Janusz Tydda
A tymczasem w Stanach Zjednoczonych arena polityczna zaczyna coraz bardziej przypominać Polskę tuż po wygranej PiS w październiku 2015.
W obydwu wypadkach zasiedziałe „progresywne” elity, reprezentowane przez Partię Demokratyczną w Stanach a PO/PSL w Polsce, posiadające „monopol na prawdę” poparty kontrolą nad edukacją, mediami i znaczną częścią ekonomii były pewne zwycięstwa – a tu nagła i niespodziewana klapa.
Elity amerykańskie, podobnie jak i elity polskie, doznały szoku, kiedy uświadomiły sobie jasno, że lata ich pracy nad zabezpieczaniem sobie kontynuacji władzy uległy poważnemu uszczerbkowi a co gorsze nowi decydenci zrobią wszystko co jest w ich mocy by stare układy zdemontować bezpowrotnie.
W obydwu wypadkach ruszyła histeryczna kampania w mediach aby przekonać obywateli iż nowa władza, wybrana w demokratycznie ustanowionym procesie jest w jakiś sposób władzą uzurpatorską, narzuconą przez masy nieedukowanych prostaków, władzą wręcz kryminalną a z cała pewnością niedemokratyczną.
Przykładów z Polski nie będę to przytaczać, gdyż czytelnicy polscy doskonale znają te codzienne przewalanki, ale chciałbym tu wspomnieć o dwóch rewelacjach rozdmuchiwanych obecnie w mediach amerykańskich a dotyczących wygranej Donalda Trumpa.
Pierwsza, to nagłaśniany przez wszystkie amerykańskie a także międzynarodowe media głównego obiegu wątek rosyjskich haków do sieci komputerowych Komitetu Partii Demokratycznej jako przyczyny przegranej Hillary Clinton a drugi to rzekome haki, które rosyjskie służby mają na Donalda Trumpa i dzięki którym będą mogły mieć wielki wpływ na amerykańską politykę. Zarówno w pierwszym jak i drugim wypadku chodzi o zakwestionowanie uprawomocnienia wyboru nowego prezydenta i stworzenie precedensu do ewentualnego unieważnienia wyborów lub, w wypadku nieudanego unieważnienia, legitymizowania ciągłych protestów i zadym planowanych na przyszłość.
Zdaniem radykalnych „ekspertów”, podzielanego przez większość mediów, Hillary przegrała wybory ponieważ Rosjanie zhakowali serwery Demokratów orz personalne maile Podesty (menadżera kampanii wyborczej Clinton) i mogli udostępnić wszystkie tajne i poufne informacje do WikiLeaks. [link]
Historia przedziwna, ale aby nadać tej historii wierzytelności odchodzący prezydent Barack Obama wydalił z USA 35 rosyjskich dyplomatów co daje jeszcze gorsze świadectwo przywódcy, który przejdzie do historii jako jeden z najbardziej nieudolnych prezydentów amerykańskich.
Historia jest nieprawdopodobna nie dlatego, że Rosjanie nie mogliby zhakować amerykańskich serwerów ale dlatego, że jeszcze niedawno Dyrektor FBI zlekceważył jako niewystarczająco poważne dla prokuratury, udowodnione przestępstwo o charakterze państwowym popełnione przez Hillary Clinton.
Hillary jako Sekretarz Stanu, ustawiła sobie prywatny serwer mailowy, i używała go do korespondencji z Departamentem Stanu jak również do korespondencji prywatnej z pominięciem najbardziej podstawowych zasad bezpieczeństwa. Jak można było przewidzieć serwer ten został zhakowany już w marcu 2013 roku przez osobnika z rumuńskiej wsi o ksywie Guccifer. Jako konsekwencja tego naruszenia podstawowych zasad bezpieczeństwa tysiące maili zostało opublikowanych przez Russia Today, Prawda, Moscow Time a także, między innymi, wykorzystanych przez dziennikarza Paula Gregory piszącego dla Forbes. [link]
Wyjawione przez maile konszachty i nieczysta gra Hillary Clinton, które w praktyce kosztowały życie czterech pracowników dyplomacji amerykańskiej, nie przeszkodziły jednak Partii Demokratycznej aby poprzeć jej kandydaturę prezydencką ani też specjalnie zaszkodzić jej popularności wśród potencjalnych wyborców. Być może stało się tak dlatego, iż media głównego nurtu w większości ignorowały a często tuszowały całą aferę.
Domniemane rosyjskie haki maili, stały się problemem dla Demokratów, w momencie kiedy Clinton przegrała wybory prezydenckie. Co jest bardziej zadziwiające to to, że media i najrozmaitsze osobistości ze świty popleczników Hillary Clinton nie wydają się razić jej ujawnione krętactwa wyborcze, kłamstwa i wulgarny język ale fakt że były one ujawnione nielegalnie przez rosyjskich hakerów. Nie można oprzeć się porównaniu tej sytuacji do aferezy taśmowej spod znaku „Sowa i Przyjaciele”.
Nie chcę wdawać się tutaj w dywagacje na tematy technicznych umiejętności wywiadu rosyjskiego w zacieraniu śladów po hakowaniu ale ogólne wnioski mogłyby być następujące:
- Rosjanie nie grzeszą takowymi umiejętnościami (bardzo mało prawdopodobne) skoro CIA mogło orzec w przeciągu kilku dni kto włamywał się na serwery Komitetu Partii Demokratycznej.
- Rosjanie z jakichś powodów chcieli by ślady wskazywały na ich działalność.
