[To się dzieje daleko i nas nie dotyczy? Ale przecież dziś świat to jedna wioska. J.B. ]
Jan Herman
Mam prawo do przyjmowania założeń – i z tych założeń wywodzenia wniosków. Biorę zatem na warsztat rywalizację między USA a ChRL o dominację w świecie. Oto założenia wstępne:
- Ameryka od swojego początku (desanty kolonistów zwanych pionierami) jest państwem zbudowanym na przemocy, grabieży i ludobójstwie uprawianym przez imigrantów brytyjskich, irlandzkich, francuskich, niemieckich;
- Chiny przez kilka tysięcy lat budowały państwo oparte na ucisku i dyscyplinie wobec rodzimej ludności oraz na okupacji mniej ludnych terytoriów Tybetu, Mandżurii i Xinjiang (Ujgiria);
- Formułą gospodarki amerykańskiej jest oparty na szowinizmie drenaż i eksploatacja zasobów świata: mowa o sposobie zawładnięcia Ameryką Północną, o sile roboczej importowanej z Afryki, o drenażu specjalistów z Europy, Azji, o wtórnej kolonizacji Ameryki Latynoskiej, o ropie naftowej, o zajmowaniu strategicznych pozycji polityczno-militarnych na wszystkich kontynentach;
- Formułą gospodarki chińskiej są oparte na sino centryzmie giga-przedsięwzięcia stosujące takie narzędzia jak jedynomyślność, dominacja kasty urzędniczej, dyscyplina typu koszarowego, bezwzględnym narzucaniu priorytetów ogłaszanych przez władców (nie bez znaczenia jest tu doświadczenie wniesione przez mongolską dynastię Yuán Cháo, 1279 – 1368);
- Ustrój USA od samego początku przybrał formę garnizonii (symbioza faktorii i fortów), która w skali lokalnej funkcjonowała jako „lokalny zatrzask” dominującego biznesu z uzależnioną odeń policją i administracją (burmistrz-szeryf), obieranymi w „sterowanych” wyborach;
- Ustrój Chin od zawsze oparty był na dominacji kasty urzędniczej, która zarządza(ła) losem podporządkowanych społeczności i czerpała legitymizację z Pałacu Cesarskiego, drogą wymagających sprawdzianów kompetencyjnych (egzaminów) i nominacji-powołań;
- Ideologią amerykańską jest tzw. demokracja, oparta na procedurach wyborczych, sądowych, odwoławczych, ale ograniczona wyłącznie do tych, którym elity wojskowo-polityczno-policyjne przyznają pełnię praw obywatelskich. W USA do dziś nie wszyscy mają pełnie praw obywatelskich, a „kolorowi” czy kobiety otrzymali swoje prawa całkiem niedawno;
- Ideologią chińską jest jedność mas ludowych i ich lojalność wobec kasty urzędniczej, ta zaś wciąż od nowa ubiega się o rekomendację ze strony elity politycznej. Elitarność oparta jest na „dysponowaniu” partią władzy (kamarylą polityczną), wojskiem, administracją i tzw. „prawem opinii” (wyobraźnią ludową);
- Oczkiem w głowie „garnizonii” jest duży i wielki biznes, ten zaś ze względu na politykę drenażowo-eksploatacyjną spolaryzowany jest przede wszystkim na zbrojenia: część z nich finansowana jest „cywilnymi” gadżetami zaspokajającymi konsumpcję Ludności;
- Oczkiem w głowie elit chińskich jest skonstruowanie sieci-systemu gospodarczo-politycznego, w którym każdy pojedynczo znajdzie swoje miejsce „konsumpcyjne” odpowiednie do lojalności-pokory, jaką wykazuje wobec elit;
Mam nadzieję, że Czytelnik nie posądza mnie o stronniczość. Moje przekonanie jest takie, że każde imperium ma wiele „za uszami” w dziedzinie praw człowieka, sobiepaństwa służb policyjno-wywiadowczych, eksterminacji własnych obywateli i traktowania zdobyczy terytorialno-ludnościowych.
Niezależnie od tego widzę wyraźną różnicę między ok. 5 tysiącami lat ciągłości państwowej Chin i ok. 250 latami ciągłości państwowej USA, choć ze względu na to, że Ameryka Północna jest zaoceaniczna rubieżą Europejczyków – mogę dodać do tradycji amerykańskiej okres Imperium Romanum i Chrześcijaństwa.
