Czas wrócić do korzeni! Europa została wrogo przejęta z rąk chrześcijańskich. Po ponad 50 latach zawłaszczyli ją lewacy


Marcin Hałaś

fot: YT fot: YT

W języku biznesowym nazywałoby się to wrogim przejęciem. Zjednoczona Europa tworzona była jako projekt głęboko chrześcijański, wyrastający z prawdziwych korzeni i rzeczywistej tradycji naszego kontynentu. Po ponad 50 latach zawłaszczyli ją lewacy, dla których chrześcijańskie dziedzictwo jest czymś obcym, niepotrzebnym, a wręcz niepożądanym i przeznaczonym do „kasacji”.

Podstawowe prawdy warto powtarzać po wielokroć, bo często bywają zapominane. Projekt zjednoczonej Europy przygotowany został przez polityków chrześcijańskiej demokracji. Dzisiaj trwają procesy beatyfikacyjne dwóch spośród czterech głównych „ojców założycieli” Unii Europejskiej. Kandydatami na ołtarze Kościoła powszechnego są: Robert Schumann oraz Alcide de Gasperi. Oczywiście do samego aktu beatyfikacji może być jeszcze długa droga – w przypadku Schumanna prowadzone są ostateczne prace redakcyjne nad dokumentem stwierdzającym heroiczność jego cnót. Do tej pory brakuje jednak zgłoszonego i potwierdzonego cudu dokonanego za jego wstawiennictwem. Natomiast proces beatyfikacyjny Gasperiego został w 2003 r. zamrożony po rezygnacji postulatora. Jednak sam fakt, że procesy beatyfikacyjne ojców założycieli Unii Europejskiej zostały wszczęte – jest tyleż symbolem, co świadectwem ich życia oraz wartości, jakimi się kierowali. Gdyby dzisiaj ktoś mówił o ewentualnym procesie któregoś ze współczesnych liderów UE – mógłbym mieć na myśli co najwyżej proces… karny. O. Bernard Ardura, postulator w procesie beatyfikacyjnym Schumanna, mówi, że „codziennie karmił się Eucharystią, wsłuchiwał się w głos Magisterium, działał na rzecz dobra wspólnego, żył w prostocie niemal mnisiej”. Pytanie, czym codziennie karmi się (a raczej poi) Jean-Claude Juncker, byłoby już tylko dość tanią złośliwością.

Wieniec z gwiazd dwunastu

Flaga Unii Europejskiej jest w swojej symbolice również głęboko chrześcijańska. Dlatego wypowiedzi prof. Krystyny Pawłowicz nazywającej flagę UE „szmatą” uznać należy za nieroztropne. „A nad Jej głową wieniec z gwiazd dwunastu”. Prof. Mieczysław Piotrowski mówił dwa lata temu w rozmowie z tygodnikiem „Niedziela”: „Przypomnę, że ks. inf. Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny »Niedzieli«, w czasie wizyty w Parlamencie Europejskim, rozmawiając z jednym z wysoko postawionych urzędników, zapytał o symbolikę unijną. Ten urzędnik stwierdził, że 12 gwiazd oznacza 12 członków założycieli, a ksiądz infułat sprostował, że jest to nawiązanie do Apokalipsy św. Jana, gdzie zapisano, że nad głową Maryi ukazał się wieniec z gwiazd 12 (por. Ap 12, 1). Twórca flagi europejskiej, uznawanej za oficjalną, Arsène Heitz, sam przyznał, że inspiracją symboliki flagi było Pismo Święte”. W tym samym wywiadzie prof. Piotrowski jasno podkreśla: [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#3eed25″ inside_shadow=”false” ]„Ojcowie założyciele chcieli przede wszystkim Europy opartej na wartościach chrześcijańskich, a także Europy wolnej od wojen”.[/dropshadowbox]

Pozwolę sobie tutaj na dygresję. Zapewne mało osób zdaje sobie sprawę, że coś, co możemy nazwać wizją zjednoczonej Europy, naszkicował jako jeden z pierwszych wybitny polski pisarz katolicki Jan Dobraczyński, zasługujący na miano Kraszewskiego XX w., autor kilku wybitnych, niemających sobie równych w powojennej literaturze powieści. Aby się o tym przekonać – należy sięgnąć do powieści „A znak nie będzie mu dany” (1957), dzięki której pisarza można uznać za wizjonera zjednoczonej na chrześcijańskim fundamencie Europy.

