[Nie powinno się takich informacji publikować. No, ale skoro już, to przyczynię się do tego aby mieli większy wybór. J.B. ]
dr Rafał Brzeski
Młodzi kandydaci na cyberżołnierzy przechodzą specjalne przeszkolenie w tropieniu zagranicznych hackerów i ustalaniu ich tożsamości, we włamywaniu się do sieci wojskowych obcych państw oraz do systemów. Pierwszy zaciąg liczy 240 ludzi w wieku nieco powyżej 20 lat reprezentujących 12 najlepszych uczelni technicznych. Od kandydatów wymaga się przede wszystkim, aby byli ciekawi, innowacyjni, unikali rutyny i lubili „grzebać w sieci”. Rekruci mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości 3 tys. euro miesięcznie. Dowództwo kursu przewiduje, że część z nich wyspecjalizuje się w cyberwywiadzie.
Prawie niezauważalnie konfrontacja wielkich mocarstw przeniosła się z tradycyjnych wymiarów wojen w cyberprzestrzeń oraz infosferę, gdzie toczy się walka o podporządkowanie sobie nieświadomych społeczeństw kłamstwem, fałszywymi narracjami i symulacją rzeczywistości. Pod osłoną sloganów o obronie i za mgłą eufemizmów nabiera tempa wielka mobilizacja cyberarmii do globalnej wojny o wpływy i zdobycie panowania nad całymi kontynentami.
W styczniu operacyjną gotowość osiągnęły zespoły Cybercom, francuskiej jednostki podległej Ministerstwu Obrony. Szef tego resortu, Jean-Yves Le Drian, poinformował, że do 2019 r. nowa formacja liczyć będzie co najmniej 2600 ekspertów i z budżetu państwa wyasygnowano na cyberobronę 2,1 mld euro. – Pojawienie się nowego pola walki wymaga od nas głębokiego przemyślenia podejścia do sztuki wojennej – stwierdził Le Drian, ostrzegając potencjalnych przeciwników, że zespoły Cybercom nie będą ograniczać się do obrony. Każdy kraj, który zaatakuje systemy francuskie, zostanie uznany za przeciwnika i „nasze cyberzdolności ofensywne muszą osiągnąć taki poziom, abyśmy mogli włamać się i wyrządzić szkody w systemach oraz sieciach przeciwników, doprowadzić do ich czasowej niesprawności albo zneutralizować je na trwale lub tymczasowo”.
W ośrodku szkoleniowym Cybercomu w Cesson-Sévigné w Bretanii, młodzi kandydaci na cyberżołnierzy przechodzą specjalne przeszkolenie w tropieniu zagranicznych hackerów i ustalaniu ich tożsamości, we włamywaniu się do sieci wojskowych obcych państw oraz do systemów, które potencjalnie mogą być użyte przeciwko Francji. Pierwszy zaciąg liczy 240 ludzi w wieku nieco powyżej 20 lat reprezentujących 12 najlepszych uczelni technicznych. Od kandydatów wymaga się przede wszystkim, aby byli ciekawi, innowacyjni, unikali rutyny i lubili „grzebać w sieci”. Rekruci mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości 3 tys. euro miesięcznie. Dowództwo kursu przewiduje, że część z nich wyspecjalizuje się w cyberwywiadzie, a część w obronie francuskich sieci strategicznych obsługujących infrastrukturę cywilną: wodociągi, linie przesyłowe energii elektrycznej, telekomunikację i transport. Pierwszym poważnym sprawdzianem praktycznym tak zwanej czwartej armii będzie zabezpieczenie przed ingerencją z zewnątrz tegorocznych wyborów prezydenckich i parlamentarnych.
Plany francuskiego Ministerstwa Obrony zakładają, że do 2019 r. Cybercom będzie liczył 3200 żołnierzy pierwszej linii oraz około 4400 rezerwistów, gotowych do błyskawicznej mobilizacji, kiedy zajdzie potrzeba, bowiem francuscy „cyberweterani” przewidują, że wkrótce więcej będzie potyczek w cyberprzestrzeni niż w tradycyjnych wymiarach wojny.
