Na dwoje babka wierzyła


za:     http://mozecoswiecej.pl/na-dwoje-babka-wierzyla/

G. K. Chesterton powiedział kiedyś: „Zło, że ludzie przestali wierzyć w Boga, nie polega na tym, że w nic nie wierzą, ale że gotowi są uwierzyć we wszystko.”


W różnych kontekstach ten zwrot jest używany przez wielu współczesnych publicystów chrześcijańskich. Zarówno tych polskich, jak i zagranicznych. Ciekawe jest to, że przy tych wielu przykładach nikt nie przyczepił się jeszcze do tego sformułowania. Można śmiało więc stwierdzić, że jest prawdziwe. Dziś całkiem sporo ludzi – nie chodzi tu tylko o ateistów, agnostyków, ale w wielu przypadkach o gorliwych chrześcijan – wierzy w różnego rodzaju przesądy czy rytuały. Co więcej, te osoby bez tych zachowań miałyby problem z odnalezieniem się w wielu sytuacjach: zwyczajnych, codziennych, ale także tych bardziej niespotykanych. Stało się to nie tylko ich przyzwyczajeniami, ale sposobem na określenie siebie.

CYWILIZACJA XXI WIEKU…

Te wszystkie praktyki i poglądy, o których mówi Chesterton w tym jednym krótkim, a dosadnym zdaniu gdy są spotykane u osób mówiących o sobie jako o wierzących w Chrystusa można określić równie prosto jako zabobony czy też przesądy. Czym one jednak w ogóle są? I co ważniejsze skąd się wzięły?

Wydawałoby się, że w dzisiejszym świecie gdzie panuje kult rozumu i swego rodzaju technokracja to co przeczy logice i racjonalności nie powinno być tak popularne wśród szerokich mas. Tym bardziej nie powinno to być popularne wśród tych, którzy twierdzą, że ufają Bogu i w niego wierzą. Pojęciem zabobonu określa się wiarę w zależność zachodzącą pomiędzy jakimś zjawiskiem, a wykonywaniem określonych praktyk magicznych (nawet gdy nie jest to do końca świadome), celem zapobieżenia nieszczęściu, lub przeciwnie, aby zapewnić sobie szczęście. Przy czym sama zależność jest pozbawiona podstaw racjonalnych czy logicznych.

Psychologowie i socjologowie podają wiele przyczyn funkcjonowania zabobonów. Zagłębiając się w historię możemy podać pewne przyczyny powstania niektórych przesądów. Np. przed tysiącami lat ludzie wierzyli, że bogowie żyją w drzewach. Gładzili je więc, by zjednać sobie bóstwa. Dzisiaj niektórzy dotykają drewna na szczęście lub odpukują w niemalowane drewno, by czegoś nie zapeszyć. I tak podobno powstał jeden z bardziej popularnych przesądów, który jest bardzo popularny wśród katolików, żeby odczarować to co miałoby się wydarzyć, a byłoby szkodliwe. Wspominałem już wcześniej, że staje się tak coraz częściej mimo mocnej ekspansji wiedzy, która jak chcą niektórzy miałaby wypierać przesądy. Dzieje się jednak inaczej, zupełnie odwrotnie. Prawdopodobnie dlatego, że nauka do końca nie jest w stanie odpowiedzieć na ostateczne pytania człowieka. Kiedy pytamy dlaczego dzisiaj jest tyle przesądów wśród katolików, to znajdujemy prostą odpowiedź. Zabobon jest efektem ignorancji religijnej i niedojrzałości wiary. Taka niedojrzałość jest formą infantylności religijnej wśród chrześcijan, którzy stworzyli sobie wygodną religię, na miarę własnych wyobrażeń i potrzeb. Tak jak wielokrotnie robili to także pierwsi chrześcijanie co mamy dokładnie opisane na kartach Nowego Testamentu. Szczególnie było to widoczne przy okazji podróży misyjnych Św. Pawła.

Przykładów takiego podejścia jest mnóstwo. W zależności od potrzeby i sytuacji to takie osoby rzekomo mocno wierzące przywołują określony rytuał czy praktykę, którą trzeba koniecznie wprowadzić w życie. Jeśli się tego nie zrobi to na daną osobę , a czasem i na jego bliskich spadnie ogromne nieszczęście. W ten sposób rzeczom małoznaczącym lub nic nie znaczącym nadaje się wartość mającą mieć wpływ na nasze życie w sposób radykalny, niemalże śmiertelną.

