za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18009&Itemid=80
Antonio Socci „Non è Francesco” („To nie Franciszek”)
[Po polsku zmieniono tytuł na: „Czy to naprawdę Franciszek?”]
Skoro mowa o kapłanach i dyskomforcie, jaki można odczuwać, słuchając ich nauczania, przypomnijmy, że przestają być nauczycielami ci, którzy nie przemawiają językiem Kościoła i przypomnijmy, że istnieje «nieomylność» odbita, czyli zdolność odrzucenia nauk niezgodnych z wiarą naturalną i instynktowną u dusz pokornie kochających Boga. ks. Divo Barsottii
23 kwietnia 2014 roku w Internecie rozchodzi się wiadomość: Papież znów zadzwonił. Tym razem do Argentynki Jaqueliny, która we wrześniu napisała do swego słynnego rodaka, wyrażając swoje niezadowolenie z faktu, że mając ślub cywilny z rozwodnikiem, nie może przystępować do komunii.
Papież miał powiedzieć kobiecie, żeby «spokojnie przyjmowała komunię, bo nie robi nic złego» i że ją rozumie, bo to „jest temat, o którym się dyskutuje w Watykanie”.
Być może nie ma już o czym dyskutować w Watykanie, skoro papież osobiście przekłada na praktykę, bez oporów, podczas rozmowy przez telefon, «rewolucję» lansowaną przez Kaspera.
Kobieta relacjonowała po rozmowie, że «ojciec Bergoglio» (jak przedstawił się przez telefon) zasugerował jej, by udała się do innej parafii, gdzie ksiądz jej nie zna. Bergoglio dodał sarkastycznie, że «niektórzy księża są bardziej papiescy od papieża».
Być może oni by na to odparli, że są po prostu katolickimi kapłanami i że są jedynie posłuszni Kościołowi, papieżowi (a w każdym razie wszystkim poprzednim papieżom) oraz wiążącym przepisom.
Najbardziej w tym wszystkim zdumiewa fakt, że ze strony Stolicy Apostolskiej nie było potem ani słowa sprostowania.
Oto relacja agencji Zenith: «Watykan nie zaprzeczył i nie potwierdził, że Ojciec Święty wykonał prywatny telefon”. Jak zwykle ojciec Federico Lombardi, dyrektor watykańskiej Sala Stampa, zbagatelizował zajście: „Takie telefony miały już miejsce w ramach osobistych relacji duszpasterskich papieża Franciszka” – oświadczył rzecznik – a „ponieważ absolutnie nie ma tu mowy o publicznej działalności papieża, proszę nie oczekiwać informacji lub komentarzy od Sala Stampa. .. Relacje rozpowszechnione o tym zdarzeniu wyszły poza właściwy zakres osobistych kontaktów, zostały nagłośnione przez media i nie można potwierdzić ich wiarygodności, przez co stają się źródłem nieporozumień i zamieszania”. Jezuita skomentował na koniec: „Wypada zatem unikać wyciągania z tego zdarzenia wniosków co do nauczania Kościoła” ».
Aby uzyskać pełen obraz «przypadku Bergoglio», nie możemy unikać wyciągania wniosków z tego zdarzenia.
Z drugiej strony okazuje się, że już jako biskup stosował swoją własną regułę. Ujawnił to ojciec Pepe Di Paola, «uliczny ksiądz», bardzo bliski biskupowi Bergoglio, od lat duszpasterzujący w dzielnicach biedoty (villas).
13 marca 2014 roku redaktor «Il Resto dei Carlino» opublikował wywiad o jego pracy. Pytanie: «W villas większość ludności żyje bez ślubu, a jednak wy udzielacie wszystkim komunii. Kardynał o tym wiedział?».
Ojciec Pepe odpowiada: „Jasne, że wiedział. Taka właśnie jest Ameryka Łacińska. Robiliśmy rekolekcje dla par współżyjących i nie współżyjących, a on w tym też uczestniczył i wiedzieliśmy, że wiele z tych par żyje bez ślubu. Ale z biegiem czasu większość z nich wzięła ślub».
Redaktor dopytuje: «A sakramentów im udzielacie bez problemów?». Argentyński ksiądz odpowiada: «Szanujemy ludzi. Jeśli ktoś chce komunii, udzielamy jej, a jeżeli chce sakramentów, to my ich też udzielamy. Bergoglio nam mówił, żeby używać konstruktywnego języka i nie zaczynać rozmowy od słów: „Tego nie można zrobić i tamtego też się nie da”».
