fot: pixabay.comW Polsce bardzo szeroko komentowany był artykuł opublikowany w niemieckim „Die Welt”, z którego jasno wynikało, że Niemcy stawiają na Tuska jako polskiego premiera po wyborach w 2019 r. Alexander Wöll – rektor Europejskiego Uniwersytetu Viadrina w swojej krótkiej analizie mówił także rzeczy o wiele ciekawsze.
Stwierdził, że krytyka polskich władz płynąca z ust Angeli Merkel i znaczących niemieckich polityków bardziej szkodzi niż pomaga, bo jak powiedział: Zdecydowany komentarz płynący z Niemiec pomoże w Polsce tym, którym akurat nie chce się pomóc. To na pewno wzmocniłoby pozycję Jarosława Kaczyńskiego. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”2″ border_color=”#1e1919″ rounded_corners=”false” inside_shadow=”false” ]Jak widzimy, w Niemczech nikt nie zadaje sobie pytania, czy ingerować w wewnętrzne sprawy Polski? Tam toczy się dyskusja, jak robić to skutecznie. Stąd też Berlin nie chce podejmować żadnych działań, które później mogłyby źle wpłynąć na Tuska i liberalne siły[/dropshadowbox] – dodaje Wöll.
Na naszą niekorzyść, Berlin jest w bardzo komfortowej sytuacji, gdyż sam milcząc, może dowolnie uruchamiać służące mu w UE i nieposiadające żadnego demokratycznego mandatu polityczne pacynki z Komisji Europejskiej, co, jak wiemy, czyni. Nikt o zdrowych zmysłach przecież nie uwierzy, że polityczny pajac Frans Timmermans atakuje Polskę ot tak, sam z siebie. Nie jest on niczym innym jak sterowaną z Berlina pacynką, w której tłustym tyłku tkwi łapa animatorki, Angeli Merkel. Jednak Berlin z wielkim niepokojem odnotowuje także fakt, że Polacy przez ostatnie dziesięć lat bardzo się zmienili. Jeszcze w 2007 r. powiodła się finansowana także przez niemieckie fundacje i firmowana przez towarzysza Balcerowicza akcja „Zmień kraj, idź na wybory”, która według wielu ekspertów w dużej mierze zadecydowała o porażce PiS-u w przyspieszonych wyborach. Dzisiaj w Polsce już tylko wyjątkowo odmóżdżeni pożyteczni idioci wierzą w stare bajki o „bezinteresownej niemieckiej przyjaźni” i o „niemieckim adwokacie polskich spraw w Europie”.
Przypomniały mi się badania, w których w grupie wiekowej, o ile dobrze pamiętam, 18–24 lata większość Niemców na pytanie, z czym kojarzy im się Wielka Brytania, odpowiedziała, że z muzyką młodzieżowa, podczas gdy na to samo pytanie młodzi Anglicy przyznali, że Niemcy kojarzą im się przede wszystkim z drugą wojną światową. Sądzę, że młodzi Polacy z uwagi na skalę niemieckiego bestialstwa oraz zbrodni ludobójstwa odpowiedzieliby podobnie, a nawet bardziej zdecydowanie. To takie postrzeganie Niemiec miało spory wpływ na głosowanie wyspiarzy za Brexitem. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”2″ border_color=”#1e1919″ rounded_corners=”false” inside_shadow=”false” ]Społeczeństwa europejskie coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że Unia Europejska, wbrew intencjom jej historycznych założycieli, przeistoczyła się w niemiecki wehikuł, który tym razem póki co w bezkrwawy sposób próbuje zdominować politycznie i gospodarczo stary kontynent, dążąc do realizacji starego niemieckiego marzenia o Mitteleuropie, czyli niemieckim panowaniu w Europie Środkowej i eksploatacji jej ludności.[/dropshadowbox]
Nie łudźmy się: po wizycie Donalda Trumpa w Warszawie i włożeniu przez Amerykanów nogi w uchylone niemiecko-rosyjskie drzwi poprzez wsparcie projektu Trójmorza, ataki na Polskę bardzo się nasilą. Wrogość Berlina wobec USA jest widoczna, choć nie mamy przecież do czynienia z żadną amerykańską ekspansją na Europę, ale z wyciągnięciem historycznych wniosków z wydarzeń ubiegłego wieku. Stany Zjednoczone doskonale pamiętają o swoich chłopcach, którzy ginęli w Europie na skutek rozpętanych przez Niemcy krwawych wojen. Dzisiaj prewencyjnie wolą być tu na miejscu i oczywiście nie tylko dokładać do tego interesu, ale, jak na pragmatyków przystało, także nieźle zarabiać.
Jak wygrać Polskę, przeciwstawiając się groźnemu dla naszego kraju niemiecko-rosyjskiemu projektowi? Przede wszystkim obóz Zjednoczonej Prawicy musi zachować absolutną jedność, powściągając osobiste ambicje polityczne i temperując wybujałe ego niektórych polityków. Pan prezydent Andrzeja Duda nie powinien tak często podkreślać ustami przedstawicieli swojej Kancelarii tego, że tylko dzięki niemu i jego zwycięstwu w wyborach prezydenckich prawica mogła odnieść tak wielki sukces i dzisiaj rządzić. Wypadałoby też od czasu do czasu przypomnieć sobie, że bez PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego, który postawił na kandydata z drugiego partyjnego szeregu, nie byłoby dzisiaj prezydenta Andrzeja Dudy.[dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”2″ border_color=”#1e1919″ rounded_corners=”false” inside_shadow=”false” ] Warto, aby wszyscy wylali sobie po kuble zimnej wody na rozpalone głowy i zrozumieli, że oba wyborcze zwycięstwa z 2015 r. były sukcesami drużynowymi, a coś mi się wydaje, że pan prezydent o tym zapomniał i dzisiaj jego wybujałe ego podpowiada mu, że zwyciężył sam i tylko sobie wszystko zawdzięcza.[/dropshadowbox]
Tekst wzięty z https://warszawskagazeta.pl/felietony/miroslaw-kokoszkiewicz/item/5055-miedzy-ruskim-sierpem-i-niemieckim-mlotem
Zobacz też: https://wyszperane.bliskopolski.pl/2017/08/01/wzruszenie-nie-pozwala-mi-scisnac-was-za-gardlo/