Francja ogłosiła gotowość swojej „czwartej armii” w styczniu, natomiast w ostatnim tygodniu lutego rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu ujawnił, że Rosja od czterech lat posiada wojska operacji informacyjnych i traktuje je jako osobny rodzaj wojsk na takich samych prawach jak wojska lądowe, lotnictwo i marynarkę wojenną. Rzecznik silnej obecności militarnej Rosji w cyberprzestrzeni, rektor Akademii Problemów Geopolitycznych, generał Leonid Iwaszow, podkreślał, że nowe wojska muszą być „silne potęgą mózgów i znajomością techniki”, a ich zadaniem powinno być prowadzenie „operacji informacyjnych nie tylko na kierunku Rosja–Zachód, ale w wymiarze ogólnoświatowym”. (Szerzej patrz: „Polska Niepodległa” nr 10, 8–14 marca 2017 r.)
Na początku kwietnia wiadomość o utworzeniu Dowództwa Cyberprzestrzeni i Infosfery Bundeswehry podała minister obrony Ursula von der Leyen. Jego szefem został generał porucznik Ludwig Leinhos, ekspert w dziedzinie wojny elektronicznej.
Nowe dowództwo mieści się w Bonn i na razie liczy 260 osób, ale do lipca rozrośnie się do 13,5 tys. ludzi, gdyż zostaną włączone do niego samodzielne dotychczas jednostki rozpoznania strategicznego, ośrodki łączności operacyjnej oraz ośrodek geoinformacji. Żołnierze walczący w cyberprzestrzeni i infosferze będą nosić szare berety i będą traktowani na równi z żołnierzami innych rodzajów wojsk.
W opinii kanclerz Angeli Merkel rozwinięcie nowego dowództwa to zadanie priorytetowe, bowiem ataki informatyczne stanowią bardzo poważne zagrożenie dla niemieckiej infrastruktury. W bieżącym roku sama Bundeswehra odnotowała do połowy marca prawie 300 tys. rozbudowanych i profesjonalnych ataków hackerskich. W ubiegłym roku magazyn „Bild” alarmował, że stacjonujące w Turcji niemieckie systemy pocisków Patriot zostały na krótko „przejęte” przez hackerów. Federalne Biuro Bezpieczeństwa Informatycznego (BSI) wyliczyło, że w ubiegłym roku instytucje rządowe atakowane były średnio 20 razy dziennie. Nie były to ataki amatorskie i w wielu przypadkach ślady prowadziły do Rosji. Podobna sytuacja panuje w przemyśle i służbach komunalnych. Sieci informatyczne koncernu Volkswagena atakowane są do 6 tys. razy dziennie, a co piąte duże niemieckie przedsiębiorstwo było w ubiegłym roku atakowane przez hackerów. Według danych BSI w sierpniu 2016 r. „w obiegu” było ponad 560 mln wirusów komputerowych i stopniowo spada skuteczność oprogramowania antywirusowego. Coraz popularniejsze stają się też przypadki szantażu poprzez wprowadzanie do systemów komputerowych wirusów paraliżujących je do czasu zapłacenia okupu. Wirusami takimi atakowane są nie tylko wielkie korporacje i instytucje finansowe, ale również przedsiębiorstwa komunalne dostarczające wodę, ogrzewanie lub energię elektryczną.
Rosnące zagrożenie sprawiło, że BSI, a także federalna policja kryminalna i Biuro Ochrony Konstytucji, czyli kontrwywiad, utworzyły mobilne grupy antyhackerskie wspomagające instytucje państwowe i służby komunalne. Obecnie w przypadkach poważnego ataku wspomagać je będzie również Dowództwo Cyberprzestrzeni i Infosfery, przy czym jak zapowiedziała minister obrony von der Leyen, jest ono uprawnione do podejmowania „środków ofensywnych”, czyli do wykonywania kontrataków. Zapowiedź ta wywołała burzę, bowiem jak podkreślił rzecznik praw żołnierskich Hans-Peter Bartels w wywiadzie dla „Neue Osnabruecker Zeitung”, Bundeswehra jest „armią parlamentarną” i jej każde ofensywne działanie wymaga osobnej zgody Bundestagu, a nie decyzji rządu. Jak to sprawnie i szybko uczynić w przypadku ataku w cyberprzestrzeni, nie wytłumaczył.