Widzę też wyraźną różnicę między liczbą ludności objętej kontrolą elit chińskich (1370 milionów) i liczbą ludności objętej kontrolą USA (320 milionów, a wliczając kraje kontrolowane siecią baz wojskowo-wywiadowczych – ok. 1000 milionów).
Za węzłowy punkt zapalny globu uważam dziś Azję Centralną: jest ona ryglowana przez Rosję, Chiny, Indie i Arabię. USA przez kilka pokoleń robi wszystko, by zastąpić Arabię w roli rygla, a nawet wniknąć w Azję Centralną. Od upadku ZSRR tę samą robotę wykonuje w Europie Środkowej. Chiny w tym samym regionie proponują Nowy Jedwabny Szlak (ku Europie, Arabii i pośrednio Afryce). Przesilenie musi nastąpić w formie znanej od zarania ludzkości jako wojna.
Za najważniejsze współczesne narzędzia zbrojne uważam (w kolejności):
- Rozwiązania tele-informatyczne (stanowiące dziś integralny wsad dowolnego uzbrojenia i dowolnej taktyki wojennej): tu potęgami są USA, Chiny, Indie, Rosja i Europa;
- Broń nuklearna (atomowa, jądrowa, itp.): tu potęgami są USA, Rosja, Chiny, Indie, Pakistan, Europa, a dyspersja tej broni stała się niekontrolowana;
- Superfortece techniczne (jedna giga-maszyna ma zdolność rażenia całej armii-korpusu z roku 1945): tu dominuje USA, w tyle są Chiny i Rosja;
- Semi-widzialne obiekty kosmiczne (sputniki i drony) o przeznaczeniu inwigilacyjnym i państwowo-terrorystycznym: tu dominują USA, nieco z tyłu jest Rosja, Chiny, Indie, Europa;
- Broń chemiczna i biologiczna – najnowsza zmora Ludzkości: ze względu na stosunkowa łatwość jej produkcji i przenoszenia – broń ta pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą;
- Mega-media, zwłaszcza TV, radio i Internet (kształtujące „prawo opinii”, wyobraźnię ludową): tu dominuje Zachód (Ameryka, Europa), wmawiający światu wyobrażenia o demokracji;
Podczas gdy USA „inwestowały” w obszarze arabskim, zajmując się „dezintegrowaniem” nieprzychylnych sobie rządów, Chiny zdobywały rynki europejskie, rosyjskie i afrykańskie oraz wypracowywały koncepty harmonijnej integracji (komplementarności-symbiotyczności) międzykontynentalnej. Pokolenie później – polityka chińska okazała się skuteczniejsza.
W moim przekonaniu USA jest „na musie”, bowiem cała gospodarka Ameryki oparta jest na drenażu i eksploatacji świata: USA dobrze znają los imperium brytyjskiego, francuskiego, portugalskiego i rosyjskiego, kiedy nastąpiła tam dekolonizacja.
Natomiast Chiny są w ekspansji: zdobywszy stałe źródła dochodu ze sprzedaży tanich i niewyszukanych towarów – osiągnęły potworną wręcz zdolność inwestycyjną i wzmocniły sektor zbrojeń, czyli dominują w świecie w dwóch najbardziej innowacyjnych dziedzinach. To oznacza w najbliższym czasie światowy skok technologiczno-przemysłowy wedle wyboru chińskiego (wybór, inaczej „alokacja”, zadecyduje o kierunku rozwoju ludzkości, tak jak decyduje wybór między motoryzacją a energetyką jądrową).
Ostatnio mamy do czynienia z zapałką już dawno przygotowaną (patrz: amerykański koncept „osi zła”), a także z dwiema nieudanymi próbami „podpalenia” (Bliski Wschód, z Irakiem, Iranem, Libią, Syrią oraz Europa Środkowa, z Ukrainą). Palec między drzwi wkłada reżim północno-koreański.
Zauważmy, że wystarczy – przy obecnym poziomie technik teleinformatycznych – fizycznie zlikwidować nie więcej niż kilkudziesięciu przedstawicieli elity koreańskiej (vide: jak zginął Dżochar Dudajew – Dudin Musa-khant Dƶoxar oraz kilkunastu innych). Oczywistym stałoby się wówczas – jakkolwiek pojmowane – zjednoczenie Korei. Rzecz w tym, że Korea Północna to żyła złota, której ani Chiny, ani Rosja nie pozostawią Ameryce, tak jak zresztą zniechęciły USA do interwencji w Iranie.
Dlatego podchody syryjskie i nagłe zainteresowanie świata (mega-mediów) sprawami Półwyspu Koreańskiego warto rozumieć jako ćwiczenia mające sprawdzić, kto ile może ugrać i ile ryzykuje.
