W przededniu „wydarzeń marcowych”


Stanisław Michalkiewicz

  tygodnik „Goniec” (Toronto)    19 lutego 2017

Podejrzewam, że na odprawie, na którą Nasza Złota Pani wezwała przewodniczącego PO pana Schetynę i prezesa PSL pana Kosiniaka-Kamysza do Ambasady RFN w Warszawie, musiała nie tylko udzielić im niezłej obsztorcówy za spartolenie kombinacji operacyjnej w grudniu ubiegłego roku, ale w dodatku zabroniła politykowania na własną rękę. Ale jakże tu nie politykować i jednocześnie udowadniać opinii publicznej swoje istnienie?

Toteż nic dziwnego, że wypadek, jakiemu w ubiegłym tygodniu uległa pani premier Szydło w drodze do domu przez pechowy Oświęcim, został przez Umiłowanych Przywódców z PO i Nowoczesnej, został uznany za prawdziwy dar Niebios, na który rzucili się z zapamiętałością wygłodniałych hien. Incydent zdominował programy telewizyjne na kilka dni, przy czym stacje ubeckie rozhuśtywały emocjonalnie swoich wyznawców w jedną stronę, podczas gdy telewizja rządowa rozhuśtywała swoich w drugą. Ale na rozhuśtywaniu się nie skończyło i były minister sprawiedliwości w rządzie premierzycy Ewy Kopacz, Wielce Czcigodny Borys Budka, publicznie zaczął się stręczyć 21-letniemu Sebastianowi K. który swoim Fiatem Seicento zajechał drogę autu pani premier. Sebastian K. początkowo przyznał się do sprawstwa wypadku, ale kiedy poczuł wsparcie takich potężnych protektorów, rewokował zgodnie z ich prawdopodobnymi pouczeniami. Defensorowie Sebastiana K. nie ograniczyli się do udzielania mu zbawiennych rad i pouczeń, ale zorganizowali też zbiórkę na zakup nowego Fiata. Jak tak dalej pójdzie, to tylko patrzeć, kiedy do akcji włączy się „Jurek Owsiak” ze swoją „czerwoną orkiestrą’, a Sebastian K. zostanie autorytetem moralnym, na podobieństwo pani Anety Krawczykowej i w takim charakterze otrzyma rozmaite propozycje – na przykład, żeby został przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa, albo przynajmniej parlamentarzystą Nowoczesnej. A przecież nie tylko on jeden doznał męczeństwa ze strony kaczystowskiego reżymu. Męczennikiem reżymu został właśnie niejaki „Hoss”, wynalazca metody oszustwa „na wnuczka”, którego niezawisły sąd niedawno wypuścił za kaucją 300 tys. złotych, nakazując meldowanie się na policji. „Hoss” jednak natychmiast zachorował, niezależna prokuratura wszczęła postępowanie wobec sędzi, która go wypuściła, wobec czego niezawisły sąd w innym składzie nakazał „Hossa” aresztować. Jeśli go złapią, to pewnie trafi do aresztu, chyba, że Wielce Czcigodny Borys Budka i jemu nastręczy się ze swoimi usługami. Wtedy i przed „Hossem” otworzyć się mogą perspektywy politycznej kariery i status autorytetu moralnego. W kogoż bowiem inwestować, jeśli nie w męczenników kaczystowskiego reżymu? A przecież w kolejce czeka jeszcze pan Mateusz Kijowski, Wielka Nadzieja Naszej Młodej Demokracji. Nawiasem mówiąc, lepsze jest wrogiem dobrego, więc jeśli nawet defensorzy demokracji w osobie Wielce Czcigodnego Borysa Budki i działaczy jeszcze drobniejszego płazu za bardzo się zaangażują w protegowanie męczenników demokracji, to pan Mateusz Kijowski może zacząć odczuwać kłopoty z realizacja różnych faktur, od czego święta sprawa obrony demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju może ucierpieć.

