[ To zaskakujące jak słowa z tamtych lat pasują do dzisiejszych czasów. J.B.]
Maj 032017

Pomyślałem sobie, że skoro dziś święto, a od przedwczoraj trwa tu awantura i nie widać szans na jej uspokojenie, to może poczytamy sobie dziś kilka listów św. Maksymiliana Kolbe. To nam wszystkim dobrze zrobi, a ich treść nie będzie wcale tak znowu oderwana od spraw doczesnych, żeby nie można było sobie pokomentować.

List do ojca Stefano Ignudiego
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus Kraków 25 III 1920
Najprzewielebniejszy Ojcze Redaktorze
Z całego serca pełnego wdzięczności przesyłam Ojcu życzenia „Wesołych Świąt Wielkanocy”.
Przepraszam, że piszę na pojedynczej kartce, ale w przeciwnym razie list byłby może za gruby.
U nas wszystko niepewne; z dnia na dzień oczekuje się nowych wydarzeń, lecz nie ma nic pewnego, szczególnie czy nasza wojna (polsko-bolszewicka) na wschodzie skończy się, czy nie. Bolszewizm próbuje przenikać również i do Polski, leczo dotychczas jest silnie zwalczany. Także (tak zwany) polski kościół niezależny czyni wysiłki by się rozszerzyć. Prócz tego protestanci chcą pozyskać jak najwięcej zwolenników.
Również YMCA jest na dużą skalę organizowana w wojsku. Pomimo wygórowanych opłat za druk i mimo braku papieru ukazują się książeczki przeciwko Kościołowi, które rozpowszechnia się gratisowo. Następnie intensywnie działa masoneria, szczególnie wśród słuchaczy uniwersytetów. Tak więc również „Rycerstwo Niepokalanej” ma dużo do roboty, a Matka Najświętsza sprawiła, że już przedostało się ono do uniwersytetu krakowskiego. Serdecznie dziękuję za moralną (Arregui); rachunek postaram się wyrównać jak najprędzej. Ponieważ cel „Rycerstwa”, tj starać się o nawrócenie i uświęcenie bez wytchnienia, stał się ideałem mego życia, napisałem obszerniej o tych sprawach do współrycerzy.
Całując rękę Ojca i prosząc o serafickie błogosławieństwo, pozostaję najoddańszy
br. Maksymilian M Kolbe
Do br. kleryka Alfonsa Kolbego Zakopane, 5 I 1921
Pochwalony Jezus Chrystus
Drogi Bracie
Tym razem otrzymałem list ze spisem książek. Bóg zapłać za taką obszerną pracę. Dałem go już akademikom do przejrzenia i mam zamiar postarać się o ważniejsze z nich i tak trochę przeobrazić ich bibliotekę. O pieniądze na ten cel postara się tutejszy ksiądz proboszcz (administrator). Zna on tam hrabianki, które może zdobędą się na jakąś „gwiazdkę” dla bratniaków.
W całym tym mizernym domu jest tylko jedna akademiczka z Wilna szczerze praktykująca religię i jedna służąca (akademik co się wyspowiadał już wyjechał). Pacjentka ta zaprosiła mnie do siebie. Ujrzałem tam coś niebywałego w Bratniaku, obrazy święte. Przy łóżku maleńki obraz św. Antoniego bez ramki, przyszpilony do ściany, a nad oknem widniał przepiękny obraz Serca Pana Jezusa malowany na szkle i dobrze oprawiony. Pani ta opowiedziała mi, że jej koleżanka, odwiedzając ją, zasmuciła się bardzo z opłakanego stanu tego domu pod względem religijnym; kupiła więc ten obraz i…urządziły intronizację w tym domu. Od tego czasu wiele się zmieniło na dobre. Ja tam zacząłem zaglądać, ów akademik się wyspowiadał, żyd otrzymał chrzest, kilka dusz szczerze szuka prawdy, bo się czują „nieszczęśliwymi” bez wiary i zanosi się na zmianę niereligijnego zarządu. – Lekarz miejscowy zaprosił mnie raz do siebie i oznajmił, że w porozumieniu z dyrektorem prosi, „abym ja już tam nie przychodził”. Niepokalana dała mi trochę stanowczości, więc oparłem się temu, bo jestem gościem jak i inni i przychodzę w godzinach wizyty, a wyjątków robić nie można.
Z prośbą o modlitwę za tych biedaków
br. Maksymilian M Kolbe MI
Do br. kleryka Alfonsa Kolbego
Pochwalony Jezus Chrystus Zakopane 12. I. 1921
Drogi Bracie
Piszesz, że nie nie organizujesz; bez wątpienia więcej przyczynisz się do chwały Bożej i zbawienia dusz ucząc się według posłuszeństwa aniżeli gdybyś cuda nawróceń działał – ale przeciw Bożej woli. Muszę Ci jednak powiedzieć, że i w Zakopanem między akademikami coś zrobiłeś; uważałem bowiem za stosowne przeczytać niektórym z nich wierszyk „Błogosławieni” w odpowiedzi na zarzuty przeciwko duchowieństwu. Możemy podziękować Niepokalanej, bo najzaciętszy (nie wiem czy już o tym nie pisałem) przeciwnik uległ Bożej łasce i mając wyjechać z Zakopanego – wyspowiadał się. Ochrzciłem też akademika, żyda bliskiego śmierci, co było powodem awantury po przyjeździe matki i brata – ale post factum.
