za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16977&Itemid=80
[Z książki Stanisława Krajskiego „Islam, masoneria, uchodźcy. Czy czeka nas wielka apokalipsa?” Stron 144, cena 25zł razem z kosztami wysyłki. Tel. 22 651 88 17, 601 519 847
O książce piszę nie po to byś wspomniał: „oj, już kiedyś coś o tym czytałem”. Lecz po to byś tę książkę kupił – oraz promował wśród znajomych, przyjaciół. MD ]
=======================
Str. 74 i nn.
Rozdział VI
Powrót „etnicznej trąby powietrznej’?
W „Rzeczpospolitej Plus Minus” z 31 października -l listopada 2015 r. ukazał się niezwykle interesujący i ważny materiał autorstwa Jacka Borkowicza pl. „Imigranci pustoszą miasta”. W materiale tym opisana jest historia jaka wydarzyła się w pierwszych latach V w.: wejście w granice Imperium Rzymskiego milionów barbarzyńców, co spowodowało „trąbę etniczną” a w konsekwencji spalenie Rzymu i zniszczenie Cesarstwa Rzymskiego.
-
Początek apokalipsy
Borkowicz zaczyna swoją opowieść od momentu przekroczenia Renu przez hordy barbarzyńców.
Cofnijmy się trochę w czasie. Początkowo Rzymianie sami ściągali na swoje tereny setki tysięcy barbarzyńców jako tanią siłę roboczą i najemnych żołnierzy. W pewnym momencie nie mogli się już bez nich obyć. Społeczeństwo Rzymian rozleniwiło się. Nie chciało już wykonywać nieatrakcyjnych prac, służyć w wojsku. Barbarzyńców zaczęto zatem ściągać coraz więcej. Potem do Rzymu zaczęli oni przybywać już sami z siebie w poszukiwaniu lepszego życia. Początkowo nie przeszkadzano im w tym.
Potem, gdy ten napływ był już za duży postawiono specjalne oddziały na granicach Cesarstwa, by uniemożliwiały napływ „imigrantów„.
W 405 roku do doliny Padu, przedostały się ogromne masy Gotów prowadzeni przez Radagajsa. Maszerowały one w kierunku Rzymu. Cesarstwo musiało zgromadzić wielką armię, by zatrzymać ten pochód. Stoczono wielką bitwę, w której armia Radagajsa została rozbita, a on stracił życie. Tworząc armię, która miała powstrzymać Radagajsa ściągnięto galijskie legiony, które stacjonowały na granicznej linii Renu.
„W efekcie 31 grudnia 406 roku doszło – jak czytamy w Wikipedii – do przerwania granicy na Renie. Całą Galię zalali Wandalowie, Alanowie i Swebowie, do których później dołączyli Burgundowie”.
Zima tego roku była surowa. Ren, który trudno było normalnie pokonać był w wielu miejscach zamarznięty. Hordy barbarzyńców przeszły po lodzie.
„Wszystkich – jak pisze Borkowicz – łączyło niepohamowane pragnienie, by skorzystać jak najwięcej na tym najlepszym ze światów, który dotąd był im niedostępny. Nieliczne rzymskie straże mogły tylko stać i bezradnie patrzeć, jak na brzeg, który do tego momentu wyznaczał kraniec cywilizowanego świata, wytaczają się długie kolumny odzianych w skóry postaci. Brodaci mężczyźni, kobiety z dziećmi na rękach, wozy obładowane dobytkiem lub jeszcze puste, stada krów poganiane przez psy…
Nie wyglądało to na zbrojny najazd. Ale ludzi było coraz więcej. Za jedną gromadą przybywała druga, trzecia i następna. Nie było widać końca tej wędrówki. Ogrom ludzkiej masy przerażał. Jednak chyba mało któremu z Rzymian mających okazję tamtej zimowej nocy przyglądać się niezwyczajnemu desantowi przyszło do głowy, że jest świadkiem apokalipsy. Że oto właśnie pękła kolumna podtrzymująca gmach imperium i że upadku w gruz i pył nic już nie powstrzyma.
-
„Etniczna trąba powietrzna”
Historycy nazwali to wtargnięcie w obszar Cesarstwa Rzymskiego hord barbarzyńców „etniczną trąbą powietrzną” ponieważ na tereny opuszczone przez tych barbarzyńców wtargnęły hordy z głębi Azji, przede wszystkim Hunowie (dotąd przebywali między Donem a Maryczem na północy, górnym biegiem Kubania na południu; Morzem Azowskim na zachodzie; na wschodzie ich terytorium mogło się rozciągać aż do Morza Kaspijskiego i regionu ujścia Wołgi), i które następnie udały się ich śladem wchodząc również na tereny Cesarstwa.
-
Spustoszenie Europy
„Przybysze – jak opisuje Borkowicz – rzucili się na miasta, które w ich oczach były przybytkami raju. Nie potrzeba było wrogości – wystarczyły masa, impet i dzikość. Najeźdźcy – bo tak ich trzeba nazwać – grabili i mordowali mieszkańców, podpalali ich domy (…). Archeolodzy już dawno temu zwrócili uwagę na brak jakichkolwiek śladów po rzymskich miastach w szerokim pasie ciągnącym się od Renu w kierunku Paryża. Gdzie indziej pozostały przynajmniej ruiny, tu nie ma nawet tego. Tą drogą właśnie barbarzyńcy wkroczyli do Europy, tu trafiał pierwszy impet wojów spragnionych śródziemnomorskiego wina, złota, kosztownych szat i pachnących perfumami kobiet.
Na reszcie obszarów Galii, w Italii, Hiszpanii i Brytanii kwitnące ongiś miasta i luksusowe wille porosły zielskiem. Nowi panowie tej ziemi nie wkraczali na obszar spustoszony przez własnych ojców i dziadków, woleli stawiać swoje osady na uboczu. Prości i zabobonni, bali się duchów pomordowanych patrycjuszy, ich zgwałconych żon i córek. Dopiero po upływie kilkunastu pokoleń zaczęli osiedlać się w obrębie okopconych murów. Starożytny Londyn stał pusty aż do 886 roku, kiedy to Alfred Wielki przeniósł tam z powrotem stolicę z obawy przed Duńczykami”.
-
Upadek cywilizacji
Ten proces pustoszenia Europy przez barbarzyńców zakończył się po niespełna czterech latach, 24 sierpnia 410 roku, gdy barbarzyńcy wtargnęli do Rzymu. Cztery dni palono miasto i mordowano jego mieszkańców, trwały grabieże i gwałty. Europa Cesarstwa Rzymskiego przestała istnieć. Przez kilkaset lat była w zasadzie tylko spalona ziemia, marazm, rządziła dzicz. Potem powstała Europa chrześcijańska.
-
Czy ta historia się powtórzy?