Czy Duch Święty przegra z duchem czasu w Kościele? Benedykt XVI ostrzega


27 sierpień 2017

  Robert Kościelny

fot: YouTube fot: YouTube

Dla każdego katolika zawarte w tytule pytanie jest czysto retoryczne – a może nawet bluźniercze? Wszak odpowiedź może być tylko jedna: na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą [Mt 16:18].

Niemniej warto posłuchać, co papież-emeryt, czyli Benedykt XVI, mówi o dzisiejszej sytuacji Kościoła oraz świadomości religijnej współczesnego człowieka.

W 2015 r. Benedykt XVI udzielił wywiadu ojcu Jacquesowi Servaisowi z Towarzystwa Jezusowego do książki na temat doktryny usprawiedliwienia i miłosierdzia Bożego. W październiku 2015 r. tekst wywiadu został odczytany na konferencji w Rzymie przez arcybiskupa Georga Gaensweina, osobistego sekretarza emerytowanego papieża, natomiast w marcu 2016 r. ukazała się wspomniana książka. Ponadto wywiad opublikowano też w języku włoskim, w gazecie Watykanu „Osservatore Romano”. Z jego angielską wersją można zapoznać się na stronie insidethevatican.com.

Benedykt XVI zwraca uwagę na to, że dzisiejszy człowiek, w przeciwieństwie do ludzi z czasów dawniejszych, nie szuka usprawiedliwienia dla swych czynów przed Bogiem, lecz raczej domaga się od Boga, aby przed nim, człowiekiem, usprawiedliwiał się za dziejące się na świecie zło, a za które on – Bóg – ponosi odpowiedzialność. Jest to dramatyczne odwrócenie ról – człowiek wciela się w postać Stwórcy, „chce być jak Bóg”. Czym się to skończyło, wiemy z Pisma.

Jego Świątobliwość mówi o sprawach, które dla każdego katolika powinny być oczywistością – poznawał je (katolik) z katechizmu, przygotowując się do Pierwszej Komunii św. Powinny, ale nie są, zagłuszone przez jazgot współczesności, czyniony „na pomieszanie dobrego i złego”, jak pisał poeta. Papież przypomina nam, że człowiek może utracić łaskę Boga, utracić zbawienie wieczne i pójść do piekła. Misjonarze XVI stulecia byli przeświadczeni o tym, że osoba nieochrzczona jest stracona raz na zawsze. Po Soborze Watykańskim II (1962–1965) przekonanie to zostało ostatecznie porzucone, powodując dwustronny, głęboki kryzys. Bowiem bez tego przeświadczenia wiara traci swoje fundamenty.

Ojciec Święty zwraca uwagę na to, że osłabła, a nawet uległa zapomnieniu, nauka o tym, że nulla salus extra eccesiam (poza Kościołem [katolickim] nie ma zbawienia). Skutek jest taki, iż bardzo osłabła motywacja do prowadzenia misji wśród niewierzących w zbawienne prawdy Kościoła katolickiego. Papież stawia w tym kontekście przenikliwe pytanie, które zapewne nasuwa się również niejednemu katolikowi: Po co przekonywać ludzi do wiary w Chrystusa, skoro mogą zostać zbawieni również bez niej?
Papież wskazuje też na inne konsekwencje zapomnienia dogmatu o tym, że poza Kościołem nie ma zbawienia. Katolicy są mniej przywiązani do swojej wiary: jeśli można zbawić się także w inny sposób, dlaczego chrześcijanin musi być koniecznie związany z wiarą chrześcijańską i chrześcijańską moralnością? – pyta papież. Jeśli wiara i zbawienie nie są od siebie zależne, wiara traci swą istotną motywację.

Benedykt przeciwstawia się indyferentnej opinii, głoszącej, że wszystkie religie są równie cenne i pomocne w uzyskaniu zbawienia. Papież emeryt przypomina katolikom, że Kościół nie jest samowystarczalny, został stworzony przez Boga i jest stale przez Niego kształtowany. Znajduje to swój wyraz w sakramentach świętych, a zwłaszcza w sakramencie chrztu świętego: do Kościoła wchodzi się nie poprzez biurokratyczny akt, ale dzięki sakramentowi chrztu.

Ważne słowa wypowiedział Benedykt XVI przy okazji pogrzebu kardynała Joachima Meisnera, który zmarł 5 lipca tego roku. Warto zauważyć, że kard. Meisner był jednym z czterech kardynałów, którzy we wrześniu 2016 r. przedstawili papieżowi Franciszkowi i Kongregacji Nauki Wiary pięć wątpliwości („dubia”) z prośbą o rozwianie niepewności i wyjaśnienie niektórych punktów posynodalnej adhortacji apostolskiej dotyczących dopuszczenia w indywidualnych przypadkach do komunii osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach.

