[ Już przed II Wojną Polska wyróżniała się w Europie katolickością. J.B. ]
Mirosław Kokoszkiewicz
Haniebna agitacyjno-szkalująca akcja zorganizowana przeciwko Polsce trwa od dwóch lat, dlatego trudno mówić o jakimś wielkim zaskoczeniu i wzburzeniu, jakie wywołał u mnie sekstet zdrajców pod batutą Fransa Timmermansa i Guya Vershoftadta, który wykonał w Parlamencie Europejskim koncert nienawiści do Polski i Polaków.
Wystarczy tyko przyjrzeć się większości składu tego sekstetu. Danuta Hübner to karierowiczka z PZPR oraz córka i wnuczka oprawców z UB. Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein to z kolei kosmopolitka i wielka zwolenniczka komunistycznego planu likwidacji państw narodowych. Michał Boni to kapuś komunistycznej bezpieki o pseudonimie „Znak”, a Janusz Lewandowski w każdym poważnym i praworządnym państwie do dziś siedziałby w więziennej celi za złodziejską prywatyzację lat 90.
Dlatego nie będę dzisiaj koncentrował się na tej skundlonej bandzie z PO, a zajmę się wyjątkowym lewackim bydlakiem Verhofstadtem.
Dla porządku przypomnijmy jego słowa o Marszu Niepodległości wypowiedziane podczas debaty w PE: – Na ulice wyszło kilka tysięcy faszystów, neonazistów, białych suprematystów. Marsz ten miał miejsce 300 kilometrów od obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. To nie powinno nigdy wydarzyć się w Europie.
Jak widzimy, ta debata w pewnym sensie była przełomowa. Po raz pierwszy organ UE dokonał napaści już nie tylko na polski rząd i opcję polityczną, której lewactwo wprost nienawidzi. Tym razem nie skrywając nienawiści, w sposób haniebny napadnięto na polskie społeczeństwo obchodzące Święto Niepodległości. Dlatego miała rację pani premier Beata Szydło, mówiąc w Göteborgu do premierów unijnych państw: – Nigdy nie zgodzę się na to, żeby mój kraj, który był ofiarą dwóch totalitaryzmów, żeby obywatele mojego kraju byli w ten sposób pomawiani. Nie ma na to zgody.
Nie ma na to zgody i dlatego trzeba Guyowi Vershoftadtowi wbić w jego lewacką tępą pałę, że jeżeli już miałby gdzieś odbyć się marsz faszystów i nazistów, to idealnym do tego krajem jest jego rodzinna Belgia. Zarówno Walonowie, jak i jego ziomale Flamandowie ochoczo kolaborowali z niemieckimi ludobójcami, a szczególnie upodobało ich sobie SS. Legion Flandryjski i Legion Waloński to hańba dla Belgii, gdyż ochotnicy tych dwóch zamieszkujących Belgię nacji ochoczo zasilali szeregi 5 Dywizji Pancernej SS „Wiking” i Waffen SS. Flamandowie utworzyli też ochotniczy Korpus Bezpieczeństwa DeVlag uzbrojony i finansowany przez SS. Niech Verhofstadt wbije sobie jeszcze w swój zakuty lewacki antypolski łeb fakt, że zasilona jego rodakami 5 Dywizja Pancerna SS „Wiking” w 1944 r. przybyła na Lubelszczyznę z zadaniem likwidacji polskiego podziemia zbrojnego i działo się to niecałe 400 km od Auschwitz. Belgijscy esesmani stacjonowali również w Dębicy, czyli niecałe 200 km od tego obozu zagłady. Jak to się stało, że maleńka Belgia wydała na świat tysiące esesmanów, a Polska ani jednego? Myślę, że z potomków tamtych kolaborantów i zbrodniarzy można by dzisiaj w Belgii utworzyć wielotysięczną kolumnę marszową. W Polsce, tępaku Verhofstadt, nie ma potomków esesmanów, bo Polacy nie kolaborowali z niemieckimi zbrodniarzami i ludobójcami.
Guy Vershofstadt powinien stanąć przed sądem za publiczne szkalowanie polskiego narodu, ale jak przystało na śmierdzącego lewackiego tchórza, o ile tylko będzie to możliwe, schowa się za immunitetem europosła i dalej będzie szczekał na Polskę zza brukselskiego węgła. No cóż, kłamstwo zawsze było bronią tchórzy.
PS Bardziej wrażliwych Czytelników przepraszam za tego „bydlaka”, ale w przypadku Verhofstadta trudno było mi znaleźć odpowiedniejsze określenie.