Sacrum i profanum. Mieszają się w życiu, czasami lubię mieszać je w tekście publicystycznym. Kazik Staszewski śpiewał: „Coście, sk…syny, uczynili z tej krainy”. Pod adresem obecnych ojczymów Unii Europejskiej aż chciałoby się skierować podobnie brzmiące słowa: Coście uczynili z tym projektem… Wróćmy do wypowiedzi prof. Mieczysława Piotrowskiego: „Wraz z przekształceniem Wspólnoty Europejskiej w Unię od traktatu z Maastricht z 1993 r. przez traktat lizboński z 2009 r., aż po dzień dzisiejszy obserwujemy odchodzenie od wartości prezentowanych przez ojców założycieli”. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że w tym przypadku profesor użył eufemizmu. Nie chodzi tylko o „odchodzenie od wartości” – ale o zaprzeczenie im, a nawet o ich zwalczanie. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#ed254c” inside_shadow=”false” ]To się nazywa wrogie przejęcie.[/dropshadowbox]

Podmiana wartości

Jednym z ulubionych chwytów marksistów różnej maści jest podmiana – wartości na pseudowartości, a także tworzenie hierarchii wartości względnych, które mają przysłonić wartości bezwzględne. Czasami nawet ich nazwy brzmią podobnie – hedonizm zamiast heroizmu, bożek zamiast Boga, aczkolwiek taka operacja zawsze sprowadza się do zastąpienia złota tombakiem. Z tym zastrzeżeniem, że dziś już nawet tombaku nie starcza, więc często wciskany jest w jego miejsce już nawet nie kit, a zwykłe guano. W Unii Europejskiej podobna zamiana nastąpiła nie tylko w sferze idei, ale również w kwestiach personalnych. W tym sensie – społeczeństwa Zachodu dały sobie Europę ukraść. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#ed254c” inside_shadow=”false” ]W miejsce elit, których symbolami byli ojcowie założyciele, weszli przedstawiciele lewackiej rewolty z 1968 r. Nie zdajemy sobie sprawy, że w 1968 r. miała miejsce rewolucja podobna do tej rosyjskiej z 1917 r. Neomarksiści z zachodniej Europy nie poszli jednak śladem bolszewików, stosując przemoc i terror[/dropshadowbox] (a przynajmniej – ci, którzy postawili na terror, zostali spacyfikowani w latach 70.). Większość lewaków, dzieci marca 1968 r., po prostu okazała się bardziej przebiegła – postawili na „rewolucję bez rewolucji”, na metodę kropli drążącej skałę. W przeciągu kilku dziesiątek lat kropla nie wydrąży skały, natomiast w tym czasie fale mogą solidnie podmyć fundamenty. I z tym właśnie mamy do czynienia.

Każda lewicowa rewolucja – jakiekolwiek by niosła hasła „poprawy losu”: klasy robotniczej (kiedyś) albo kasty pederastów (obecnie) – ma cel nadrzędny: destrukcję tradycyjnego porządku, ponieważ jest on dla niej głównym zagrożeniem. Lewica chce urządzać świat po swojemu, więc w pierwszym rzędzie musi pozbyć się konkurencji. Ta zasada objaśnia najkrócej przyczyny wyrzucenia chrześcijańskiego dziedzictwa na margines współczesnej UE, przyczyny zatraty (odrzucenia) tak chrześcijańskiej tożsamości, jak i systemu wartości oraz moralności. To systematyczna, przeprowadzana metodologicznie i z premedytacją „wycinka”. Zacytujmy raz jeszcze prof. Piotrowskiego: [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#ed254c” inside_shadow=”false” ]„W Parlamencie Europejskim nie mamy kaplicy, w której mogliby modlić się katolicy, znajduje się jedynie międzyreligijne miejsce przeznaczone do medytacji i modlitwy. Niestety, europejska przestrzeń jest oczyszczana z katolików. W większości głosowań dotyczących podstawowych wartości chrześcijańskich, jak np. ochrona życia, parlament opowiada się za powszechnym dostępem do tzw. zdrowia reprodukcyjnego, za czym kryje się aborcja. Z najważniejszych dokumentów wymazano akcenty chrześcijańskie. Doszło do takiej sytuacji, jak wyraził się jeden z kardynałów, że w chwili obecnej żaden z ojców założycieli, chrześcijańskich demokratów Unii Europejskiej, nie mógłby zostać komisarzem unijnym, gdyż nie spełnia kryteriów”.[/dropshadowbox]

Obecna Unia Europejska w sposób otwarty promuje wartości antychrześcijańskie, ale równocześnie także antyludzkie. Zamiast prawa do życia – zabijanie dzieci nienarodzonych (tzw. aborcja). Zamiast cywilizacyjnych norm obyczajowych – promowanie sodomii. Czy można się dziwić, że równocześnie ta właśnie UE zatraciła instynkt samozachowawczy, otwierając się na inwazję islamskich imigrantów? To jednak niejako pochodna dwóch wcześniej wymienionych zjawisk – spadek dzietności i wyludnianie się Europy owo „otwarcie” na obcych w jakiś sposób o ile nie wymusiło, to zintensyfikowało tak, że puściły wszelkie hamulce.

