Przeczytaj koniecznie! Józef Kuraś „Ogień”. Wyklęty wśród Niezłomnych!


Mirosław Kokoszkiewicz

fot: wikipedia.org fot: wikipedia.org

Józef Kuraś był jednym z najskuteczniejszych dowódców polskiego podziemia antykomunistycznego i już w latach okupacji dał się Niemcom tak mocno we znaki, że ci w zemście współpracy miejscowych kolaborantów) zamordowali mu ojca, żonę i 2,5 rocznego synka, a także spalili jego domostwo. To wtedy pseudonim „Orzeł”, zastąpiony został „Ogniem”. Jego zgrupowanie tylko w latach 1945–w walkach, potyczkach i zasadzkach ponad 60 funkcjonariuszy UB, ponad milicjantów oraz 27 funkcjonariuszy NKWD.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzimy 1 marca od 2011 r. Już sam fakt, że trzeba była na to czekać 22 lata od tak zwanego odzyskania niepodległości w 1989 r., mówi nam, czym jest III RP oraz jej „elity”. Jak zwykle wraz ze zbliżaniem się tego święta odzywają się głosy potomków tej wschodniej dziczy rodem z Dzikich Pól, którą Stalin zainstalował nad Wisłą z zadaniem zniewalania i nadzorowania Polaków. Oni za wszelką cenę chcą naszym bohaterom odebrać honor i godność. To właśnie z ich ojcami i dziadami oraz sowieckimi okupantami walczyli nasi niezłomni.

Przykre i niemiłe zaskoczenie spotkało mnie na wieść, że do tej antypolskiej nagonki włączył się Paweł Kukiz, pisząc na swoim facebookowym profilu:

Jeśli domagamy się od Ukraińców weryfikacji podejścia do UPA (a należy to zrobić jak najszybciej), to najpierw powinniśmy rzetelnie przyjrzeć się naszym wyklętym. Oczywiście nie porównuję tych dwóch formacji, bo potężna różnica polega na tym, że ta pierwsza była z gruntu bandycka, choć zdarzały się postaci prawe, a u nas odwrotnie – pośród masy prawych żołnierzy mieliśmy jednostki w postaci bandytów. Ogromna większość wyklętych była bohaterami, ale nie wolno gloryfikować tych, którzy pod hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna” dokonywali zbrodni na ludności cywilnej. A takie postaci jak „Bury” czy „Ogień” są – mówiąc bardzo delikatnie – kontrowersyjne.

Nie dziwi mnie też, że po tych słowach Kukiz stał się kilkudniową gwiazdą i bohaterem lewactwa.

Wierząc, że wpis Kukiza wynikał jedynie z niewiedzy, chciałbym mu przybliżyć nieco postać Józefa Kurasia ps. „Orzeł”, „Ogień”, który rzeczywiście uważany był za zwykłego bandytę tak przez niemieckiego okupanta, jak i Słowaków, a po wojnie przez komunistów, dla których każdy, kto występował z bronią w ręku przeciwko władzy ludowej, czyli UB, NKWD i KBW, tym mianem z automatu był określany.

Co najbardziej zdumiewające, także dzisiaj w III RP, szczególnie dla postkomuchów i środowiska „Gazety Wyborczej”, Józef Kuraś tym bandytą pozostał. Bez trudu także na Podhalu i Słowacji znajdziemy ludzi, którzy w pluciu na naszego bohatera narodowego chętnie biorą udział. Właśnie to ochocze wsparcie w kłamliwym opluwaniu Józefa Kurasia stało się paliwem do rozpowszechniania pseudohistorycznych paszkwili i fałszywek na jego temat przez wymienione przeze mnie środowiska. Bardzo obszernie historię „Ognia” opisała na łamach „Warszawskiej Gazety” Aldona Zaorska w artykule „Walczyliśmy o »Orła«, teraz o koronę dla Niego, hasłem naszym »Bóg, Ojczyzna, Honor«” z marca 2011 r., lecz warto wrócić do tej heroicznej postaci nieco w innym wymiarze, zwłaszcza że 22 lutego minęła 70. rocznica jego śmierci.

