[ Bardzo elastycznym politykiem jest ten pan A.K. Jak mu obalono ten jego komunizm to się natychmiast zrobił antykomunistą, a nawet „demokratą”. Wielki talent. J.B.]

Sobotni marsz zorganizowany przez Komitet Obrony Demokracji nie zapisze się w historii ani wielką frekwencją (odczuwalny brak organizacyjnego i finansowego wsparcia Platformy), ani przełomowymi zdarzeniami czy przemówieniami (odczuwalny brak charyzmy liderów pikiety). Całkiem sympatyczną rocznicę 4 czerwca 1989 roku warto było jednak jakoś odznaczyć – choćby w taki sposób, jaki zrobił to siedem lat temu prezydent Lech Kaczyński.
WIĘCEJ: Lech Kaczyński: 4 czerwca był klockiem domina, który pchnął następne
I gdyby manifestacja KOD została utrzymana w takiej atmosferze, to mimo jej jawnie partyjnego, antyrządowego charakteru można było odnaleźć pewne plusy. Niestety, symbolem tego marszu stał się Aleksander Kwaśniewski, który szedł na czele marszu, przemawiając, śmiejąc się, a nawet tańcząc, co błyskawicznie stało się przebojem w Internecie.
Trudno o lepszą charakterystykę działań KOD, postawienie na głowie polskiej historii i pomieszanie z poplątaniem idei, jakie się świętuje – przynajmniej w deklaracjach. Oto Aleksander Kwaśniewski – człowiek komunizmu niemal od początku swojego dorosłego życia – szedł na czele marszu, którego uczestnicy świętowali… obalenie komunizmu, bo przecież taki jest (powinien być?) wydźwięk daty 4 czerwca. Niestosowność całej sytuacji i pewien niesmak odczuwają nawet politycy Platformy Obywatelskiej.
Wolałbym, żeby 4 czerwca – w dzień, który wspominamy odzyskanie przez Polskę wolności, w dniu, w którym polskie społeczeństwo pokazało władzom komunistycznym czerwoną kartkę, nie przemawiał przedstawiciel obozu, który do tego procesu demokratycznego usiłował nie dopuścić…
— mówił Andrzej Halicki (poseł PO) w programie „Siódmy dzień tygodnia” na antenie radia Zet.
Trudno odmówić mu racji.
Wsparcie ze strony Aleksandra Kwaśniewskiego nie pomoże Komitetowi Obrony Demokracji, tak jak nie pomogło kampanii Bronisława Komorowskiego (pamiętne wystąpienie przed II turą wyborów), tak jak nie pomogło dziwnej hybrydzie o nazwie Europie Plus (może ktoś jeszcze pamięta ekipę Palikota i Siwca).
Kwaśniewski jest bowiem politykiem, który chyba w najbardziej jaskrawy sposób uosabia to, co najgorsze w establishmencie III RP, którego patologie odrzucono w 2015 roku. Komunizm, postkomunizm, podejrzane – delikatnie mówiąc – transakcje na styku biznesu i polityki, wreszcie powiązania z dość egzotycznymi oligarchami.
I choć na koncie byłego prezydenta były i pozytywne sprawy (jak zaangażowanie w pomarańczową rewolucję na Ukrainie), to pojawienie się akurat tego polityka na czele marszu świętującego obalenie komunizmu było czymś wysoce niestosownym.
Sam Kwaśniewski, jak było widać, bawił się na pikiecie doskonale, zapewne przekonany, że przysłużył się inicjatywie kierowanej przez Mateusza Kijowskiego. Otóż była to niedźwiedzia przysługa. Każde wsparcie dla „obywatelskiego” KOD ze strony takich polityków jak Aleksander Kwaśniewski (czy – z nieco innych przyczyn – Bronisława Komorowskiego) przynosi skutek odwrotny do zamierzonego: potwierdza, że KOD istnieje wyłącznie po to, by przywrócić stansprzed 2015 roku. A to stan do którego nie ma już powrotu.
