Plaża, burkini i multikulti. To wszystko niestety skończy się pogromami i wojną domową


z:   http://wpolityce.pl/swiat/306210-plaza-burkini-i-multikulti-to-wszystko-niestety-skonczy-sie-pogromami-i-wojna-domowa

PAP/EPA/HANNAH MCKAY
PAP/EPA/HANNAH MCKAY

Łukasz Adamski

Sąd kwestionuje zakaz noszenia burkini na plaży. Paradoksalnie z punktu widzenia praw np. katolików jest to dobry wyrok. A jednak wzbudzi on zrozumiały sprzeciw Francuzów, który mają dosyć tolerancjonizmu.

Najwyższy organ administracyjnego sądownictwa we Francji ( Rada Stanu) zawiesiła do czasu wyroku wprowadzony przez jeden z kurortów na Lazurowym Wybrzeżu zakaz noszenia burkini na plaży. Podobne obostrzenia wprowadziło już 30 kurortów we Francji. Sąd uznał, że wprowadzenie zakazu noszenia burkini jest „poważnym i wyraźnie nielegalnym naruszeniem podstawowych wolności poruszania się, swobód religijnych oraz wolności jednostki”.

Decyzja sądu pokazuje w pigułce problem z europejską wersją multikulti, która w przeciwieństwie do amerykańskiej, zupełnie się nie sprawdza. Francuski sąd stanął w obronie zasad zachodniej cywilizacji, której podstawą jest przyjazny rozdział państwa od kościoła. Paradoksalnie zawieszenie zakazu sprzyja np. katolikom, którym nie będzie już można odmawiać noszenia krzyżyków w miejscach publicznych. Europejscy neojakobini od dawna deptali prawa chrześcijan subtelnie manifestujących swoją wiarę. Trudno im będzie to robić po reakcji francuskiego wymiaru sprawiedliwości, choć jestem pewien będą tego próbować. Nie od dziś chrześcijaństwo nie może liczyć na takie same „przywileje” jak islam.

Zakaz noszenia burkini na plażach czy basenach jest bez wątpienia jawnym pogwałceniem praw religijnych mieszkańców Europy. Przypomnijmy, że chodzi o mieszkańców, których napuszeni własną nieomylnością polityczne pięknoduchy masowo ściągnęli do Europy. Odebranie im teraz elementarnych praw do kultywowania własnej religii jest nie tylko wbrew wszelkim zasadom naszej kultury, ale też przyznaniem się tych sił politycznych do porażki. To przecież nie kto inny jak odpowiedzialni za dzisiejszy kryzys cywilizacyjny określali rasistami i ksenofobami racjonalistów, którzy dekady temu ostrzegali, że natura islamu jest niemożliwa do pogodzenia z demokracją. Prostacka lewacka ( nie lewicowa) wizja świata rozrywa się szybciej niż kolejne bomby podkładane na europejskich lotniskach.

Nie wspominam już nawet w tym miejscu o absurdzie narzucania ludziom co wolno im nosić na plaży, a czego nie. Niestety społeczeństwa europejskie, przepojone od dzieciństwa socjalistycznymi bredniami, same co chwila oddają własną wolność za rzekome bezpieczeństwo, obiecywane przez wszechwładny rząd. Skoro godzimy się wszyscy, że prywatny właściciel restauracji nie ma prawa decydować czy pozwala w swoim lokalu na palenie papierosów, to używanie argumentu wolnościowego przy debacie o burkach na plażach jest zupełnie nonsensowne.

Jest jednak druga strona medalu decyzji Rady Stanu. Brytyjskie media opisywały przypadek kobiety ubranej w burkini, która wypoczywała blisko bulwaru w Nicei, gdzie terrorysta dokonał niedawno masakry 84 osób. Policjanci kazali kobiecie zdjąć burkini, co wzbudziło aplauz innych plażowiczów. Rzekomo tolerancyjni do bólu Francuzi krzyczeli głośno „do domu”. Wieloletnia tresura Europejczyków przez kapłanów poprawności politycznej rozbiła się o rzeczywistość świata po 11/09. Sukces odwołujących się do nacjonalistycznych haseł polityków europejskich najlepiej dowodzi jak sztucznym tworem jest współczesna „wspólna, europejska rodzina”. Niemoc państw w walce z dzisiejszym terroryzmem, polegającym na działaniach samotnych wilków, wzmacnia takie nastroje wśród Europejczyków.

Trudno mi uwierzyć by europejskie sądy zaczęły sankcjonować jawną dyskryminacje muzułmanów. Nie żyjemy w USA w latach 40-tych XX wieku, gdzie po ataku na Pearl Harbor internowano i deportowano setki tysięcy Japończyków, za co zresztą rząd USA potem przepraszał. Miliony muzułmanów żyjących w Europie dysponuje nie tylko siłą pozwalającą na powstanie, ale również przekładają liczebność na politykę. Pierwszy muzułmański burmistrz Londynu jest tego najlepszym dowodem.

Ludy zachodniej Europy są jednak jest coraz bardziej wzburzone. Wzburzone zakłamaniem mediów nie informujących o tożsamości zamachowców. Wzburzone walką z ISIS za pomocą kredy i w końcu wzburzone ciągłym poczuciem strachu, z którym oswojeni są wyłącznie mieszkańcy Izraela. To wzburzenie w końcu eksploduje. Po kolejnych atakach terrorystycznych, bezsilności władz i bezmyślnej hipisowskiej polityce współczesnych bierno-agresywnych Niemców zacznie dochodzić do samosądów. Odpowiedzą na nie będzie jeszcze więcej krwawych zamachów ze strony muzułmanów, zabarykadowanych w już teraz opanowanych przez nich dzielnicach. To prosta droga do anarchii i wojny domowej wpieranej przez licznych wrogów Europy.

Obserwując oddalanie się ludów europejskich od systemu prawnego ich ojczyzn, jestem przekonany, że do takiej wojny dojdzie. Z czasów, gdy pytaliśmy „czy”, doszliśmy do czasów, gdy musimy pytać „kiedy”. Przegramy jednak wszyscy.

, , ,