za: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=15791&Itemid=119
Na podstawie opracowania: Lipiec 1945.
Z cyklu Listy do Wnuczka -58

dr J. Jaśkowski
Moim Dobrym Ziomkom!
Nie to mi ziomek, choć w Polsce zrodzony
Choć i nazwiskiem Polskim Zaszczycony,
Co, dla próżności, z prostej zchodząc drogi,
Zamiast Ojcowskie, obce wielbi Bogi.
Temu ja tylko pismo to podaję.
Który w sercu Lachem być uznaje! T.W.
Przypomnę wydawnictwo podziemne z lipca 1945 roku, o BOJU WARSZAWY, zwanym obecnie niesłusznie POWSTANIEM WARSZAWSKIM. Jest to streszczenie opracowania wydanego w lipcu 1945 roku, a znajdującego się w Bibliotece Narodowej I .169.587 polona.pl
Muszę się także usprawiedliwić, że nie jestem warszawiakiem, nikt z mojej rodziny nie mieszkał w Warszawie, ostatni raz byłem w Warszawie przed chyba 15 laty i już, po wypadku, nie będę. Tak więc cały tekst nie jest podyktowany jakimś lokalnym patriotyzmem. Zdziwienie budzi tylko fakt, że pisze to nie Warszawiak, a Wielkopolanin z pochodzenia, czy Pomorzanin z przypadku.
Walki sierpniowe 1944, niesłusznie nazywano pierwotnie Powstaniem Sierpniowym, w nawiązaniu do Powstania Listopadowego, czy Styczniowego. Początki walk były bowiem podobne.
„Zmiana nazwy BOJU WARSZAWY na Powstanie Warszawskie minimalizuje sprawę do jakiejś lokalnej rozgrywki, a tak nie było. BÓJ WARSZAWY nie był żadnym odosobnionym w czasie i przestrzeni wydarzeniem historycznym, jak to chcieli widzieć nasi nieprzyjaciele. Był natomiast najwspanialszym, choć tylko epizodem, polskiego ruchu niepodległościowego. Był konsekwencją nieprzerwanej walki o wolność narodu, podjętej 1 września 1939 roku”.
„Okoliczności rozpoczęcia akcji bojowej”.
„Wiosną 1944 roku klęska Niemiec byłą już przesądzona i nikomu nie nasuwała wątpliwości. Pomyślny desant Anglosasów w Normandii i ich następne sukcesy, zwycięska ofensywa wojsk sowieckich na wschodzie, rosnący ferment wewnątrz Niemiec”.
„ Były odznaki świadczące, iż Niemcy, licząc się z rychłym opuszczeniem Warszawy, przygotowują się do drakońskiego spacyfikowania znienawidzonej przez nich stolicy, której już w pierwszych latach okupacji zapowiadali całkowitą zagładę. Istnieją dokumenty stwierdzające niemieckie zamiary zniszczenia Warszawy nawet gdyby jej nie dotknęły działania wojenne.
W kluczowych punktach miasta Niemcy wybudowali pospiesznie betonowe bunkry oraz sprowadzili czołgi i ciężką broń maszynową, ustawili zasieki, mające w odpowiednim momencie sparaliżować ruch ludności i jej sterroryzowanie. Jednocześnie ogłosili brankę 100 000 mężczyzn do robót fortyfikacyjnych. Miał to być pierwszy krok do ewakuacji miasta. Warszawa brankę zbojkotowała całkowicie. Groziły wielkie represje. Groziło sparaliżowanie wszelkie akcji zbrojnej”.
„Wtedy to, w ostatnich dniach lipca, wojska marszałka Rokossowskiego przekroczyły Wisłę w rejonie Warki i osiągnęły przedpola Warszawy [Wiązowna, Miłosna, Wołomin, Radzymin], a patrole sowieckie docierały do krańców Pragi.
Nad miastem ukazywały się pierwsze sowieckie samoloty, z okolic podwarszawskich dochodziły echa kanonady.
Tymczasem radio moskiewskie donosiło o sukcesach oddziałów sowieckich i wzywało Warszawę do walki”.
komentarz:
Pierwsze samoloty sowieckie pojawiły się już w 1943 roku, bombardując miasto.
Radio moskiewskie, tzw. Jutrzenka, wzywało do powstania prawie do połowy sierpnia. Trzeba także przypomnieć, że podobna branka w miastach na Białorusi kończyła się zamordowaniem 90% ludzi. I trzeba pamiętać, że w okresie wybuchu powstania przez Warszawę przechodziła najlepsza dywizja pancerna SS. Tak więc moment wybuchu był co najmniej dyskusyjny.
„Co było przyczyną porażki”.