Józef Kuraś był jednym z najskuteczniejszych dowódców polskiego podziemia antykomunistycznego i już w latach okupacji dał się Niemcom tak mocno we znaki, że ci w zemście oraz przy współpracy miejscowych kolaborantów zamordowali mu ojca, żonę i dwu i półrocznego synka, a także spalili jego domostwo. To wtedy pseudonim „Orzeł” zastąpiony został „Ogniem”. Jego zgrupowanie tylko w latach 1945–1947 zlikwidowało w walkach, potyczkach i zasadzkach ponad 60 funkcjonariuszy UB, ponad 40 milicjantów oraz 27 funkcjonariuszy NKWD. Rozbroili i rozbili dziesiątki posterunków MO, siedzib UB, w tym niektóre wielokrotnie, zaś najbardziej spektakularną akcją było zdobycie i opanowanie 18 sierpnia 1946 r. przez oddziały „Ognia” więzienia św. Michała w Krakowie, w której to akcji uwolniono kilkudziesięciu więźniów – żołnierzy AK, WiN, NSZ.

„Ogień” wraz z niewielką grupką podkomendnych został osaczony przez grupę operacyjną KBW w Ostrowsku koło Nowego Targu 21 lutego 1947. Po niezwykle zaciętej walce i próbie przebicia się próbował popełnić samobójstwo na strychu jednej z wiejskich chałup. Mimo ciężkiej rany jeszcze raz spróbował ucieczki. Schwytany zmarł w nowotarskim szpitalu tuż po północy 22 lutego 1947 r.

Zajmijmy się teraz tworzoną tak przez komunistów w PRL, jak i tak zwane elity III RP czarną legendą Józefa Kurasia, „Ognia”, i wyjaśnijmy raz na zawsze, skąd wzięli się ci wszyscy mieszkańcy Podhala i Słowacji gotowi na jego temat produkować te wszystkie haniebne kłamstwa, które sprytnie i cyniczne podchwytuje dzisiaj Czerska wraz z komuchami. Tu kłania się zaniedbana z pełną premedytacją edukacja historyczna Polaków.

Otóż, owszem, mówi się o Józefie Kurasiu, że uczestniczył w przegranej kampanii wrześniowej, ale już mało kto wie, że oprócz niemieckiego najeźdźcy i Sowietów wbijających nam nóż w plecy od południa całym swoim potencjałem zaatakowali nas właśnie Słowacy. To ich jako wrogów ujrzał po raz pierwszy Kuraś, żołnierz 1 Pułku Strzelców Podhalańskich, broniąc naszej granicy na Spiszu i Orawie. To właśnie Słowacy, a nie Niemcy urządzili sobie w Zakopanem defiladę zwycięstwa. Dopiero na tym tle możemy zrozumieć podłe i cyniczne zabiegi „naszych rodzimych” wrogów legendy „Ognia” powołujących się na „biednych” i „prześladowanych” przez „Ognia” Słowaków. Aby wyjaśnić widoczną i dzisiaj niechęć części mieszkańców Podhala do „Ognia”, musimy teraz przejść do bardzo wstydliwego i mało znanego epizodu naszej historii.

