Jacek Wilk
Jako wykładowca na warszawskiej aplikacji adwokackiej opowiadałem wiele razy przyszłym mecenasom o patologii stanowienia prawa w Polsce – o tym że rząd ma inicjatywę ustawodawczą, że w związku z tym nie wiadomo kto to prawo tak naprawdę pisze (bo nie ujawnia się tych, którzy fizycznie przygotowali – zredagowali dany projekt aktu prawnego), pod czyim naciskiem, w wyniku czyjego niejawnego lobbingu (nikt nie sprawdza wszak kto chodzi za tymi nieznanymi z nazwiska urzędnikami z kopertami) w zaciszu gabinetów różnych resortów itp.
Kiedyś głos zabrał jeden z aplikantów. Powiedział że pracował jakiś czas w ministerstwie „zdrowia” (czytaj: utrudniania ludziom leczenia). Oświadczył mi, co następuje:
„Panie Mecenasie – jest O WIELE GORZEJ: lobbyści przynoszą urzędnikom GOTOWE teksty rozporządzeń itp. (żeby urzędnik nie daj Boże czegoś niechcący nie pomylił – na szkodę takiego czy innego koncernu farmaceutycznego). I to jest to prawo, które nas wszystkich potem obowiązuje”. (sic!)
Jak mi ktoś potem mówi, że przymus takich czy takich szczepionek, terapii, lekarstw itp jest skutkiem wielkich badań, nauki, dbania o dobro (zdrowie) publiczne itp to mogę się tylko roześmiać…
I oczywiście współczuć komuś takiemu…
Z pozdrowieniami dla czerwonego księcia
===================
Problem w tym że niedługo będą nas szczepić nawet na katar. Przymus szczepień może mieć sens wtedy gdy:
- Istnieje realne zagrożenie zdrowia publicznego (bezpośrednie zagrożenie epidemia),
- Chodzi o chorobę zagrażająca życiu.
Problem w tym że wpadamy w błędne koło bo na dłuższą metę szczepionki obniżają naturalną odporność populacji – bo dzięki szczepieniom jest coraz więcej ludzi mniej lub mało NATURALNIE odpornych. Co z kolei zwiększa presję na dalsze poszerzanie szczepień. Wniosek: Dla naszego dobra przymus szczepień powinien być ograniczony do minimum (jak wyżej).
Tekst wzięty z http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19813&Itemid=53