Plecami do Chin. Błąd czy słuszna decyzja? Czy będziemy skazani na wieczne pałętanie się przy czyichś nogawkach?


fot: YT fot: YT

Piotr LewandowskiPiotr Lewandowski

I. Błąd Macierewicza

Antoni Niezłomny – tak można by w telegraficznym skrócie scharakteryzować postać i działalność Antoniego Macierewicza, czy to w PRL czy w III RP. Mało kto tak jak on przyczynił się do podtrzymania ducha w szeroko rozumianym obozie patriotyczno-niepodległościowym za czasów rządów PO, ze szczególnym uwzględnieniem nocy zapadłej po Tragedii Smoleńskiej. Aktywność jego zespołu parlamentarnego wraz z zaproszonym gronem ekspertów jest nie do przecenienia – zarówno biorąc pod uwagę warstwę merytoryczną,

czyli obalanie kłamstw, nieścisłości i manipulacji zawartych w raportach Anodiny-Millera, jak i oddziaływanie społeczne, sprawiające, że Polacy w ogromnej części nie pozwolili się uśpić i nie przeszli nad tematem Smoleńska do porządku dziennego. Również i w obecnej roli szef MON daje nadzieję na oczyszczenie armii z różnych złogów (tu nie zapominajmy o jego wcześniejszych zasługach jako likwidatora i weryfikatora WSI); program Wojskowej Obrony Terytorialnej (acz z zastrzeżeniami dotyczącymi tego, że na co dzień WOT ma być rozbrojona) ma szansę w istotny sposób wzmocnić nasz potencjał obronny, a zwrot w stronę polskiego przemysłu zbrojeniowego pozwala z optymizmem patrzeć na przyszłość tego strategicznego sektora.

Powyższe pozytywy (dalece nie wszystkie zresztą) nie mogą jednak stanowić powodu dla którego Antoni Macierewicz ma być wyłączony spod krytyki, jeśli daje ku temu słuszne powody. A takim powodem zdaniem niżej podpisanego jest jego stosunek do Chin i koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku. O ile w odniesieniu do Rosji, kwestii Smoleńska czy w rozprawianiu się z post-peerelem, pryncypialność i nieugięte stanowisko jest niewątpliwą zaletą, o tyle w przypadku relacji z Chinami brak elastyczności staje się poważnym obciążeniem. Nikt nie jest nieomylny i nawet człowiek wybitnie zasłużony może popełniać błędy, szczególnie gdy generalna twardość charakteru i poglądów staje się barierą uniemożliwiającą weryfikację raz obranej drogi, nawet w obliczu dynamicznie zmieniających się okoliczności.

II. Sprawa terminalu w Łodzi

Przykładem może tu być sprawa terminalu kontenerowego w Łodzi, który w planach miał być jednym z ważniejszych elementów tworzonego przez Chiny Nowego Jedwabnego Szlaku (info. za portalem Kresy.pl). Chodzi o 33-hektarową działkę przy ul. Pryncypialnej, zlokalizowaną w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Teren ten pozostaje własnością Agencji Mienia Wojskowego i już w sumie sześciokrotnie odwoływano przetargi na jego sprzedaż. W dwóch ostatnich startowała polsko-chińska spółka założona przez łódzką firmę Hatrans Logistics i przedstawicieli środkowo-chińskiego miasta Chengdu, stolicy prowincji Syczuan. Gdyby transakcja doszła do skutku, Chengdu stałoby się trzecim chińskim miastem partnerskim Łodzi – po Kantonie i Tianjin. Planowana inwestycja, szacowana na 120-200 mln. zł. zakładała stworzenie wielkiego centrum logistycznego obsługującego ruch towarowy między Chinami a Europą Zachodnią. Teren AMW dysponujący własną bocznicą kolejową wyceniono w ostatnim przetargu na 41 mln. zł. – rozstrzygnięcie miało nastąpić 7 grudnia 2016, jednak pod koniec listopada wstrzymano procedurę, tłumacząc to potrzebą „dokonania ponownej analizy sposobu zagospodarowania nieruchomości”. Ponieważ uprzednio w podobny sposób odwołano przetarg w 2015 r., Chińczykom skończyła się cierpliwość i zlikwidowali swoje biuro w Łodzi. Budowa HUB-u transportowego stanęła tym samym pod wielkim znakiem zapytania.

Warto w tym miejscu nadmienić, że już obecnie Łódź przyjmuje coraz większą ilość transportów z Chin (obsługuje je terminal na Olechowie) – w 2016 r. było to 400 pociągów, w 2017 ma być docelowo 1000, z czego 800 już zostało zakontraktowanych. Wzmocnienie infrastruktury przesyłowej stanowiłoby istotny impuls rozwojowy, plasując Łódź wśród kluczowych punktów na handlowej mapie Chiny-Europa. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#3424b6″ rounded_corners=”false” ]Przy okazji, warto również zapytać, jak to się dzieje, że innym inwestorom jesteśmy gotowi przychylić nieba – fabryka silników Mercedesa w Jaworze otrzyma np. 18,5 mln. euro dotacji, zaś całość pomocy publicznej szacowana jest nawet na 70 proc. kosztów niemieckiej inwestycji wartej 500 mln euro – natomiast Chińczyków, którzy chcieli po prostu kupić działkę i nie słychać by ubiegali się o publiczne granty odprawiamy z kwitkiem? Dodajmy jeszcze, że o podobny terminal ubiegają się również Wiedeń i Bratysława.[/dropshadowbox]

W omawianej tu sprawie interpelację poselską skierowaną do Ministerstwa Rozwoju złożył Piotr Liroy Marzec – jeden z przytomniejszych opozycyjnych posłów (swoją drogą, kto by się spodziewał). W zapytaniu m.in. stawia zasadniczą kwestię: „Czy obecne władze są zainteresowane udziałem Polski w Nowym Jedwabnym Szlaku?”.

