Trzy długie teksty poświęciła w ostatnich dniach Gazeta Wyborcza młodemu duchownemu z Wrocławia. Wszystkie trzy bardzo krytyczne. Temat podchwycił też portal Tomasza Lisa. Powód? Ksiądz Jacek Międlar, który nie ukrywa swoich prawicowych poglądów, wystąpił na wrocławskim marszu przeciwko imigrantom.
Próbowaliśmy porozmawiać z duchownym, lecz przełożeni zabronili mu udzielania wywiadów. Ksiądz odpowiedział krótko tylko na jedno nasze pytanie związane z samym jego udziałem w marszu. Wobec tego, dokonaliśmy krótkiej analizy jego – rzekomo – bulwersującego zachowania.
Internet obiegł ostatnio film, na którym młody kapłan z wrocławskiej parafii w. Anny na Oporowie przemawia podczas antyimigranckiego marszu. Jego – trzeba to przyznać – płomienna mowa przerywana jest skandowaniem haseł: „Bóg, Honor i Ojczyzna” oraz „Ewangelia, a nie Koran”, a zakończona okrzykiem duchownego „czołem wielkiej Polsce!„. Widać, że w środowisku narodowców ksiądz czuje się jak ryba w wodzie.
– Gdy was widzę, moi drodzy, wiem że jest wielka nadzieja w Polsce, że są ludzie, dla których warte i ważne, żeby walczyć w obronie dziedzictwa, dziedzictwa narodowo-chrześcijańskiego
– rozpoczął swoje wystąpienie duchowny. Wokół niego powiewały flagi Polski i ONR.
– Wielu z was usłyszy, że jesteście faszystami. Ja często słyszę, że jestem księdzem-faszystą. Usłyszycie, że jesteście nazistami. I że macie głęboko gdzieś wartości chrześcijańskie
– kontynuował.
– Bzdura! Niech sobie gadają, moi drodzy. W naszym sercu jest Ewangelia. W naszym sercu jest Jezus Chrystus. I w naszym sercu są te wartości, za które każdy z nas jest gotowy oddać życie. Za Polskę i za chrześcijaństwo
– dodał.
Ksiądz Międlar zaznaczał, że nie działa wbrew miłości chrześcijańskiej.
– To, co robimy, to w pierwszej kolejności jest miłość chrześcijaństwa. Zapewniamy, moi drodzy, bezpieczeństwo dla swojej rodziny. Dla swoich rodaków. Dla tych, którzy wyrośli z naszego dziedzictwa, któremu na imię Polska i chrześcijaństwo
– przekonywał uczestników demonstracji.
W najostrzejszym fragmencie swojego wystąpienia ksiądz stwierdził, że potrzebna jest odwaga i męstwo, ale „nie od Allaha czy lewaków”, a od Jezusa Chrystusa.
– Wiem że mnie oplują, za to, że tu jestem z Wami. Ja się nie boję. Proszę, wspierajmy się nawzajem. Wspierajmy się w miłości chrześcijańskiej, wspierajmy się w głoszeniu Ewangelii, wspierajmy się w tym, co tu robimy. Bo my nie atakujemy, ale bronimy się przed inwazją, bronimy się przed atakiem ze wschodu, który jest idealnie zaprogramowany
– kontynuował kapłan.
Na koniec zaś zebrany tłum, za jego namową, odmówił „Pod Twoją obronę”.
Wystąpienie w swej formie rzeczywiście było dość typowe dla nacjonalistycznych wieców, ale czy w jakiś sposób szczególnie szokujące? Cóż tak bardzo nie spodobało się redaktorowi Harłukowiczowi z GW, który napisał na temat księdza aż trzy teksty (w jednym duchowny został nawet nazwany „kapłanem nienawiści”)? Przede wszystkim sama obecność księdza na marszu, na którym – jak podaje GW – padały wulgarne i agresywne hasła. Rzeczywiście, opisane przez red. Harłukowicza okrzyki „Je.. Araba” i transparent z napisem „Za zdradę narodu spotka cię kara, zawiśniesz na sznurze, ty k… stara” są bardzo brutalne i obecność duchownego może w takich okolicznościach budzić pewne wątpliwości.
