
Stanisław Lewicki
http://www.mysl-polska.pl/1426
Mija dziesięć lat od podpisania traktatu lizbońskiego przez Lecha Kaczyńskiego. Dziś już bardzo niewielu zaprzeczy, że ten traktat zdegradował pozycję Polski w UE i stworzył ramy prawne dla narzucania Polsce woli kluczowych państw. Tym samym jest on przyczyną i początkiem obecnych problemów Polski w UE.
Wyrzekliśmy się, w imieniu Polski uczynił to Kaczyński, suwerenności za nic.
Pewnych szczegółów na temat tego, jak ta fatalna decyzja Lecha Kaczyńskiego została podjęta, możemy dowiedzieć się z książki Łukasza Warzechy – „Lech Kaczyński ostatni wywiad”.
Okazuje się, że Lech Kaczyński nie miał świadomości i nie rozumiał na czym polega zagrożenie. Jako swój sukces upatrywał zamieszczenie w traktacie faktycznie nieistotnych, nie funkcjonujących lub obowiązujących tylko określony czas zapisów: „Wprowadziliśmy [do traktatu lizbońskiego] zasadę solidarności energetycznej (…) Kluczowe było oczywiście przedłużenie o dziesięć lat obowiązywania nicejskiej metody głosowania (…) wygraliśmy sprawę flagi i hymny UE, czyli zewnętrznych atrybutów państwa. Jak pan wie, przepisy ich dotyczące ostatecznie się w traktacie nie znalazły.” (strona 262)
Lech Kaczyński miał informacje, że sprawa imigracji może być zagrożeniem.
Warzecha zanotował jego wypowiedź: „Państwa z południa Europy na przykład bardzo interesuje problem imigracji. Hiszpanom, którzy poza tym są zainteresowani Ameryką Południową i po części Afryką, zależy na kolektywizacji odpowiedzialności za imigrację, nawet do tego stopnia – nieco upraszczając – żeby imigranci do Unii byli rozdzielani po jej wszystkich państwach, z Polską włącznie.” (strona 253)
Czyli Kaczyński wiedział, że imigranci mogą być w przyszłości obowiązkowo wysyłani do Polski, jednak nie zrobił nic by temu zapobiec, by zadbać o wyłączenie Polski z polityki imigracyjnej, jak to uczyniła, na przykład, Dania. Zamiast tego walczył o flagę i hymn. Żałosne!
Tą klęską, czyli traktatem lizbońskim, nie można jednak obarczać tylko Lecha Kaczyńskiego. Jest tam także istotny udział Jarosława, który ściśle współdziałał z bratem. „Po szczycie wiele miejsca poświęcono pańskiej „gorącej linii” z bratem. Faktycznie mieli panowie „gorącą linię”? Tak, wielokrotnie rozmawialiśmy przez telefon. Jarek w pewnym momencie wystąpił w telewizji, ogłaszając, że już, w pewnym sensie, jest po wszystkim, że wetujemy. Bardzo mocno to podziałało, choć pamiętają to nam po dziś dzień, ale nie żałuję. To była ustalona gra i okazała się skuteczna, więc potrzebna” (strona 266)
Tak było podczas negocjacji. Także jeśli chodzi o ratyfikację, nie jest prawdą, że Kaczyński nie miał wyjścia i musiał to podpisać.
Z jego własnych słów wynika, ze parł do ratyfikacji wykluczając referendum. „Za inny sukces uważam, że nie doszło do referendum w sprawie traktatu lizbońskiego” (strona 99) „Poważnie rozzłościłem się na niego [Ziobrę] raz, gdy wyraźnie opowiadał się za zorganizowaniem referendum w sprawie traktatu lizbońskiego, co było potwornym błędem „ (strona 123).
Tak wyglądają błędne działania polityczne braci Kaczyńskich w kwestii fatalnego dla Polski traktatu lizbońskiego.
[Błędne?? Szkodliwe dla Polski, ale przecież ŚWIADOME. Mirosław Dakowski]
Tekst wzięty z http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21705&Itemid=100
[ Pamiętam ten czas. Pamiętam, że mówiono o konieczności wprowadzenia do polskiego prawa zasady podobnej do tej jaka jest w niemieckim: „W przypadku sprzeczności prawa unijnego z niemieckim stosuje się niemieckie. ” Nie zrobiono tego. Tylko niemieckie prawo jest nad unijnym. Pozostałe są niższe.
Pamiętam, że 10 października nazajutrz po podpisaniu haniebnego traktatu oddającego polską suwerenność bez walki wywiesiłem polską flagę z kirem.
Pamiętam, że pióro odmówiło mu współpracy przy podpisywaniu traktatu.
Tą samą flagę z tym samym kirem wywiesiłem ponad pół roku później 10 kwietnia. Odczułem to jako znak. J.B. ]