- Było to zwykłe zatajenie przez rząd Obamy źródeł prawdziwych przecieków i jednoczesna próba odwrócenia uwagi od karygodnego zachowania Hillary Clinton, Johna Podesty i całego aparatu Partii Demokratycznej. Dodatkowo, Dyrektor CIA John O. Brennan zgodził się z narzuconą wolą ciągle jeszcze rządzącego prezydenta aby haki (jeśli w ogóle były) zostały rozpoznane jako rosyjskie (oficjalny raport wywiadu amerykańskiego wydaję się być szczególnie enigmatyczny i konkluzje z niego wyciągnięte są bardziej zgadywaniem a nie twardymi dowodami rzeczowymi). [link]
Tak czy inaczej konkluzje dotyczące tzw. „haków rosyjskich” i ich wpływu na wybory prezydenckie mogą być tylko hipotetyczne – one tylko mogły mieć wpływ. Mogły ale nie musiały przy czym jeśli nawet miały to ze względu na charakter kandydatki Clinton a nie dlatego, że zrobili to Rosjanie, czy też jak twierdzi Julian Assange pewni, rozczarowani jej zachowaniem współpracownicy.
Druga sensacja rozdmuchiwana przez media od ponad tygodnia to afera Trumpa w Moskwie, który według „wiarygodnych świadków” przebywał w tym samym pokoju hotelowym, w którym gościem był uprzednio sam Barack Obama, podczas swojej oficjalnej wizyty w Rosji. Według tej zupełnie konfabulowanej historii Trump, z czystej nienawiści do Obamy, wynająć miał dwie panie prostytutki, i zapłacił im sowicie za „zaznaczenie złotym deszczykiem” łoża hotelowego, w którym niegdyś spać miała para prezydencka.
Czołowe media głównego obiegu tak amerykańskie jak i europejskie (z Gazetą Wyborczą włącznie) natychmiast podchwyciły ten rynsztokowy wątek nie siląc się nawet na jakąkolwiek weryfikację wydarzeń, chociaż tym razem wszystko wskazuje na fakt, że to właśnie klasyczna rosyjska dezinformacja w najlepszym wydaniu KGB/FSB. [link]
Głównym źródłem tych rewelacji okazała się londyńska prywatna firma Orbis Business Intelligence Ltd założona przez byłego pracownika brytyjskiego MI6 Christophera Steele, specjalizująca się w udostępnianiu informacji i reportów na zamówione tematy między innym dla firm szukających możliwości inwestycyjnych w Rosji, polityków lub też dla mediów szukających, poufnych wiadomości z tego kraju. Nie muszę podkreślać, że firmy takie są używane przez wywiad rosyjski dla rozpowszechnianie dezinformacji na Zachodzie. Im bardziej nieprawdopodobna historia tym łatwiej naiwnym dziennikarzom zachodnim w nią uwierzyć. W tym wypadku Orbis Business Intelligence Ltd, podała poufne wiadomości przekazane od dobrze poinformowanego rosyjskiego urzędnika (oczywiście bez podania imienia ażeby nie dekonspirować źródła).
http://www.hudson.org/research/13233-the-trump-report-is-a-russian-provocation
Oprócz samego rynsztokowego kontekstu mającego skompromitowanie samego charakteru Trumpa, report ten sugeruje, że Putin ma na niego haki a zatem Trump będzie robił co Putin mu robić każe.
Problem z tą teorią oczywiście polega na na tym iż, żaden z biznesów należących do Donalda Trumpa nie ma udowodnionych koneksji z Rosją ani biznesem rosyjskim.
Niestety nie można powiedzieć tego o Hillary Clinton, której fundacja (Clinton Fundation) otrzymała od biznesmenów mających powiązania z Rosją sumy w okolicach 145 milionów dolarów w zamian za przyznanie Rosji praw do 20% udziałów w amerykańskich zasobach uranu (odbyło się to w okresie kiedy Clinton była Sekretarzem Stanu). [link]
Wbrew nadziejom, a także temu co może wydawać się wielu spośród tak zwanych konserwatystów, wygrana Donalda Trumpa, może dać początek zjawiskom które okazać się mogą bardzo trudne do opanowania dla nowego prezydenta. Miejmy tylko nadzieję, że sytuacja ta nie doprowadzi do poważniejszych rozruchów i rozlewu krwi w USA. Siły polityczne i gospodarcze kryjące się za skorumpowanymi politykami typu Clintonów a rzeczywistości reprezentowanymi przez Georga Sorosa (ukrytych w cieniu jest jemu podobnych o wiele więcej) mają do swojej dyspozycji:
- całe sieci pozarządowych organizacji dysponującymi masywnymi zasobami gotówki i
- popierające ich media głównego obiegu w Stanach i na świecie
- prawie całą edukację, która produkuje masy młodych ludzi z wypranymi mózgami, którzy gotowi są do wychodzenia „na ulicę” aby walczyć w obronie demokracji
- masy „swoich”, ideologicznie ukierunkowanych pracowników państwowych w kluczowych rządowych instytucjach i departamentach (włączając w to Departament Stanu, Urząd Podatkowy (IRS), Centralną Agencję Wywiadowczą etc.)
- legalnie funkcjonujące organizacje o charakterze bojówkarskim a nawet terrorystycznym (na przykład Black Lives Matter (Czarne Życia Mają Wartość), Black Panthers (Czarne Pantery), Washington Can! (Waszyngton Może!) czy też Students for Democratic Society (new SDS, Studenci Za Demokratycznym Społoczeństwem ).
Podobnie jak w Polsce, siły te skumulowały w swoich rękach ogromną władzę i wpływy i podobnie jak w Polsce władzy tej ani wpływów nie będą chciały łatwo oddać. Dodatkowo zarówno Rosja jak i Chiny będą starały się doprowadzić do zwiększonej się destabilizacji politycznej i gospodarczej w USA.