Zapytany przez portal wSensie.pl o to, czy marsz, na którym padały agresywne hasła i wulgaryzmy, jest odpowiednim miejscem dla księdza, duchowny odpowiedział, że „trzeba wyjść z zakrystii i wykorzystać każdą drogę do głoszenia Ewangelii„.
– Co zrobiłem na marszu i co zostało docenione
– dodał.
Na więcej pytań odpowiedzi udzielić nie mógł.
– Niestety, nie dostałem zgody od prowincjała na udzielanie wywiadów. Ślub posłuszeństwa jest dla mnie priorytetem –
powiedział, kiedy do niego zadzwoniliśmy.
– Jednak nigdy nie zrezygnuję ze swojej działalności na rzecz dobra narodu i wartości chrześcijańskich
– dodał.
Wyborcza, oprócz samej obecności księdza na marszu, skrytykowała także „scenografię” w której przemawiał. Redaktor Harłukowicz pisał o krzyżach celtyckich, które są symbolem ONR. Symbolem ONR jest Falanga i to właśnie ją, a nie krzyże celtyckie, widać na dostępnym w sieci filmie. Dziennikarzowi „Wyborczej” nie podobają się też ostre komentarze, które ksiądz umieszczał w sieci, na blogu i Twitterze. Zapytaliśmy zresztą (jako o sprawę nie związaną z tematem, przez który zakazano księdzu rozmów z mediami) o dość „dziwną” nazwę jego konta w tym serwisie („jackass_44”).
Duchowny przyznał, że „to jeszcze z czasów kibicowskich, z gimnazjum”. Dodał też, że z Twittera od kilku miesięcy nie korzysta. Większość – nielicznych zresztą – wpisów rzeczywiście jest stara (choć ostatnie trzy mają daty sprzed zaledwie kilku tygodni, nie kilku miesięcy). Ostry wpis na blogu, odnoszący się do innego duchownego (cytując za „GW”: „trzeba być idiotą, nie widząc niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą fala imigrantów/okupantów” i pytanie o to, czy jezuita Grzegorz Kramer „już przygotował pokój i ubił świniaka dla braci muzułmanów”), rzeczywiście – tak jak podaje „GW” – zniknął już z sieci.
Na antyimigrancki ton jednego z kazań miało też, wedle „GW”, wpłynąć zażalenie do proboszcza parafii w. Anny. Z relacji gazety Adama Michnika wiadomo było, że w kurii i zakonie ojca Międlara wiedzą o jego działalności. I że jakie kroki mają zostać podjęte. Dzwoniąc do księdza przekonalimy się, że pierwsza decyzja już zapadła. Wypowiedzi dla mediów nie będzie.
Nie nam jest publicznie oceniać, czy ksiądz powinien w dość ostrych słowach krytykować innych duchownych. I czy powinien przemawiać na antyimigranckich wiecach. Jak przyznawała sama „Wyborcza”, wystąpienie księdza – oprócz przeciwników – miało swoich licznych zwolenników. Słychać to też na dostępnym w sieci filmie. I to jest chyba jasne. To co mnie najbardziej w całej sprawie dziwi i szokuje, to to, że promująca raczej świeckie wartości „Gazeta Wyborcza” tak bardzo angażuje się w wewnętrzne sprawy Kościoła. Nie pierwszy raz zresztą. Młody ksiądz, którego poglądy czy zachowania nie podobają się w redakcji określany jest mianem „kapłana nienawiści” i człowiekiem, który może „przebić Rydzyka, Oko i Natanka„.
Czyżby jedyne „odchylenia”, jakie duchowny może – zdaniem autorów medium z Czerskiej – prezentować, to te lewicowe? I czy księżom-postępowcom wolno więcej niż księżom-nacjonalistom? Proponuję porównać sobie ton tekstów w GW o księdzu Międlarze z tonem tych o księdzu Charamsie (zanim się okazało, że pograł sobie z mediami jak chciał). Wnioski nasuwają się same.