
[umieszczam для поддepжки разговора, bo trzeba]
Mirosław Dakowski
luty 2017
Wyraźnych, jednoznacznych Zwycięstw Różańcowych kronikarze naliczyli dziewięć lub dziesięć.
W aktualnej, z punktu widzenia tak duchowego, jak politycznego, tragicznej sytuacji na świecie i w Polsce, od sześciu lat w Polsce działa i zachęca wszystkich do udziału – Krucjata Różańcowa za Ojczyznę. Czy porwiemy do niej choć 10% Polaków, jak chcieli wielcy Prymasi?
Poniżej wymienione są te Krucjaty zwycięskie, dla niektórych dałem krótki opis.
Św. Dominik i katarzy (Bitwa pod Muret) 1213
Św. Pius V i Lepanto (1571). Matka Boża z Guadelupe.
Zwycięstwo różańcowe pod Chocimiem 1621. Od Niej jedno słowo: „WYTRWAŁOŚĆ”. Biskup Marcin Szyszkowski.
Papież Innocenty XI i wojna z Turcją. Wiedeń (1683) .
Krucjaty różańcowe przed wojną przeciw Turkom i bitwą Eugeniusza Sabaudzkiego w 1716.
„Po trupie Polski na cały świat!!” 1920 – Matka Boża Łaskawa mówi: NIE. Mater Gratiarum, Strażniczka Polski – Custos Poloniae.
Ojciec Pavliček, Episkopat i wyzwolenie Austrii spod buta Sowietów. 1948-55
Filipiny 1984 – kardynał Sin, Maryja a prezydent Marcos.
Krucjata na Węgrzech 2010. Biskupi a rządy Orbana i klęska banksterów.
Krucjata za Ojczyznę w Polsce 2011 –
========================
[Bitwa pod Muret – opis laicki z viki]
Bitwa pod Muret –12 września 1213 podczas wojen albigeńskich (1209–1229), gdzie wojska krzyżowców pod wodzą Szymona IV de Montfort pokonały wojska dowodzone przez króla Aragonii Piotra II i wojska jego wasali z Langwedocji.
Szymon IV de Montfort stał na czele krucjaty zwalczającej albigensów. Głównym jego celem było zniszczenie herezji katarów. Najechał więc na Tuluzę i wygnał stąd jej hrabiego Rajmunda VI. Wówczas hrabia Rajmund VI poszukał pomocy u swego szwagra króla Aragonii i hrabiego Barcelony Piotra II, który poczuł się zagrożony podbojami de Montforta w Langwedocji. Król Aragonii postanowił zatem przekroczyć Pireneje i uderzył na Szymona pod Muret.
Szymon de Montfort prowadził armię złożoną z 870 francuskich krzyżowców, włączając w to mały kontyngent rycerzy przyprowadzony przez sprzymierzonego z nim wicehrabiego Corbeil. Wśród 870 konnych Szymona de Montfort znajdowało się 270 rycerzy, tworząc niewielkie wojsko, ale o wyjątkowej jakości.
Król Piotr z Aragonii przyprowadził 800 – 1 000 aragońskiej kawalerii, którą wspomagała tuluska milicja. Wojska króla Piotra z Aragonii liczyły łącznie zapewne 4 000 kawalerzystów oraz 30 000 do 40 000 piechoty.
Król Piotr II wyjechał na pierwszą linię, zmieniwszy swą królewską zbroję na pełną zbroję zwykłego żołnierza. W jego wojsku panował bałagan i zamieszanie. Gdy pierwszy szwadron de Montforta ruszył do szarży, kawaleria aragońska została rozbita, a król Piotr II stracił konia. Pomimo, że krzyczał „Jestem królem” został zabity. Wojska aragońskie zorientowawszy się, że król nie żyje, w panice uciekły z pola bitwy, ścigane przez krzyżowców Montforta.
===========
https://www.youtube.com/watch?v=CQpPMJ5-uOk
Lepanto. Zwycięstwo Różańcowe. Cień półksiężyca nad Europą.
