z: http://rozpuszczalnik.blogspot.com/2016/05/papiez-franciszek-o-swiecie-oraz-myciu.html
z: http://rozpuszczalnik.blogspot.com/2016/05/papiez-franciszek-o-swiecie-oraz-myciu.html
26 maja 2016

Zgodnie z formułą wywiadu, Guillaume Goubert i Sébastien Maillard stawiali pytania, a papież odpowiadał. Tekst wywiadu można znaleźć na stronie internetowej La Croix pod adresem „EXCLUSIF Interview avec le pape François : l’intégralité”.
Z mojej strony pozwolę sobie na przetłumaczenie tekstu wywiadu oraz kilka komentarzy, ostrożnych i możliwie wolnych od emocji.
Pora nadmienić, że w zwracaniu się do papieża, wysłannicy pisma ograniczają się do grzecznościowego zwrotu „vous”, odpowiadającego polskiemu „proszę pana„. Trzymają się więc z daleka od tradycyjnej etykiety i zwrotów w rodzaju „Ojcze Święty” albo „Wasza Świątobliwość„. Umieszczam ich tym samym na jednym poziomie z rabinem Joskowiczem, który, grożąc Janowi Pawłowi II palcem, wsławił się tekstem „Proszę, aby pan papież dał wezwanie do swoich ludzi, by także ten ostatni krzyż wyprowadzili z tego obozu.” Volenti non fit iniuria, więc pytań dziennikarzy świadomie z „pana papieża„ nie odplamię.
Kwestia integracji migrantów
La Croix :
W pańskich wypowiedziach o Europie, wspomina pan „korzenie” kontynentu, nigdy nie kwalifikując ich jednak jako chrześcijańskie. Definiuje pan europejską tożsamość jako „dynamiczną i multikulturową”. Czy według pana wyrażenie „korzenie chrześcijańskie” jest niestosowne?
Należy mówić o korzeniach w liczbie mnogiej, bo też jest ich wiele. W tym sensie, kiedy mówi się o korzeniach chrześcijańskich Europy, ich wydźwięku się lękam, bo może on być wyrazem triumfalizmu lub mściwości. A to podpada pod kolonializm. (…) Owszem, Europa ma korzenie chrześcijańskie i obowiązkiem chrześcijaństwa jest te korzenie podlewać, ale w duchu służby, w postaci obmywania nóg. Erich Przywara, wielki nauczyciel Romana Guardiniego i Hansa Ursa von Balthasara, tak nas poucza: „Wkład chrześcijństwa do każdej kultury jest wkładem Chrystusa myjącego nogi, to znaczy służby i ofiary życia”. Nie powinien to być wkład o cechach kolonializmu.
* * *
La Croix :
16 kwietnia przywiózł pan ze sobą do Rzymu uchodźców z wyspy Lesbos. Był to gest o wielkiej wadze. Czy jednak Europa jest w stanie przyjąć wielką liczbę migrantów?
Pytanie słuszne i roztropne, bo nie można szeroko otwierać drzwi w sposób nieracjonalny. Prawdziwym jednak pytaniem jest, dlaczego jest dzisiaj tak wielu migrantów. U źródła problemu znajdują się wojny na Środkowym Wschodzie i w Afryce, oraz niski rozwój kontytentu afrykańskiego, prowokujący głód. Nie byłoby wojen bez producentów broni, a zwłaszcza handlarzy bronią. Nie byłoby bezrobocia, gdyby nie brak inwestycji. To wiąże się z szerszym zagadnieniem światowego systemu ekonomicznego, który popadł w idolatrię pieniądza. Ponad 80 procent wszystkich bogactw jest w rękach 16 procent światowej populacji. Prawdziwie wolny rynek nie funkcjonuje. Rynek jest rzeczą potrzebną, ale nie może się obejść bez wsparcia ze strony państwa, zdolnego kontrolować i harmonizować. Nazywa się to ekonomią socjalną rynku.Ale wróćmy do migrantów. Najgorszym rozwiązaniem jest ich gettoizacja, podczas gdy powinni być integrowani. W Brukseli terrorystami byli Belgowie (dzieci migrantów) mieszkający w getcie. Nowy burmistrz Londynu, muzułmanin, złożył przysięgę w katedrze i zostanie przyjęty przez Królową. Widzimy, że Europa jest zdolna integrować. Przychodzi mi na myśl Grzegorz Wielki, papież z lat 590 – 604, który negocjował z barbarzyńcami, co zakończyło się ich integracją. Integracja jest tym bardziej ważna, że Europa wyludnia się na skutek egoistycznej pogoni za dobrobytem. Instaluje się w niej próżnia demograficzna.
* * *La Croix :
Obawy przed imigracją biorą się z lęku przed islamem. Czy ten strach jest, pańskim zdaniem, uzasadniony?
