z:http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,bezludna;wyspa,93460.html
Dzisiaj kilka wykresów dotyczących sytuacji demograficznej Polski. Sytuacja nie jest zła – jest katastrofalna. Polacy w zasadzie nie muszą przejmować się globalnym ociepleniem i jego efektami w 2100 roku. Do tego czasu Polaków praktycznie już nie będzie.
Pierwszy wykres przedstawia liczbę urodzeń w Polsce w okresie powojennym. Widzimy trzy piki. Pierwszy to baby-boom trwający do lat 60-tych, drugi to echo-baby-boom, ze szczytem na początku lat 80-tych, trzeci pik to zatrzymanie spadku w poprzedniej dekadzie.
Generalnie, liczbę dzieci można modelować w następujący sposób
– licząc średnią liczbą ludzi w wieki 25-29 lat i mnożąc ją przez współczynnik dzietności. Przy współczynniku dzietności 0.9, ten model pięknie opisuje echo-baby-boom, czyli lata 1975-95. W połowie lat 90 coś zaczęło się dziać. Po pierwsze w wiek rozrodczy wchodził echo-baby-boom, a więc ludzie wychowani już w innych warunkach, po drugie zmienił się ustrój, co też wiązało się z poważnymi zmiany społeczno-ekonomicznymi.
Spadek trwał aż do dołka w 2003 roku. Potem rozpoczął się wzrost, trwający do 2009 roku. W zasadzie do zeszłego roku można było uważać, że podstawowym procesem jest opóźnienie prokreacji. W statystyce urodzeń widoczne byłoby to jako długi płaski pik, który powinien trwać przez jeszcze następne, powiedzmy, 5 lat.
W 2011 roku widzimy zdecydowany spadek liczby urodzeń, co świadczy, że to nie wiek się zwiększa, tylko całkowita dzietność. Szczyt piku trzeciego pokolenie wypadł z takim samym opóźnieniem jak między pierwszym i drugim pokoleniem. Poziom dzietności spadł z 0.9 do 0.57.
Na podstawie tych liczb możemy przewidzieć liczbę urodzeń do 2030 roku. Mniej więcej w tym roku powinno przypaść echo dołka milenijnego, z liczbą urodzeń na poziomie 200 tyś dzieci. Kolejne pokolenia powinny przypaść na rok 2040, 2065, 2090. W tych pokoleniach liczba urodzeń, przy zachowaniu dzietności na poziomie 0.57, powinna wynosić: 230 tyś, 130 tyś i 74 tyś. Jeżeli dzietność będzie spadać tak jak między pierwszy a drugim pokoleniem, to szczyty będą wynosić 160 tyś, 44 tyś i 10 tyś.
Oczywiście ktoś powie, że moja prognoza opiera się na rozciąganiu obecnego trendu na następne trzy pokolenia. Jest to mocne uproszczenie. Na swoją obronę mam tylko do dodania, że podobnie wygląda modelowanie klimatu i na podstawie wyników tego modelowania podejmowane są faktyczne i kosztowne działania.