Może byś też czasem przypomniał Sercu Jezusowemu przez Niepokalaną sprawę nawrócenia „wszystkich” akademików, co tu są. Doświadczyłem, że modlitwa tylko wyprasza łaskę nawrócenia. Co do zdrowia – jeszcze gorączkuję. O. Innocentemu można wspomnieć o moich fizycznych planach. Zresztą poślę mu je, gdy przyjdę do siebie. (Może on zrobi modelik)
Westchnij tam za mnie o zdrowie duszy, a jeżeli to jest na większą chwałę Bożą, to i dla ciała (ale zawsze warunkowo)
Twój brat br. Maksymilian
Do br. kleryka Girolamo Biasiego
Niech będzie pochwalony Zakopane, 25 I 1921
Jezus Chrystus
Mój Drogi Braciszku
Piszę mało, gdyż jestem chory i jeszcze gorączkuję. W dalszym ciągu przebywam w szpitalu jako kapelan i pacjent zarazem i mam tu pozostać aż do maja (jeśli kuracja pójdzie dobrze). Pomimo wszystko czuję się dobrze, ponieważ życie członków MI sprowadza się do tego, by dać się prowadzić, gdzie, kiedy i jak Mamusi się podoba. Posłuszeństwo, a więc Mamusia, przysłało mnie tutaj, przeto czegoż lepszego mogę pragnąć? Rycerstwem już się nie zajmuję, to znaczy kieruję nim, gdyż O. Prowincjał kazał mi wszystko zostawić, również kierowanie MI, a starać się o odzyskanie zdrowia – zatem również i tego chce Mamusia. Teraz sprawy MI w Polsce ma w ręku O. Magister Czesław Kellar, definitor Prowincji.
Ja ograniczam się tylko do działalności zwyczajnego członka MI i to jeszcze skromnej, niczego nie organizuję, tylko się modlę i innych zachęcam do modlitwy, a także trochę działam przez rozmowę; w ten sposób pewien urzędnik państwowy – który od dłuższego czasu zaniedbywał przystępowanie do Sakramentów św. i który otrzymawszy książkę apologetyczną do czytania odłożył ją na bok i przeglądał tylko jakieś romansidła i mówił „jestem heretykiem”, „dla mnie potrzeba jasnych dowodów” – polecony przez pośrednictwo Gemmy Mamusi Niepokalanej, aby prosiła Najświętsze Serce, przyjął Cudowny Medalik, i wbrew wszelkim oczekiwaniom zaraz po przyjęciu Medalika wyspowiadał się. Przyrzekłem Gemmie [postarać się o wydanie] rosyjskiego tłumaczenia jej życiorysu, jeśli ten pan się wyspowiada w tym samym dniu – i tak się stało.
Niedaleko stąd znajduje się sanatorium studentów uniwersytetu osławione jako bezbożne. Niepokalana wprowadziła mnie do nich przy pomocy podstępu, „jak węże” [Mt 10, 16]; przeprowadziłem z nimi serię pogadanek apologetycznych, lecz swobodnych, tak że każdy mógł wypowiedzieć swoje zdanie. Najbardziej zajadły przeciwnik, który przyparty do muru raz powiedział: „logika jest grą słów”, a innym razem „nie mogę wierzyć”, gdy nie był w stanie udowodnić swojego twierdzenia na podstawie filozofii Schopenhauera i z pomocą innej książki, którą miał w ręce, ustąpił wobec łaski Bożej za przyczyną Niepokalanej, której „Cudowny Medalik” przedtem otrzymał i ku zdziwieniu kolegów powiedział publicznie, że chce się wyspowiadać i wnet to uczynił. Teraz napisał do mnie (gdyż powrócił do domu), polecając się modlitwom.
Niech Brat się również za niego modli i innych do tego nakłoni.
W tym samym sanatorium miałem szczęście ochrzcić żyda (również studenta uniwersytetu) i udzieliłem mu ostatnich Sakramentów (stan jego był bardzo poważny). Następnego dnia [po jego śmierci] przyjechała jego matka z bratem i uczyniła piekielną wrzawę, ale – było już za późno. Również i jemu dałem medalik. Przez to wzbudziłem nienawiść prawie wszystkich akademików, a kiedy jedna ze studentek prosiła lekarza sanatorium o wezwanie mnie (albo raczej po moim już tam pobycie), ten jej powiedział, że można wzywać innych kapłanów, ale nie tego, ponieważ ten jest – misjonarzem. Co za piękne przestępstwo, nieprawdaż? Cóż by to było za szczęście móc umrzeć za taką winę.