Nie sądzę, żeby istniał dzisiaj strach przed islamem jako religią. Istnieje natomiast strach przed Daeszem i jego podbojami, znajdującymi częściowe uzasadnienie w islamie. Jest prawdą, że idea podboju wyrasta z samego ducha islamu. Ale podobnie, jak ten nakaz podboju, moglibyśmy interpretować Ewangelię według św. Mateusza, w której Jezus wysyła uczniów do wszystkich narodów.
W obliczu aktualego terroryzmu islamskiego, wypadałoby się zastanowić nad metodami eksportu zachodniej demokracji do krajów rządzonych silną ręką. Na przykład do Iraku. Albo do Libii, z jej strukturą plemienną. Bez liczenia się z lokalną kulturą sprawowania władzy nic się nie da zrobić. Pewien Libijczyk tak to niedawno ujął: „Dawniej mieliśmy Kaddafiego, a teraz mamy pięćdziesięciu Kaddafich”.
W rzeczywistości koegzystencja chrześcijan i muzułmanów jest możliwa. Pochodzę z kraju, w którym jedni i drudzy współżyją w zgodzie. Muzułmanie adorują Marię Dziewicę i św. Jerzego. W jednym z krajów afrykańskich opowiadano mi, że dla uczczenia Jubileuszu Miłosierdzia, muzułmanie stali w długiej kolejce do katedry, aby móc przekroczyć świętą bramę i modlić się do Marii Dziewicy. W Republice Środkowoafrykańskiej, przed wojną, chrześcijanie i muzułmanie żyli razem i będą musieli nauczyć się tego od nowa. Także Liban pokazuje, że jest to możliwe.
Pozycja islamu we Francji i jej historyczna katolickość są u źródła powracającej kwestii: jakie powinno być miejsce religii w przestrzeni publicznej. Jaka miałaby być, pańskim zdaniem, dobra świeckość?
Kraj powinien być świecki. Państwa wyznaniowe kończą marnie. Ustawiają się pod prąd Historii. Myślę, że laickość, wsparta solidnym prawem, gwarantującym wolność religijną, stwarza dobrą sytuację. Wszyscy jesteśmy równi jako dzieci Boga lub poprzez naszą osobistą godność. Ale jednocześnie każdy z nas powinien być wolny w uzewnętrznianiu swojej wiary. Jeśli muzułmanka chce nosić chustę, powinna mieć do tego prawo. Podobnie jest z katolikiem, pragnącym nie ukrywać krzyżyka. Powinno się móc wyznawać swoją wiarę nie poza kulturą, tylko w jej ramach. W tym sensie muszę się odnieść krytycznie do Francji, która w swojej laickości przesadza. Dzieje się to na skutek traktowania religii jako subkultury, a nie kultury w całej pełni. Obawiam się, że to podejście, które wydaje się być dziedzictwem Oświecenia, ma przed sobą dłuższy żywot. Francja powinna powoli, krok za krokiem, zmierzać w kierunku pogodzenia się z faktem, że otwartość na transcendencję jest prawem każdego człowieka.
W jaki sposób, w państwie laickim, katolicy powinni bronić swoich przekonań w takich kwestiach społecznych, jak eutanazja czy małżeństwo osób tej samej płci?
W tych sprawach miejscem do dyskusji, argumentowania i przekonywania jest Parlament. Jest to droga, pozwalająca społeczeństwu się rozwijać. Od momentu, kiedy prawo jest przegłosowane, państwo powinno respektować ludzkie sumienia. W każdą strukturę prawną powinna być wbudowana klauzula sumienia, która należy do praw człowieka. Powinna obowiązywać również urzędnika państwowego, który jest, jak każdy obywatel, osobą ludzką. Państwo musi ponadto respektować krytykę. Na tym polega prawdziwa laickość. Nie można lekceważyć argumentów katolików, odpowiadając im „Mówisz jak ksiądz”.
Kościół francuski przeżywa ostry kryzys powołań. Jak Kościół ma sprawować swoją misję z tak małą liczbą księży?
Ciekawy przykład historyczny stanowi w tej kwestii Korea. Kraj ten był ewangelizowany przez chińskich misjonarzy, którzy powrócili do siebie. Następnie, przez dwa wieki, Korea była ewangelizowana przez osoby świeckie. Korea, ziemia świętych i męczenników, posiada dzisiaj Kościół mocny. Do ewangelizacji księża nie są więc konieczni. Chrzest daje ewangelizacji siłę. Otrzymany przy chrzcie Duch Święty zachęca człowieka do ruszenia w drogę i niesienia chrześcijańskiego przekazu z odwagą i cierpliwością.To Duch Święty jest inicjatorem i motorem akcji Kościoła. Zbyt mało chrześcijan zdaje sobie z tego sprawę. Dla odmiany, niebepieczeństwem dla Kościoła jest klerykalizm. Jest to grzech, do którego potrzeba dwóch stron, coś jak do tanga. Księża chcą klerykalizować świeckich, a świeccy, w poszukiwaniu łatwizny, pragną być klerykalizowani. W Buenos Aires znałem wielu poczciwych proboszczów, którzy na widok zdolnego świeckiego, wołali „Zróbmy z niego diakona!”. Tymczasem – nie, trzeba go zostawić w stanie świeckim. Zagadnienie klerykalizmu jest szczególnie ważne w Ameryce Łacińskiej. Jeśli pobożność ludowa jest tam silna, to dlatego, że stanowi ona naturalną, nieklerykalną inicjatywę świeckich. Księża nie potrafią tego zrozumieć.