Ojciec Pepe dodaje pewną interesującą refleksję o kardynale Bergoglio: «Zabrał do Rzymu swoje przekonania, swoją koncepcję Kościoła i tego, co dobre dla Kościoła, ale teraz jest znacznie bardziej komunikatywny. Tutaj, w Buenos Aires, nie był w tym za dobry».
Pokornie zwracam uwagę, że ojciec Pepe się myli. Żaden papież nie może afirmować «swojej koncepcji Kościoła», ponieważ Kościół należy do Chrystusa. Kościół bierze początek z Jego boku, a papieże mają służyć projektowi Kościoła, jaki ma Chrystus, a nie własnym koncepcjom.
Z jakiegoś tajemniczego powodu właśnie sakrament Eucharystii znajduje się w centrum problemów za pontyfikatu papieża Franciszka. To ten sakrament jest osią synodu o rodzinie i widocznych już sporów.
Ale to nie wszystko. W Evangelii gaudium (paragraf 47) papież Bergoglio zapowiada przyszłość, w której jeżeli dobrze rozumiemy – dostęp do Eucharystii będzie powszechny, bez potrzeby łaski Bożej przychodzącej przez spowiedź. Byłby to rodzaj trzęsienia ziemi, wstrząsu w samych fundamentach Kościoła.
Rewolucja taka byłaby rzeczywiście ogłoszonym przez Scalfariego «zniesieniem grzechu», tylko że papież Bergoglio nie wyjaśnia wartości, jaką przypisuje jasnym słowom św. Pawła: «Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije» (1 Kor 11, 27-29).5 .
Kościół nigdy nie zdoła pozbyć się Pisma Świętego z tymi prostymi słowami Apostoła o warunkach przystępowania do sakramentu komunii.
Skoro już mowa o Eucharystii, to niektórzy nie bez zgorszenia zaobserwowali, jak Franciszek w czasie mszy świętej nie wykonuje przewidzianych w liturgii przyklęknięć przed Najświętszym Sakramentem. Furorę w sieci, jak świat długi i szeroki – pisałem o tym we wstępie zrobił list do papieża autorstwa Lucrecii Rego de Planas. Listowi temu jego autorka zawdzięcza popularność w Kościele latynoamerykańskim. Pani profesor napisała:
Gdy poznałam Cię w czasie rekolekcji, gdy byłeś jeszcze kardynałem Bergoglio, byłam zdumiona tym, że nigdy nie zachowywałeś się tak jak inni kardynałowie i biskupi. Aby przytoczyć kilka przykładów: Byłeś jedynym, który nie przyklękał przed tabernakulum lub podczas konsekracji. … Nie mogę przyklasnąć papieżowi, który nie klęka W momencie konsekracji, jak każe obrzęd mszy. Nie mogę go jednak krytykować, bo jest papieżem! Benedykt XVI w Redemptionis sacramentum prosił nas, abyśmy informowali biskupa o niewierności i błędach w liturgii, na której byliśmy. Ale … kogo mam informować, skoro sam papież nie respektuje rytuału?
Sandro Magister napisał:
Szczytem tej odmienności była msza odprawiona przez Franciszka na plaży Copacabana na zakończenie Światowego Dnia Młodzieży w Rio de Janeiro z całym tym «musicalem» wdzierającym się w samo serce liturgii, z solistami, chórami i stadionowym skandowaniem. Ale nawet abstrahując od tych ekscesów, w stylu celebracji obecnego papieża powtarzają się elementy, które przykro zaskoczyły niektórych wiernych. W czasie mszy, po konsekracji chleba i wina, papież Franciszek nigdy nie przyklęka, zgodnie przepisem liturgicznym, a jedynie się skłania. W Rio de Janeiro, podczas nocnego czuwania transmitowanego na cały świat, odbywała się adoracja Najświętszego Sakramentu. On ani razu nie ukląkł, zawsze stał albo siedział.
Również podczas rzymskiej procesji Bożego Ciała, klasycznym wydarzeniu religijnym z udziałem papieży, w czerwcu 2014 roku papież Franciszek przyszedł dopiero na koniec. Kiedy w czasie adoracji eucharystycznej wszyscy obecni, lud i hierarchowie, adorowali i modlili się na kolanach, on cały czas stał przed monstrancją.