Według: Lepanto. Zwycięstwo Różańcowe. Cień półksiężyca nad Europą.
ks. Karol Stehlin FSSPX
W ciągu wieków Kościół miał wielu wrogów, lecz mało z nich żywiło dla chrześcijaństwa taką nienawiść jak zwolennicy fałszywego proroka Mahometa. Na początku drugiej połowy XVI wieku zielone sztandary islamu powoli zbliżały się do serca Europy. Imperium Ottomańskie, podporządkowawszy sobie zachodnią część Azji Mniejszej (1354), zająwszy Adrianopol (1361) i rozgromiwszy wojska chrześcijańskie w bitwie na Kosowym Polu (1389), ruszyło na podbój Europy. Wiek XV przyniósł chrześcijaństwu kolejne klęski: pogrom pod Warną (1444) i utratę Konstantynopola (1453).
W następnym stuleciu, za panowania Bajezyda II, Selima I i Sulejmana Wspaniałego, Imperium doszło do szczytu potęgi. Rozbudowana flota ottomańska panowała niemal niepodzielnie na wodach Morza Śródziemnego, a częściowo i Czarnego. Kolejne uderzenie w kierunku południowo-wschodnim przyniosło islamowi tereny dzisiejszej Syrii, Irak, Egipt i Półwysep Arabski. W roku 1521 Sulejman Wspaniały zdobył Belgrad. Rok później padła twierdza joannitów na Rodos, a w 1526 r. wojska tureckie zdziesiątkowały armię węgierską w bitwie pod Mohaczem. W 1529 r. Sulejman podchodził już pod Wiedeń i tylko szwankujące zaopatrzenie zmusiło go do odstąpienia.
Tymczasem licząca 181 okrętów flota ottomańska zaatakowała w 1565 roku Maltę, bronioną bohatersko przez garnizon zakonu św. Jana. W trwających przez całe lato walkach 600 rycerzy-joannitów i 8 tysięcy ochotników odpierało kolejne szturmy 30 tysięcy muzułmanów i po trzech miesiącach walk zmusiło ich do odstąpienia. Europa łapała oddech…
Ten właśnie moment wykorzystał papież Pius V na zmontowanie sojuszu obronnego, który wydawał się być ostatnią szansą chrześcijaństwa. Nieprawdopodobnym wysiłkiem i misternymi zabiegami dyplomatycznymi doprowadził do zgody wiecznie skłócone Wenecję i Genuę. Obie, wraz z Hiszpanią i wojskami Państwa Kościelnego utworzyły w 1571 r. Świętą Ligę, na której naczelnego wodza Papież mianował 24-letniego Don Juana de Austria, naturalnego syna cesarza Karola V. Udało się zgromadzić ponad 200 okrętów, jednak tylko 6 z nich było wyposażonych w działa. Na pokłady oprócz załogi (50 tys. ludzi) weszło 30 tysięcy żołnierzy.
17 września 1571 r. Don Juan wydał rozkaz wypłynięcia w morze i armada Ligi kierowała się w stronę wyspy Korfu. Tam dotarły do niej mrożące krew w żyłach relacje o upadku ostatniego gniazda oporu na Cyprze – Famagusty. Wojska muzułmańskie, mszcząc się za porażkę na Malcie, wymordowały w wymyślny sposób wszystkich pozostałych przy życiu obrońców. Następne wieści były jeszcze gorsze – do ogromnej już i tak floty tureckiej, dowodzonej przez Alego Paszę, dołączył w nadziei bogatych łupów legendarny bej Algieru, Uluch Ali.
Około 330 tureckich galer i jednostek pomocniczych pospiesznie uformowało olbrzymi półksiężyc. Naprzeciw nich okręty Ligi ustawiły się w szyku bojowym na kształt łacińskiego krzyża. [To ze względów taktycznych, nie symbolicznych md]
W kaplicy okrętowej galery doży Genui, na której pokładzie znalazł się podarowany przez Filipa II obraz Matki Bożej z Guadalupe, rozpoczęły się modły w intencji zwycięstwa.
Pierwszy frontalny atak Turków został powstrzymany przez silny ogień zaporowy z okrętów papieskich. Siedem galer grupy Alego Paszy zatonęło, wiele było poważnie uszkodzonych. Tymczasem prawe skrzydło floty muzułmańskiej, próbując manewrów okrążających, zostało zamknięte przez eskadrę hrabiego Barbariga [To w jego biurku w apartamentach Papieży ukrywana jest ta druga, ważniejsza część III Tajemnicy Fatimskiej. MD] – i w ciągu godziny kompletnie zniszczone. Nie wierzący jeszcze w klęskę Pasza wydał rozkaz podpłynięcia do okrętów przeciwnika i przejścia do abordażu. Jednak pod ogniem dział, arkebuzów i kusz środek floty tureckiej załamał się. Rozpoczęła się prawdziwa rzeź.
