za: http://www.pch24.pl/wyjsc-z-unii-europejskiej-,43178,pch.html
Tomasz Cukiernik

Będąc członkiem Unii Europejskiej, Polska ponosi coraz większe koszty, a biorąc pod uwagę rozwiązania alternatywne, korzyści z tego członkostwa nie są wcale tak oczywiste. Czy nie nadszedł czas, by przynajmniej zastanowić się nad procedurą opuszczenia tego bloku?
W Wielkiej Brytanii przygotowywane jest referendum w sprawie opuszczenia przez ten kraj Unii Europejskiej. Całkiem niedawno rząd Islandii wycofał swój wniosek w sprawie członkostwa w Unii. W Finlandii rosną w siłę poglądy eurosceptyczne i w tamtejszym parlamencie ma się odbyć debata na ten temat. Również w Polsce słychać coraz liczniejsze głosy, że należy przeprowadzić referendum w sprawie dalszego członkostwa Polski w UE.
Jeśli nie byłoby możliwości powrotu do tego, co słusznie proponuje minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, czyli czterech podstawowych swobód, wolności przemieszczania się ludzi, usług, towarów i kapitału, to trzeba wycofać się z UE. Zgodnie z artykułem 50 Traktatu o Unii Europejskiej (traktatu z Maastricht) w wersji zmienionej traktatem lizbońskim, każde państwo członkowskie może podjąć decyzję o wystąpieniu z Unii. Aby do tego doszło, państwo członkowskie notyfikuje swój zamiar Radzie Europejskiej, następnie Unia prowadzi negocjacje i zawiera z tym państwem umowę określającą warunki jego wystąpienia, uwzględniając ramy przyszłych dwustronnych stosunków. Umowa jest zawierana przez Radę większością kwalifikowaną po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego. Zgodnie z artykułem 238 ustęp 3b Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej większość kwalifikowana stanowi co najmniej 72 procent członków Rady reprezentujących uczestniczące państwa członkowskie (czyli 19 z 27 państw członkowskich, bo państwo występujące nie bierze udziału w obradach ani w podejmowaniu decyzji), których łączna liczba ludności stanowi co najmniej 65 procent ludności tych państw.
Tyle teoria i unijne prawo. A co z praktyką? Po pierwsze, należy domniemywać, że w negocjacjach chodzi o rozliczenie transferów finansowych pomiędzy Unią a krajem chcącym ją opuścić. Oznacza to, że Polska prawdopodobnie musiałaby zwrócić łączną wartość pozyskanych dotacji unijnych (około 210 mld euro w latach 2004–2020). Po drugie, unijni politycy i urzędnicy już obawiają się skutków referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, bo to może spowodować efekt domina. Dlatego należy się spodziewać, iż wszelkie próby opuszczenia Unii będą torpedowane i blokowane przez rządzący Unią niemiecko‑francuski dyktat. Może się to dziać pod płaszczykiem ochrony demokracji, praworządności czy praw człowieka przy pomocy agresywnej propagandy.
Co polskie władze mogłyby zrobić, gdyby się okazało, że legalna droga opuszczenia UE jest zablokowana? Co by się stało, gdyby polskie władze bez formalnego występowania z Unii nagle zaprzestały harmonizacji polskiego prawa z prawem unijnym? Co gdyby zaprzestały płacenia unijnej składki i wycofały się z unijnych regulacji? Gdyby, na przykład, wprowadziły VAT na poziomie 10 procent i obniżyły akcyzę na paliwa oraz zrezygnowały z dotacji, wspólnej polityki rolnej i polityki klimatycznej? Co jeśli w ramach retorsji Bruksela nałożyłaby kary finansowe, a Polska jako suwerenny kraj by ich nie płaciła? Jakie sankcje czekałyby wtedy polską gospodarkę, a jakie polskich urzędników i polityków? Zostaliby wyrzuceni z unijnych instytucji? Może z Komisji Europejskiej, ale czy demokratycznie wybrani europosłowie również? Czy przestano by nas zapraszać do Rady Europejskiej i do Rady Unii Europejskiej? Pozbawienie prawa głosu w Radzie Unii Europejskiej nie byłoby zbyt dotkliwą sankcją, biorąc pod uwagę fakt, że w tej instytucji decyzje podejmuje się większością głosów, więc Polska i tak może zostać przegłosowana i zmuszona do przyjęcia prawa niezgodnego z jej własnym interesem. Może więc wprowadzono by kontrole graniczne? Układ z Schengen to przecież nie Unia Europejska. A może Niemcy wraz z sojusznikami, w ramach bratniej pomocy, dokonałyby militarnej inwazji na zbuntowaną Polskę? Bo na szczęście UE jeszcze nie dysponuje własną armią.
Tomasz Cukiernik