Marcin Hałaś
Zaczęło się od wydanej przez „Znak” książki Marka Łuszczyny „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Na okładce publikacji zastosowano swoisty – używając nieprzystojnego słowa – „dupochron”. Oto bowiem napis na okładce brzmi: „Polskie powojenne komunistyczne obozy pracy koncentracyjne karne”.
Tyle że słowa „powojenne komunistyczne pracy karne” przekreślono – tak, aby jako dominujący pozostał przekaz: „Polskie obozy koncentracyjne”. I pod takim właśnie tytułem książka dostępna jest na stronie wydawcy.
Pracy Łuszczyny jeszcze nie znam, więc nie o niej chcę napisać, lecz o oddźwięku, jaki wywołała. Dodała bowiem wiatru w żagle działaczom Ruchu Autonomii Śląska, którzy co roku pod koniec stycznia organizują Marsz Pamięci o Zgodzie. Chodzi o podlegający Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego obóz pracy w Świętochłowicach-Zgodzie na Górnym Śląsku, działający od lutego do listopada 1945 r. Według narracji RAŚ i Gorzelika był to „polski obóz koncentracyjny”. Gorzelik na Facebooku stosuje jeszcze dupochron, używając trzech przymiotników i pisząc: „Jak co roku zapraszam do wspólnego upamiętnienia ofiar polskiego komunistycznego obozu koncentracyjnego w Świętochłowicach-Zgodzie”. Organizatorzy Marszu Pamięci o Zgodzie (odbędzie się 28 stycznia) apelują z kolei: „Oddaj hołd tym, dla których ponownie otwarto obozy”. To oczywiście gra językowa – bo stwierdzenie „ponownie otwarto obozy” musi budzić skojarzenie z recydywą niemieckich obozów zagłady. Wykorzystywany jest fakt, że obóz w Zgodzie powstał na miejscu tzw. filii obozu koncentracyjnego w Auschwitz – w 1943 r. osadzono tam więźniów z Auschwitz skierowanych do pracy w świętochłowickiej fabryce zbrojeniowej Eintrachthütte. Tak więc wcześniej istniał w Zgodzie niemiecki obóz pracy, do którego trafili więźniowie z Auschwitz.
Misją i obsesją Ruchu Autonomii Śląska wydaje się „pełzające” podgryzanie, dezawuowanie i zohydzanie polskości. Stąd też nieustanne, często „podprogowe”, sączenie narracji o polskich obozach koncentracyjnych.
Podlegający Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego obóz pracy w Świętochłowicach-Zgodzie powstał w lutym 1945 r. z przeznaczeniem dla osób, które w czasie okupacji znalazły się na volksliście. Tutaj uwaga – wbrew obiegowym opiniom volkslisty nikt nie „podpisywał”. Wpisania na nią dokonywał niemiecki urzędnik na podstawie ankiety – nie tyle więc „podpisywało się” volkslistę, co wypełniało (nie z własnej woli, lecz obligatoryjnie) ankietę. Na Górnym Śląsku wielu autochtonów Ślązaków zostało wcielonych do Wehrmachtu. W jego szeregach znaleźli się np. także uczniowie i absolwenci słynnego pierwszego polskiego gimnazjum w Niemczech, które działało w Bytomiu w latach 1932–1939. Podobnie wielu Ślązaków, także tych bliskich polskiej kulturze i tożsamości, zostało wpisanych na volkslistę. Do trzeciej kategorii volkslisty wpisywani byli bowiem tzw. eingedeutschte – czyli na Śląsku, Kaszubach oraz Mazurach autochtoni, uważani przez Niemców za spolonizowanych. Jak czytamy w opracowaniu portalu Histmag.org: „Zdecydowana większość Górnoślązaków (ok. 70 proc. mieszkańców regionu, głównie polskojęzycznych, w tym powstańców śląskich) została przydzielona do III grupy i – inaczej niż w Generalnym Gubernatorstwie – było to społecznie (a także np. przez rząd londyński) akceptowane jako sposób uniknięcia fizycznej zagłady”. Taka sytuacja dała jednak komunistycznym władzom pretekst, by od 1945 r. traktować te osoby jak Niemców – na równi z członkami NSDAP, którzy również trafiali do obozu w Zgodzie.