KATOLIK CZY NIE I TAK W SWOJE WIERZY

Jak wygląda wiara w przesądy statystycznie? Według badań przeprowadzonych przez TNS OBOP ponad połowa Polaków wierzy w zabobony. Wśród kobiet ten wskaźnik jest jeszcze wyższy – wierzą, jeśli przyjąć za dobrą monetę deklaracje, aż dwie na trzy. Co przynosi szczęście? Według statystyk po kolei: kominiarz, czterolistna koniczyna, talizman. A pecha? Czarny kot, powitanie przez próg, rozbite lustro. Zabobony i praktyki wróżbiarskie są nie tylko bałwochwalstwem i formą władzy jednych (tych, co wiedzą) nad drugimi (niewtajemniczonymi), lecz są także wyrazem astralnego determinizmu, w świetle którego wszystko jest zapisane w gwiazdach i człowiek na nic nie ma wpływu, jego przeznaczenie zależy na przykład od dnia narodzin. Jeśli chodzi o te ostatnie zjawiska to były one widoczne już w pierwszych wiekach. To właśnie wtedy Św. Augustyn opisywał to jak miażdżąco krytykował te wierzenia na przykładzie, dwóch ludzi którzy mimo, że urodzeni tego samego dnia to ich życie było zupełnie odmienne. Do dziś niektóre nurty astrologii i wróżbiarstwa wyznawanego przez wielu ludzi uważających się za katolików korzystają z dzieł powstałych w starożytności, gdzie dziś położenie gwiazd na niebie się zmieniło. Pokazuje to nie tylko jakość tej pseudonauki, ale także rozumności ludzi w to wierzących.

Można wymieniać wiele tego typu przykładów, jednak nadmienię tylko jeszcze kilka ciekawszych. Każdy zapewne zna niechęć wielu osób do witania się przez próg i bardzo racjonalną argumentację tego zachowania to jednak można, jeszcze próbować zaakceptować ze względu na korzenie tego zwyczaju, związane z chowaniem zmarłych ludzi pod progiem. Co można jednakże powiedzieć o takich praktykach jak podawanie dziecka do chrztu tylko i wyłącznie prawą ręką, bo gdy uczynimy to lewą to najpewniej chrzest będzie nieważny i będzie trzeba sakrament powtórzyć wraz z polewaniem głowy, ponieważ to co zawiera tradycja ludowa musi być mądrzejsze? Skoro jednak mowa o chrzcie to ciekawy jest też wymysł – bo ciężko nazywać to pomysłem i to dobrym – by nie dawać w prezencie dziewczynkom krzyżyka na szyję, bo to przynosi pecha. Dziecko, któremu ma towarzyszyć przez całe życie znak krzyża ma już na początku swojej przygody z Chrystusem być tego pozbawione, bo jakaś mądra ciocia musi mieć rację.

Jeśli chodzi o kolejne przesądy to warto zastanowić się nad tymi związanymi ze śmiercią. Niedopuszczalne jest, b zmarły leżał w domu przez niedzielę, bo z całą pewnością zabierze za niedługo kogoś ze sobą. Jednak jak to bywa z tego typu sprawami i tą można jeszcze naprawić. Wystarczy, że powywraca się wszystkie krzesła w domu. Przecież przewracanie krzeseł może uratować komuś życie! Dodatkowo nie do przyjęcia jest, żeby nieboszczyka niósł jego najbliższy krewny, ponieważ niechybnie skończy niedługo po nim jak sam zmarły.

KOŚCIÓŁ JASNO, ALE NIESKUTECZNIE

Mógłbym tak długo wymieniać kolejne przesądy takie jak czerwony przedmiot mający rzekomo chronić dziecko przed urokami czy przechodzenie pod drabiną, które ma przynajmniej dość urokliwą genezę, bo wywodzi się z wiary w towarzyszenie każdemu człowiekowi dobrego ducha, a owe przejście miało powodować stratę tego duszka. Wolę jednak zamiast tego przypomnieć jak do tego podchodzi Kościół.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego (nr 2116) jasno zapisano, że należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. A w następnym kanonie (2117) przestrzega się wiernych przed praktyką magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim. Jeśli to komuś nie wystarcza i dalej ma wątpliwości co do tego i myśli, że to Kościół w Polsce się uwziął na biednych ludzi to konferencja biskupów w Włoskiej Toskanii w 1994 roku wypowiedziała się dość jasno na ten temat: Religia jest bezpośrednim odniesieniem do Boga i do Jego działania, i nie można mówić o doświadczeniu religijnym bez takiego właśnie odniesienia. Magia natomiast zakłada taką wizję świata, w której wierzy się w istnienie tajemnych sil, mających wpływ na życie człowieka; używający lub korzystający z magii wierzy, że może kontrolować te siły poprzez wykonywanie rytualnych praktyk, będących w stanie automatycznie zapewnić oczekiwany efekt.

Wielu katolików praktykujących w taki sposób zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego co robi źle i że coś w ogóle robi niewłaściwie. Podobnie czynili ich przodkowie, oni byli jednak bardziej usprawiedliwieni przez swój faktyczny analfabetyzm i rzeczywiste przywiązanie do swych rodzimych tradycji. Ponadto dzisiejsi duchowni robią też niewiele więcej niż ich poprzednicy kilkaset lat przed nimi zajmując się nie do końca tym co jest słuszne, czyli przekazywaniem prawdziwej i czystej wiary.