Pisano, że nie klęka, bo ma problemy z biodrem. To na pewno prawda. Ale mimo to przy wielu innych okazjach klękał. Na przykład umywając nogi w Wielki Czwartek, podczas czuwania modlitewnego o pokój 7 września 2013 roku albo kiedy w Bazylice św. Piotra ukląkł w konfesjonale i wyspowiadał się.
Prawdę mówiąc, klękał w sytuacjach, kiedy biskupowi katolickiemu nie wypadało. Na przykład podczas spotkania na zjeździe zielonoświątkowców w roku 2006 na stadionie Luna Park w Buenos Aires. Nawet w Internecie są zdjęcia kardynała Bergoglio klęczącego na ziemi, kiedy pastorzy zielonoświątkowi nakładają na niego ręce.
Pozostawmy to zdumiewające «nałożenie rąk» zielonoświątkowców na kardynała. Klęczy, i to długo.
Czy to możliwe, żeby problemy z biodrem pojawiały się zawsze i tylko przed Najświętszym Sakramentem?
Nie podważamy naturalnie osobistej pobożności eucharystycznej ojca Bergoglio, który opowiadał, jak bardzo przeżywa swoje dziecięce oddanie Panu właśnie przed tabernakulum .
Pytania dotyczą synodu i kierunku, jaki ma obrać Kościół. Czy epoka papieża Bergoglio ma w swym centrum kwestię Eucharystii, która jest sercem Kościoła katolickiego?
Kiedy się nad tym zastanawiałem, przypomniała mi się sprawa, o której opowiedziałem (jako pierwszy dziennikarz włoskich gazet) w artykule dla «Libero» z 27 czerwca 2013 roku.
Papież Franciszek został wybrany zaledwie przed trzema miesiącami, a ja osobiście zawsze byłem do niego dobrze nastawiony. W Sieci natknąłem się na nieznany cud eucharystyczny, który wydarzył się akurat w Buenos Aires za czasów pasterzowania kardynała Bergoglio.
Zrobiłem z tego story na podstawie szczegółów wybadanych na miejscu przez kolegów.
Historia była fascynująca. Ja tylko nie rozumiałem jej znaczenia. Dopiero w ostatnim okresie je uchwyciłem. Mam przekonanie, że był to autentyczny znak z nieba dla «ojca Bergoglio», ale nie da się powiedzieć, że ten znak został przyjęty, albo przynajmniej zrozumiany przez samego adresata.. A więc w 2013 roku napisałem tak:
W osobistej historii kardynała Bergoglio zdarzył się pewien «znak», dotychczas nieznany. Zdarzył się, zanim ojciec Bergoglio został arcybiskupem Buenos Aires, ale miał też miejsce później, w kościele parafialnym Matki Boskiej W centrum Buenos Aires, między dzielnicami Almagro i Caballito. Z woli proboszcza i wiernych nie robiono wokół tego medialnego szumu.
Ale wiadomość teraz już się rozchodzi. Pierwsza rewelacja naruszająca ciszę wokół sprawy ukazała się na stronie «Love one another», a jej autorem był ojciec M. Piotrowski SChr. Streszczę, co napisał:
Był 18 sierpnia 1996 roku, godzina 19. Pod koniec mszy ojciec Alejandro Pezet zobaczył, że podchodzi wierny z hostią (ewidentnie sprofanowaną) znalezioną w jakimś kącie kościoła.
Kapłan postąpił zgodnie z praktyką, włożył partykułę do pojemnika z wodą i złożył w tabernakulum. Wszelako po kilku dniach, 26 sierpnia, ze zdumieniem spostrzegł, że partykuła, zamiast się rozpuścić, zamieniła się W kawałek krwawiącego ciała.
W tej sytuacji proboszcz – jak dalej relacjonuje ojciec Piotrowski – miał powiadomić ojca Bergoglio, który był biskupem pomocniczym arcybiskupa Antonio Quarracino. Otrzymał od niego polecenie sfotografowania zdarzenia i zamknięcia Hostii w tabernakulum.
