za: https://marucha.wordpress.com/2016/03/29/co-nam-da-sojusz-z-wegrami/
Zacieśniający się sojusz Polski z Węgrami w ramach tzw. Grupy Wyszehradzkiej jest przedmiotem ciągłej krytyki mediów w Polsce i przyprawia o ból głowy Brukselę. Viktor Orban od dawna ma tam opinię niebezpiecznego populisty, nacjonalisty i „wspólnika Moskwy”. Do niedawna był nieco osamotniony, ale po zmianie władzy w Polsce – pozyskał nowego, ważnego partnera, na którego od dawna czekał.

Już kilka lat temu Orban mówił, że Polska powinna odgrywać w naszej części Europy wiodącą rolę.
Jednak nawet jego bardzo bliskie relacje z Donaldem Tuskiem nie skutkowały bliskimi związkami politycznymi między Warszawą a Budapesztem. Owszem Tusk chętnie dzielił z Orbanem wspólne pasje piłkarskie, ale politycznie sterował w zupełnie innym kierunku. Podczas gdy Orban w wyniki swojej polityki coraz bardziej oddalał się od Brukseli i Berlina, Tusk zmierzał milowymi krokami ku stanowisku szefa Rady Europejskiej starając się być wzorcowym „Europejczykiem”.
Zmiana i to zasadnicza nastąpiła jesienią 2015 roku, kiedy w Polsce wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Budapeszt od razu zadeklarował, że nowy rząd jest mu bliski ideowo, a w ślad za tym przyszły konsultacje i rozmowy, w tym ta najważniejsza – Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana w jednym z pensjonatów w Niedzicy w Małopolsce. Po tym spotkaniu Orban powiedział: „To było spotkanie bojowników, dwóch starych druhów, którzy walczyli o wolność w czasach komunizmu”.
To sześciogodzinne spotkanie, którego szczegółów nigdy nie ujawniono – było zapewne poświęcone wielu ważnym kwestiom. Jak się przypuszcza, Orban udzielił Kaczyńskiemu rad, jak ma się poruszać na grząskim i wrogim obecnemu rządowi polskiemu gruncie brukselskim. Przypuszcza się także, że Orban namawiał Kaczyńskiego do złagodzenia polityki polskiej wobec Rosji.
To właśnie stosunek do Rosji jest jedynym poważnym rozdźwiękiem między Polską a Węgrami [i na razie nic nie wskazuje, by miał się zmienić – admin]. Orban wychodzi z założenia, że zachowanie maksymalnej suwerenności, ograniczanej dzisiaj przecież nie przez Moskwę, ale Brukselę i Waszyngton – wymaga odprężenia w relacjach z Rosją. Premier Węgier znajduje do tego także motywację ideologiczną. Stając się surowym krytykiem tzw. demokracji liberalnej, uznaje on za alternatywę dla niej tzw. demokrację nieliberalną, a jedną z nich jest dla niego system panujący obecnie w Rosji.
To znamienne, że Orban, w przeszłości radykalny antykomunista a także krytyk obecnej Rosji – dokonał takiej głębokiej weryfikacji polityki wschodniej. Dokonał tego w kraju, który ma tradycje jednoznacznie antyrosyjskie, nawet większe niż Polska – wszak Polska w czasie I i II wojny światowej opowiedziała się przeciwko Niemcom i byłą częścią bloku, w którym była Rosja i ZSRR. Węgry zawsze były w obozie antyrosyjskim.
Czy Orban przekonał Kaczyńskiego do swojej koncepcji w tej kwestii? Raczej wątpliwie – w Polsce po 1989 roku panuje niemal jednomyślność, że polityka antyrosyjska jest racją stanu Polski, a sprawa Ukrainy (wobec której Węgry zachowały maksymalną wstrzemięźliwość), to jeszcze pogłębiła. Być może jednak obaj politycy uznali, że na tym etapie różnice zdań na temat Rosji nie będą przeszkodą w budowie realnego sojuszu w ramach Unii Europejskiej.
Są dwa kluczowe punkty zbieżne między Polska a Węgrami – to jest stosunek do nielegalnej imigracji oraz wspólna obrona przed brukselskimi próbami narzucania jedynie obowiązującego modelu polityczno-ideologicznego w krajach członkowskich. Nie jest więc dziełem przypadku, że podczas nagonki, jaka rozpętała się przeciwko Polsce w zachodnich mediach i w czasie debaty na temat Polski w Parlamencie Europejskiej, z Węgier przyszła jasna deklaracja premiera Orbana: „Unia Europejska nie powinna myśleć o wprowadzaniu jakichkolwiek sankcji przeciwko Polsce, bo to wymagałoby pełnej jednomyślności, a Węgry nigdy nie poprą żadnych sankcji przeciwko Polsce”. To już nie tylko wyrazy sympatii i odwoływania się do wspólnej historii, to ważny sygnał o dużym znaczeniu politycznym.
Czy nasz sojusz z Węgrami jest egzotyczny – jak twierdzą przeciwnicy zbliżenia z Budapesztem? To zależy jak prognozujemy najbliższą przyszłość Europy.
Nie da się ukryć, że Unia jest w stanie ciężkiego kryzysu, przede wszystkim zaufania społecznego. Widać wyraźną tendencję do powrotu do pełnej suwerenności poszczególnych państw. Nie jest też niczym odkrywczym, że państwa Grupy Wyszehradzkiej stanowią odrębną całość cywilizacyjną i polityczną, odmienną od bloku państw zachodnich. Polak, Czech, Słowak i Węgier mają wspólny pogląd na wiele kwestii. Nie do przeceniania jest także wspólnota losu w okresie po 1945 roku.
Okazało się też, że to właśnie atakowane i poniewierane Węgry okazały się najbardziej roztropnym i przewidującym państwem UE w czasie kryzysu imigracyjnego, a Viktor Orban wyrósł na męża stanu przewyższającego o głowę wielu przywódców dużych państw zachodnich. Jedno powinno być dla Polski jasne – na przyjaznych relacjach z Budapesztem na pewno nie stracimy. Reszta jest kwestią przyszłości.
Jan Engelgard
Tekst opublikowany pierwotnie na łamach „Głosu Katolickiego” (Paryż)
http://mysl-polska.pl