Proroctwo Josepha Ratzingera – Kościół pogan


z:   https://gloria.tv/article/bgvPB3ZjM7pi16XK4BMHCpaKi

Jacek Jan Pawłowicz

Z niecierpliwością oczekiwałem dnia 9 września, w którym w księgarniach miała ukazać się książka – wywiad rzeka Petera Seewalda z papieżem Benedyktem XVI. Z tym większa niecierpliwością, że jak zapewniał sam Benedykt XVI, będzie to jego ostatnia książka – wywiad, która się ukarze. Potwierdza to sam tytuł książki „Ostatnie rozmowy”. Kupiłem ja zaraz pierwszego dnia i jeszcze w pociągu zabrałem się do jej lektury. Tak jak i poprzednie „Sól Ziemi”, „Bóg i Świat” czy „Światłość Świata” książkę czyta się, a właściwie pochłania się, z prawdziwą przyjemnością. Pomimo podeszłego wieku ojciec Benedykt – jak sam chce aby go nazywano – zadziwia jasnością umysłu, doskonałą pamięcią, przenikliwością i trafnością ocen.

Z całą pewnością ukarzą się szczegółowe recenzje ten książki. Stąd ja osobiście nie chciałbym pisać kolejnej skoro inni uczynią to lepiej ode mnie. Ja chciałbym podzielić się tym, co mnie osobiście bardzo uderzyło, co było dla mnie pewnego rodzaju odkryciem, gdy czytałem tą książkę.

Kościół pogan

Chodzi konkretnie o tekst młodego ks. J. Ratzingera, początkującego naukowca, który powstał ponad pięćdziesiąt lat temu w 1957 r. (źródła wskazują na rok 1958). Nosi on tytuł „Neopoganie i Kościół” i został opublikowany w czasopiśmie „Hochland” („Wyżyna”). Przyszły Papież dokonał w nim wnikliwej analizy sytuacji Kościoła po drugiej wojnie światowej osadzonego jeszcze w kulturze pozornie silnie zdominowanej przez chrześcijaństwo, w której jednak w centrum wyrasta neopogaństwo, grożąc „drenażem od wewnątrz”. Jest to tekst wręcz proroczy! Świetnie opisuje on sytuację w jakiej obecnie znajduje się Kościół, nie wyłączając w tym względnie Kościoła w Polsce.

Młody Ratzinger pisał: Wizerunek Kościoła nowożytności w istotny sposób kształtuje fakt, że w zupełnie nieprzewidywalny sposób stał się on Kościołem pogan i proces ten postępuje. Dzieje się tak nie jak dawniej, kiedy doszło do powstania Kościoła z pogan, którzy stali się chrześcijanami, lecz Kościoła pogan, którzy zwą się jeszcze chrześcijanami. Obecne pogaństwo osiadło w samym Kościele. Właśnie to jest cechą charakterystyczną Kościoła naszych czasów, podobnie jak i neopogaństwa, że mamy do czynienia z pogaństwem w Kościele oraz z Kościołem, w którego sercu krzewi się pogaństwo[1].

Artykuł wywołał prawdziwą burzę. Benedykt XVI wspominając to wydarzenie tak mówi: We Freisingu, gdzie przebywałem jeszcze w czasie ukazania się mojej publikacji, nastąpiło trzęsienie ziemi. Niektóre środowiska wręcz posądzały młodego teologa o herezję.

Z perspektywy czasu oraz obserwując to, co obecnie ma miejsce w Kościele, widać jak niezwykle trafną, proroczą była ta analiza, która wciąż, a może nawet przede wszystkim dzisiaj, znajduje swoje zastosowanie.

Herezja „kościoła otwartego”

„Kościół pogan” o którym pisał Ratzinger nosi dzisiaj miano „kościoła otwartego”. Stał się on swoistą herezją we wnętrzu Kościoła, która promuje postawy czysto pogańskie wśród wierzących.

