Paweł Szałamacha, wskazany przez Beatę Szydło jako kandydat na ministra finansów w nowym rządzie, ujawnił niezmiernie istotną analizę sporządzoną na „użytek wewnętrzny” NBP.
Okazuje się, że bank centralny wycenił koszty sztandarowej zapowiedzi PiS z kampanii wyborczej – programu „500 zł na dziecko”. Eksperci Instytutu Ekonomicznego NBP uznali, że realizacja prorodzinnego projektu będzie… tańsza nawet od tego, co przewidywał PiS! Partia Jarosława Kaczyńskiego zakładała budżetowe wydatki z tego tytułu na 21,6 mld zł, a eksperci pracujący dla Marka Belki oszacowali je na mniejsze o 5 mld zł.
Jednocześnie bank centralny oczekuje znacznie większych niż to przewidział PiS wpływów do budżetu państwa z nowego podatku bankowego i od supermarketów.
Korzystna dla zamiarów PiS analiza, nie była przeznaczona do publikacji, co rzecznik NBP tłumaczy tym, że została ona przygotowana „na użytek wewnętrzny”, a obliczenia „mają charakter przybliżony”.
Przy okazji ujawnienia analizy sporządzonej przez specjalistów banku centralnego, nasuwa się kilka frapujących pytań.
Czy NBP analizował koszty obietnic wyborczych wszystkich ugrupowań startujących w wyborach, czy jedynie PiS?
Czy rzeczywistym powodem ukrycia przed opinią publiczną wyniku analizy było to, iż ma ona „wewnętrzny” charakter?
Czy gdyby wydatki na realizację zapowiedzi PiS okazały się większe od zakładanych, materiał NBP nadal miałby status „do użytku wewnętrznego”, czy też przeleciałby z hukiem przez wszystkie media?
Czego jeszcze nie wyjawia Marek Belka?
Poza odpowiedzią na powyższe kwestie, interesująca będzie też reakcja tych, którzy podnosili larum nad rzekomym awanturnictwem ekonomicznym PiS. Może majestat NBP ich uciszy… Choć po wystąpieniu ustępującej premier w Sejmie widać, że Platforma idzie na totalne zwarcie, w którym nie będą się liczyć żadne argumenty. Nawet te autoryzowane przez prezesa Belkę.