Dlatego wracam do piosenki popularnej w naszym nieszczęśliwym kraju za Józefa Stalina, której refren powtarzał zbawienne pouczenie, że „czuwać musi żołnierz” – oczywiście nad rozmaitymi głupimi cywilami, którzy nawet demokracji nie potrafią bronić w sposób nie tylko odpowiedzialny, ale przede wszystkim – skuteczny. Z obfitości serca usta mówią, więc chociaż przygotowania do kolejnej kombinacji operacyjnej, mającej wreszcie doprowadzić do przesilenia politycznego w naszym nieszczęśliwym kraju otoczone są głęboka tajemnicą, to stacja TVN, którą podejrzewam o niebezpieczne związki z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, zaczyna puszczać farbę. Od jakiegoś czasu przeniosła celownik z prezesa Kaczyńskiego na znienawidzonego ministra Antoniego Macierewicza. Ten złowrogi minister Macierewicz nie tylko anulował kontrakt na dostawę helikopterów „Caracal”, które Polska zakupiła dla naszej niezwyciężonej armii po cenie dwukrotnie wyższej od płaconej za nie przez inne państwa, w związku z czym nie można wykluczyć kłopotliwej sytuacji, w której trzeba będzie oddawać łapówki – a jakże tu oddawać, skoro pieniądze zostały już dawno wydane? – ale w dodatku poddał naszą niezwyciężoną armię kuracji przeczyszczającej, w następstwie której odeszła z niej grupa generałów, a inni podobno już przebierają nogami. W związku z tą sytuacją pani red. Justyna Pochanke wezwała do TVN na przesłuchanie generała dywizji w stanie spoczynku, pana Bolesława Balcerowicza. Pan generał na pytania odpowiadał prawidłowo, podobnie jak goście pani Ireny Dziedzic w „Tele-Echu”, którzy odpowiedzi na pytania musieli podobno uczyć się na pamięć, co pokazuje, że świadoma dyscyplina wśród wojskowych mundurowych jest postawiona na znacznie wyższym poziomie, niż w środowisku tajnych współpracowników Wojskowych Służb Informacyjnych. Ale – jak wspomniałem – z obfitości serca usta mówią – toteż i panu generałowi wyrwało się spod serca gorejącego krzepiące spostrzeżenie, że „dłużej klasztora, niż przeora”. Pan generał – jak to generał – wprawdzie „w stanie spoczynku”, ale przecież jeszcze nie wiekuistego, więc coś tam musi wiedzieć. Wygląda zatem na to, że w łonie naszej niezwyciężonej armii zapanował nastrój wyczekiwania. Na co? A na cóż by innego, jeśli nie na kolejną kombinację operacyjną, w której wiodąca, „przewodnia rola” przypadnie już nie żadnym głupim cywilom, żadnym panienkom, co to własnymi piersiami – i tak dalej, tylko wypróbowanej kadrze, co to wprawdzie nie zna już samego Stalina, ale przygotowała i przeprowadziła stan wojenny i każde zadanie, również i to, które Nasza Złota Pani postawi przed nią w ramach kombinacji operacyjnej, potrafi wypełnić, jak to się mówi – „z honorem” – co pan generał Balcerowicz wielokrotnie z naciskiem podczas wspomnianego przesłuchania podkreślał.

Zatem znowu wszystko się zazębia. Pani redaktor Anita Werner przypomniała w TVN, że Komisja Europejska nadal prowadzi wobec naszego nieszczęśliwego kraju procedurę sprawdzania stanu demokracji, w ramach której jeszcze w lipcu postawiła rządowi ultimatum w postaci tzw. „zaleceń” do wykonania, a 21 grudnia ub. roku wystosowała „rekomendacje”, na które rząd ma odpowiedzieć „jeszcze w lutym” – co Naszej Złotej Pani miała obiecać pani premier Szydło. Nietrudno się domyślić, że ani wykonanie „zleceń” – o ile rząd w ogóle zechce je wykonać, ani odpowiedź na „rekomendacje” – o ile rząd w ogóle zechce jej udzielić – zostaną uznane za niezadowalające, a w tej sytuacji kolejna kombinacja operacyjna – tym razem już z udziałem naszej niezwyciężonej – będzie logiczną konsekwencją tym bardziej, że nowy niemiecki prezydent Walter Steinmeier wydaje się zdeterminowany, by mimo odmiennych preferencji Waszyngtonu, na pozycji lidera sceny politycznej w naszym bantustanie ponownie osadzić polityczną ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego. Wygląda zatem na to, że w marcu przeżyjemy kolejne „wydarzenia marcowe”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Tekst wzięty z    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3866