W dwugodzinnej walce, w niekończących się atakach i kontratakach zdobyty został ottomański okręt flagowy. Ali Pasza zginął, a widok jego zatkniętej na pikę głowy odebrał niedobitkom jego flotylli serce do walki. Zielona chorągiew „proroka”, nigdy dotąd nie zdobyta w walce, została ściągnięta z masztu. Na widok klęski głównodowodzącego Ulach Ali rozpaczliwym manewrem próbował przedrzeć się przez linie genueńskie. Napotykając niespodziewanie okręt flagowy Zakonu św. Jana zdobył go, ale zaatakowany przez hiszpańskie odwody pod dowództwem markiza Santa Cruz zmuszony był porzucić łup. Resztki jego pirackiej floty uciekły w kierunku Algieru.
O czwartej po południu, po niespełna czterech godzinach walki, najpotężniejsza w historii flota turecka przestała istnieć. 150 okrętów zostało zatopionych, 117 zdobytych, a zaledwie 50 udało się umknąć z pola walki. Zginęła ponad połowa z 75-tysięcznej armii, 10 tysięcy dostało się do niewoli. 15 tysięcy chrześcijańskich niewolników, obsługujących tureckie galery, odzyskało wolność. Po raz pierwszy od kilkuset lat islam pozbawiony został jakiegokolwiek znaczenia na morzu.
Różaniec tryumfuje pod Lepanto
Papież św. Pius V był nie tylko główną naturalną przyczyną powstania Świętej Ligi i dlatego właściwym zwycięzcą bitwy: został wybrany przez Matkę Bożą jako narzędzie, aby pokazać światu najlepszą i najskuteczniejszą broń w walce przeciw wrogom Boga i dusz: Różaniec święty.
Podczas owych dni nakazał duchowieństwu wszystkich kościołów i klasztorów Wiecznego Miasta nieustanne modlitwy, a sam noc przed bitwą spędził na modlitwie. Wieczorem 7 października, kiedy był akurat w trakcie załatwiania jakichś spraw ze swoim skarbnikiem Bartłomiejem Buzzotim, przerwał nagle pracę, otworzył okno i wzniósł oczy ku niebu. Chwilę później zamknął okno, popatrzył na Buzzotiego i powiedział: „Teraz nie czas się tym zajmować, idźmy podziękować Bogu, ponieważ nasza flota spotkała turecką i zwyciężyła !”1
Dopiero w nocy 21 października goniec floty dotarł do Rzymu. Uczestnicy bitwy w relacji dla senatu Wenecji pisali: „Non virtus, non arma, non duces, sed Maria Rosarii Victores nos fecit” (‘Nie potęga ani broń, ani dowódcy, lecz Maryja od Różańca św. uczyniła nas zwycięzcami’).
Toteż Don Juan de Austria, który przed bitwą ślubował Matce Bożej pielgrzymkę do Loretto, jeśli wróci zdrowo i zwycięsko z wyprawy, pomimo bardzo złej pogody udał się z Neapolu do Loretto. W sanktuarium uroczyście ogłosił, że to opieka Niepokalanej prowadziła go i uchroniła od wszelkich niebezpieczeństw podczas bitwy2. Także inni dowódcy udali się do różnych sanktuariów, aby w nich dziękować Maryi za zwycięstwo.
Sam Papież potwierdził to powszechne przekonanie poprzez ustanowienie uroczystości Matki Bożej od Zwycięstwa w dniu wiktorii, tj. 7 października, i dodał do litanii ku czci Najświętszej Maryi Panny nowy tytuł: Auxilium Christianorum. Ustanowił ponadto i potwierdził wszędzie Bractwa Różańcowe, udzielając im wielu przywilejów i odpustów, aby ten sposób podkreślić szczególną rolę Różańca św. w uzyskaniu zwycięstwa.
