[Dobrze, że tym razem miał dokumenty tylko na jedno nazwisko, bo przecież zwykle nosił więcej. J.B.]
z: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19370&Itemid=119
Mirosław Dakowski,
21 grudnia 2016
Właśnie nam oświadczono, że w TIRze, którym pozbijano ludzi w Berlinie, „znaleziono” dokumenty jakiegoś Tunezyjczyka. Jakby „bojownik” przygotowujący się do aktu do terroru musiał się oficjalnie przedstawić.
Tak było w WTC, czyli 9/11, a to jest przecież wzór wszystkich inscenizacji terrorystycznych.
Tak było przy zamachach w Londynie, przy rzezi w Charie Chebdo, czy w klubie zboczeńców Bataclan; przy masowych rozjeżdżaniach w Nicei.
W Polsce po Zbrodni Smoleńskiej nadpalono paszport jednej z ofiar – już gdzieś w min. „obrony narodowej”.
W Berlinie najpierw „prasa” podała, że to Polak był tym terrorystą. Ciągle podawano numery rejestr. samochodu. Czy ktoś widział n-ry samochodu w Nicei? Gdy to nie wyszło – bo człowiek dzielnie berlińczyków i siebie bronił – szukano innego sprawcy.
Później wypuszczono [sic!!] Pakistańczyka podejrzanego! I hop! =- znów znaleziono dokumenty „prowodyra”. Świeżutkie.
To nie jest nawet test na inteligencję czytelnika.
To jest ZNAK, pieczęć, że była inscenizacja – i NIC NAM NIE ZROBICIE.
Przypomina to jednak przypowieść o diable, który by ukryć ziarno, wykopał dołek, zasypał – i jeszcze podlał wodą, czy napluł, dla totalnego zniszczenia podejrzanego ziarna.
Kiedy planiści Rozwoju Terroru wpadną we własne sidła, swej pychy i bezczelności?
Boże, może już czas??