już ten 1985 rok, dziwnie brzmiący, bo wtedy Gąsiorowski był sobie jeszcze biednym laryngologiem w Wałbrzychu (Art-B powstało dopiero w 1989 r.).

Znacznie ważniejsze jest coś innego. Na czym konkretnie polegał udział Art-B w „operacji Most”?

Jakąś logistykę do tego dawali, w każdym razie było coś na rzeczy. To była spółka, która była wprost związana z Izraelem -mówi w wywiadzie z Jerzym Zalewskim Maciej Zalewski, na początku lat 90 sekretarz Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wiele lat potem skazany za prawdziwe czy rzekome wymuszenie pieniędzy od Bagsika i Gąsiorowskiego, ale to nie jest tu najważniejsze. Ważne, że przecież Art-B nie była żadną tam firmą logistyczną, tylko biznesem, zajmującym się tak naprawdę operacjami finansowymi. Konkretniej – kradzieżą pieniędzy za pomocą mechanizmu tzw. oscylatora.

Powstaje więc – i to jest po piąte, najważniejsze – wrażenie, że wszystko to polegało na tym, że Izrael sfinansował sobie operację przerzucania rosyjskich Żydów pieniędzmi, zagarniętymi polskiemu państwu. Za pośrednictwem firmy, stworzonej w jakiejś kooperacji ze sferami b. PZPR (bo przecież wiele wskazuje, że przez Art-B przepłynęły pieniądze tej partii – czyli też polskiego państwa, bo przecież do 1989 roku PZPR było zasadniczą częścią machiny państwowej).

I – po szóste – że wszystko to było świadomie ukrywane przed obywatelami RP. Jako człowiek, czynny w latach 90 pamiętam atmosferę niedomówień, która otaczała sprawę Art-B od samego początku. Pamiętam, że niby nikt nic nie wiedział, ale zarazem powszechne było wrażenie, że gdzieś wysoko, gdzieś najwyżej, istnieje jakaś tajemna wiedza.

W związku z tym chciałbym, żeby ktoś wreszcie powiedział, jak powyższa interpretacja sytuacji ma się do rzeczywistości? Nie spodziewam się przy tym, aby uczyniła to jakakolwiek instytucja państwa Izrael.

Ale i po polskiej stronie jest jeszcze sporo osób, które chyba mogą i powinny zabrać głos. Może choćby ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki?

, , ,