Co okrywa figowy liść?

I znów metafora wywiedziona z profanum. Dla obecnych unijnych elit, dla tych junckerów, schulzów i timmermansów, mówienie o europejskich wartościach to swoisty listek figowy. Co skrywa listek figowy – każdy wie: przyrodzenie w kolorze różowym lub zgoła czerwonym. Europejska retoryka to tylko słowa – liść figowy lub przepaska na biodra (notabene nawet w Polsce można już kupić ręczniki w barwach i symbolice flagi UE). Pod listkiem figowym – tylko żeby nie użyć brzydkiego słowa, tylko figa. A pewnie jeszcze i kilka skorpionów.

Z zainfekowanego dżumą obozu należy uciekać. To pierwszy zdrowy odruch. Stąd jak najbardziej zrozumiałe są obecne postawy antyunijne, które w przypadku Wielkiej Brytanii przekuły się w czyn. Czy zatem należy liczyć się z możliwością Polexitu? Przecież można również podjąć trudniejsze wyzwanie i służbę – próbować leczyć. Dla wielu polskich eurosceptyków zaskoczeniem był fakt, że przed referendum akcesyjnym polskie przystąpienie do Unii Europejskiej pośrednio poparł papież Jan Paweł II. Warto przypomnieć jego hasło: „Od Unii lubelskiej do Unii Europejskiej”. Oczywiście – patrząc z dzisiejszej perspektywy – różnice są zasadnicze. Unia lubelska nie niosła dla Polski żadnych zagrożeń: ani cywilizacyjnych, ani ekonomicznych. Unia Europejska przyniosła nam i takie, i takie zagrożenia, choć w sferze ekonomicznej należy stosować „zasadę wagi” i zastanawiać się, czy korzyści, jakie odnosimy z obecności w UE, wciąż jeszcze równoważą zagrożenia i szkody, jakich doznajemy. W opinii większości społeczeństwa – równoważą.   [??? J.B. ]

Ostatnie zdania książki Bohdana Urbankowskiego „Trzema drogami nadziei. Opowieść o wędrówkach Karola Wojtyły” brzmią: „Jan Paweł II mówił do młodych – o cywilizacji miłości i solidarności. Mówił – wiedząc, że on tej cywilizacji nie doczeka, ponad głowami zgromadzonych. Jakby widział coś, czego oni nie widzą”. Być może w papieskim wsparciu wejścia Polski do Unii było coś, czego nie widzieli (wciąż nie dostrzegają) rodzimi eurosceptycy. Mianowicie fakt – przepraszam za górnolotne sformułowanie – że nawet nie tyle Unia potrzebna jest Polsce, co Polska jest potrzebna Unii Europejskiej jako jeden z ostatnich głosów – tyleż sumienia, co zdrowego rozsądku. Zamiast programu negatywnego: „Nie dla Unii Europejskiej”, warto zastanowić się nad pozytywnym programem – budowania sojuszu i warunków dla powrotu Unii do jej pierwotnych wartości. To zadanie na znacznie dłużej, mniej doraźne i o ileż ważniejsze niż krótka „bokserka” w celu zablokowania reelekcji Donalda Tuska.

„Odebrać Europę lewakom” – dziś to hasło nieprawdopodobne, brzmi trochę jak zachęta do zawracania Wisły kijem. Niemniej nikt z eurosceptyków nawołujących do wyjścia z Unii nie nakreślił poważnych scenariuszy: co potem? Warto pamiętać, że to my – odwołując się do wartości chrześcijańskich, walcząc o prawo do życia i przeciwstawiając się promocji aberracji – jesteśmy prawdziwymi dziedzicami wartości, które legły u podstaw tworzenia zjednoczonej Europy.

–Tekst wzięty z    http://polskaniepodlegla.pl/kraj-swiat/item/11355-czas-wrocic-do-korzeni-europa-zostala-wrogo-przejeta-z-rak-chrzescijanskich-po-ponad-50-latach-zawlaszczyli-ja-lewacy

, , , , , , , , ,