za: https://pracownia4.wordpress.com/2015/07/14/przyczyna-kryzysu-imigracyjnego-w-europie-jest-nato/
Danielle Ryan

© Reuters/Jalal Al-Mamo — Aleppo, Syria
Nie da się bagatelizować bezprecedensowej skali kryzysu imigracyjnego, przed którym obecnie stoi Europa. Tym, co jest jednak przez media głównego nurtu bagatelizowane – i w istocie prawie całkowicie ignorowane – to prawdziwe źródło tego kryzysu.
Debata wokół ściągających do UE imigrantów z Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu toczy się niemal całkowicie bez odniesienia do przyczyn. Oczywistą i zgodnie niezauważaną przyczyną jest NATO, ale o tym nikt nie chce mówić.
Publikowane są setki artykułów, wypełnionych liczbami, wnioskami i prognozami, ale w żadnym nie znajdzie się wskazania bezpośredniego związku między przyczyną a skutkiem. Pozornie zaskoczeni prezenterzy wiadomości siedzą z ustami otwartymi ze zdziwienia nad apokaliptycznymi zdjęciami, leżącymi na ich biurkach, jednak tylko nieliczni pokuszą się o wyciągnięcie właściwych wniosków. Tymczasem związek jest tak prosty i logiczny, że aż trudno uwierzyć, że się go nie nagłaśnia.
Być może ci dziennikarze są do tego stopnia uwarunkowani na przedstawianie polityki USA i NATO w pozytywnym świetle, że te powiązania nie przychodzą im nawet do głowy. A może są po prostu zażenowani i próbują odwrócić uwagę od swojego wieloletniego poparcia dla szeregu różnych interwencji wojskowych w tych krajach.
Komentarz SOTT: Ci dziennikarze od tak dawna okłamują samych siebie i innych, że aż dziw, że nadal mogą zrobić coś tak prostego, jak zawiązać sobie buty. W „Ponerologii politycznej” nazywa się to „selekcją i substytucją danych” lub okłamywaniem samego siebie. Dla tych, którzy żyją w amerykańskim systemie groteskowej psychopatii, kłamstwa są najlepszym sposobem ukrycia się przed brutalnymi faktami rzeczywistości. Ci, którzy kłamią najlepiej, najbardziej przekonywująco, odnoszą sukces:
Podświadoma selekcja i substytucja danych wkracza w proces myślowy, kiedy rzeczywistość nie spełnia marzycielskich oczekiwań. Te jej elementy, które zbyt zakłócają światopogląd danej osoby, są wówczas ignorowane, a ich miejsce zajmują „dane” wspierające iluzję. Amerykanie nie są w stanie wyobrazić sobie, a tym bardziej przyznać, że ich kraj nie jest najbardziej wolnym, najbardziej demokratycznym krajem o najwyższym standardzie życia na świecie.
Dobre czasy, złe czasy 3: Ameryka a cykle histeroidalne
Tak czy inaczej, w efekcie cała ta historia jest przedstawiana w taki sposób, że czas wystąpienia tego kryzysu wydaje się być niemal przypadkowy. Słuchamy konwersacji o tym, jak „poradzić” sobie z łodziami pełnymi Libijczyków, przepływającymi przez Morze Śródziemne – jakby Libia była krajem, który po prostu tak sam z siebie właśnie implodował, bez namacalnego powodu.
Rozszalała się gwałtowna debata nad tym, „co zrobić” z tymi imigrantami – co zrozumiałe, ponieważ jest to palący problem – ale debata, której naprawdę potrzebujemy, powinna odbywać się wokół polityki NATO, która jest katalizatorem tego kryzysu.
Nawet jeśli Europa zjednoczy się w zredagowaniu „rozwiązania” tego problemu, będzie to jedynie przyklejenie plasterka, zajęcie się wyłącznie objawem. Tak naprawdę, jaki sens w opatrzeniu sobie rany, kiedy napastnik z nożem wciąż jest w tym samym pokoju? Nie trzeba geniusza, aby zgadnąć, jak się ta historia skończy.
Komentarz SOTT: Wiemy, jakie jest pożądane przez NATO rozwiązanie tego problemu: napiętnowanie uchodźców jako „terrorystów”, a następnie zbombardowanie ich.
