Polski „obóz świętych”. Czyli o strzelaniu i dostępie do broni słów kilka


z:   http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4125-polski-oboz-swietych-czyli-o-strzelaniu-i-dostepie-do-broni-slow-kilka

Piotr Lewandowski

fot: pixabay.com fot: pixabay.com

Trzeba nam powszechnego dostępu do posiadania i noszenia broni, tak by „twierdzą był nam każdy próg”. A w zasadzie nie tyle „próg”, ile mobilną „twierdzą” winien być każdy dorosły obywatel. Obowiązkowe lekcje strzelania i obchodzenia się z bronią muszą wejść do szkolnych programów nauczania, przynajmniej od poziomu szkoły średniej. To wszystko jest potrzebne nie tylko po to, by przetrwać, ale również po to, by w odpowiednim momencie to właśnie z Polski wyszła Wielka Europejska Rekonkwista.

Zapewne wielu z Państwa czytało już o tragifarsie, będącej pokłosiem lipcowego zamachu w Monachium. Przypomnijmy, że 18-latek irańskiego pochodzenia, Ali David Sonboly, zastrzelił w centrum handlowym „Olympia” dziewięć osób i ranił 16. Posługiwać się miał przerobioną na ostrą amunicję atrapą glocka, miał przy sobie 300 sztuk amunicji, policjanci zaś na miejscu zdarzenia znaleźli 57 łusek. Nawiasem, całemu zajściu towarzyszą liczne niejasności. Nastolatek broń i amunicję miał zorganizować sobie w tzw. darknecie (syn taksówkarza i ekspedientki miał na to kasę?), rzekomo niepoczytalny wariat zamach planował skrupulatnie od roku, część świadków miała mówić o trzech zamachowcach posługujących się długą bronią, zaś sam morderca niczego nam już nie powie, bowiem usłużnie popełnił samobójstwo. Jak już kiedyś napisałem, słabo wierzę w tzw. samotnych szaleńców. Podobno uśmiercenie kogoś z broni krótkiej przez niewyszkolonego strzelca nie jest taką prostą sprawą, toteż podano nam do wierzenia, że Ali „wyszkolił” się sam, grając w komputerową strzelankę Counter Strike’a. Hmm… Też zdarzało mi się grywać w tzw. FPS-y (first person shooter) i nie bardzo wiem, jak miało by mi to pomóc w „realu”. Jako skromny okazjonalny użytkownik wiatrówki wiem tyle, że celowanie, nawet ze stosunkowo bliskiej odległości, do nieruchomej tarczy nie gwarantuje bynajmniej sukcesu. A tu mamy jeszcze przestrzeń publiczną i związany nieuchronnie ze strzelaniną chaos – krzyki, panika, zamieszanie, nerwy… I na 57 oddanych strzałów (przez amatora, zaznaczam), taka skuteczność? U znerwicowanego nastolatka ze zdiagnozowanym ADHD, stanami lękowymi i depresją? Glock to nie „kałach”, z którego można „siać” seriami. Celowanie jest czynnością wymagająca opanowania i precyzji, nade wszystko zaś – praktyki.

No dobrze, ale ja nie o tym. Tragifarsa zaczyna się w momencie, gdy Ali Sonboly wychodzi już z centrum handlowego. Wówczas z pobliskiego balkonu zaczyna nań wrzeszczeć okoliczny mieszkaniec, 57-letni Thomas Salbey. Przeklina, miota wyzwiskami, ciska w mordercę butelką piwa, którą akurat ma pod ręką – słowem, robi wszystko, by odciągnąć uwagę napastnika od kolejnych ofiar. Skutecznie, bo ten oddaje w kierunku balkonu kilka strzałów (niecelnych), po czym popełnia samobójstwo.

Kurtyna? A gdzie tam. Thomas Salbey stanie przed sądem, albowiem postawiono mu zarzut… „obrazy ze szkodą dla zmarłego”. Śledczy badają, czy wyzwiska pod adresem zamachowca nie przyczyniły się do jego samobójstwa. I to jest ten poziom absurdu, przy którym rozum normalnego człowieka zwyczajnie odmawia posłuszeństwa. Morderca, piorący do ludzi niczym do kaczek, miałby być nadwrażliwcem, którego kilka przekleństw przyprawia o rozstrój nerwowy zakończony targnięciem się na własne życie?

Cała sytuacja skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Po pierwsze, dobrym ruchem ze strony polskich władz byłoby wystąpienie z publiczną ofertą udzielenia owemu monachijczykowi azylu. Sądzę, że spotkałoby się to z przychylną reakcją wielu zwykłych Niemców, którzy mają już po dziurki w nosie samobójczej polityki Angeli Merkel.

Druga rzecz ma szerszy kontekst – otóż sytuacja nieuchronnie zmierza ku temu, że za jakiś czas będziemy graniczyli od zachodu z Kalifatem Europy, od wschodu zaś – wiadomo, Rosja potrafi być nieobliczalna, a i na Ukrainie w miarę postępów w gloryfikacji banderyzmu odżyć mogą antypolskie upiory. Trzeba być na to przygotowanym. Osobiście uważam, że Polska, aby przetrwać, musi stać się swoistym „obozem świętych” rodem z powieści Raspaila. Oznacza to, że powinniśmy być gotowi, by udzielić schronienia uchodźcom ze skazanej na zagładę, podbijanej przez islam „starej” Europy. Dalece nie wszyscy jej obywatele skłonni są poddać się lewackiej dyktaturze politycznej poprawności i malować kwiatki na chodnikach. Ci, którzy zachowali wolę oporu, mogą być dla nas cennym nabytkiem i współobywatelami. Polska ma kulturowe możliwości, o czym świadczą niedawne Światowe Dni Młodzieży – gdyby jeszcze ktoś ich uczestnikom cierpliwie wytłumaczył, że nie wystarczy poprzestać na radosnych pląsach spod znaku „kochajmy się”… Taki perswazyjny potencjał mogła mieć planowana inscenizacja odsieczy wiedeńskiej, do której niestety, finalnie nie doszło.

Nade wszystko jednak powinniśmy uzbroić się sami, a przykład szturmu ochotników (po kilka osób na miejsce) do tworzonej Obrony Terytorialnej pokazuje, że jest ogromna wola działania. Jednak i to mało – trzeba nam powszechnego dostępu do posiadania i noszenia broni, tak by „twierdzą był nam każdy próg”. A w zasadzie, nie tyle „próg”, ile mobilną „twierdzą” winien być każdy dorosły obywatel. Obowiązkowe lekcje strzelania i obchodzenia się z bronią muszą wejść do szkolnych programów nauczania, przynajmniej od poziomu szkoły średniej. To wszystko jest potrzebne nie tylko po to, by przetrwać, ale również po to, by w odpowiednim momencie to właśnie z Polski wyszła Wielka Europejska Rekonkwista.

—–