Marta Borzęcka
fot: YouTube
Nasza rozmowa z Michałem Marusikiem – prezesem Kongresu Nowej Prawicy, posłem do Parlamentu Europejskiego, który jest wiceprzewodniczącym eurosceptycznej frakcji Europa Narodów i Wolności o przyszłości Starego Kontynentu, Polski i USA.
Czy jako konserwatywny liberał dobrze się Pan odnajduje w eurosceptycznej frakcji Europa Narodów i Wolności?
Elementem konserwatywnej doktryny jest klasyczna wizja państwa. Unia Europejska likwiduje klasycznie rozumianą państwowość, więc w środowisku – mówiąc potocznie – niepodległościowców czuję się dobrze. Przy czym nie jest to euro-sceptycyzm tylko unio-sceptycyzm. Jeżeli Europa ma odzyskać dawną witalność, muszą tę witalność odzyskać poszczególne jej państwa. Mieszanina różnych kultur na pewno nie będzie nigdy spoiwem państwowości.
[dropshadowbox align=”none” effect=”lifted-both” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”1″ border_color=”#dddddd” ]Można co najwyżej zbudować Związek Socjalistycznych Republik Europejskich (jakąś formę nadzoru nad zonami obozowymi udającymi państwa), ale nie da się zbudować państwa „Europa”. Można zbudować tyranię biurokratycznego establishmentu, ale bez odwołania się do suwerenności państwowej nie da się odbudować politycznej elity rozumianej jako środowisko spajane poczuciem służby własnemu państwu i własnemu Narodowi. Nie ma przecież narodu europejskiego; nie ma religii europejskiej.[/dropshadowbox]
Marine Le Pen zapowiada, że jeśli dojdzie do władzy to podejmie działania mające na celu odzyskanie przez Francję suwerenności monetarnej, gospodarczej i legislacyjnej oraz przeprowadzi referendum w którym zapyta Francuzów czy chcą takich zmian. Czy w taki sposób powinny postąpić także inne państwa i tym samym stworzyć nasz kontynent na nowo i uwolnić się od dyktatu Brukseli?
Przede wszystkim – absolutnie nie można wierzyć politykom zabiegającym o popularność. Dopóki wpływ na władzę zależy od plebiscytu popularności, politycy (przynajmniej ci wystawieni do walki o popularność) wygadują rzeczy najzupełniej dowolne. Rzeczywiste cele środowisk politycznych nie są wystawiane do walki o popularność. W walce o popularność funkcjonują frazesy. Polityczne cele, zamiary i możliwości można co najwyżej odgadnąć. Wydaje mi się, że p. Maryna Le Pen będzie chciała w swojej kampanii wyborczej podkreślać interes Francji. Może więc doprowadzić do jakiegoś referendum w sprawie „suwerenności gospodarczej i legislacyjnej”. Aczkolwiek nie wiemy co taki neologizm oznacza. Jestem przekonany, że Francja i dziś w swoim zaangażowaniu w strukturach Unii Europejskiej kieruje się wyłącznie własnym interesem państwowym i imperialnym. Natomiast o czymś takim jak „suwerenność monetarna” Francja może sobie tylko pomarzyć. Nawet gdyby powróciła do własnej waluty. Wojny z USA raczej Francja nie zaryzykuje.
Czy po Brexicie jest możliwy Frexit i rozpad Unii Europejskiej w ogóle?
U podstaw obecnej Unii Europejskiej stał i stoi „sojusz francusko-pruski”. Doskonałym tego symbolem jest wybór Strasburga na stolicę Unii Europejskiej. Przez wiele wieków było to miasto przechodzące z Francji do Niemiec i z Niemiec do Francji. Ogłoszenie Strasburga stolicą Unii oznacza zgodną współpracę Niemiec i Francji we wspólnym poszerzaniu politycznej hegemonii w całej Europie. Dla Niemiec Unia jest parawanem skrywającym koncepcję IV Rzeszy, więc Niemcy Unii nie opuszczą, ale Francja może postąpić jak Wielka Brytania: otwarcie skoncentrować się na budowie własnego imperium i Unię Europejską opuścić. Mielibyśmy wówczas w Europie cztery ambitne potęgi: Wielką Brytanię, IV Rzeszę Niemiecką, Francję i Rosję.
