za: http://wirtualnapolonia.com/2015/08/08/patriota-i-zyd/
Krzysztof Ligęza
Co powinniśmy uznać za podstawową kompetencję zawodową rodzimych, nadwiślańskich łupieżców, zwanych dla niepoznaki politykami?
Otóż tak zwani politycy najprędzej przyswajają umiejętność komunikacji z tak zwanym elektoratem w taki sposób, aby móc powiedzieć nam to, co powiedzieć chcą, ani słowem nie odnosząc się do pytań, które im zadajemy. Swoją drogą zauważmy, że jest to kompetencja zawodowa przynależna tak zwanym politykom jak ziemia długa, szeroka i okrągła.
Dla unaocznienia problemu, jeden przykład z naszego podwórka, w mojej opinii nader symptomatyczny. Oto Olejnik Monika odpytuje Michała Tomasza Kamińskiego. W pewnym momencie słyszymy: „Wstrząsa panem to, że w ciele prezydenta Kaczorowskiego był niedopałek papierosa?”. Kamiński Michał, poseł na Sejm RP III i IV kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI i VII kadencji, od 2007 do 2009 roku rzecznik prasowy śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aktualnie sekretarz stanu w Kancelarii Premier Kopacz Ewy, odpowiada: „Dla mnie śmierć, ludzka tragedia, nie jest materiałem wyborczym, tylko źródłem refleksji”.
Z NOSEM PINOKIA
I teraz nie wiemy: wstrząsa Kamińskim Tomaszem Michałem ów niedopałek, celowo zaszyty w Moskwie w zwłokach prezydenta Kaczorowskiego, czy raczej – skoro ignoruje pytanie (można nawet powiedzieć, że do pytania odwraca się plecami) – czy raczej fakt zbezczeszczenia ciała prezydenta Rzeczypospolitej nie robi na Kamińskim wrażenia, nie wzbudza konfuzji, nie wywołuje konsternacji? No wywołuje czy nie wywołuje? Wzbudza czy nie wzbudza? Robi wrażenie czy nie robi?
Najwyraźniej nie robi, nie wzbudza i nie wywołuje.
Jak to Kamińskiego podsumował Stanisław Michalkiewicz? A, już pamiętam: „do niedawna podobny do prosięcia tylko zewnętrznie”. Przesada, przesada. Świnia to jednakowoż pewna wartość dodana, weźmy szynkę i boczek.
Natomiast nad czymkolwiek nasz „Misio” pochyli się z troską i zaangażowaniem, czegokolwiek dotknie swoją niewątpliwą mądrością, zdecydowanie na wyrost demonstrowaną, to zaraz to dotknięte „coś” zmienia się w rodzaj ścieku.
Tak na marginesie: ciekawe, jakim sposobem z tak rozdętą, wręcz patologicznie przerośniętą inteligencją, oraz ze swoim nosem Pinokia, pan Kamiński Tomasz Michał mieści się we własnym aucie. Czyżby wozili go autobusem? Nos nie nos, nie ma to, tamto: żeby nie powiedzieć ani jednego słowa prawdy, czasami trzeba wypowiedzieć bardzo dużo słów. Niekiedy trzeba mówić wciąż i bez przerwy, do tego oponentów opryskując śliną. Spójrzcie tylko na Niesiołowskiego Stefana.
INTERNET BRONIWOJ
Kiedy zaś nawet ślina przestanie wystarczać, a prawda mimo wszystko zacznie przedzierać się przez medialne zasieki, docierając do świata, wówczas w obronie rozwoju, postępu oraz nowoczesności ludzie źli zaczynają strzelać, w przerwach ryjąc masowe groby. Nie wcześniej, żadne takie, co to, to nie. Wcześniej mamy demokrację, wolność, równość w różnorodności oraz podobne słowa pierzaste. Mamy również tolerancję.
Co prawda bez związku z powyższym, za to w odniesieniu do poniższego, w tym miejscu pragnę podkreślić wyraźnie, że jestem tolerancyjny. Bardzo. To znaczy staram się. W jaki sposób? Na przykład cierpliwie znoszę przejawy oczywistej tępoty w życiu publicznym. W tym takie przejawy, których żadnym sposobem nie jestem w stanie zaakceptować. Choćby złą wolę.
Bywam również przesadnie tolerancyjny, cierpliwie znosząc coś, czego istota rozumna i przyzwoita, a przy tym Człowiek Biały, w żadnym razie nie powinien znosić, bez względu na okoliczności. Wszelako zdaję sobie sprawę, że niekiedy po prostu nie można inaczej, czyli mówi się trudno, czyli nie ma to, tamto. Więc znoszę.
