Gabiś w ARCANACH nr 125: Powitajmy uchodźców z Europy Zachodniej!


za:  http://www.portal.arcana.pl/Gabis-w-arcanach-nr-125-powitajmy-uchodzcow-z-europy-zachodniej,4387.html

 

W ostatnich miesiącach u naszych zachodnich sąsiadów najwięcej pisze się – co zrozumiałe – o masowej, w znacznym stopniu niekontrolowanej, imigracji z Afryki i Azji do Niemiec i całej Europy, a w tym kontekście analizuje się rolę mediów.

Zachowanie niemieckich mediów w czasie „letniej kampanii” opisał Heribert Seifert z „Neue Zürcher Zeitung”. Jego zdaniem, straciły one krytyczny dystans do przedstawianych wydarzeń,  relacjonowanie przekształciło się w kampanię propagandową – monotematyczną, obezwładniającą, zajmującą jedynie słuszną postawę wobec masowej imigracji. Niemieckie media rywalizowały ze sobą, które z nich przeżyje większą moralną i emocjonalną ekstazę. Prześcigały się w okazywaniu empatii i demonstrowaniu euforii gościnności, nie myśląc o przesycie, jaki mogą wywołać u odbiorcy. Triumfowała jednostronność, branie w ramiona przybyszy z odległych krajów szło w parze z bezwzględnym zerwaniem komunikacji z bliskim niemieckim sąsiadem, który jakoś nie chciał się cieszyć z nadchodzących zmian społecznych.

Media rodem z NRD

W mediach nie było miejsca na dokładne zbadanie sprawy, na wstrzemięźliwość w ocenie faktycznej, niejasnej sytuacji, gruntowne prześwietlenie kulisów, bezstronność przy prezentacji zróżnicowanych poglądów, analityczne podejście skierowane – ponad tym, co aktualne – ku skutkom i przyszłym problemem – to wszystko stało się niestosowne.  Przebił wszystkich dziennikarz „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” swoimi kiczowatymi wtrętami o tym, z jak ogromną empatią i czułością odnosi się pani kanclerz do dzieci. Wezwanie stałego komentatora z tygodnika „Der Spiegel” do uprawiania „nowego dziennikarstwa”, bardziej aktywistycznego i zaangażowanego, zostało spełnione z nawiązką. Relacje, komentarze, artykuły stawały się coraz większe objętościowo, a jednocześnie coraz bardziej powierzchowne, coraz mniej różnorodne. Relacjonowanie było maksymalnie emocjonalne, naruszano profesjonalne standardy. Doszło do tego, że komentator z programu „Heute Journal” (ZDF) Claus Kleber tak się wzruszył gościnnością wobec uchodźców, że uronił na wizji autentyczną łzę.

Fotografia martwego chłopca na plaży w Bodrum przyczyniła się do zmobilizowania polityków oraz, jak napisał tygodnik „Die Zeit”, do „zsynchronizowania uczuć całego kraju” [właściwie powinno być „całego narodu”, ale „Die Zeit” stara się unikać słowa „Volk” (naród), żeby nie zostać posądzonym o myślenie „volkistowskie” – TG] .

Dziennikarze byli  całkowicie bezkrytyczni wobec jednych polityków, natomiast wobec innych np. węgierskich, przybierali wyłącznie pozę prokuratorów. Nigdy wcześniej Angela Merkel nie była tak jednomyślnie i bez zastrzeżeń wychwalana pod niebiosa jak podczas letniej kampanii. Przebił wszystkich dziennikarz „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” swoimi kiczowatymi wtrętami o tym, z jak ogromną empatią i czułością odnosi się pani kanclerz do dzieci. Problemy były w ten sposób prywatyzowane i depolityzowane, krytycznych pytań nie stawiano.