Czyli jak może Pana zdaniem wyglądać nasz kontynent za 10 lat? Jaki kraj będzie dominował?
Wszystko zależy od tego w jaki sposób będzie likwidowana światowa hegemonia Stanów Zjednoczonych. Jeżeli Stany Zjednoczone będą upadały pod presją Chin, Rosji i Indii to w efekcie Niemcy zostaną związane z Rosją i Chinami, Wielka Brytania ze Stanami Zjednoczonymi, a Francja będzie się starała utrzymać niezależność i budować własne wpływy imperialne.
Czym może być dla Polski prezydentura Donalda Trumpa? Jedni wiążą z nim wielkie nadzieje, a inni są przekonani, że nowy prezydent USA może się okazać sojusznikiem Władimira Putina.
Coś takiego jak „sojusz Putina i Trumpa” nie zaistnieje, bo zaistnieć nie może. Nawet gdyby obaj zostali monarchami. O biegu spraw politycznych zadecyduje rywalizacja Rosji i Stanów Zjednoczonych, oraz rywalizacja Stanów Zjednoczonych z Chinami; ale na pewno nie jakieś osobiste sympatie politycznych przywódców. Ameryce bardzo by się opłacała wojna Rosji z Chinami, ale nie wierzę, by im się udało do takiej wojny doprowadzić. Na razie widzimy, że Stanom Zjednoczonym zależy na utrzymaniu możliwości zastosowania w stosunku do Chin blokady morskiej i blokady lądowej: zamknąć żeglugę przez morze Południowo Chińskie i nie dopuścić do zbudowania „Jedwabnego Szlaku II”. Oznaczałoby to pogorszenie koniunktury gospodarczej w całej Europie, a więc i w Polsce. Stalibyśmy się ofiarą amerykańskich starań o utrzymanie roli światowego hegemona.
A czy w Brukseli naprawdę tak źle się mówi o Polsce i jako argumenty wymienia, że nie są u nas przestrzegane zasady demokracji i nadal niewyjaśniona jest sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego? Jak to wygląda z Pana perspektywy?
W celach wyłącznie propagandowych wprowadzono w porządek obrad Sesji Plenarnych „sytuację w Polsce” jako jeden z tematów. Był to propagandowy spektakl odgrywany na życzenie polskich władz. Gdyby było inaczej – przedstawiciele polskich władz w czymś takim po prostu by nie uczestniczyli. [dropshadowbox align=”none” effect=”lifted-both” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”1″ border_color=”#dddddd” ]W kuluarach raczej wszystkie nacje zazdroszczą Polsce i Polakom spokoju i bezpieczeństwa. A z tym bałwochwalczym kultem świętego demokracego raczej dajmy sobie spokój. Dla każdego uczestnika politycznej rywalizacji „demokracja” jest tam, gdzie rządzą „nasi”; gdzie rządzą „nie-nasi” tam panuje tyrania i dyktatura. Podobnie jest z wojną: nikt nie walczy z wrogiem; każdy walczy „z terroryzmem”.[/dropshadowbox]
Ostatnio nieco przycichło o imigrantach, czy napływa ich mniej na Stary Kontynent czy może tylko mniej się o tym mówi i nadal są wielkim zagrożeniem dla naszej europejskiej tożsamości?
Zagrożeniem są ogromnym. Zdecydowanie! Jeszcze jedno pokolenie i liczebna większość mahometan narzuci europejczykom nakazy Koranu. Imigracja nadal jest liczna, ale mniej się o tym mówi, bo została ograniczona do czegoś co bym nazwał „strumieniami kontrolowanymi”. Mamy tu zjawisko podobne do przepływu narkotyków. Wojna z gangami narkotykowymi odbywa się tylko wtedy, kiedy pojawi się konkurencja; póki się konkurencja nie pojawia – narkotyków jest tyle ile trzeba i nikomu włos z głowy nie spadnie. Najwyraźniej imigracja zachodzi w takich strumieniach, jakie zaplanowano.
Rozmawiała: Marta Borzęcka