Trudno jednak nazywać obóz w Świętochłowicach-Zgodzie polskim obozem koncentracyjnym. Był on komunistycznym antypolskim obozem pracy niewolniczej. Przemawiają za tym następujące argumenty:
Nie sposób mówić o suwerennym państwie polskim, na terenie którego istniał obóz. Obóz zorganizowały i za jego działanie ponosiły odpowiedzialność formacje kolaborujące z najeźdźcą (Związkiem Sowieckim) – więc de facto antypolskie.
W obozie osadzani byli także Polacy, polscy patrioci – żołnierze Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.
Komendantem komunistycznego obozu w Zgodzie był urodzony i wychowany w rodzinie żydowskiej Salomon Morel. Państwo polskie po odzyskaniu suwerenności doprowadziło do postawienia mu zarzutów, w tym zarzutu zbrodni przeciw ludzkości (2003), i wydało nakaz jego aresztowania oraz list gończy. Niestety – Morel nie został postawiony przed sądem, gdyż wyjechał do Izraela, który nie dokonuje ekstradycji swoich obywateli. Zmarł tam w 2007 r.
Gdyby więc chcieć ustalać dokładną definicję – należałoby napisać mniej więcej tak: komunistyczny obóz pracy niewolniczej w Świętochłowicach-Zgodzie zorganizowany w niesuwerennym państwie polskim przez kolaborujących z sowieckimi najeźdźcami Polaków i Żydów.
Zabawy Gorzelika, polegające na próbie „wdrukowywania” w świadomość pojęcia „polskie obozy koncentracyjne”, są zrozumiałe. Ruch Autonomii Śląska konsekwentnie działa w celu osłabienia polskich praw do Śląska i równocześnie (tym samym) w imię polityki historycznej, którą w odniesieniu do Śląska prowadzi państwo niemieckie. To przecież Gorzelik odgrzewał powiedzenie „dać Polsce Śląsk, to tak jak dać małpie zegarek” i dodawał, że po kilkudziesięciu latach widać, iż małpa popsuła zegarek.
Niemniej zabawy Gorzelika mogą okazać się strzałem w kolano. Po pierwsze – nawet przyjąć odpowiedzialność państwa polskiego za obóz w Zgodzie, to należałoby też dochodzić odpowiedzialności personalnej. A przedstawicielem niesuwerennego komunistycznego państwa na Śląsku był także ówczesny wicewojewoda śląski kolaborant Jerzy Ziętek – dziś bożyszcze Ruchu Autonomii Śląska. Czyli to Ślązacy Ślązakom zgotowali ten los – przy współudziale polskich kolaborantów i pod komendą żydowskiego komunisty.
Po drugie – jeżeli mówimy o „polskim obozie koncentracyjnym w Zgodzie”, to kierując się podobną logiką, możemy mówić także o ślązakowskim obozie zagładzie w Auschwitz. W Zgodzie wśród strażników i obsługi funkcje pełnili Polacy, w Auschwitz wśród strażników i obsługi znajdowało się wielu niemieckojęzycznych Ślązaków. W czasach Auschwitz nie istniało państwo śląskie, jednak Ślązacy poparli w wyborach NSDAP, które w demokratyczny sposób objęło władzę w Niemczech – w części Śląska pozostającej przed II wojną światową w granicach Rzeszy partia Hitlera osiągała najlepsze wyniki wyborcze w całym kraju. Natomiast w czasach Zgody, owszem, istniało marionetkowe państwo polskie, ale Polacy go nie popierali – było podparte sowieckimi bagnetami, zaś oddziały, które składały przysięgę na wierność legalnemu rządowi Rzeczypospolitej, występowały zbrojnie przeciw niemu. Można więc stosując gorzelikową logikę, dopatrzyć się jakiegoś rodzaju symetrii.
Brzydko się bawi Jerzy Gorzelik. Brzydko, głupio i niebezpiecznie.
Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa!
—