W roku 1573 jego następca, papież Grzegorz XIII, ustanowił święto Matki Bożej Różańcowej, które miały obchodzić uroczyście wszystkie Bractwa Różańcowe w pierwszą niedzielę października jako rocznicę wspaniałego zwycięstwa Różańca świętego, jako że bitwa pod Lepanto odbyła się właśnie w pierwszą niedzielę października. Święto Matki Bożej Różańcowej miało być także obchodzone we wszystkich tych kościołach, które posiadały osobny ołtarz Jej poświęcony3; wreszcie 5 sierpnia 1716 roku papież Klemens XI rozciągnął je na wszystkie kościoły chrześcijaństwa.
Zwycięstwo różańcowe pod Chocimiem 1621
[Wg.: Slawek 2013-10-14 http://gloria.tv/album/JU7f4NvFkNM/media/nHSbN8mfY9n ]
W XVII wieku Turcja była najpotężniejszym militarnie państwem stanowiącym ogromne zagrożenie dla chrześcijańskiej Europy. W 1621 roku młody sułtan Osman II ruszył w kierunku wschodnich granic Polski. Marzył, że „połknie całą Polskę”, a potem podbije inne chrześcijańskie kraje. Nigdy dotąd tak wielka siła zbrojna nie stawała u progów Polski: czterysta tysięcy żołnierzy, sto piętnaście większych dział, dwieście sześćdziesiąt dział polowych, dziesięć tysięcy wielbłądów i dwa razy tyle bawołów. Naprzeciw tej rzeszy wyruszył hetman Karol Chodkiewicz, który zdołał zebrać zaledwie trzydzieści pięć tysięcy żołnierzy. Na pomoc przyszło jeszcze trzydzieści pięć tysięcy kozaków zaporoskich. Osman pienił się, że taka szczupła garstka urąga jego olbrzymim wojskom i zaklinał się, że nie weźmie pokarmu do ust, dopóki tych zuchwalców w pień nie wytnie. Tymczasem Polacy, ufni w pomoc Bogarodzicy, z pierwszej walki wyszli zwycięsko. Jednak 21 września dotknął ich straszny cios: umarł z powodu ran hetman Chodkiewicz. Po nim dowództwo objął Stanisław Lubomirski. Powstało zamieszanie. Do decydującej bitwy nie doszło. Polacy mogli tylko zaciekle bronić okopów…
Kiedy tragiczna wiadomość o śmierci hetmana dotarła do królewskiego grodu, Krakowa, trwoga ogarnęła mieszkańców miasta. Gdzie szukać ratunku ? Tylko u Tej, która jest Matką Boską Zwycięską, naszym Wodzem i Tarczą dla naszej Ojczyzny. Biskup Marcin Szyszkowski zarządził procesję różańcową. Wyniesiono na ulice z kościoła Dominikanów obraz Matki Bożej Różańcowej. Była to kopia tego wizerunku Maryi, który był niesiony procesjonalnie w czasie zwycięstwa pod Lepanto…
Odezwał się huk armat z baszt i bram miasta. Rozbrzmiały dzwony wszystkich kościołów, zwołując na tę uroczystość okoliczną ludność. W wielogodzinnej procesji z różańcami w ręku szło całe miasto. „Modlitwa zjednoczyła szlachtę i mieszczan, dwór i biedaków, starców i dzieci. Wszystkie domy opustoszały, każdy bowiem pospieszył, by włączyć się w wielkie błaganie Boga o zwycięstwo nad niewiernymi.
Trzysta świec płonęło dokoła obrazu, stu śpiewaków królewskich intonowało różaniec. Kto tylko mógł, modlił się o ratunek dla wiary i Ojczyzny. Było to 3 października. W kilka dni później podpisano pomyślne dla Polski traktaty. Nikt nie wątpił o tym, że to Matka Boża odniosła zwycięstwo. Stwierdził to sam hetman Lubomirski:
„Już przez sześć dni pertraktowaliśmy o pokój z Turkami, ale przystać na ich warunki nie można było, bo mniejsza już o stratę, jaką poniosłaby Rzeczpospolita, ale pokój ten byłby hańbiący. Wtem, w nocy z 3 na 4 października, gdym nie spał, bo nieszczęścia Ojczyzny sen odegnały ode mnie, a nawet śpiąc czuwałem, pojawiła mi się Matka Boża, bo kto by Jej nie rozpoznał po otaczającym Ją świetle ze wszystkich barw, od których noc zajaśniała mi jasnością nawet w życiu moim nie widzianą wśród dnia i usłyszałem od Niej to jedno słowo: „WYTRWAŁOŚĆ”. Znikła, a ja w zachwyceniu ukląkłem, lecz potem dopiero odzyskałem wiedzę, co mi czynić należy: podniósłszy oczy, ręce i serce w niebo złożyłem dzięki Bogu, że mnie niegodnemu tem napomnieniem dał poradę. I dzięki złożyłem Najświętszej Maryi.