W moim przekonaniu USA nie docenia, że miliony hakerów chińskich, rosyjskich i indyjskich zna amerykańskie „dostępy” tele-informatyczne równie dobrze jak sami Amerykanie. To oznacza, że – w skali trudnej do oszacowania – może okazać się, że narzędzie zbrojne z powyższej listy, te od numeru 3 do numeru 6 – mogą stać się kupą bezużytecznego amerykańskiego złomu.
Trump, którego trudno podejrzewać o przenikliwość inną niż biznesowa – najwyraźniej ma na biurku stertę weksli (tak sądzę po jego rozedrganiu w sprawach globalnych) i powoduje nim wszystko, tylko nie rozeznanie w sytuacji, którą opisuję powyżej.
Tekst wzięty z http://matuzalem.salon24.pl/772061,zanim-bedzie-po-ptokach
Chiny vs. USA – wyższy poziom konfrontacji
Chińczycy, jak pokazała historia, nigdy nie byli narodem o aspiracjach imperialistycznych. Twarda polityka względem mniejszości etnicznych nie przekładała się na wzrost aspiracji w kierunku stania się globalnym hegemonem.
Na przestrzeni ostatnich 40 lat Chiny zaczęły się rozwijać w niesamowitym tempie. Było to możliwe ze względu na otwarcie na świat największych zasobów taniej siły roboczej oraz ogromnego transferu kapitału i technologii, płynących głównie z USA.
W ciągu wielu lat Chiny przeobraziły się z państwa trzeciego świata w drugą największą gospodarkę, plasując się tuż za US a pod względem siły nabywczej, Chiny znalazły się na pierwszym miejscu. Mimo ogromnej gospodarki, Chiny były traktowane na arenie międzynarodowej jako kraj, który musi jeszcze dużo zrobić, aby zostać wpuszczonym do „elitarnego grona krajów”, grających pierwsze skrzypce na arenie międzynarodowej.
Obecnie, co szósta osoba na świecie mieszka w Chinach. Kraj ten dysponuje największymi rezerwami walutowymi o wartości przekraczającej 3 bln USD, z czego 1,3 bln stanowią amerykańskie obligacje. Kolejne 5 bln USD spoczywa w prywatnych rękach Chińczyków. Kraj ten jest także największym producentem, posiadaczem (rezerwy rządowe + zapasy społeczeństwa) oraz importerem złota i docelowo z dużym prawdopodobieństwem będzie próbował oprzeć w jakimś stopniu przyszłą walutę na złocie.
Na arenie międzynarodowej Chiny próbowały zbudować swoją pozycję w oparciu o międzynarodowe porozumienia, ułatwiające inwestycje oraz wymianę handlową, w skutek czego powstało Shanghai Cooperation Organization. Współpraca w ramach BRICS przyczyniła do ujednolicenia polityki zagranicznej. Aby sfinansować większość przedsięwzięć, powołano do życia bank AAIB, do którego przyłączyły się w zasadzie wszystkie kraje azjatyckie (z wyjątkiem Japonii) oraz większość potęg europejskich.
Przez lata Chiny były tzw. tanią fabryką świata. Jednak, dzięki transferowi technologii, Chińczycy, z producentów tanich gadżetów, przekwalifikowali się na dobra lepszej jakości o dużej wartość dodanej. Znaczna przewaga eksportu nad importem wywoływała nacisk na wzmocnienie juana. Aby kontrolować umacnianie waluty, Chińczycy lokowali sporą część nadwyżek w amerykańskie obligacje rządowe i inne aktywa denominowane w USD.
Trzy lata temu trend się odwrócił. Chińczycy przestali zwiększać rezerwy dolarowe, a za główny cel postawiono umiędzynarodownie juana. Dawnej, gdy Chińczycy chcieli kupić australijski węgiel, musieli najpierw nabyć dolary amerykańskie, które następnie wymieniano na dolary australijskie. Działało to także w drugą stronę, generując dodatkowe koszty transakcyjne. Aby je ograniczyć, Bank Centralny Chin podpisał tzw. umowy swapowe, umożliwiające bezpośrednią wymianę juana na ponad 30 innych walut, w skutek czego, ogromna część chińskiej wymiany handlowej odbywa się obecnie w juanie.
