za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16830&Itemid=80

[będą jeszcze poprawki, przysyłajcie.]

Mirosław Dakowski
Florian Czarnyszewicz w Nadberezyńcach opisuje Polaków i polskie dzieje z początków XX wieku z pozycji chłopaka nie sięgającego wzrokiem daleko poza swój zaścianek i swoje okolice, tj. okolice Bobrujska.
Ale patrzy na to, a potem na zalew Ojczyzny przez bolszewików, jako Polak, wychowany przez pokolenia ojców – rycerzy i katolik, wychowany w wierze prawdziwej przez księży sięgających żywą tradycją do ojca Andrzeja Boboli. W epopei powstawania Polski Niepodległej po stuleciu rosyjskiej niewoli biorą nadberezyńcy oczywiście udział. Naszych bohaterów dowództwo skierowało do „wydziału II”, czyli powstającego i organizującego się wywiadu wojskowego. Niechętnie przystają na to, ale to rozkaz. Przechodzą daleko za linię frontu, szpiegują, porywają tam bolszewickiego „języka” wzorem Wierszułła i Wołodyjowskiego. Bo to były ich wzory. Kochają się i rywalizują o dziewczyny, ale też czynią to rycersko, uczciwie.
W tym czasie i w tej okolicy byli i walczyli również młodzi Mackiewiczowie, Józef był w ułanach. Opisał prawdziwie i gorzko, m. inn. w powieści „Lewa wolna”. Ci synowie bogatej szlachty, często arystokracji, inaczej reagowali, inaczej widzieli sytuacje. W Bobrujsku opisał Józef pijaństwo, rozpustę oficerów, interesy robione na przemycie narkotyków do czy z- bolszewii. Chodzili do burdeli, kiedyś bohater zawędrował tam z kolesiami i… kuzynką, w której się podkochiwał. Agent „dwójki”, istotny w szpiegowaniu i przeciąganiu na nasza stronę wysokich funkcjonariuszy bolszewickich, narkotyzuje się w tym burdelu – i zostaje zarąbany przez podpitego ułana, bohatera powieści. Bezkarnie, bo tak burdel-mama, jak ułani ukrywają zbrodnię. „Solidarność” ułanów, ale i interes.
Mnie tu ciekawi fakt, że dwaj wysoce utalentowani przyszli pisarze widzieli i opisują tę samą kampanię, te same miejsca, ale jakżeż inaczej. Ich bohaterowie działają zupełnie różnie.
Na pewne sprawy, zdarzenia, nie pasujące do twego światopoglądu, jesteś ślepy i głuchy, jakbyś się nie zarzekał. Jak i dlaczego?
Czarnyszewicz skupiony był na koszmarnej ślepocie i obojętności Macierzy na losy Jej synów. Wtedy – oddała do piekła bolszewii ponad milion Polaków, dla których okazała się macochą. Poczuli się odrzuconymi, niepotrzebnymi pasierbami swej ukochanej Polski. Druga jego książka ma tytuł Pasierbowie. Dodajmy z perspektywy stulecia – ślepą, okrutną okazała się kolejny raz – i to nie ostatni.
O Cudzie nad Wisłą autor nie wspomniał, pewnie tam, daleko, nie dowiedzieli się o tym. Bohater powieści Lewa wolna Karol , tak, jak 17-letni Mackiewicz, brał jednak udział w lipcu i sierpniu 1920 w walkach na Mazowszu. Bronił Warszawy, atakowali i wyzwolili Płock.
Nie mógł nie słyszeć o dwukrotnym objawieniu się bolszewikom Matki Bożej , Mater Gratiarum, Custos Poloniae, 14-go nad ranem i 15- go w nocy. ONA jednak nie pokazała się Polakom. Czy chciała powiedzieć, że na to jednak nie zasłużyliśmy? Że broni Swego królestwa, ale sama, czy może z husarią widoczną przy Niej, jak na obrazie Jerzego Kossaka. Tak przecież, jak na tym obrazie, opisywały ten cud setki, czy tysiące wziętych „w plen” sołdatów – „my wojsk polskich, tych uczniaków się nie bali, ale przeciw Bogomatieri nie mogli walczyć” . Ściślej – obraz Kossaka jest realistyczną syntezą relacji.
Czy oczy Narodu pozostały na Cud ślepe, jak u kociaka, na skutek wcześniejszych grzechów, czy może euforii po I wojnie, po odzyskaniu niepodległości? „My sami, tymi szablami, a Komendant jest genialny!!”
A potem? Więc kariery, pijatyki, na koniu do Adrii, Ordonka, dziwki, narkotyki, loże, diva potrząsająca gołymi cyckami na scenie (spalona potem w oparach rozlanej własnoręcznie benzyny), skrobanki, trójkąty z Krzywicką, wyzwolenie ego, sanacja, humanizm !! Wódz jest Genialny!
Lud Mazowsza wiedział, co się stało, czcił Maryję, miał w domach i chałupach kopię „Cudu nad Wisłą” Kossaka. Inteligenci „miastowi”, katolicy też.