Rząd sowiecki w czasie rozmów premiera Mikołajczyka z Mołotowem, jeszcze 31 lipca 1944 roku w Moskwie:
„domagał się od strony polskiej natychmiastowego zrzeczenia się na rzecz Związku Sowieckiego wschodniej połowy Rzplitej oraz takiego przeorganizowania władz polskich, które by pozbawiły Polski niezależności, podając ją pod kierownictwo Sowieckie”.
„Jeżeli zaś chodzi o zarzut przedwczesnego rozpoczęcia BOJU WARSZAWY, to jest on równie wykrętny i fałszywy. Dowództwo polskie, rozpoczynając 1 sierpnia 1944 roku bitwę warszawską liczyło, że trwać ona może do kilkunastu dni. Oświadczenie Stalina, złożone premierowi Mikołajczykowi na Kremlu w dniu 9.8. dowodzi, że przewidywania dowództwa polskiego były trafne i że istniały wyraźne szanse powodzenia WARSZAWSKIEGO BOJU.
Nie wszyscy bowiem wiedzą, lub pamiętają, że Stalin we wspomnianym oświadczeniu wyraził ubolewanie, iż oswobodzenie Warszawy ulega odroczeniu, chociaż przewidywane było przez dowództwo sowieckie na dzień 6 sierpnia!!!”
„Pierwsze dni boju od 1 do 6 sierpnia”.
„BÓJ WARSZAWY można podzielić na 3 okresy w zależności od sytuacji bojowej i charakteru walki.
Dni od 1 do 6 sierpnia – to okres naszej zwycięskiej inicjatywy i przewagi bojowej na przestrzeni prawie całej stolicy [oprócz Pragi, Ochoty i Woli, gdzie już drugiego sierpnia Niemcy rozpoczęli przeciwnatarcie, w którym do 5 sierpnia opanowali prawie całą Wolę].
Działalność lotnictwa niemieckiego była na ogół słaba i ograniczała się do rejonu Pl. Dąbrowskiego, gdzie znajdowały się siedziby naszego dowództwa.
Za to już od pierwszych dni BOJU WARSZAWY rozpoczęli Niemcy systematyczne podpalanie domów i masakrowanie ludności, gdzie było to możliwe.
W ten sposób największy węzeł drogowy środkowego frontu został dla ruchów niemieckich zablokowany.
Był to niewątpliwie wielki nasz wkład w operacje wojsk sowieckich. Niestety, przez dowództwo sowieckie nie został wykorzystany.
W nocy 5 sierpnia samoloty angielskie, przybyłe z dalekich baz we Włoszech, dokonały nad Warszawą i okolicą pierwszych zrzutów broni amunicji, przez kilka następnych nocy ponowiono te zrzuty, z których łącznie otrzymaliśmy około 35 ton materiału wojennego. Potem zrzuty ustały”.
Przeszkodą okazała się polityka sowiecka, która twierdziła, że Warszawa znajduje się w strefie operacji sowieckich i że akcja aliancka jest możliwa za pośrednictwem sowieckim.
Komentarz:
Po pierwsze, pragnę zwrócić uwagę, że to sami Sowieci planowali zająć Warszawę już w pierwszym tygodniu sierpnia. Dlaczego tzw. polscy historycy nadal to przemilczają?
Po drugie, podkreślam, że niszczenie Warszawy nie nastąpiło po zakończeniu działań zbrojnych, ale od samego początku Niemcy nie respektowali Konwencji Międzynarodowych odnośnie miast i masowo niszczyli cywilne domy poprzez palenie!
Po trzecie, pragnę podkreślić, że na przykład mordy na Woli, gdzie w sumie zamordowano 50 000 ludzi, popełniły władze niemieckie, a nie Ukraińcy, jak to się obecnie próbuje wtłoczyć do głów społeczeństwa. Na terenach okupowanych za ochronę ludności cywilnej odpowiada okupant. Jakieś żonglerki słowne pojęciem „oddziały ukraińskie” jest śmieszne. Naczelnym dowódcą był gen. von Bach, nie Ukrainiec. Wymordowano nie kilka przypadkowych osób, ale zastosowano masową eksterminację. Bez wiedzy naczelnego dowódcy było to niemożliwe.
Trzeba pokreślić, że dowódcę tej armii Kamińskiego zlikwidowano na rozkaz Himmlera.
Co niestety nie przywróci życia tym 50 000 pomordowanym.
Doskonale sceny mordowania mieszkańców Woli opisują pamiętniki żołnierzy niemieckich.
W jednym z nich jest opis, jak to grupa niemieckich żołnierzy siedzi na placu przygotowując sobie posiłek. Ulicą jeżdżą samochody z głośnikami nawołujące do ewakuacji. Oficerowie niemieccy ponaglają mieszkańców namawiając ich na zgrupowanie się na palcu, gdzie czekają na nich samochody, którymi wyjadą z miasta.