O ! To pojawienie taką ufnością natchnęło mnie, że na drugi dzień dałem sułtanowi odpowiedź, że jedynie zapewnienie z jego strony o dotrzymaniu dawnych umów z Polską wstrzyma mnie od dalszej wojny, do której prowadzenia mieliśmy, jak mi Bóg miły, tylko jedną beczkę prochu w obozie. I tą odpowiedzią tak mu zaimponowałem, że wielki wezyr Dylawer basza słał nam łagodniejsze warunki, ale ich nie przyjąłem obstając przy pierwszych, które podałem; a tak po trzydniowym rokowaniu, mając w pamięci święte słowo: „WYTRWAŁOŚĆ” przywiodłem pogan do tego, że zrobiłem pokój, jaki sam chciałem„.
Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995
=============
Nie Austrię ratowaliśmy, lecz chrześcijaństwo
Nie Austrię ratowaliśmy, lecz chrześcijaństwo
Ekspansja islamu, której nikt już nie byłby w stanie powstrzymać, poczyniłaby olbrzymi krok naprzód, zupełnie zmieniając bieg dziejów – islamizacja Ameryki pozbawionej oparcia w Starym Świecie stałaby się tylko kwestią czasu.
[Wg.: Jerzy Wolak 2013-09-12 pch24]
Trzysta trzydzieści lat temu, 12 września 1683 roku, o godzinie szóstej wieczorem Jan III Sobieski wydał uszykowanej w Lasku Wiedeńskim husarii rozkaz rozpoczęcia szarży. Prowadzona osobiście przez Lwa Lechistanu szarża w pół godziny rozstrzygnęła całodzienną batalię.
– W nich teraz z pomocą Bożą!
– W nich! – powtórzyli komendę rotmistrzowie.
Ze straszliwym szumem pochylił się od jednego zamachu las kopii ku łbom końskim i chorągwie tej jazdy, która nawykła łamać wszystko po drodze, ruszyły, na kształt olbrzymiej chmury, naprzód[—-]
Batalia nieznana
Próżno szukać wiktorii wiedeńskiej w popularnych zestawieniach najważniejszych bitew świata. Nie ma jej ani w piętnastce Edwarda Sheparda Creasy’ego, ani w osiemnastce Edgara Vincenta D’Abernona, ani też w dwudziestce Josepha B. Mitchella. Czyżby była mniej ważna od inwazji Normanów na Anglię w roku 1066 czy odsieczy Orleanu dokonanej w roku 1429 przez Joannę d’Arc albo klęski Króla Słońce w zmaganiach o sukcesję hiszpańską pod Blenheim w roku 1704?
Wydaje się, że wręcz przeciwnie – bitwa pod Wiedniem to jeden z najbardziej przełomowych momentów w dziejach świata, porównywalny do powstrzymania najazdu Persów na Grecję pod Maratonem w roku 409 przed narodzeniem Chrystusa, do rozbicia przez Rzymian nad rzeką Metaurus armii Hazdrubala Barkasa spieszącego na pomoc Hannibalowi w roku 207 przed Chrystusem, do zatrzymania przez Aecjusza Flawiusza na Polach Katalaunijskich w Roku Pańskim 451 pochodu Hunów na Europę od wschodu czy do odparcia inwazji arabskiej na Europę od zachodu przez Karola Młota pod Poitiers w roku 732.