Z drugą największą gospodarką świata, największymi rezerwami walutowymi oraz walutą, która błyskawicznie zyskuje uznanie międzynarodowe, Chińczycy rozpoczęli rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym odnośnie włączenia juana do koszyka SDR. Akcesja juana przyciągnąłby uwagę inwestorów na całym świecie i przekonała ich do chińskiej waluty oraz przyśpieszyłaby budowanie zaufania na arenie międzynarodowej. Z drugiej strony, największym przegranym byłby dolar amerykański oraz USA, które utraciłoby prawa weta.
Wszystko przebiegało gładko i wydawało się, że za zamkniętymi drzwiami ustalono szczegóły transformacji. Natomiast Chiny – aby nie podważać zaufania do dolara oraz nie pogarszać relacji z USA – ogłosiły, że posiadają 1650 ton złota, co jest wartością bardzo zaniżoną. Konsensus rynkowy wskazywał na 3500-4000 ton, podczas gdy rzeczywiste rezerwy kształtują się na poziomie 6000-8000 ton. Chiny najprawdopodobniej zrobiły to, o co prosili Amerykanie, a co było ceną za akceptację juana w prestiżowym gronie.
W kilka dni po aktualizacji rezerw złota, juan chiński dołączył do grona dolara, euro, funta oraz jena, stając się piątą walutą świata, stanowiącą zabezpieczenie kontraktów terminowych na największej giełdzie towarowej. Była to ewidentna zapowiedź tego, co nas może czekać w perspektywie kilku tygodni.
W ostatnich dniach relacje USA – Chiny znacznie się pogorszyły. Potwierdzono pogłoski, że USA stało za zapoczątkowaniem krachu na chińskiej giełdzie, a konkretnie Citadel, nowego pracodawcę Bena Bernanke. Chińczycy zresztą nie pozostali dłużni, blokując na kilka godzin Wallstreet oraz kilka amerykańskich linii lotniczych.
Nagle, dwa tygodnie temu usłyszeliśmy, iż waluta Chińska nie spełnia kryteriów stawianych przez MFW i akcesja juana musi być odłożona w czasie (od 9 do 12 miesięcy). W trakcie tajnych rozmów coś najwyraźniej poszło nie tak i negocjacje zostały zerwane. Na takim poziomie zaawansowania rozmów był to policzek wymierzony w Chiny.
Na odwet Chin nie trzeba było długo czekać. W dwa dni po odrzuceniu juana przez MFW, Chińczycy zrobili to, czego nikt się nie spodziewał. Zdewaluowali własną walutę oraz zapowiedzieli kolejne dewaluacje. W ostatnim czasie władze Stanów Zjednoczonych oskarżały Chiny o manipulowanie kursami walut oraz utrzymywanie zbyt niskiego kursu wymiany, co odbijało się negatywnie na amerykańskich eksporterach. Dewaluacja juana jest ewidentną reakcją na blokadę akcesji juana do koszyka SDR. Policzek za policzek???
Do tej pory Chińską politykę cechował spokój i działanie typowe dla strategii Sun Tzu w stylu „Czekaj, aż twój przeciwnik sam się osłabi”. W ostatnich miesiącach silny dolar wywoływał problemy w systemie finansowym, drastycznie obniżając płynność. Być może Chińczycy w odpowiedzi na atak na giełdę, zamierzają pogrążyć amerykańską gospodarkę, doprowadzając do dalszego umocnienia się amerykańskiej waluty.
Silny dolar zmniejszy eksport i dobije kurczącą się gospodarkę USA. Dalsze wzmocnienie dolara może także doprowadzić do eksplozji na rynku derywatów, inicjując reakcję łańcuchową, co przy bardzo niskim poziomie kapitalizacji jest ekstremalnie groźne dla zachodniego systemu bankowego. To, co się dzieje na tzw. wyższym poziomie, jest obecnie niesamowicie trudne do odczytania. Niemniej, wiele wskazuje na fakt, iż w najbliższych tygodniach może dość do ekonomicznej konfrontacji pomiędzy dwoma największymi gospodarkami na świecie.
Na koniec dołączam link do filmu, który otrzymałem dziś rano. Obrazuje on niezwykle silną eksplozję w Chińskim porcie, która przypadkiem nastąpiła w dwa dni po osłabieniu juana. Jakimś cudem, w zachodnich mediach nie ma o tym nawet drobnej wzmianki. Przypadek? Może, ale jakoś ostatnio dużo jest „dziwnych przypadków”. Może wybuch Możejek sprzed kilku lat także był przypadkiem?
Trader21
https://www.youtube.com/watch?v=_92WaPxeqCs
Otrzymane mailem od: IndependentTrader.pl

