Minister Rozwoju czy agent Wielkiego Brata


[Są do porównania na tej stronie aż trzy teksty o ekonomii. Proszę o przeczytanie tego o niemieckiej drodze do sukcesu, a potem … po uważaniu.   J.B. ]

[ Dziś wojny toczy się używając pieniędzy.   J.B. ]

za:  http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=17518&Itemid=55

Jan Sposób
https://www.facebook.com/Oburzeni-Stowarzyszenie-Obywatelskie-616497218397625/

Pisowski rząd z Panią Beatą na czele powołał nowe ministerstwa oraz
jedno Superministerstwo – Ministerstwo Rozwoju (S.MR) jego Supermanem
– Mateuszem Morawieckim (M.M.)
Kiedy po napisaniu opinii na temat opublikowanego plany dla tego S.MR
w formie kartek do pokolorowania, spotkałem się z krytyką swego
przyjaciela, który rzekł: „Jasiu, robisz się stary tetryk, tobie się nic nie podobie”. Pomyślałem sobie, że może źle na ten projekt patrzę, że czegoś nie rozumiem a kieruje się uprzedzeniami. Może źle czytam, to co jest pomiędzy wierszami, albo nie znam się na kolorowaniu obrazków.
Ala zdarzyło się, że Pan M.M. wystąpił na scenie ze swoim teatrzykiem.
Tu: https://www.youtube.com/watch?v=tZBdgBdP-Dc

To, co przedstawił, nieodparcie przywołuje obraz świata Orwella. „Ja jestem ministrem rozwoju”. Podobnie jak w powieści „Rok 1984” było Ministerstwo Prawdy, w naszym biednym i nieszczęśliwym kraju Wielki Brat utworzył Ministerstwo Rozwoju.

Rzecz to bez precedensu, by tworzyć ministerstwo od… niczego! Równie dobrze mogło powstać Ministerstwo Nadziei albo – jak u Orwella – Ministerstwo Miłości. Ministerstwo Obfitości i Ministerstwo Pokoju. Kiedyś w „straszliwym
PRL-u” (jak ludzie w ogóle przeżyli ten czas?) ministerstwa kierowały
realnie istniejącymi branżami gospodarki. Było Ministerstwo Przemysłu,
Górnictwa, Rolnictwa, Leśnictwa, Nauki, Transportu itp. Jako, że Pan
MM wchodzi na wyczyszczony grunt, bo gospodarki już nie ma, to
wymyślono nowy dziwoląg – Super Ministerstwo Rozwoju, by naiwnym
lemingom imputować idee fix, dla ich rzekomego dobra.

Na czym ten rozwój zdaniem Pana Superministra miałby polegać? Otóż Pan MM uważa, że wszystkie „dopalacze” z lat ubiegłych już zostały wykorzystane i nie będą działały. Zatem „otwieramy szeroko nasze serca i drzwi dla kapitału zagranicznego”.

Otóż Panie Morawiecki, może Pan tego nie widzi z bankowych salonów,
ale Naród polski ma już dosyć pustego hasła „kapitał zagraniczny”.
Który to ciągle napływa, a w Polsce rośnie bieda zadłużenie i pogarda
dla zwykłego człowieka. Jest Pan przebiegłym manipulatorem, bo w Pana
karierze i Pańskim środowisku jest to normą. W Pana twierdzeniu, że
„kapitał ma narodowość..” , jest tylko część prawdy, bo dalsza cześć
zdania brzmi: „…ale Naród polski nie ma kapitału!”

A więc jakiej narodowości jest kapitał? Włoskiej, niemieckiej,
amerykańskiej czy może greckiej? Otóż Panie Morawiecki, kapitał na
całym świecie jest narodowości banksterskiej! Dobrym przykładem jest
kapitalista Soros, obywatel amerykański. Czy zatem jest to kapitał
amerykański? I co ważne, tenże kapitalista inwestuje w polski rozwój:
w rozwój organizacji pozarządowych
działających w Polsce, w rozwój
polskiej demokracji, w rzekomo polskie tik-tanki, startupy, i majdany
(ukraiński zrealizowany, polski w przygotowaniu).

Powtórzę raz jeszcze: kapitalista Soros obywatel amerykański
(pochodzenia wiadomego) inwestuje w polski rozwój – czy od tego jest
Pana Ministerstwo, by taki „rozwój” realizować?

Nie ulega wątpliwości, że mówi Pan o kapitale w rozumieniu bankowca.
Czyli, jeśli jakiś „kapitalista” przyjedzie do Polski z kontem na którym jest zapis jedynki z dwunastoma zerami, to pańskie ministerstwo otworzy „drzwi i serca”? Takie podejście to przejaw fałszywej ekonomii, obłędnego świata który już się sypie, gdyż w tym zakłamaniu istnieć nie może. Pieniądze kreowane w bankach jako zapis komputerowy a w części w postaci zadrukowanych kawałków papieru – to jest żaden kapitał. I nie ważne, że czy jest to forma funduszy, derywatów,
obligacji czy gwarancji bankowych.
Prawdziwy kapitał to są zasoby: naturalne i ludzkie. To jest nasza ziemia, kopaliny, lasy, to jest ludzka wiedza i umiejętności, zdrowe społeczeństwo i jego instytucje służące spójności i integralności.
Jeśli ktoś przywozi jakieś dolary, euro czy inne szekle z zamiarem
inwestowania, to znaczy jedno: przychodzi tu po to, by nasze zasoby
wykorzystać dla swoich, prywatnych korzyści. Iluzją jest, że przy tym
powstają miejsca pracy i podatki. Bo one są tylko parawanem do
ograbiania nas i upodlenia.