Nie na próżno cztery przywołane powyżej starcia łączą słowa „zatrzymanie” i „odparcie” – we wszystkich udało się postawić tamę niszczycielskiej fali nieuchronnie niosącej śmierć cywilizacji. Wszystkie one – w odróżnieniu od bitew wspomnianych wcześniej, w rzeczy samej będących niczym innym jak kłótnią w rodzinie – stanowiły zderzenie światów tak różnych od siebie, jak światło i ciemność, tak nie dających się pogodzić, jak ogień i woda. Dlaczego zatem brakuje pośród nich wiedeńskiego zatrzymania najsilniejszej [—-]
A może i Polacy powinni byli – wzorem zimnokrwistych i do bólu racjonalnych dżemojadów oraz ich młodszych hamburgerożernych kuzynów – skorzystać z nadarzającej się akurat słabości swych politycznych konkurentów (Habsburgowie wszak od z górą półtora stulecia wchodzili nam w paradę na polu międzynarodowych interesów) i pozwolić Osmanom połknąć Wiedeń?
Można by zaryzykować hipotezę, iż uchroniłoby to Rzeczpospolitą od rozbiorów. Oto bowiem jednego z przyszłych zaborców zlikwidowalibyśmy rękami Turków (odzyskując przy okazji Śląsk), drugiego w ogóle by nie było, bo wskutek traktatu jaworowskiego z Ludwikiem XIV (za cenę Wiednia zabezpieczywszy paktem o nieagresji z Portą południowe granice), wespół z Francją rozbilibyśmy Brandenburgię i zaanektowali Prusy Książęce. Z trzecim zaś wzmocniona w ten sposób Rzeczpospolita poradziłaby sobie bez trudu, zawsze zresztą w tej rozgrywce mogąc liczyć na tureckiego sojusznika.
Miła perspektywa, nieprawdaż? Miła, tyle że zupełnie oderwana od rzeczywistości drugiej połowy XVII stulecia.
[—-].
Armie tureckie miały po temu warunki, by osadzić półksiężyc na wieżach kościelnych i kopułach w Wiedniu, Rzymie, w Kolonii, we Lwowie, Krakowie i Warszawie. Gdyby byli osadzili – całe dzieje świata przybrałyby inny bieg.
Po pogromie wojsk chrześcijańskich pod Wiedniem armie sułtańskie miały ruszyć dalej. Gdzie? Wystarczy spojrzeć na mapę Europy: połowa na północ, przez Bawarię i Czechy w głąb Niemiec, połowa na południe, do Włoch.
Zachodnia Europa była na taką kolej rzeczy całkowicie nieprzygotowana. Czyż państewka niemieckie i włoskie zdołałyby pokonać armię, która od trzystu lat nieprzerwanie biła królestwa bez porównania od nich silniejsze, z bizantyjskim imperium na czele?
Jeżeli nawet zatrzymałaby się ona na granicy francuskiej (a to wcale nie jest takie pewne – imperium osmańskie obejmowało wszak całą niemal Północną Afrykę i posiadało potężną flotę, mogłoby zatem wziąć Francję i Hiszpanię w kleszcze, uderzając jednocześnie z lądu i morza), sułtan kontrolowałby niemal dwie trzecie Europy. Która notabene wkrótce przestałaby być sobą – zapanowałby szariat, zapłonęłyby biblioteki i uniwersytety, kościoły zaś stałyby się meczetami bądź posłużyły innymi celom (specjalna rola w tym względzie miała przypaść Bazylice Świętego Piotra w Rzymie, w której wezyr Kara Mustafa zamierzał urządzić stajnię dla swych koni).
Wkrótce Turek zamoczyłby stopy w Bałtyku i Morzu Północnym. Ekspansja islamu, której nikt już nie byłby w stanie powstrzymać, poczyniłaby olbrzymi krok naprzód, zupełnie zmieniając bieg dziejów – islamizacja Ameryki pozbawionej oparcia w Starym Świecie stałaby się tylko kwestią czasu.
Nowy Stambuł nad Missisipi
Przesada? Chyba jednak nie. Imperium osmańskie było przecież mocarstwem typowo lądowym, potrzebującym okna na rozszerzający się właśnie świat. Rolę tę doskonale spełniłyby porty niemieckie. Turecka myśl techniczna stała na wysokim poziomie – a stąd już tylko krok do kolonizacji terytoriów zamorskich. Z pewnością nie pozostałoby to bez wpływu na stan ekonomiczny imperium.