Pisarz Michael Klonovsky zauważył, że nie można było otworzyć gazety, włączyć stacji telewizyjnej, a nawet kliknąć na mailowego usługodawcę, żeby nie chlusnęła człowiekowi w twarz radosna proimigracyjna propaganda, naszpikowana statystycznymi bajeczkami, zuniformizowana jak za czasów realnego socjalizmu. Niejednokrotnie wskazywałem – przypomina Klonovsky – na podobieństwa pomiędzy metodami działania naszych socjalistycznych mediów i mediów enerdowskich. To się sprawdziło obecnie.Problemy były w ten sposób prywatyzowane i depolityzowane, krytycznych pytań nie stawiano

Klonowski wyśmiewa niesłychane wręcz nonsensy, jakimi posługują się dziennikarze (a także politycy), aby przekonać czytelników czy widzów, do zaakceptowania masowej imigracji. Nagle ludzie imigrujący do europejskich systemów socjalnych stają się podobni do Europejczyków osiedlających się w XIX w. w USA. Dziennikarze przekonują z pełną powagą, że podobnie jak kiedyś Niemcy z zachodnich prowincji przyjęli i zintegrowali miliony rodaków wysiedlonych przymusowo z prowincji wschodnich Rzeszy, tak samo dzisiejsi Niemcy powinni przyjąć setki tysięcy lub miliony imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, ponieważ są to zjawiska analogiczne! Takie drobiazgi jak to, że należeli oni do jednego narodu, mieli tę samą historię i podobną mentalność, mówili tym samym językiem, przynależeli do tej samej chrześcijańskiej kultury itd. , nie ma żadnego znaczenia!

Konserwatywny publicysta Thorsten Hinz z kręgu tygodnika „Junge Freiheit” (podobnie jak Klonovsky dorastający w NRD), dostrzega w tym, co objawiło się latem w mediach, „powrót dziennikarzy jako przekaźników”. Podejście mediów do masowej imigracji można komentować tylko z sarkazmem: oto przybywają do nas kardiochirurdzy, informatycy, rzemieślnicy o złotych rękach, opiekuńczy pielęgniarze, wszyscy gorączkowo czekający na okazję, aby móc zwiększyć nasz produkt krajowy brutto, uzdrowić i wzbogacić nasz system opieki socjalnej a wyludnione okolice na wschodzie przekształcić w kwitnące krajobrazy. W całym kraju tworzą się spontanicznie komitety powitalne i wszystko byłoby super, gdyby nie „ciemne, rasistowskie, prawicowe” siły, szczujące przeciwko uchodźcom, organizujące demonstracje przeciwko imigrantom itd.

Hinz pisze, że coraz trudniej zaprzeczyć, iż ta medialna praktyka podobna jest do tej z NRD. Tak jak latem 1989 r., kiedy NRD wchodziła w stan zapaści, dziennikarze pisali o pełnych inicjatywy pracownikach, którzy przekraczali normy planu, o zbiorowej radości z powodu zbliżającego się kolejnego zjazdu partii; niestety, wróg klasowy ze wszystkich sił starał się sabotować szczęście panujące w niemieckim państwie socjalistycznym.

Były to wówczas i są dzisiaj, hermetycznie zamknięte na rzeczywistość medialne światy. Jednak nie docieramy do istoty rzeczy, kiedy diagnozujemy oderwanie od realnego życia, internalizację szaleństwa, mentalność oblężonej twierdzy. Jak bowiem pokazują badania nad samoświadomością i funkcją dziennikarzy w NRD, dla dziennikarskiego cechu typowa była mieszanka złożona z braku złudzeń i konformizmu. Jedno łączyło dobrze zarabiającego cynika, zakutego dogmatyka czy zwykłego durnia – wszyscy oni pełnili funkcję „przekaźników”. Do nich przepływały informacje z partii, które przekazywali dalej. Ponadto sami mieli instruować masy, byli wszak partyjnymi funkcjonariuszami. Obecnie nie istnieje w Niemczech jedna partia państwowa posiadająca monopol władzy i informacji, ale korytarz opinii zawęża się w miarę jak partie stają się coraz bardziej nieodróżnialne od siebie. Funkcja większości dzisiejszych niemieckich dziennikarzy zbliża się do tej z NRD: zamiast relacjonować i analizować rzeczywistość sugerują opinie i propagują światopoglądy, grożą i instruują jak należy się zachowywać. Stałe powtarzanie absurdalnych opinii i argumentów ma przekonać odbiorcę, że absurdalne sytuacje są nieuniknione i normalne.

To nie jest cały tekst. Więcej czytaj w:

http://www.portal.arcana.pl/Gabis-w-arcanach-nr-125-powitajmy-uchodzcow-z-europy-zachodniej,4387.html