[ Takich skandali nie powinno już być. Chyba jednak kasta sędziowska sama się nie oczyści. J.B. ]

Z czasów III RP zostały w mojej pamięci trzy stwierdzenia klucze. Bazując na nich ośrodki kształtowania opinii społecznej skupione wokół Adama Michnika i jego „Gazety Wyborczej” budowały okrągłostołową propagandę. Te hasła powtarzały w kółko i przy każdej okazji tzw. autorytety, z których część, jak np. Andrzej Szczypiorski czy ksiądz Michał Czajkowski, okazała się czasem tajnymi współpracownikami komunistycznej bezpieki.
Hasła te to: „pacta sunt servanta” przypomniane przez Bronisława Geremka, „o zmarłych nie mówi się źle” i „wyroków sądów się nie komentuje”. Wszystkie trzy sentencje miały wspólny mianownik. Służyły części elit solidarnościowych, które w symbiozie z komunistami tworzyły III RP do kneblowanie ust krytykom niesprawiedliwości, będącej konsekwencją porozumienia okrągłostołowego.
Geremkowskie umowy są święte. Symbolizowały wykluczenie z debaty publicznej jakiejkolwiek dyskusji nad postanowieniami umów w Magdalence i przy Okrągłym Stole. Powiedzenie „o zmarłych nie mówi się źle” wyciągano niczym królika z kapelusza, kiedy zmarł jakiś komunistyczny święty i chowano go z honorami na Powązkach, podczas kiedy zasłużeni działacze byłej „Solidarności” musieli zadowalać się zwykłym pochówkiem na lokalnych cmentarzach. I wreszcie – „wyroków sadów się nie komentuje”. Używanie tej sentencji chyba najbardziej krzywdziło poczucie sprawiedliwości, kiedy taka kreatura jak Stanisław Kociołek – kat Trójmiasta – została uniewinniona z zarzutu kierowniczego sprawstwa zabójstwa robotników w Gdańsku podczas wydarzeń Grudnia 1970 roku.
Nawiasem mówiąc, też spoczął na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Leży nieopodal płk Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. W jego przypadku modelowo zagrały aż trzy sentencje na raz. U ludzi przyzwoitych, dochowujących wartości, krew się gotowała.
Ale cóż mogli zrobić kiedy medialny mainstream wmawiał im, że tak jest dobrze i idźmy do przodu nie rozdrapując starych ran. Kolejny proces i kolejna farsa w postokrągłostołowym duchu. Wyrok niezawisłego sądu: 2 lata w zawieszeniu po kilkunastu latach procesu dla Czesława Kiszczaka. Zarzut – odpowiedzialność za śmierć niemal 100 ludzi.
W dodatku sędzia Anna Wielgolewska chciała utajnić rozprawę szefa polskiego GPUprawdopodobnie z intencją nie wzbudzania niezdrowych emocji w społeczeństwie.W końcu znalazł się Zygmunt Miernik, działacz byłej „Solidarności”, internowany w czasie stanu wojennego na 4 miesiące, dziś reprezentujący ruch „Niezłomni”, który w swojej bezsilnej wściekłości cisnął tortem w wychodzącą z sali przewodniczącą.
Pamiętam, że jak oglądałem w Wiadomościach te zajście, pojawiło się u mnie uczucie ulgi. W końcu znalazł się ktoś, kto właściwie potraktował pseudo wymiar sprawiedliwości. Jak się teraz okazało czyn Miernika niósł w sobie spory potencjał odwagi.
W pierwszej instancji za swój czyn dostał karę dwóch miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. W dodatku został skazany przez tę samą sędzię, która została poszkodowana i wszelkie próby zmiany składu, by nie sądzić we własnej sprawie, zakończyły się fiaskiem. Czyli sądzić we własnej sprawie można, ale komentować takiego wyroku już nie.
Gdyby tego było mało, w apelacji trzech przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości podniosło wyrok dla Zygmunta Miernika do 10 miesięcy bezwzględnego więzienia.Skazany ma się stawić za 10 dni w zakładzie zamkniętym celem odbycia kary. Skończyły się czasy, kiedy stojące na baczność przed „Gazetą Wyborczą” massmedia nie komentowały wyroków.
Skomentuję więc z całą satysfakcją. Wbrew pozorom nie jestem zwolennikiem okładania sędziów tortem. Miernikowi należała się kara za obrazę sądu. Ale kara symboliczna, bowiem okoliczności wskazywały, że za swą postawę działacz byłej „Solidarności” powinien dostać również medal. Sprawą Miernika na szczęście zainteresowali się posłowie: prof. Jacek Kurzępa, Andrzej Melak, Janusz Sanocki, a także Kornel Morawiecki.
Mają złożyć interpelacje do ministra sprawiedliwości z prośbą o kasację sprawy. Całkowicie popieram ten pomysł i przyłączam się do wniosku. Inaczej panie ministrze polskie sądownictwo będzie dalej nosiło twarz sędziego Tuleyi.