Również w kwietniu brytyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło zaciąg do 77 brygady, którą określono jako jednostkę o „unikatowej roli”, a wymagania dla jej żołnierzy za „różniące się znacząco” od pozostałych oddziałów armii lądowej. Tradycja 77 brygady sięga działań tak zwanych Czinditów, którzy w czasie II wojny światowej walczyli w Burmie przeciwko Japończykom. Ich dowódca, generał Orde Wingate, sięgnął do niekonwencjonalnych metod walki niezwykle skutecznych w tropikalnej dżungli, chociaż sprzecznych z naukami brytyjskich szkół wojskowych. Tradycję tę kontynuuje współczesna 77 brygada bazowana w koszarach Denison w Hermitage, w hrabstwie Berkshire. Utworzona w styczniu 2015 r., tak jak Czindici podzielona została nie na bataliony czy pułki, ale na kolumny wyznaczone do określonych zadań. Przykładowo Kolumna nr 1 zajmuje się planowaniem operacji ze szczególnym naciskiem na analizę zachowań i reakcji „aktorów, odbiorców i przeciwników”. Oznacza to, po przetłumaczeniu eufemizmów na normalny język, że prowadzi walkę informacyjną i tworzy scenariusze działań dezinformacyjnych, analizuje, czy kłamstwa „chwytają”, i tak modyfikuje scenariusze, aby osiągnąć zamierzone reakcje odbiorców, czyli skutecznie prać mózgi. Dokładną synchronizacją scenariuszy, dla osiągnięcia maksymalnych efektów zajmuje się Kolumna nr 2. Zadaniem Kolumny nr 5 są „operacje medialne”, czyli można przyjąć, że chodzi o przecieki kontrolowane i manipulacje mediami. Inne kolumny zapewniają logistykę i tworzą ze swych specjalistów lotne ekipy wspierające siły zbrojne i instytucje rządowe.
Etat 77 brygady przewiduje, że wstępnie liczyć ona będzie 182 żołnierzy i oficerów w pierwszej linii oraz 266 ludzi w rezerwie. Niektóre źródła podają jednak, że docelowo liczyć ma około 1500 żołnierzy i oficerów. Kandydatów do służby dobiera się z czynnych żołnierzy, rezerwistów oraz cywili. Przechodzą oni serię testów, które mają stwierdzić, czy kandydat daje sobie radę w niepewnych sytuacjach, jak reaguje emocjonalnie, czy potrafi szybko rozwiązywać skomplikowane problemy, czy szuka rozwiązań niekonwencjonalnych, czy daje sobie radę ze skomplikowanymi sytuacjami i potrafi przygotować niecodzienne scenariusze itp. Szczególnie poszukiwani są wojskowi o talentach dziennikarskich i umiejętnościach wykorzystywania charakterystycznych cech mediów społecznościowych.
Zadaniem współczesnych Czinditów jest prowadzenie kampanii wywiadowczych, rozpowszechnianie własnych dezinformacji, przeciwdziałanie dezinformacjom przeciwnika, sterowanie emocjonalnymi reakcjami odbiorców w określonych obszarach tematycznych. Mają to być wojownicy XXI w., którzy prowadzą bezkrwawe operacje manipulacji całymi społecznościami w celu podporządkowania ich własnym interesom.
Podczas warszawskiego szczytu NATO w lipcu 2016 r. zatwierdzono cyberprzestrzeń jako osobny wymiar działań militarnych taki sam jak wymiar walk na morzu, na lądzie czy w powietrzu. Wyrażono też przekonanie, że państwa sojusznicze będą w stanie bronić się skutecznie w tym wymiarze, i podkreślono konieczność współpracy i wspierania się, bowiem cyberprzestrzeń to sieć wzajemnych powiązań, których odporność na agresję zależna jest od najsłabszego ogniwa.
Geopolityczny układ sił i celów strategicznych pozostaje jednak niezmienny. Został tylko przeniesiony do cyberprzestrzeni. Stany Zjednoczone pragną utrzymać status quo, czyli swą pozycję jedynego mocarstwa globalnego. Chiny czekają z boku i cierpliwie rozbudowują swój potencjał. Rosja drogą infoagresji pragnie odbudować pozycję mocarstwa globalnego, odtworzyć imperium z czasów Związku Sowieckiego i poszerzyć swą strefę wpływów o nowe państwa zależne lub sojusznicze, sparaliżować NATO i wreszcie wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy, a potem zredukować je do roli mocarstwa regionalnego po drugiej stronie Atlantyku.
Tekst ukazał się w tygodniku Polska Niepodległa! Nowy numer w każdą środę!
Tekst wzięty z https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/11624-tylko-u-nas-dr-rafal-brzeski-trwa-rekrutacja-na-cyberzolnierzy