za: https://marucha.wordpress.com/2016/04/02/polityczny-petrus-pan-zagrabil-media/#more-57169
Lusia Ogińska
Szanowny Panie Redaktorze!
Polityczny Petruś Pan zagrabił media. Jest wszędzie, wypowiada się o wszystkim, nawet o tym, o czym nie ma bladego pojęcia, czyli o kierowaniu państwem.
Petruś Pan kieruje się celebrycką zasadą: nie ważne, co o nas mówią – ważne, że mówią. O Petrusiu Panu nikt by słowa nie powiedział, więc sam musi się promować. Orka na ugorze!
Oj, Petrusiu Panie, wróćże pan do bankowej buchalterii, bo dziś, jak nigdy, rządowi jest potrzebna mądra opozycja służąca Polsce, a nie taka, która mówi: Nie – na wszystko co rząd robi! A gdy ktoś pyta, dlaczego nie?, Petruś Pan odpowiada – bo nie!
Według bankowego buchaltera Petrusia Pana opozycja musi służyć interesom bankowych mafii. Petruś Pan, zgodnie ze swoimi dziecinnymi marzeniami uznał, że „ząd jest bzydki” i pojechał w świat, na Zachód, aby zgodnie z moralnymi zasadami Komitetu Obrony Donosicieli, poskarżyć się na legalny polski rząd! Nie przejmuje się tym, że na umiłowanym Zachodzie nie wpuścili go do salonu, że przyjęli go w sieni, wytarli mu nosek, dali lizaka i pozwolili mu pyskować mądrzejszym od siebie.
Zabawny jest ten balcerowiczowski przedszkolaczek tańczący na politycznym balu, na którym sam sobie depcze po nogach. Petruś Pan – samozwańczy lider opozycji – myśli, że gdy stanie na paluszkach, zamknie oczęta, uśmiechnie się jak dziewica, gdy wypowie parę okrągłych zdań, to ziemia się zatrzęsie w posadach. O takich jak on marszałek Piłsudski mówił w Sejmie, w czerwcu 1930 r.:
Pieprzycie, panowie, pieprzycie i nic z tego pieprzenia nie wynika!
Mądrość i Głupota
Raz pani Mądrość szła piechotą,
krokiem rozważnym, jak to ona,
nagle zderzyła się z Głupotą,
która stanęła zaskoczona:
– O, pani Mądrość? O!… To pani!
To wprost jest nie do uwierzenia,
wiem, wiem, że pani ma mnie za nic,
a przecież dzisiaj ja świat zmieniam!
Mnie zapraszają na bankiety,
ważne narady, wielkie bale,
a pani, pani… no, niestety
nie zapraszają pani wcale…
Bo pani Mądrość jest jak kurz,
który nam wadzi i przeszkadza,
pani jest światu zbędna już…
Proszę wybaczyć, szczerze gadam!
Ja, proszę pani, jestem sielska,
i śliczna jestem, także słodka,
i dodam, że obywatelska,
choć niekoniecznie patriotka….
A pani Mądrość kwiat zerwała,
gwiazdeczkę z ziemi, cny rumianek
ostatnich słów nie usłyszała,
bo cicho nucąc, wiła wianek.
Głupota wzdycha: – Świat się zmienia,
przy pani milknę ze wzruszenia,
choć pani, pani ma mnie za nic,
pani, jak ja, też nie zna granic!
Och, och… czy pani życia nie żal?
Boją się pani, gardzą panią….
Ja, jak rusałka ciągle świeża,
dlatego ludzie mnie kochają!
Tu pani Mądrość muszki zdjęła,
z listków srebrzystych w pajęczynie,
spojrzała na nie i szepnęła:
– Ból minie, już za chwilkę minie!
Głupota znowu: – Jestem szczera,
więc powiem: jest mi pani żal!
Niech pani ze mną pójdzie teraz
w pochodzie, w KODzie
na nasz bal!
Mądrość odeszła…
za nią życie
gdzieś sine wrony kraczą,
bo bal z Głupotą już się zaczął.
A za Mądrością wyje życie,
tego skowytu nie słyszycie,
bo na tym balu też tańczycie…
Z uszanowaniem
Lusia Ogińska