Kiedy ty przebywali jeńcy bolszewiccy (było ich 40), zamówiłem z Krakowa książki apologetyczne (w języku rosyjskim) z biblioteki MI i wypożyczyłem im wyznaczywszy jednego, który miał spełniać obowiązki bibliotekarza. Niektórzy doszli do przekonania, że Jezus Chrystus założył jeden Kościół, a ktoś się przekonał, że głową tegoż jest następca św. Piotra, papież. Wszyscy przyjęli „Medaliki Cudowne”, również dwa żydzi, którzy byli wśród polskich żołnierzy, jako strażnicy, przyjęli medaliki – teraz wszyscy odjechali, a Rosjanie mówili: „kiedy popatrzmy na ten medalik, to nam się przypomni, że dał nam go kapłan”.
Módlmy się również za nich i za ten biedny i nieszczęśliwy dom studentów uniwersytetu, aby Najświętsze Serce, któremu ten dom został poświęcony przez pewną panią tam mieszkającą, zapanowało również i w tym miejscu. Dałem medalik również pewnej żydówce, która obiecała przechowywać go ze czcią; kiedy mnie spotka, zawsze mnie pozdrawia głębokim ukłonem. Ponadto staram się wypożyczać książki ateuszom, a dobrych pobudzać do zapału, za pomocą np. „zwierciadełka pociech duchowych” albo jakiegoś dobrego słowa. Oto nieco szczegółów z działalności, jaką Mamusia Niepokalana raczy teraz prowadzić przeze mnie.
(Z okazji spotkania się z robotnikami lub innymi ludźmi, jeśli to jest korzystne, stosowne i roztropne, zatrzymuję się i wtedy toczą się rozmowy o niedostateczności socjalizmu, o braku rozsądku u niewierzących, o szczęściu i prawdzie w praktykowaniu religii i wiary).
Oto garść wiadomości, które Brat może przekazać również br Paolo oraz tym, którzy chcą wiedzieć, jam może pracować zwyczajny członek MI, nawet bez zorganizowanego koła.
Może nie otrzymał Brat mojej pocztówki pisanej przed trzema miesiącami z Zakopanego?
Z o. Palem jestem w kontakcie podobnie jak z Wami. Adres: Colegiul Franciscan, Halaucesti, Jud[et] Roman, Romania. Przyślij mi „J’irai la voir un jour” z nutami.
Miałbym dużo do pisania, ale nie mogę ponieważ w przeciwnym razie gorączka się zwiększy. Módlmy się, cierpmy i pracujmy z miłości ku Jezusowi przez ręce Niepokalanej. Wkrótce – w raju.
Szczerze oddany współbrat
Maksymilian M Kolbe
franciszkanin MI
Do o. Alfonsa Kolbego
Pochwalony Jezus Chrystus Grodno 8 XI 1923
Drogi Bracie!
Niedawno wysłałem kartkę, a już drugą ślę i to:
1) By odpowiedzieć o. Innocentemu, że niestety nut właśnie z braku nutowych czcionek jeszcze nie możemy [drukować]/
2) Szykuję teraz reklamę „Rycerza” dla Ameryki. Może byś się zakręcił koło o. gwardiana Zygmunta i o. Stanisława Czeluśniaka (jeżeli tam jest) i wydostał od nich jak największą ilość adresów do tamtejszych księży proboszczów i nieproboszczów, franciszkanów i niefranciszkanów i do jak najwięcej osób świeckich, a ja im odpowiednie prześlę druki: proboszczom pliki kartek do rozdania parafianom, a świeckim uprzejme zaproszenia do zamówienia „Rycerza”.
3) Na artykuł wstępny oczekuję, bo już zaczynamy „Rycerza”, by i do Ameryki na czas zaszedł. Gdyby go się zrobić nie dało, to prosiłbym o zawiadomienie.
4) I od o. Zygmunta oczekuję odpowiedzi. Pomyliłem się bowiem w rachunkach i cenę znaczków na wysyłkę podałem 2 razy niższą. Dlatego zaledwie 27 paczek wysłałem, choć wszystko opakowane. Teraz zaś znów o 100 proc. poczta się podniosła, więc 23×160 000 = 3680 000 mp. Albo od o. Filgewskiego poproszę o 2-3 dolary i cały kram.
5) Powiedz o. Kornelemu, że i od niego czekam wieści.
Twój
br Maksymilian
Jeśli idzie o pierwszy tom pism Ojca Maksymiliana, to w całym Niepokalanowie zostało ich jeszcze 12 egzemplarzy i ja je zabiorę stamtąd jutro z rana. Potem czekamy na dodruk.
Tekst wzięty z https://coryllus.pl/listy-ojca-kolbe/