Oficerowie ciągnący do burdelu swe sympatie, czy przechwalający się ilością wypitego alkoholu, lub ilością przelecianych baletnic – czy oni mogą dostąpić łaski widzenia prawdy? Czy mogą usłyszeć wołanie Pani z kwitnącej wiśni na Siekierkach w roku 1943? Gdyby usłyszeli – to może nie byłoby hekatomby Powstania.
A w XXI wieku: Czy biskupi organizujący koncerty scientologa Chick Corea w Archikatedrze tym samym skazują się na ślepotę na sprawy najważniejsze?
Bo późniejsze, po 1939-tym, przemilczenia Cudu nad Wisłą tłumaczą – a to Krwawy Adolf, Krwawy Stalin (i bierut – nieczego nie dajut) . PRL, laicyzm, materializm, marksizm
Ale „przemiany” , bolki, … magdalenki, znów położyły się kneblem na prawdzie Cudu nad Wisłą.
Osób krytycznych w 1989 było sporo. Nie wszyscy przypuszczaliśmy, że polska wolność znowu będzie atrapą, z Kiszczakiem, Michnikiem i Geremkiem u steru, a z Bolkiem w klapie. Stąd zapewne ta ogólna klapa.
Ale gwizdki na tonącym okręcie dozwolili, uwolnili. Choć częściowo, ale uwolnić musieli. W Magdalence, przy koniaczku, Wysokie Umawiające się Strony postanowiły, że skończył się „koszmarny czas” Mysiej (2) Cenzury, czyli GUKPPiW [Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk].
Więc w ostatnim ćwierćwieczu ukazało się dużo studiów historycznych, książek, też o powstawaniu II Rzeczpospolitej. Poza dotychczasowymi podziemnymi, powstały jawne wydawnictwa odkłamujące, w tym „Encyklopedii Białych Plam” w Radomiu.
Mam książeczkę jednego z odważniejszych publicystów historycznych Andrzeja Szcześniaka „Cud nad Wisłą” (2002). O prawdziwym, maryjnym Cudzie nad Wisłą tam ani słowa.
W książce Andrzeja Nowaka „Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany appeasement” nie ma o tym objawieniu ni słowa.
U Jarosława Szarka „Prawdziwy cud nad Wisłą” , mimo obiecującego tytułu – znów milczenie !
W świetnej książce „Pakt Piłsudski-Lenin. Czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium” Piotr Zychowicz wspomina „cud” w lekceważącym kawałku zdania.
O książce „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”, ks. dr Józef Maria Bartnik SJ, Ewa J. P. Storożyńska nikt (chyba) nic nie pisze! W październiku 2015 ukazała się książka St. Krajskiego „Spisek przeciwko Matce Bożej (i Polsce). Czy Matka Boża wzywa nas do walki?”. Też CISZA. Czy da się sprawę zamilczeć? I dlaczego?
Co Wam amputowano, historycy drugiej dekady III tysiąclecia? Czemu o takich FAKTACH boicie się pisać? Czyżby wasi nauczyciele wcisnęli Wam do głów „dogmat”, że tylko fakty zgodne z materializmem dialektycznym są faktami?
A pojawienie się znikąd kilkunastu gramów wapnia [Ca] w zgangrenowanej od ośmiu lat nodze Petera de Ruddera, bo przedtem gorąco poprosił Matkę Bożą – to już nie fakt? A nagłe zniknięcie ponad 20 litrów wody z brzucha umierającej w LourdesMarii Bailly [widział to i badał jej lekarz, Alexis Carrel por. ‑Podróż do Lourdes Alexis Carrel ]. Gdyby ta materia zamieniła się w energię wg E=mc2 , to zniknęłaby w tym wybuchu cała Europa Zachodnia, panowie…
Przy takich wątpliwościach ciągle mi się przypomina anegdotka: Moje dzieci przyniosły kiedyś ze śmietnika kotka, któremu sroka wydziobała oczko. Wydobrzał, nazwały go jedno-oczek widz. Stracił stereoskopię, ale myszy sprawnie łapał.
Skąd u tych historyków – bielmo na umyśle? Dlaczego, czy za co? Kiedy zostanie zdjęte?
Czy historyk, uczony, może być jedno-oczek widzem? Przecież widzi płasko, głębi nie zrozumie… A za nim Naród. Nie zasłużyliśmy jeszcze na to, by polscy uczeni ujrzeli Prawdę?
Do stulecia objawień w Fatimie pozostało tylko dwa lata, a do stulecia Cudu nad Wisłą jedynie pięć.
=======================
Teraz możesz sobie sprawić reprodukcję obrazu np. w formacie A3 (w punkcie xero – za 4-5 złotych). Wystarczy podać adres http://polimaty.pl/2013/08/prawdziwy-obraz-bitwy-warszawskiej i dopilnować, by nie obcięto boków.
Powieś na honorowym miejscu- propaguj! MD