Na placu stoi kilkanaście samochodów ciężarowych z opuszczonymi plandekami. Jak się zgromadziła duża liczba głównie kobiet i dzieci, to samochody odkryły plandeki i ukazały się karabiny maszynowe z siedzącymi za nimi żołnierzami. Na rozkaz [!] z samochodów otworzono ogień do bezbronnych.
W podobny sposób Niemcy dokonywali rozminowywania lasów wokoło Warszawy. Na tereny zaminowane wpędzano kobiety i dzieci. Po przejściu takiej 200 – 300 osobowej gromady teren był czysty od min.
Ciekawe, dlaczego tzw. polska kinematografia nie wykorzystała tych faktów w dobie tzw. komunizmu. Przecież faszyści to byli nasi wrogowie? A już białoruska kinematografia pokazuje takie sceny.
Dla mnie jest to jeszcze jeden dowód, że żadnej zimnej wojny nie było. Po prostu, dokładnie uzgadniano co wolno, a czego nie wolno ruszać.
Opracowanie wyjaśnia także sprawę zrzutów. Wyraźnie widać, że z góry założono, że żadnej pomocy dla Powstańców nie będzie. Już M. Rodziewiczówna pisała, że po drugiej stronie WISŁY BYŁO AŻ 14 LOTNISK. Dowożono pomoc dla Sowietów. Jest nawet film sowiecki o przyjaźni lotników sowieckich z amerykańskimi i wspólnym dywizjonie.
Proszę zauważyć: zrzucono tylko 35 000 kg. Jak podają świadkowie, pojemniki były pakowane różnie, np. czapki, instrukcje, itd., czyli szmelc. Wiadomo, magazynierzy chcieli się pozbywać szmelcu. Podobnie było z zrzutami NATO w czasie wojny jugosłowiańskiej. Okazało się, że tylko 10% tego, co było na papierze magazynierów, wylądowało w Jugosławii, a co się stało z resztą, nie wiadomo.
Powstanie trwało 60 dni. Brało w nim udział ponad 40 000 żołnierzy. Czyli zrzuty stanowiły mniej, aniżeli jeden kilogram na osobę, na dwa miesiące. Czyli kilka granatów, parę magazynków, parę puszek, to znaczy, że zrzuty były bardziej aniżeli symboliczne i wychodzi po około 50 gram na dzień. To również znaczy, że praktycznie całe uzbrojenie musiało być zdobyczne.
Poza tym, jak wynika z publikacji Shulttona z 1976 roku, praktycznie całe zaopatrzenie dla Sowietów pochodziło z USA. Gdyby więc ktokolwiek z Aliantów brał na poważnie BÓJ WARSZAWSKI, to samo zagrożenie wstrzymaniem pomocy dla Moskwy, natychmiast spowodowałoby wyrażenie zgody na wszystko, czego by Amerykanie żądali.
Nieuwzględnianie tych faktów przez polskojęzycznych historyków, szczególnie krakowskich, od razu pokazuje ich miejsce w dezinformacji Polaków. Sam musisz sobie odpowiedzieć, Szanowny Czytelniku, dlaczego potomkowie hrabiów galicyjskich tak się zachowują. Dlaczego, pomimo uzyskania wolności, nie powrócili do starej historycznej nazwy z 1846 roku: Uniwersytet Krakowski?
To jest bezpośrednim dowodem skazania BOJOWNIKOW WARSZAWY przez zachód NA STRACENIE.
To jest dowodem na przygotowywanie terenu dla Sowietów. W podobny sposób wymordowano partyzantów Wietnamu Południowego w czasie ofensywy Thet w 1970 roku, oczyszczając rękami amerykańskimi pole dla komunistów. Wymordowano 50 000 południowych patriotów.
I najważniejsze, w Warszawie przez większość czasu działał tzw. SALON Pani MIECZNIKOWSKIEJ . Było to nielegalne kasyno, burdel, a generalnie miejsce spotkań wywiadów, działające pod ochroną gestapo. Podobno nawet Rydz Śmigły po powrocie z Węgier zameldował się u p. Miecznikowskiej. Otóż, już od co najmniej pół roku przed BOJEM WARSZAWY Bór – Komorowski, płk. Iranek, spotykali się w Salonie z Niemcami. Już na dwa tygodnie przed wybuchem Organ NSDAP, czyli oficjalna gazeta Rossenberga informowała o tym, że za dwa tygodnie w Warszawie zaczną się walki. Postać Iranka jest w ogóle dziwna: to on uratował Retingera, agenta kilku wywiadów, między innymi zamieszanego w mordowanie księży w Meksyku, przed wykonaniem wyroku śmierci wydanym przez AK.
Sam musisz wyciągnąć wnioski, Szanowny Czytelniku.
cdn.
Gdańsk 23.6.2015