[—-]
Komunizm przecież trwał tu niespełna pół wieku – cóż to jest wobec całej historii świata – a spustoszeń, jakie po sobie pozostawił, być może nie da się naprawić nigdy. Po co zresztą sięgać po odległe analogie, gdy mamy w Europie nader wyraźne owoce tureckiej okupacji – Bośnię i Albanię – muzułmańskie państwa w samym sercu Bałkanów, w prostej linii ledwie pięćset kilometrów od Rzymu.
Ocaliliśmy chrześcijaństwo
Wojny z Turcją nie wolno porównywać do konfliktu państw zachodnioeuropejskich wyrastających z tego samego korzenia cywilizacyjnego. Wojna ta była bowiem starciem z absolutnie obcą cywilizacją, odmienną mentalnością i wrogą religią, której misją jest zniszczenie chrześcijaństwa (przypomnijmy rzezie Ormian dokonane dwieście lat później w imperium osmańskim znajdującym się w ostatnim stadium rozkładu).
Gdyby Turcy zdobyli Wiedeń i usadowili się w samym środku Europy – wyjaśnia Feliks Koneczny – rozprzęgłaby się Rzesza Niemiecka, przepadłoby i cesarstwo, ale też na tych, którzy bezczynnie na to pozwolili, spadłaby klątwa dziejów za zdradę chrześcijaństwa. Jakkolwiek nurtowały spory w chrześcijaństwie, obowiązkiem było przeciw Turcji trzymać się razem. Prócz jednej Polski nie spełniło żadne państwo tego obowiązku. Tym większa dla nas chwała, żeśmy ocalili chrześcijaństwo.
A gdybyśmy nawet nie mieli takiego zamiaru (absolutnie hipotetycznie, bo przecież Sobieski był wzorcowym katolikiem, który właśnie dla ratowania chrześcijaństwa poświęcił wszystkie osobiste sympatie: będąc gorącym stronnikiem Francji sprzymierzył się z wrogą jej Austrią, co więcej, odsunął na bok kluczową dla swych ambitnych planów dynastycznych kwestię rewindykacji Prus i Śląska – wszystko dla sprawy Bożej), to i tak nie można było w zbliżającym się konflikcie pozostać neutralnym. Skrajną naiwnością byłoby bowiem sądzić, iż Turcy w marszu na Zachód zostawią sobie Polskę za plecami albo że, rozprawiwszy się z resztą Europy, nie przypomną sobie o nas. A wtedy nie mielibyśmy już do kogo zwrócić się o pomoc. [—]
============
Różańcowa krucjata ocaliła Austrię
[jeszcze raz przypominam – i BŁAGAM, byśmy wszyscy (Ty też!) poszli śladem Austriaków, nie Elojów MD]
Bogusław Rąpała http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110829&typ=my&id=my07.txt
13 kwietnia 1955 r., w rocznicę objawień fatimskich i po siedmiu latach modlitewnej krucjaty, Sowieci nagle zrezygnowali z zajmowanej części Austrii i rozpoczęli wycofywanie swoich wojsk
„Gdyby nie modlitwa, gdyby nie mnóstwo składanych w Austrii do modlitwy rąk, nie osiągnęlibyśmy tego. To Matka Boża pomogła nam w uzyskaniu traktatu pokojowego” – powiedział kanclerz tego kraju Julius Raab o podpisanym w 1955 r. dokumencie gwarantującym państwu austriackiemu niezawisłość oraz wycofanie z jego terytorium obcych – w tym sowieckich – wojsk. Dzięki zainicjowanej po II wojnie światowej przez franciszkanina o. Petrusa Pavlicka Pokutnej Krucjacie Różańcowej Austria wymodliła sobie niezależność, a tym samym wybawienie z komunistycznej niewoli.
Po zakończeniu działań wojennych na frontach II wojny światowej w 1945 r. Austrię spotkał podobny los jak Niemcy. Państwo zostało podzielone przez aliantów na cztery strefy okupacyjne: amerykańską, brytyjską, francuską i sowiecką. Związkowi Sowieckiemu przypadła najbogatsza część kraju – Dolna Austria. Sowieci szybko przystąpili do zaprowadzania tam swoich porządków, w tym wywożenia maszyn przemysłowych i niszczenia gospodarki, traktując podległe im tereny jak zdobycz wojenną. Ponure widmo dziesięcioleci spędzonych pod okupacją czerwonego najeźdźcy stawało się coraz bardziej realne. Wszystko wskazywało na to, że w obrębie jednego kraju wkrótce nastąpi podział na dwa antagonistyczne wobec siebie państwa: kapitalistyczny zachód i komunistyczny wschód. W takich okolicznościach 2 lutego 1947 r. franciszkański zakonnik o. Petrus Pavlicek, zafascynowany objawieniami Matki Bożej w Fatimie, powołał w Wiedniu do życia Pokutną Krucjatę Różańcową.