Problem rozwiązany: NATO i UE chcą bombardować „uchodźców-terrorystów”, których sami stworzyli.
Ilekroć przyczyna jest (niechętnie) wspomniana przez media, wzmianka jest krótka i abstrakcyjna, autor lub prezenter może odnieść się do „konfliktu” lub napomknąć o tym, jak w ostatnich latach i miesiącach przemoc w tych krajach została „na nowo wzniecona”.
Redaktorzy, a w szczególności dziennikarze New York Times, są gorącymi zwolennikami zwalania całej odpowiedzialności prosto na barki Europy. W tym fragmencie Times twierdzi, że kryzys imigracyjny „stawia w centrum uwagi błędne posunięcia w polityce europejskiej”. Kolejny redakcyjny fragment poucza Europę, jak ma postępować w związku z tą sytuacją.
W kwietniu szef NATO Jens Stoltenberg wezwał do „kompleksowej odpowiedzi na kryzys” oraz obiecał, że NATO pomoże ustabilizować sytuację. Według niego rola sojuszu w „stabilizacji” Afganistanu była częścią szerszego podejścia do kryzysu uchodźców w rejonie Morza Śródziemnego.
Takie właśnie są mądrości pochodzące od szefa sojuszu „obronnego” i „bezpieczeństwa”, który od lat prowadzi politykę ofensywnej destabilizacji w regionach, z których uciekają setki tysięcy ludzi. Ale komentarz Stoltenberga oraz działania NATO są łatwe do rozszyfrowania, wystarczy tylko skorzystać ze zdrowego rozsądku i to w jego najbardziej podstawowym wymiarze.
Modus operandi NATO jest jasny. Powtarzany w kółko ciągle ten sam schemat obejmuje kompletną destabilizację regionu, co skutkuje szybkim przedstawieniem kolejnego natowskiego rozwiązania problemu (przyczyna – rozwiązanie). Dodajmy do tego bezwstydnych rzeczników, udających ignorantów i jawnie łżących (Jen Psaki, Marie Harf itp.) oraz służalcze media, które bezmyślnie, bez zadawania pytań, powtarzają podane im stanowisko, a otrzymamy przepis na smakowity kryzys.
Interwencja NATO w Libii w 2011 roku była autoryzowana przez ONZ, które kierowało się względami „humanitarnymi”, i spowodowała śmierć od 50 do 100 tysięcy ludzi oraz przesiedlenie 2 milionów. Zaiste, bardzo humanitarnie.
Komentarz SOTT: Zobacz także: Prawda o Libii Kaddafiego, bombardowanie przez NATO i atak na konsulat w Bengazi
Podobnie, po kierowanej przez USA kampanii destabilizacyjnej w Syrii, mającej na celu obalenie Baszara al-Asada, umożliwieniu (a nawet wsparciu) powstania ISIS w tym regionie, szokująca liczba przesiedleńców wyniosła 10 milionów (według Amnesty International), a zadanie posprzątania tego bałaganu pozostawiono m.in. krajom europejskim. Niemcy, na przykład, zobowiązały się do umożliwienia osiedlenia się 30 tysiącom syryjskich uchodźców. Szwecja, która nie jest członkiem NATO, podjęła się przyjęcia podobnej liczby uchodźców.
Należy jednak podkreślić, że zobowiązania krajów europejskich wypadają blado w porównaniu z wkładem krajów Bliskiego Wschodu. Liban, na przykład, ugościł 1,1 miliona syryjskich uchodźców. Jordania przyjęła ponad 600 tysięcy, a Irak prawie ćwierć miliona. Turcja gości 1,6 miliona.
Tylko jeden kraj wychodzi z tego wszystkiego bez szwanku – przynajmniej na froncie syryjskim. Tym krajem są Stany Zjednoczone. Po czterech latach wojny USA przyjęły mniej niż 900 syryjskich uchodźców. Amerykańscy urzędnicy powołują się w swoich wyjaśnieniach na „bezpieczeństwo narodowe”, usprawiedliwiając tak niską liczbę wpuszczonych uchodźców, aczkolwiek rzekomo chętnie przyjęliby więcej.
Może to ma coś z tym wspólnego?