Swoistym centrum, ośrodkiem „kościoła otwartego” w Polsce od wielu lat jest „Tygodnik Powszechny”. Naprawdę niezwykle trudno jest znaleźć choćby jedną istotną sprawę, w której „Tygodnik Powszechny” stałby po stronie Kościoła, po stronie biskupów i razem z nimi bronił człowieka przed szkodliwymi zmianami cywilizacyjnymi, przed szerzącym się neopogaństwem. Nie tylko, że nie broni, ale wręcz promuje, sieje zamęt, rozbija na równi z zaprzyjaźnioną „Gazetą Wyborczą” i „Znakiem”. A przecież ponoć jest to katolickie pismo społeczno-kulturalne!!!

W wydanej w 2015 r. książce pt. „We wszystkim Chrystus”, będącej zapisem rozmowy z ks. Bp. Stanisławem Stefankiem, hierarcha niezwykle trafnie zdefiniował czym jest tzw. „kościół otwarty”. Odpowiadając na p. Marzeny Nykiel powiedział: „Kościół otwarty” to jedno z największych kłamstw. To nie jest jakieś drobne przekłamanie. To próba skrótowego uderzenia w samą istotę Kościoła i rozbicia go od środka. To jest wyjęcie nośnego filaru, na którym jest zwornik trzymający całą strukturę Kościoła. Jest to wyjątkowo niebezpieczne środowisko – zadufane w sobie, zadowolone ze swojej aktywności społecznej i oczekujące poklasku. Rzeczywiście sporo ludzi dołącza do nich w charakterze klakierów, ponieważ jest im to na rękę. Dobrze się w tym czują. Coś tam z tej religii zostało – kościółek, bozia, Jezusek, lilili, obyczaje, prezencik. Ksiądz może przyjść po kolędzie, nawet kopertkę dostanie, bo to taka działalność kulturalno-oświatowa, którą trzeba popierać, niech tam ma. Ale broń Bóg wymagania, Krzyż czy postawienie twardych zasad – odpowiada biskup senior diecezji łomżyńskiej.

Cel „kościoła otwartego”

W 1967 r. ks. prof. Joseph Ratzinger podczas wykładu w Tübingen stwierdził, że obecnie wiarę chrześcijańska spowiły tak gęste mgły niepewności, jak nigdy przedtem w historii[2]. Zadaniem członków Kościoła, a w sposób szczególny pasterzy, teologów, katolickich dziennikarzy, jest rozpraszać, rozwiewać te mgły niepewności. Jednak niestety, tak jak w dobie Soboru, tak i dzisiaj zwłaszcza dziennikarze, a nawet niektórzy duchowni interpretują wiele podejmowanych tematów zupełnie inaczej[3]. Zamiast rozpraszać owe mgły niepewności, to jeszcze je zagęszczają, aby później w ich oparach rozmiękczać przekaz Ewangelii. „Przykrawać” ją do swoich potrzeb i potrzeb współczesnego neopogańskiego świata.

Owi „otwarci” oczekują od Kościoła liberalizacji nauczania i obniżenia poprzeczki wymagań moralnych. A przecież misją Kościoła nie jest dostosowywanie, „przykrawanie” Ewangelii do świata, ale przemienianie świata według zasad Ewangelii Chrystusa. Kościół musi pozostać wierny Ewangelii, aby móc być solą ziemi i światłem świata, a kiedy potrzeba, także znakiem sprzeciwu. Musi powiedzieć swoje stanowcze „non possumus”.

Przykładów owego rozmiękczania Ewangelii mamy ostatnimi czasy w Kościele nazbyt wiele. Jeśli chodzi o Kościół w Polsce, to niezaprzeczalny prym w tym względzie wiedzie całe środowisko „Tygodnika Powszechnego”. Działa ono w myśl idei, że kłamstwo rozpowszechnione kilkaset razy w końcu zostanie uznane za prawdę. Nie ma sposobu, by się przed takimi działaniami obronić. Na kłamstwo trzeba zdecydowanie reagować i odpowiadać. Nie wolno milczeć, bo milczenie byłoby zaprzeczeniem Ewangelii. Trzeba na każdym kroku i właściwie nieustannie powtarzać, że grzech jest grzechem! Że Kościół nie potępia człowieka, ale zło.