 


 

Klauzula solidarności ante portas’

Komentarz    specjalnie dla www.michalkiewicz.pl    17 lutego 2017

Owczarek niemiecki Jan Klaudiusz Juncker, którego Nasza Złota Pani (wielu Czytelników pyta, dlaczego panią Anielę Merkel nazywam Naszą Złotą Panią. Wyjaśniam tedy, że to rodzaj cytatu z piosenki, którą Niemcy za okupacji kazali śpiewać pędzonym do roboty Żydom: „Marszałek Śmigły-Rydz nie kazał robić nic, a Hitler nasz złoty nauczył nas roboty”) wystrugała z banana na przewodniczącego Komisji Europejskiej, właśnie otrzymał list od zjednoczonych organizacji pozarządowych: Amnesty International, Human Rights Wag, FIDH (International Federation for Human Rights), Open Society European Policy Institute i Reporterzy Bez Granic, które domagają się interwencji instytucji europejskich, by „powstrzymać ruch wsteczny Polski od wspólnych wartości UE”. Jakie są te „wspólne wartości UE” – trudno zgadnąć, a pewne światło rzuca na tę sprawę rozebranie z uwagą („ja sobie to w nocy rozbieram z uwagą” – mówił Wojski w „Panu Tadeuszu” o sprawie królowej Dydony) skrótu nazwy UNESCO. Mówiono, że tak naprawdę, to oznacza ona UN Eating, Sleeping, Catering Organisation – co się wykłada, jako Narodów Zjednoczonych Organizacja do Żarcia, Spania i Chlania (na przyjęciach – stąd catering). Uprzejmie zakładam, że funkcjonariusze UNESCO w przerwach między wspomnianymi czynnościami zaglądają do jakichś dzieci – a myślę tak, bo sam płacę co miesiąc pewną sumę na taki cel właśnie za pośrednictwem UNESCO – ale wiadomo, że na tym świecie pełnym złości trudno chociażby o kęs pewności. Mniejsza zresztą o UNESCO, bo ciekawsze są te organizacje broniące praw człowieków. Prawo podaży i popytu poucza, że im lepsza koniunktura w jakiejś branży, tym więcej firm tak powstaje. Skoro obok Amnesty International praw człowieków broni też Human Rights Wag i FIDH, a przecież Open Society, sponsorowana przez słynnego żydowskiego grandziarza też musi jakoś uzasadnić swoje istnienie, więc pewnie też interesuje się człowiekami – jak pod pretekstem obrony ich praw, wydymać ich bez przerywania snu – to znaczy, że obrona praw człowieków to dzisiaj interes co najmniej tak samo dobry, jak produkcja trumien. W tej sytuacji niewiadoma jest tylko suma, za jaką Nasza Złota Pani – być może w kooperacji z grandziarzem, który wobec naszego nieszczęśliwego kraju też ma swoje plany – uruchomiła te wszystkie organizacje, by wysłały wspomniany list do niemieckiego owczarka Jana Klaudiusza Junckera.

List ten oznacza, że oto rozpoczęła się realizacja kolejnej kombinacji operacyjnej, której celem jest dokonanie w naszym nieszczęśliwym kraju przesilenia politycznego , w następstwie którego polityczna ekspozytura Stronnictwa Pruskiego znowu zajęłaby pozycję lidera politycznej sceny. Spektakularne odejścia całej grupy generałów, którzy przy okazji odchodzenia wymachiwali prezydentowi Dudzie przed nosem konstytucjami pokazują, że tym razem na siłę przewodnią przesilenia została wyznaczona nasza niezwyciężona armia, która i to zadanie wykona „z honorem”, tak samo, jak stan wojenny w roku 1981.

Stanisław Michalkiewicz

Tekst wzięty z   http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3865

, , , , ,