III. Między sojuszem a wasalizacją

I tu docieramy do sedna, bowiem Antoni Macierewicz od dawna wypowiada się negatywnie na temat strategicznego chińskiego projektu.[dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#3424b6″ rounded_corners=”false” ] W skrócie, uznaje on Nowy Jedwabny Szlak za porozumienie na linii Chiny-Rosja-Europa Zachodnia, mające na celu wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z obszaru euroazjatyckiego i niejako przy okazji likwidację Polski jako suwerennego podmiotu. Stąd zasadnym staje się pytanie, czy podległa MON Agencja Mienia Wojskowego celowo sabotuje kupno kluczowej działki? Nie byłby to pierwszy taki przypadek, bowiem w ub. roku w ostatniej chwili storpedowaliśmy pod naciskiem amerykańskiego ambasadora Paula W. Jonesa dogadaną już budowę kanału Odra-Wisła na który chińskie konsorcjum China Harbour Engineering Company LTD miało wyłożyć 11 mld. USD. Stało się to dosłownie na kilka dni przed wizytą chińskiego prezydenta Xi Jinpinga.[/dropshadowbox]

Jestem ostatnim, który negowałby wagę sojuszu z USA, ale nie sposób nie wyrazić tu wątpliwości – czy w swych zabiegach i gorliwości nie przekraczamy przypadkiem cienkiej granicy pomiędzy sojuszem a wasalizacją? Mówiąc wprost – czy blokowanie Nowego Jedwabnego Szlaku na polskim odcinku jest częścią ceny jaką płacimy za poparcie Waszyngtonu i możliwość stacjonowania na naszym terytorium amerykańskich wojsk? Jeżeli tak, byłaby to polityka bardzo krótkowzroczna, bowiem idąc tą drogą stawiamy się w sytuacji bez wyjścia, w której skazani jesteśmy na jednego (i jak pokazał „reset” Obamy – dość niepewnego) partnera. I znów istotne zastrzeżenie – jestem zwolennikiem amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. W przeciwieństwie do hurrapatriotów traktujących przyjazd amerykańskich oddziałów jako niemal nową okupację, uważam, że na obecnym etapie jest ona po prostu niezbędna – z tego prostego względu, że Putin nie będzie łaskawie czekał aż nasza armia na tyle stanie na nogi, by skutecznie się bronić przed ew. inwazją. Mydlenie oczu, że my tu i teraz sami, własnymi siłami stawimy czoło Rosji, uważam za głupią i szkodliwą demagogię.

IV. Geopolityczna dywersyfikacja

Powyższe nie może jednak oznaczać, że w kontaktach z USA mamy rezygnować z elementarnej asertywności i korzyści jakie dają dobre stosunki z Chinami. Pisałem o tym szerzej w niedawnym tekście „Nowy Jedwabny Szlak, czyli III Wojna Światowa” z grudnia 2016, ale muszę pokrótce powtórzyć. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#3424b6″ rounded_corners=”false” ] Owszem, lądowy Jedwabny Szlak jest ewidentnie wymierzony w morską hegemonię Stanów Zjednoczonych, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy na tym starciu ugrać czegoś dla siebie. Przede wszystkim, Szlak i tak powstanie – jeśli nie przez Polskę (co dla Chin jest optymalną trasą), to na południe od nas i to nasi regionalni sąsiedzi zgarną płynące z niego korzyści, my zaś zostaniemy wyrzuceni na geopolityczną i gospodarczą mieliznę.[/dropshadowbox] Wspominałem wyżej o zabiegach Bratysławy i Wiednia, prawda? Oni jakoś nie boją się utraty suwerenności. Inna rzecz – gdyby faktycznie Zachód chciał kompletnie wyeliminować wpływy USA, jak utrzymuje Macierewicz, to Niemcy i Bruksela nie zabiegałyby tak intensywnie do ostatniej chwili o podpisanie TTIP. Kolejna kwestia – Donald Trump otwarcie uważa Chiny za głównego wroga USA. A skoro tak, to będzie musiał porozumieć się z Rosją, aby wziąć Pekin w kleszcze. Rosja zaś za taki układ każe sobie zapłacić i to zapewne nie tylko ustępstwami na Bliskim Wschodzie, lecz również w naszym regionie. My zaś przy takim obrocie spraw znów obudzimy się z ręką w nocniku – „wystrychnięci na dudka i wydudkani na strychu” – jak to już nie raz w historii bywało. Nie będziemy mieli ani bezpieczeństwa, ani chińskich inwestycji, ani korzyści handlowych.

Dlatego prowadzenie polityki „bezalternatywnej”, opartej na kurczowym trzymaniu się jednego protektora jest długofalowo skrajnie niebezpieczne, bo sami w ten sposób sprowadzamy się do roli karty przetargowej w cudzej rozgrywce. Mówiąc obrazowo, równie istotna jak dywersyfikacja w dostawach surowców, jest dywersyfikacja polityki zagranicznej, a tak się składa, że Chiny i partycypacja w Nowym Jedwabnym Szlaku mogą być dla nas geopolitycznym odpowiednikiem terminalu LNG w Świnoujściu. Jeżeli nie wybijemy się na podmiotowość, choćby w podstawowym zakresie, będziemy skazani na wieczne pałętanie się przy czyichś nogawkach.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa

Tekst wzięty z  http://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/10375-plecami-do-chin-blad-czy-sluszna-decyzja-czy-bedziemy-skazani-na-wieczne-paletanie-sie-przy-czyichs-nogawkach