Tę niezmienną prawdę przypomnieli ostatnio biskupi polscy w Komunikacie Prezydium KEP w sprawie kampanii środowisk LBGT „Przekażmy sobie znak pokoju”. Kampanię, którą poparł „Tygodnik Powszechny” wraz z wydawnictwem „Znak” i „Więzi”.

Zło jest złem nie dlatego, że zostało przez kogoś zabronione, ale dlatego, że – jako niezgodne z planem Bożym – szkodzi człowiekowi. Stąd Kościół – jak dobra matka – musi jasno nazywać je po imieniu. Postawa tolerancji wobec zła byłaby w istocie obojętnością wobec grzeszących sióstr i braci. Nie miałaby zatem nic wspólnego z miłosierdziem ani z chrześcijańską miłością.

Podsumowując, wyrażamy przekonanie, że katolicy nie powinni brać udziału w kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”, gdyż rozmywa ona jednoznaczne wymagania Ewangelii[4].

Wilki o owczej skórze

Wielu poczynaniami tzw. „kościoła otwartego” jest zgorszonych. Jest to zrozumiałe. Stąd też mają oni pełne prawo domagać się od pasterzy Kościoła stanowczych reakcji. Tak jak to ma miejsce np. w przypadku „Tygodnika Powszechnego” wobec którego zainicjowano akcję zbierania podpisów pod apelem do ks. kard. Stanisław Dziwisza zatytułowanym wymownie „Zabierzmy wilkom owczą skórę” www.maszwplyw.pl/zabierzmy-wilko…

Jednak należy pamiętać, że to nie jest nic nowego – nihil novi sub sole! Takie sytuacje przewidział sam Pan Jezus: Jezus powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach (Mt 7,15-20).

Tak samo i św. Paweł Apostoł w swojej mowie pożegnalnej w Milecie mówi: Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając owczarni. Także spośród was samych wystąpią tacy, którzy słowem przewrotnym odwiodą za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata, dniami i nocami, nieustannie ze łzami pouczałem każdego z was (Dz 20, 9-31).

Ważne jest, aby dobrze oglądnąć ów „owoc” zanim się go skonsumuje, aby nie zatruć się zgnilizną. Potrzeba roztropności, aby rozpoznać wilka przebranego za owcę. Trzeba czuwać! Zgorszenia zawsze były. W pewnych sytuacjach nawet musi do nich dochodzić. Jednak jak mówi Chrystus:Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie(Mt 18,7).

Przykładów pogaństwa w Kościele, o którym proroczo pisał ks. Ratzinger, jest wiele, niestety – coraz więcej! Jednak to właśnie od nas, ludzi wierzących, zależy czy to neopogaństwo będzie się rozprzestrzeniało. Czy będziemy dawali posłuch ideom głoszonym przez tzw. „kościół otwarty”, czy też pozostaniemy wierni duchowi Ewangelii? Czy będziemy potrafili, tak jak kiedyś Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, powiedzieć stanowcze non possumus, gdy rozmiękcza się prawdę Ewangelii!? Czy też tchórzliwie, dla świętego spokoju, w imię „politycznej poprawności” schowamy głowę w piasek, bo będziemy się bali, że nas wyśmieją, skrytykują, że może stracimy jakiegoś wątpliwego „przyjaciela” itd.

Obrona prawdy i tej zwyczajnej i tej pisanej przed duże „P” zawsze kosztuje! Jednak prawdziwy chrześcijanin nie może być nijaki, letni! Przy naszych wyborach zawsze pamiętajmy o słowach zawartych w Księdze Apokalipsy św. Jana: Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3,14-16).

Człowiek letni, nijaki, trzcina kołysząca się na wietrze jest czymś obrzydliwym w oczach Boga. Pamiętajmy o tym!

dk. Jacek Jan Pawłowicz, 19/09/2016

[1] Joseph Ratzinger, Die neum Heiden und die Kirche, Hochland, October 1958, w: Benedykt XVI, Ostatnie rozmowy, red. Peter Seewald, Kraków 2016, s. 297.

[2] Benedykt XVI, Ostatnie rozmowy, dz. cyt., s. 167.

[3] Tamże.

[4] episkopat.pl/prezydium-kep-k…

areopag21.pl/…/proroctwo-josep…