z: http://babaichlop.pl/2016/05/20/grupa-spinelli-europejscy-sowieci/

Od pierwszych chwil po wyborczym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości i ukonstytuowaniu się rządu Beaty Szydło trwają zaciekłe ataki na Polskę ze strony europejskich „elit”. Ich głównym prowodyrem jest były premier Królestwa Belgii Guy Verhofstadt, pomysłodawca powstania w Parlamencie Europejskim Grupy Inicjatywnej im. Altiero Spinellego dążącej do likwidacji państw narodowych i przekształcenia Unii Europejskiej w federalne superpaństwo. Warto przyjrzeć się bliżej tej grupie by zrozumieć przyczynę wspomnianych ataków oraz, co być może jest znacznie ważniejsze, ich cel.
Na początek jeden krótki cytat z deklaracji programowej grupy: „To nie jest moment dla Europy, aby spowolnić integrację, ale przeciwnie – aby ją przyspieszyć.
Historia Unii Europejskiej udowodniła, że to +więcej Europy+, nie mniej, jest odpowiedzią na problemy, przed którymi stoimy.(…) Nacjonalizm jest ideologią przeszłości. Naszym celem jest federalna i postnarodowa Europa, Europa obywateli”. Te słowa chyba tłumaczą wszystko – rząd stawiający na pierwszym miejscu interes kraju powierzonego mu przez wyborców nie może budzić sympatii ludzi dążących do głębszej integracji i przeniesienia kompetencji władzy państwowych na szczebel unijny, federalny. Polska i polski rząd są atakowane bo mówią o suwerenności Rzeczypospolitej, o prawie obywateli do decydowania o swoim państwie.
Piątego maja w Rzymie przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że „Premierzy muszą przestać słuchać swoich wyborców i zamiast tego działać jako pełnoetatowi Europejczycy”. Tłumacząc to na język zrozumiały dla przeciętnego człowieka: szefowie rządów muszą przestać być Polakami, Francuzami, Węgrami, Grekami i tak dalej, muszą się wynarodowić i złożyć lenny hołd brukselskim biurokratom. Dlaczego?
Odpowiedź wynika wprost z deklaracji Grupy Spinelli – Europa ma być postnarodowa i federalna – oraz z manifestu Spinellego z 1941 roku – czyli ostateczne zlikwidowanie granic dzielących Europę na suwerenne państwa. Premierzy muszą przestać słuchać swoich wyborców bo ci reprezentują narody i ich przywiązanie do wolności i suwerenności, które trzeba za wszelką cenę zniszczyć.
Wprost ze wspomnianych deklaracji i manifestu wywodzi się też obłęd multikulturalizmu i tzw. kryzys imigracyjny. Narody mają zniknąć razem ze swoją kulturą, swoją tradycją i odrębnością a najlepiej do tego doprowadzić poprzez bezładne wymieszanie ich ze sobą i stworzenie jednolitej masy ludzi oderwanych od swoich korzeni. Nie udało się tego dokonać poprzez samo tylko otwarcie granic, Europejczycy mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, łączy ich chrześcijańska tożsamość, nieco już co prawda wyblakła ale jeszcze się przebijająca na powierzchnię. Konieczne okazało się użycie katalizatora, który ostatecznie rozbije poczucie narodowej odrębności – stali się nim imigranci z krajów islamskich, ludzie wyznający całkowicie odmienne wartości, często wrogo nastawieni i pragnący narzucić swoje standardy. Krótko pisząc środkiem do wynarodowienia Europejczyków miała być wojna kultur – wojna w całkowicie dosłownym tego słowa znaczeniu. To stąd próby narzucenia kwot, kary za nieprzyjmowanie i pieprzenie głodnych kawałków o solidarności z „biednymi uchodźcami” oraz obowiązku pomocy. Stąd wreszcie zaproszenie wystosowane przez frau kanzlerien Merkel i samobójczy układ z Turcją gwarantujący tej ostatniej zniesienie wiz dla jej obywateli. Tu nie chodzi o rozwiązanie kryzysu imigranckiego ale jego zaostrzenie. I wojnę, którą Europa musi przegrać.
A wszystko po to by zrealizować cele programowe Grupy Spinelli – czyli przekształcić Unię Europejską w superpaństwo bez narodów, bez granic i bez tożsamości, zorganizowane na wzór Związku Sowieckiego i zamieszkałe przez nowy gatunek człowieka – homo europeicus. Takie były przecież założenia zawarte w Manifeście z Ventotene wystosowane przez włoskiego komunistę Altiero Spinellego, które dziś w życie wcielają ludzie z grupy jego imienia. Dziwnym trafem należą do niej czołowe postaci dziś już upadłej a jeszcze niedawno rządzącej ekipy – Róża Thun i Danuta Hubner. Czy w tej sytuacji wycie opozycji, marsze KODerastów i groźby pod adresem polskiego rządu nie nabierają konkretnego znaczenia?