Godzi się też przypomnieć, że dla kardynała ustąpienie Benedykta XVI, z którym łączyły go przyjacielskie więzi, z papieskiego urzędu było szokiem i niespodzianką. Pozostać aż do śmierci – dotyczy to małżeństwa, ale także papieskiego urzędu – to była jego pierwsza reakcja. Później złagodził swoje stanowisko i wyraził zrozumienie dla decyzji Benedykta XVI, widząc jego słaby stan zdrowia. Wobec Franciszka kard. Meisner zachowywał dystans. Nie był jednak w żadnej mierze buntownikiem. Swą lojalność względem Stolicy Apostolskiej potwierdził w „duchowym testamencie”, w którym wezwał do posłuszeństwa ojcu świętemu: Trzymajcie się zawsze papieża, a wtedy nigdy nie utracicie Chrystusa.

Na pogrzebie kardynała reprezentant Benedykta XVI odczytał jego krótki przekaz do wiernych: Wiemy, że temu żarliwemu kapłanowi i duszpasterzowi bardzo trudno było odchodzić, zwłaszcza teraz, kiedy Kościół stanął w obliczu palącej potrzeby przekonania duszpasterzy, aby stawili opór duchowi czasu […]. Jednak to, co zwróciło moją szczególną uwagę w ostatnim okresie jego życia, zawiera się w przeświadczeniu, że nauczył się on […] żyć w głębokim przekonaniu, że Bóg nie opuści swojego Kościoła, nawet teraz, gdy łódź nabrała wody i jest na skraju zatopienia.

To ostatnie zdanie szczególnie zainteresowało wielu komentatorów. Jednym z nich jest Rod Dreher, amerykański pisarz i dziennikarz zajmujący się problematyką religijną, zwłaszcza tym, co dzieje się w Kościele katolickim. Dreher był metodystą, który dokonał konwersji na katolicyzm, ale pod wpływem informacji o pedofilii w Kościele, a zwłaszcza o istnieniu „lawendowej mafii” – sodomickiego lobby, tuszującego skandale obyczajowe z udziałem księży, wstąpił do Wschodniego Kościoła ortodoksyjnego, zbliżonego doktrynalnie do Kościoła katolickiego.

Dla Drehera jest całkowicie jasne, że Benedykt XVI mówi, iż Kościół Chrystusa wydaje się tonąć, kapitulując przed Zeitgeist (duchem czasu). Znamienne jest również, że słowa te padają nad grobem kardynała, który przeciwstawił się papieżowi Franciszkowi. Nie można tego odczytywać inaczej, niż jako opinii Benedykta o tym co dzieje się w Kościele pod rządami Franciszka. Benedykt zdaje się w tych kilku słowach mówić do tych katolików, którzy przeciwstawiają się duchowi czasu, chcącemu opanować Kościół powszechny: Macie rację. Rzeczy idą tak źle, jak się wam wydaje. Trwajcie w wierze i nie bójcie się.

Przy okazji przypomina się też, że ojciec Joseph Ratzinger (późniejszy Benedykt XVI) już w 1969 r. zdawał się przewidywać to, co dziś dzieje się w Kościele katolickim. Przyszły papież powiedział wtedy, że Kościół czeka podobna droga do tej, jaką już niegdyś przeszedł. Przypomniał wówczas, że przed rewolucją francuską biskup mógł być uważany za błyskotliwego, gdy czynił sobie zabawę z dogmatów, a nawet sugerował, że Bóg nie istnieje, ale przyszedł czas odrodzenia w kolejnym, XIX stuleciu. Podobnie po obecnym kryzysie wyłoni się Kościół bardziej uduchowiony i skromniejszy. Ludzie w totalnie zaplanowanym świecie poczują się niewypowiedzianie samotni. Jeśli całkowicie utracą wiarę w Boga, wówczas odczują cały horror swojego beznadziejnego położenia. Wtedy odkryją, że istnieje małe stadko ludzi wierzących, jako coś absolutnie nowego. Odkryją to jako nadzieję, która jest im przeznaczona, oraz odpowiedź, której zawsze w sekrecie poszukiwali.

Tekst  wzięty  z  https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/12745-czy-duch-swiety-przegra-z-duchem-czasu-w-kosciele-benedykt-xvi-ostrzega