Kościół we Francji, a szczególnie w Lyonie, jest ostatnio ostro atakowany w związku z dawnymi aktami pedofilii. Jak Kościół powinien na to reagować?
Nie jest rzeczą łatwą osądzać wydarzenia zaszłe dziesiątki lat wcześniej i w innym kontekście. Ówczesna rzeczywistość nie zawsze jest dla nas przejrzysta. Ale w Kościole nie powinno być w tej sprawie przedawnienia. Przez swój występek kapłan niszczy dziecko, podczas gdy jego powołaniem jest prowadzenie tego dziecka do Boga. Taki kapłan sieje zło, urazy i cierpienie. Tak jak to stwierdził Benedykt XVI, tolerancja w tej sprawie powinna być równa zeru. Z tego, co wiem, kardynał Barbarin przedsięwziął w Lyonie wszystkie konieczne środki. Jest to misjonarz odważny i kreatywny. Pozostaje teraz czekać na wynik postępowania przed sądami cywilnymi.
Zatem kardynał Barbarin nie powinien podawać się do dymisji?
Nie. Byłby to bezsens i nieostrożność. Zobaczymy, jakie będą konkluzje procesu cywilnego. Dzisiaj byłoby to aktem przyznania się do winy.
W kwietniu przyjął pan biskupa Bernarda Fellay’a, przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X. Czy powrót lefebvrystów do Kościoła jest od nowa rozważany?
W Bueons Aires zawsze z nimi rozmawiałem. Byłem przez nich pozdrawiany i na klęczkach proszony o błogosławieństwo. Uważali się za katolików. Kochali Kościół. Biskup Fellay jest człowiekiem, z którym dialog jest możliwy. Nie jest to cechą kilku innych postaci, co nieco dziwnych jak biskup Williamson, albo tych, którzy się zradykalizowali. Zgodnie z moją formułą z czasów argentyńskich, wciąż uważam, że lefebvryści są katolikami w drodze do pełnego zjednoczenia. W czasie aktualnego Roku Miłosierdzia, doszedłem do przekonania, że powinienem upoważnić ich spowiedników do wybaczania grzechu aborcji. Za ten gest mi podziękowali. Przede mną, Benedykt XVI, którego oni obdarzają wielkim szacunkiem, zliberalizował mszę według rytu trydenckiego. Dialog jest udany i robimy dobrą robotę.
Czy jest pan gotów przyznać lefebvrystom status prałatury personalnej?
Nie można tego wykluczyć, ale trzeba uprzednio zawrzeć z nimi umowę natury fundamentalnej. Sobór Watykański II ma swoją wartość. Posuwamy się powoli, z cierpliwością.
Zwołał pan dwa synody w sprawie Rodziny. Czy w pańskiej opinii, ten długi proces odmienił Kościół?
Ten proces zaczął się w lutym 2014 od konsystorza, z inicjatywy kardynała Kaspera, i trwał – poprzez Synod nadzwyczajny w październiku i późniejszy rok refleksji – aż do Synodu zwyczajnego. Sądzę, że wszyscy wyszliśmy z tego procesu odmienieni. Ja również. (…) Nie da się znaleźć szczegółowych zaleceń kanonicznych w kwestiach, co wolno i co powinno się zrobić, a co nie. W odniesieniu do takich problemów jak piękno miłości, wychowywanie dzieci czy przygotowanie do małżeństwa, wszelkie refleksje powinny być prowadzone w nastroju pogodnym i mieć charakter pokojowy. Powinno się położyć nacisk na odpowiedzialność, a ta powinna znaleźć oparcie w wytycznych, kierowanych do świeckich przez Radę Papieską.Ogólnie rzecz biorąc, powinniśmy zastanowić się nad prawdziwą synodalnością katolicką. Biskupi są cum Pietro, sub Pietro, czyli „z papieżem i pod papieżem”. W tym różnimy się od synodalności ortodoksyjnej i greko-katolickiej, w której patriarcha dysponuje jednym głosem. Sobór Watykański II podał ideał wspólnoty synodalnej i episkopalnej. Trzeba go wzmocnić również na poziomie parafialnym, na którym wiele pozostaje do zrobienia. Są parafie, w których nie ma ani rady duszpasterskiej, ani rady ekonomicznej, podczas gdy prawo kanoniczne je do tego zobowiązuje. W tym także zawiera się synodalność.
Autor: Rozpuszczalnik (Francja), o 19:17