Robert Kościelny
Strategia globalistów polegałaby na tym, aby stworzyć grupy uderzeniowe z członków korporacji oraz biednej, nie-białej ludności nieczującej związków z ich krajem. W ten sposób przedstawiciel establishmentu przyznaje, że to, czego obecnie jesteśmy świadkami, to „zorkiestrowany kryzys”, świadoma strategia „dziel i rządź”, zastosowana w celu budowy nowego porządku świata, w którym jednostka nie miałaby żadnych praw, z wyjątkiem przywilejów nadawanych przez rząd.
Joseph Farah z WorldNetDaily (WND), konserwatywnej witryny internetowej, której jest założycielem i redaktorem naczelnym, w tekście zatytułowanym Rewolta elit przeciw wartościom i tradycji ostrzega przed nadchodzącą kontrofensywą globalistów.
Farah nawiązuje w ten sposób do artykułu Jamesa Trauba, który ukazał się w czerwcowym numerze magazynu „Foreign Policy”, będącego oficjalnym głosem Rady Polityki Zagranicznej (Council on Foreign Policy), think tanku doradzającego rządowi USA. Członkami tego zespołu są doświadczeni politycy, byli sekretarza stanu, dyrektorzy CIA, banksterzy, prawnicy, eksperci akademiccy i wpływowi ludzie mainstreamowych mediów. CFP sprzyja globalizacji, zmniejszeniu regulacji finansowych korporacjom transportowym oraz popiera takie organizacje, jak NAFTA czy Unia Europejska.
James Traub, który pisze także do takich czasopism jak „New York Times” czy „Atlantic Monthly”, w czerwcu 2016 r. w artykule pt. Nadszedł czas, aby elity powstały przeciw ciemnym masom dosadnie tłumaczy kolejny ruch, który powinien zostać wykonany przez globalistów. Jak na ironię, tekst ten opublikowany został krótko przed 4 lipca, czyli amerykańskim Dniem Niepodległości – świętem celebrującym wartości przeciwne tym, które chcą osiągnąć elity globalistyczne – zauważa nie bez ironii Josepf Farah.
Biorąc pod uwagę gwałtowność zmian, jakie zachodzą we współczesnym świecie, lata 60. ubiegłego wieku wydają się oazą harmonii i stabilizacji politycznej i kulturalnej – pisze Traub. Pamiętajmy, że były to przecież czasy wojny w Wietnamie, rewolty studenckiej, ruchów hippisowskich i „pacyfistycznych”, czyli początku narodzin „kontrkultury”, która na naszym nadwiślańskim gruncie przybrała oblicze michniko-, urbano- i owsiakowszczyzny.
Według Trauba mamy dziś do czynienia z sytuacją przeciwną do tej, która wykluwała się na takich imprezach jak Woodstock, gdzie w sierpniu 1969 r. odbył się słynny festiwal muzyczny, na którym dochodziło do przestępstw oraz pobić, jedna osoba zmarła po przedawkowaniu narkotyków, jedna została przejechana przez traktor, a trzecia zginęła, spadając ze sceny. Odnotowano też trzy poronienia. A mimo to, a może właśnie dlatego, festiwal w Woodstock uznawany jest za miejsce, gdzie narodziła się zupełnie nowa cywilizacja Zachodu. Cywilizacja człowieka bez właściwości, za to z dużym apetytem na „sex, drugs and rock and roll”.
Przejawem tego nowego, złowieszczego według dziennikarza establishmentu antywoodstockowego klimatu jest Brexit. Według jego oceny, brytyjskie referendum nie było wynikiem walki lewicy z prawicą, ale „zdrowia z bezmyślną złością”. Dziennikarz posunął się w swym niezadowoleniu tak daleko, że wyjście Brytanii z UE nazwał „polityczną schizmą naszych czasów”, nawiązując w ten sposób do aktu supremacji króla Anglii Henryka VIII, zrywającego związki z Rzymem w XVI w.
Dziś jesteśmy świadkami rewolty obywateli USA, Wielkiej Brytanii i Europy, mogącej zmienić świat polityki tak bardzo, jak to się od lat 60. jeszcze nie zdarzyło. Z tą opinią rozżalonego Trauba zgadza się w pełni Joseph Farah, z tym, że o ile ten pierwszy widzi w nadchodzących zmianach zapowiedź samych zgryzot, ten drugi, redaktor WND, dostrzega w zarysowanym zjawisku wielką szansę dla USA i świata.