Żeby mi nikt nie zarzucił gołosłowności: niedawno zniosłem prawie godzinną rozmowę między Grzegorzem Braunem a Szewachem Weissem. Do dziś nie mogę dojść do siebie i ciągle pozostaję pod wrażeniem, zgadzając z opinią niejakiego Broniwoja Interneta: dzięki odwadze dwóch amatorów, to jest autorów programu, oraz dzięki zderzeniu dwóch osobowości, to znaczy zaproszonych gości, powstał jeden z ważniejszych programów publicystycznych naszych czasów.
CZAPKI Z GŁÓW
Fantastyczna dyskusja, arcyciekawa rozmowa, i zaznaczam to bez cienia ironii. Warto było popatrzeć i posłuchać. Choćby dla takich kwiatków, gdy Szewach Weiss zauważa koncyliacyjnie: „Ja jestem socjaldemokratą, pan jest prawicowy, pan ma swoje podejścia narodowe, ja rozumiem…”. Grzegorz Braun przerywa: „Jestem homo sapiens. Nie jestem socjaldemokratą”. Szewach Weiss ripostuje: „My jesteśmy oboje homo sapiens. Każden ma jakieś sapiens inny i każden jest inny homo, ale najważniejsze, że jesteśmy humanistami”.
Smaczne, jak każda rozgrzewka przed zasadniczym starciem umysłów, nazwijmy je intelektualnie sokolimi. W rozmowie, w samej rzeczy momentami ostrej niby szpon drapieżnego ptaka, Grzegorz Braun był sobą i Szewach Weiss był sobą. Temu drugiemu należą się brawa za śmiałość: wiedział, z kim przyjdzie mu się barować. Ale spotkanie z Braunem przegrał sromotnie i zaraz wyjawię, dlaczego tak uważam.
Otóż Weiss poległ nie dlatego, że nie dał rady ciosom adwersarza, choć większość kontr wyprowadzał rzeczywiście w powietrze. Jak wtedy, gdy burknął o Braunie „zawodowy patriota”, więc nieco później ten zrewanżował się „zawodowym Żydem”, wspominając urzędującego aktualnie ambasadora III RP w USA, Ryszarda Schnepfa (co z kolei Weissa rozsierdziło niemożebnie). Szewach Weiss tę potyczkę dwojga humanistów przegrał, usiłując uzasadnić coś, czego żadnym sposobem uzasadnić się nie da. W każdym razie pozostając w obszarze reguł prawnych, ustanowionych przez cywilizację Ludzi Białych.
Sprawiając wrażenie wyprowadzonego z równowagi, w pewnym momencie Weiss wypalił pod adresem dwójki prowadzących: „Ja nie wiedziałem, na jaki program wy mnie zapraszacie”. Tym niemniej nie wstał i studia nie opuścił. Chapeau bas.
WARTO I TRZEBA
RingTV, http://www.youtube.com/watch?v=ML7JTQDNKyM – polecam gorąco. Nic nie pozwala nam sięgnąć tak głęboko w zakamarki świata i ludzkich dusz, jak obserwacja efektów zderzenia tak radykalnie odmiennych perspektyw poznawczych i aksjologicznych. Życzyłbym sobie więcej tego rodzaju spotkań konfrontacyjnych, zderzających ludzi i ich poglądy, przynajmniej w telewizji publicznej. Obserwowanie wzajemnego miziania się po czuprynach przez persony z kręgu medialnej adoracji wzajemnej, w najlepszym razie konfrontowanie górki saneczkowej z Mount Rushmore, pozostaje jałowe poznawczo, budząc wyłącznie niechęć.
Tu było inaczej. Jeśli o mnie idzie, teraz rozumiem lepiej niż dotąd, a to dzięki Szewachowi Weissowi, dlaczego środowiska żydowskie domagają się od Polski rekompensaty za mienie bezspadkowe, to jest za nieruchomości pozostawione po wymordowaniu przez Niemców obywateli polskich wyznania mojżeszowego.
Dostrzegam też wyraźniej, to z kolei zasługa Grzegorza Brauna, z jakich powodów nie wolno nam podobnych żądań akceptować, a tego rodzaju rozwiązań wprowadzać do systemu prawnego.
Jedno oraz drugie wiedzieć warto, i nawet koniecznie trzeba.
***
No ale my tu sobie beztrosko gadu-gadu o tym i o tamtym, tymczasem nieubłagany postęp oraz bezkompromisowa nowoczesność szarżują w kierunku wrót Rzeczypospolitej. Już są na moście, można powiedzieć, jak raz w bramę wpadają. Przebrane w fatałaszki pt. „trzy lata bezwzględnego więzienia”.
Doprawdy za stary już jestem, by pochylać się nad kuwetą do tego stopnia zapaskudzoną. Umysłem również nie zdołam tego łajdactwa ogarnąć. Trzy lata pod celą za wyrażenie negatywnej opinii na temat „środowisk LGBT”? Za słowa? Niech żyje wolny człowiek w wolnym kraju?
Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem:
widnokregi@op.pl