Po pewnym czasie biskup pomocniczy został arcybiskupem i stwierdził, że nie ma oznak rozkładu partykuły. Postanowił to tajemnicze zjawisko oddać do analizy.
5 października 1999 roku przeprowadzono całą procedurę. W obecności wysłanników arcybiskupa doktor Castañón pobrał próbkę fragmentu ciała i wysłał je do amerykańskiego laboratorium, nie powiadamiając o pochodzeniu obiektu.
W laboratorium doktor Frederick Zugibe, kardiolog i specjalista medycyny sądowej stwierdził, że jest to tkanka ludzka. Według Piotrowskiego, dokonał on następującej, wstrząsającej analizy:
«Analizowany materiał jest wycinkiem mięśnia sercowego ze ściany lewej komory w pobliżu zastawek. Mięsień ten odpowiada za skurcze serca. Należy przypomnieć, że lewa komora serca tłoczy krew do wszystkich części ciała. Badany mięsień sercowy jest w stanie zapalnym i zawiera znaczną liczbę białych krwinek. To oznacza, że serce było żywe w momencie pobrania próbki… ponieważ białe krwinki umierają poza żywym organizmem… Ponadto krwinki te wniknęły w tkankę, a to znaczy, że serce poddane było poważnemu tępemu urazowi, jak gdyby właściciel był uderzony w klatkę piersiową».
Świadkami tej analizy byli dwaj Australijczycy dziennikarz Mike Willesee i adwokat Ron Tesoriero, którzy dopytywali, ile czasu mogły przetrwać białe krwinki, gdyby były w wycinku ciała trzymanym w wodzie.
Odpowiedź brzmiała: «Kilka minut». Kiedy doktor Zugibe dowiedział się od obydwu, że materiał przez miesiąc znajdował się w wodzie, a przez trzy lata w wodzie destylowanej, zdumiał się. Jeszcze bardziej wstrząsnęła nim informacja od doktora Castañona, że ten wycinek ludzkiego «żywego» serca pierwotnie był hostią, to znaczy ułomkiem konsekrowanego chleba.
Zastanawiali się, jak kawałek chleba mógł stać się wycinkiem serca ludzkiego, a jeszcze bardziej, jak obiekt ten, pobrany W 1996 roku – a musiał by być w sposób oczywisty pobrany ze zwłok ludzkich – mógł żyć jeszcze po trzech latach.
Artykuł Piotrowskiego w dalszym ciągu opowiada o rozgłosie, jaki cud zyskał w Australii, gdzie wiadomość ta rozeszła się i była wyjaśniana przez wskazane wyżej osoby.
Artykuł ten zaczął krążyć w Sieci, ukazując się na stronach katolickich w tłumaczeniach i robił wszędzie wielkie wrażenie. Ja sprawdziłem sprawę na miejscu, w Buenos Aires, i odkryłem, że historia ta jest tu jeszcze bardziej znana, chociaż z nieco odmiennymi detalami.
Okazało się, że «znaków» jest znacznie więcej niż jeden i że wszystko zaczyna się W maju 1992 roku, w tym samym miesiącu, w którym Bergoglio został mianowany biskupem pomocniczym Buenos Aires.
1 maja tamtego roku – był to piątek – dwa kawałki hostii znaleziono na korporale w tabernakulum. Na polecenie proboszcza włożono je do pojemnika z wodą i wstawiono do tabernakulum. Mijały dni i partykuły się nie rozpuszczały.
W piątek 8 maja zauważono, że oba fragmenty nabrały krwistoczerwonej barwy.
W niedzielę 10 maja podczas wieczornych mszy dostrzeżono krople krwi na patenie, talerzyku, na którym kładzie się hostię.
W niedzielę 24 lipca 1994 roku, kiedy celebrans podczas mszy brał kielich z tabernakulum, zauważono, że kropla krwi spływa z wewnętrznej ścianki tabernakulum. Po tych znakach nastąpiły wydarzenia z sierpnia 1996 roku, o których mówiliśmy. Okazuje się jednak, że ich początek miał miejsce nie 18, tylko 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Kiedy potem spostrzeżono niespotykaną metamorfozę tej partykuły, poinformowano bezpośrednio arcybiskupa Quarracino.
To on zalecił najwyższy stopień dyskrecji, dał wskazówki co do przechowywania fragmentów i zarządził zredagowanie sprawozdania ze zdarzeń, sfotografowania wszystkiego i dogłębnego przebadania. Następnie przesłano to wszystko do Rzymu.