Zawsze jako Polacy szczyciliśmy się tym, że w latach okupacji nie zhańbiliśmy się wydaniem na świat jakiegoś nadwiślańskiego Quislinga. Niestety, nie jest to do końca prawda. To właśnie na Podhalu doszło do największej masowej kolaboracji w okupowanej Polsce. Już 7 listopada 1939 r. wjeżdżającego z wielką pompą do udekorowanego swastykami Krakowa Hansa Franka witał znany na Podhalu działacz ludowy Wacław Krzeptowski w otoczeniu uroczyście wystrojonych górali. Wiernopoddańcze przemówienie Krzeptowskiego przeszło do historii jako hołd krakowski. Już pięć dni później przybyłego do Zakopanego Hansa Franka Krzeptowski i jego zwolennicy witali pod udekorowaną symbolami hitlerowskimi bramą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Tak oto narodził się na Podhalu plan zdrady, czyli wsparcie przez miejscowych kolaborantów akcji germanizacyjnej pod nazwą „Goralenvolk”. Objęła ona tereny przedwojennego powiatu nowotarskiego.

Dzisiaj ocenia się, że niemieckie kenkarty dobrowolnie przyjęło, czyli przynależność niemiecką zadeklarowało, około 20 proc. mieszkańców Podhala, co daje w przybliżeniu 30 tys. osób. Kolaboracyjny Komitet Góralski, swego rodzaju samorząd, wraz ze współpracownikami i donosicielami to kilkaset osób najaktywniej zaangażowanych we współpracę z okupantem niemieckim. Historia Goralenvolk i masowej kolaboracji na Podhalu to temat na obszerny oddzielny artykuł. My musimy wrócić jednak do Józefa Kurasia, „Ognia”.

Otóż jeszcze pod pseudonimem „Orzeł”, działając w Konfederacji Tatrzańskiej, zwalczał on zaciekle rodzimych zdrajców z Goralenvolk, za co ci z kolei pomogli Niemcom w opisywanym wcześniej przeze mnie mordzie dokonanym na jego ojcu, żonie i maleńkim dziecku. Wstydliwa historia kolaboracji na Podhalu przestaje być powoli tematem tabu, a niechęć wielu rodzin czy wręcz całych rodów góralskich do „Ognia” nie wynika bynajmniej z „terroru i strachu”, jaki siał w okolicznych wioskach i miasteczkach, ale ze zwykłego palącego ich do dziś wstydu.

Żywa jest na Podhalu pamięć o góralach i góralkach, którym za przynależność do Goralenvolk żołnierze Kurasia publicznie wymierzali karę chłosty wykonywaną wyciorami od karabinów na gołe tyłki. Ból szybko minął, ale wstyd i hańba trwają do dzisiaj i towarzyszą kolejnym pokoleniom, co ułatwia twórcom czarnej legendy o „Ogniu” pozyskiwanie kolejnych świadków jego „bandytyzmu” i „antysemityzmu”.

Józef Kuraś niemal dokładnie o dwa lata przeżył kolaboranta Wacława Krzeptowskiego. Ukrywającego się w szałasie na Polanie na Stołach zdrajcę pojmał oddział Armii Krajowej „Kurniawa” i po odczytaniu mu wyroku powiesił 20 stycznia 1945 r. Przy powieszonym odnaleziono list o treści:

Ja niżej podpisany Wacław Krzeptowski urodzony 1897 roku dnia 24 czerwca w Kościeliskach przekazuję cały swój nieruchomy i ruchomy majątek uwidoczniony w księgach hipotecznych w Zakopanem na rzecz oddziału partyzanckiego Kurniawa grupy Chełm AK z własnej nieprzymuszonej woli jako jedyne zadośćuczynienie dla narodu polskiego za błędy i winy popełnione przeze mnie wobec polskiej ludności Podhala w okresie okupacji niemieckiej od roku 1939 do 1945. Kościelisko, 20 stycznia 1945, 22.30.

Warto dodać, że niemal ci sami ludzie, którzy od wielu lat plują na „Ognia”, stają także w obronie zdrajcy Krzeptowskiego. Właśnie do takiego towarzystwa zapisał się Paweł Kukiz i warto, żeby zdał sobie z tego sprawę.

Tekst wzięty z   http://polskaniepodlegla.pl/magazyn-patriotyczny/item/10847-przeczytaj-koniecznie-jozef-kuras-ogien-wyklety-wsrod-niezlomnych

, ,