No bo jak powstają pieniądze w zachodnim systemie bankowym? Przy czym
system ten nie jest jakąś bezosobową instytucją, ale stoi za tym mała
grupa super bogatych Supermanów, żeby nie powiedzieć – Nadludzi!
Jeżeli jakiś człowiek, przedsiębiorstwo czy upoważniony przedstawiciel
państwa przychodzi do banku po pieniądze – to zasady są dwie: czy
będziesz miał zasoby, które pozwolą na tzw. obsługę długu i czy jest
zabezpieczenie tego długu w postaci majątku. I dzieje się rzecz
niesamowita – za zadrukowane papierki bank staje się w jednej chwili
właścicielem zastawionego majątku i na dodatek – przechwytuje owoce
naszej pracy w formie bankowej lichwy!
Panie Morawiecki, komuś służyć na tym świecie trzeba, bo „każdy swego
Pana ma”. Można więc służyć Polsce, która „istnieje tylko teoretycznie”, w niej „chu., du… i kamieni kupa”, gdzie trzeba „zapierdalać i rowy kopać” (to są słowa z taśm nagranych w pewnym lokalu, w którym Pan również bywał), albo też można służyć systemowi plutokracji, który jak to powiedział Pan Pawlak „trwa i twa mać”. I pewnie ma Pan świadomość, że jak się „wlezie między wrony, trzeba krakać i one”. A niepokorni płacą głową, jak Kennedy, Husajn i wielu innych.

Ale, czy można inaczej? Otóż można.
Kapitał w rozumieniu pieniędzy, można również produkować, tak jak to
robią banki prywatne – w polskim banku narodowym. Tylko że wtedy
właścicielem tego „kapitału” staje się państwo polskie. Pieniądze są
potrzebne po to, by uruchomić polskie zasoby, bo pieniądze są środkiem
służącym wymianie rynkowej. Polski rynek jest dużym i chłonnym
rynkiem, potrzeby społeczne są ogromne, pokłady ludzkiej aktywności są
trudne do przeszacowania. Kiedy pojawi się nadmiar dóbr na polskim
rynku, to alternatywy są dwie: albo ich konsumpcja, dobrobyt i
ograniczenie wykorzystania zasobów (zachowanie ich dla przyszłych
pokoleń) albo ekspansja na inne rynki.
Rozwój Panie Ministrze/Premierze to nie otwarcie drzwi i serc dla
obcego kapitału, ale otwarcie możliwości dla aktywizacji lokalnych
społeczności, dla rozwoju prosumpcji, kooperacji, mechanizmów
oddolnych inicjatyw dla tworzenia polskich spółek właścicielsko-pracowniczych. Markowana przez Pana koncepcja akcjonariatu pracowniczego jest fałszywym kierunkiem w sytuacji, gdy nie ma stabilności firm w wilczej grze międzynarodowego „kapitału”.
Fascynacja giełdą przez drobnych ciułaczy skończyła się, ale
akcjonariat pracowniczy to nic innego jak inna forma gry na giełdzie.
Dziś bowiem nie ma gwarancji, że najlepsza firma nie padnie, nie
zostanie wykupiona lub przejęta przez większego kapitalistę, wraz z
akcjami.

Panie Morawiecki, jesteś Pan niewątpliwie mądrym człowiekiem i nową
gwiazdą polskiej sceny politycznej. Miej więc uczciwość w sobie i
odwagę, by powiedzieć ludziom jakim przekrętem i nieszczęściem są dla
Polski fundusze europejskie. Bo najpierw poprzez podatki wyciska się z
Polaków pieniądze, by wpłacać składkę do UE. Tam biurokraci je
obrabiają, kategoryzują, ustanawiają „narodowe ramy odniesienia” i
powiadają: „dostaniecie wsparcie tam, gdzie my widzimy takową
potrzebę, wszakże pod warunkiem zaciągnięcia w naszym banku pożyczki
na tzw. wkład własny”. W efekcie powstaje zadłużenie i koszty obsługi
długi, pomoc wybrańcom skutkuje dyskryminacją pozostałych podmiotów.
Słusznie Pan przy tym zauważył, że środki są źle inwestowane (choćby
słynne obszary rewitalizacje – o czym innym razem), marnotrawione, a
skutki takiej niegospodarności ludzi przy korycie, ponosi całe
społeczeństwo. Jak Pan powiedział: „to se ne wrati” i to się nie
zmieni! Patologia systemu redystrybucji jest tak wielka, że jedynym
wyjściem jest wyjście z UE!

I jeszcze jedno, Panie Morawiecki. PiS nie rządzi, a tym bardzie nie
będzie rządził przez 25 lat.

Szkoda, że nie zna Pan Konstytucji, bo tam jest napisane, że władzę w Polsce stanowi Naród.

A tacy jak Pan są powołani po to, by Narodowi służyć. Narodowi, a nie międzynarodowemu banksterstwu. Więc bardzo proszę, nie wciskać Narodowi kitu, ubranego w ładne słówka, gesty, wyszukana erudycję i w sreberka bankowej retoryki.