Jakie badania przeprowadzono? .
W 1992 roku krew oddano do analizy miejscowej lekarce, parafiance, oraz innym hematologom. Wszyscy stwierdzili, że jest to krew ludzka.
W roku 1999 – trzymam się tego, co wiem – arcybiskup Bergoglio (który zajął się sprawą dopiero w czerwcu 1997 roku, kiedy tylko został koadiutorem archidiecezji) zlecił dokładniejsze analizy obydwu przypadków – z 1992 i 1996 roku – w Stanach Zjednoczonych. Wszystko odbyło się w roku 2000.
Analizy wykonano w Kalifornii według procedur stosowanych w śledztwach FBI. Następny szczegół dotyczy próbki z 1992 roku, która zawierała również fragmenty ludzkiej skóry. Przeprowadzono analizę W nowojorskim laboratorium, uzyskując podobnie wstrząsający wynik, jaki znamy z badania próbki z 1996 roku.
Oczywiste jest, że każdy cud eucharystyczny (a było ich wiele na przestrzeni wieków) jest dla katolików wielkim znakiem tego cudu, który zdarza się codziennie – przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa.
Na podstawie niedokładnych doniesień tradycjonaliści oskarżają biskupa Bergoglio, że zanadto unikał rozgłosu, zamiast uczynić z cudu sztandar.
Tymczasem on W tej sprawie wykazał się doskonale zaletami duszpasterza. Przede wszystkim to arcybiskup Quarracino zajmował się cudem w pierwszych latach i zalecał roztropną dyskrecję. Bergoglio zatem przestrzegał kryteriów narzuconych przez Święte Oficjum w dokumencie Discernimento nelle apparizioni e rivelazioni z 1978 roku.
Ponadto zlecił wszelkie analizy naukowe, aby zrozumieć, co się stało i – wsłuchując się w życzenie parafii, w której tajemnicze zdarzenia miały miejsce – pomógł wspólnocie zrozumieć je zgodnie z wiarą Kościoła, podsycając pobożność eucharystyczną.
Sam zaś przybywał tam kilka razy do roku, aby adorować Najświętszy Sakrament. Z czasem adoracja nabrała charakteru nieustającego i gromadziła wzrastający stale zastęp parafian. Mówiono też o cudownych wydarzeniach.
«Odcisk stopy» jest znakiem Przechodzącego. Pragnieniem kardynała Bergoglio było unaocznienie przychodzącym na adorację, że Pan zbliża się do każdego, wchodzi w sam środek życia i pozostawia we wszystkich swój ślad. Kardynał zatem nalegał, aby tej adoracji nie zamieniać w obrzęd, lecz aby się wzruszać, zdumieć się Jezusem i prosić Go o niezatarty odcisk w sercu.
Łatwo zauważyć, że w tym artykule ze wszystkich sił starałem się bronić papieża Bergoglio, lecz wypada uznać za wyjątkowo znaczący fakt, iż ten cud eucharystyczny pozostał niemalże nieznany.
W tradycji Kościoła zawsze obwieszczano wszystkim takie wypadki i stawały się one ośrodkami wielkiej ludowej pobożności.
Jeszcze bardziej niepokojące wnioski przychodzą na myśl, gdy zastanawiamy się czy i jak kardynał Bergoglio, sprawując rządy w archidiecezji oraz potem, jako «biskup rzymski», potwierdzał «odbiór» komunikatu z Nieba, który mnie wydaje się skierowany osobiście do niego.
Pewne jest, że w Kościele katolickim Eucharystia jest sercem wszystkiego, a bez niej (bez stosownego umieszczenia jej w centrum adoracji, medytacji i bez miłości do niej) wszystko traci sens. Jeżeli Eucharystii nie szanuje się i nie kocha, Kościół rozpada się i traci głębię.
Wielki święty Bonawentura tak pisał w twardych słowach, w dzisiejszej kulturze wręcz niestosownych: «Zabierz z Kościoła ten Sakrament, a co ci zostanie w świecie poza błędem i niewiernością? A lud chrześcijański stanie się rozproszonym stadkiem świń czczących bałwany, jak to widać jasno u niewiernych».
Zmieniony ( 06.05.2016. )