Austriacka odpowiedź na Fatimę
Otto Pavlicek [—-]Kiedy w położonym w środkowej Austrii mieście Mariazell powierzał Bogu dalsze losy swojej Ojczyzny, a szczególnie jej część znajdującą się w komunistycznym władaniu, usłyszał wewnętrzny głos, w którym rozpoznał Maryję: „Zróbcie to, co wam powiem, a będziecie mieli pokój” – powiedziała mu. W odpowiedzi na to wezwanie w ciągu następnych miesięcy dojrzał w nim plan, aby utworzyć wspólnotę ludzi codziennie odmawiających Różaniec w intencji odzyskania pełni niepodległości przez Austrię. Kiedy udało mu się zebrać około 500 osób, poprosił o zgodę na prowadzenie krucjaty władze kościelne. Biskupi nie tylko wyrazili swoją aprobatę dla jego inicjatywy, ale aktywnie włączyli się w jej propagowanie. Liczba członków Pokutnej Krucjaty Różańcowej szybko rosła. Do końca 1950 r. wynosiła ona 200 tys., dwa lata później – 340 tys., a w maju przekroczyła pół miliona. Realizując wezwanie skierowane do ludzi przez Matkę Bożą w Fatimie, o. Petrus jeździł po kraju, nawołując swoich rodaków do pokuty, modlitwy i nawrócenia. Szacuje się, że w kluczowym momencie negocjacji prowadzonych w sprawie wycofania obcych wojsk z Sowietami, w ramach krucjaty modliło się nawet 10 proc. Austriaków. Co ważne, krucjatę wsparli również rządzący politycy. Różaniec odmawiali więc kanclerz Leopold Figl i jego następca Julius Raab. Równolegle odbywały się procesje przebłagalne, tzw. procesje światła, w których brały udział niezliczone tłumy wiernych. W tym samym czasie prowadzono negocjacje z Rosjanami, które długo nie przynosiły rezultatu. Sowieci, nie chcąc utracić ze strategicznego punktu widzenia bardzo ważnego rejonu w Europie, odpowiadali stanowczym „nie”.
Odpowiedź Matki Bożej
Modlitewna ofensywa przyniosła w końcu rezultaty. Stała się bowiem rzecz dotąd niespotykana. 13 kwietnia 1955 r., a więc w rocznicę objawień fatimskich i po siedmiu latach modlitewnej krucjaty, Sowieci nagle zmienili zdanie. Zgodzili się na podpisanie traktatu, w myśl którego rezygnowali z zajmowanej części Austrii i rozpoczęli wycofywanie swoich wojsk. – Niemożliwością wydawało się wówczas to, że Austria tak szybko odzyska wolność. Dlatego kiedy prowadzący rozmowy z Sowietami kanclerz Julius Raab i pełniący obowiązki minister spraw zagranicznych Leopold Figl wrócili z Moskwy z tak pomyślną nowiną, byli przekonani o nadzwyczajnym działaniu Boga i Matki Przenajświętszej [—-]
– Po II wojnie światowej wiele innych państw również zostało przyłączonych do Związku Sowieckiego, jednak ich mieszkańcy nie mieli tyle szczęścia, co Austriacy. W modlitwach dziękczynnych wzięli udział wszyscy członkowie rządu. Prowadzący je osobiście kanclerz Julius Raab dawał wyraz wdzięczności Matce Bożej, wypowiadając słowa: „Jesteśmy wolni! Dziękujemy Ci za to, Maryjo!”. Dowodem na nadprzyrodzone działanie Matki Bożej jest to, że do dziś nie udało się znaleźć żadnego innego racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego Rosjanie wtedy ustąpili.
Tekst wzięty z http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19729&Itemid=46