Na początku lutego radio RMF FM informowało, że poważną przeszkodą w przyjęciu przez rząd tzw. Planu Morawieckiego jest spór o przyszłość i kształt sektora elektroenergetycznego. Kością niezgody miała stać się kwestia programu jądrowego, który w ostatnim czasie, z bliżej nieokreślonego powodu, zaczął ponadnormatywnie rozpalać umysły i emocje nie tylko ekspertów, czy polityków,
ale również osób niezwiązanych bezpośrednio z branżą. I choć to temat na zupełnie inną dyskusję, to w ramach małej dygresji dodam, że w moim przekonaniu zjawisko „pop-atomu”, przy wszystkich jego wadach, per saldo może okazać się bardzo pozytywnym impulsem, który trwale wpłynie na społeczny odbiór tego typu rozwiązań.
Wracając jednak do meritum – wedle doniesień medialnych nieprzejednanym przeciwnikiem rozwijania programu atomowego miał być minister środowiska Jan Szyszko. Nie jest tajemnicą, że należy on do gorących (nomen omen) zwolenników geotermii, energetyki wodnej oraz generalnie wykorzystywania krajowych zasobów. Wielokrotnie podkreślał on, że zarówno w walce ze smogiem, jak i w realizacji zobowiązań wynikających polityki klimatycznej, powinniśmy w większym stopniu opierać się o wspomniane powyżej źródła, a w mniejszym np. o energetykę wiatrową, czy właśnie atom. Za takim wariantem miałyby przemawiać m.in. kwestie kosztowe (związane zarówno z etapem inwestycyjnym, jak i eksploatacyjnym) oraz fakt, że Polska posiada „przebogate” (jak twierdzi min. Szyszko) zasoby geotermalne.
Zobacz także: Bez atomu wzrasta niemiecka emisja CO2. „Nauka dla Polski” [WYWIAD]
Na przeciwległym biegunie sytuował się wicepremier Mateusz Morawiecki, który w końcówce lipca 2016 roku zaprezentował projekt „Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. Dokument zapowiadał kontynuację projektu atomowego z poważnym udziałem krajowych podmiotów. Powstać miałyby dwie siłownie o łącznej mocy 6 tys. MW (4-8 bloków). Strategia objęła również prace nad kogeneracją jądrową, czyli reaktorem wysokotemperaturowym (HTR) o mocy ok. 200-350 MW, który produkowałby nie tylko energię, ale także ciepło przemysłowe. Wyrażono również chęć utworzenia laboratorium zajmującego się badaniami i rozwojem materiałów dla elektrowni IV generacji (najnowocześniejszej), co pozwalało przypuszczać, że spojrzenie na „polski atom” przybiera znamiona myślenia strategicznego, wykraczającego poza stosowane powszechnie technologie i stawiającego dalekosiężne cele.
W pewnym sensie pomiędzy młotem i kowadłem, nie rozstrzygając, kto pełnił w tym sporze jaką rolę, znajdował się szef resortu energii Krzysztof Tchórzewski. Wypowiedzi z ostatnich tygodni zdają się wskazywać, że choć nie należy on do zdeklarowanych przeciwników energii atomowej, to jest również świadomy ciężaru finansowego całego przedsięwzięcia oraz stanu krajowego systemu elektroenergetycznego, który wymaga w najbliższych latach potężnych inwestycji. Wbrew pozorom stosunek ME do atomu nie uległ w ostatnich tygodniach znaczącej zmianie, uważni obserwatorzy zauważą tutaj raczej pewną ciągłość w stosunku do linii realizowanej w roku 2016 – choć z pewnymi, istotnymi, modyfikacjami co do skali. Chodzi oczywiście o jej zmniejszenie w stosunku do pierwotnych założeń „Planu Morawieckiego” i wyrażane już oficjalnie zainteresowanie małymi reaktorami modułowymi SMR, czy reaktorami wysokotemperaturowymi HTR (o których mówi się już od pewnego czasu). Pomijając kwestie związane z niższymi kosztami budowy mniejszych jednostek (upraszczając), warto zwrócić uwagę, że obydwie technologie znajdują się w fazie, którą umownie można określić koncepcyjną, co dla klasy politycznej, w obecnej sytuacji KSE, stanowi raczej zaletę, niż wadę. Oznacza to bowiem odroczenie wydatkowania poważnych środków na realizację inwestycji (bez definitywnego zarzucania projektu, kłopotliwego z punktu widzenia negocjacji wewnątrzunijnych), szansę na wypracowanie nowego modelu finansowania (przy mniejszej presji czasowej) oraz możliwość „bezkarnego” obserwowania zmian zachodzących w branży.
Na marginesie dysputy o przyszłości warto zwrócić również uwagę, że według doniesień Dziennika Gazety Prawnej jeden z największych zwolenników “polskiego atomu” – wiceminister energii Andrzej J. Piotrowski – może wkrótce przestać pełnić swoją funkcję. Gdyby te informacje znalazły potwierdzenie w rzeczywistości, to w praktyce wiązałyby się z zauważalnym naruszeniem obserwowanego status quo.
Mateusz Morawiecki poinformował wczoraj podczas konferencji prasowej, że: „To nie jest moment, by dzisiaj podjąć decyzję o budowie w konkretnym miejscu, albo decyzję o tym, by odłożyć budowę. Zawarliśmy taki zapis, by takie decyzje – w jedną albo drugą stronę – mogły zapaść”. W praktyce świadczy to o tym, że pomimo spekulacji o skłanianiu się Jarosława Kaczyńskiego ku stanowisku ministra Szyszki, udało się utrzeć kompromis, w którym umiarkowanymi zwycięzcami mogą czuć się raczej szefowie resortów rozwoju i energii. Furtka została uchylona, dzięki czemu (z ich perspektywy) zyskano więcej czasu na konsultacje, negocjacje i dyskusje. Miejmy nadzieję, że nie zostanie on zmarnowany i zaowocuje jak najszybszym wypracowaniem jednolitego, optymalnego rozwiązania dla „polskiego atomu” – pozwalającego dokonać naszemu krajowi skoku technologicznego, przy jednoczesnym zabezpieczeniu najbardziej palących potrzeb KSE, o których nie wolno zapominać. W innym przypadku zwycięstwo okaże się pyrrusowym – zarówno z punktu widzenia wspomnianych powyżej dżentelmenów, jak i przede wszystkim żywotnych interesów Najjaśniejszej.
Wicepremier zwracał wczoraj uwagę, że duże znaczenie w tym kontekście będzie miał kształt polityki klimatycznej UE – dzisiaj (tj. 15.02.) Parlament Europejski przegłosował stanowisko w sprawie kształtu reformy systemu ETS i choć polskim eurodeputowanym udało się je nieco złagodzić, to generalny wydźwięk jest raczej niepokojący dla naszych spółek elektroenergetycznych (szczególnie w kontekście dostępu do środków modernizacyjnych) – i warto mieć to na uwadze dyskutując o przyszłości programu energetyki jądrowej.
Zobacz także: Przyjęto plan Morawieckiego. „Brak decyzji ws. atomu
Tekst wzięty z http://www.energetyka24.com/548059,rzadowa-bitwa-o-atom-superminister-musi-przelamac-opor-resortu-srodowiska-komentarz

5 odpowiedzi do “Rządowa bitwa o atom: „Superminister musi przełamać opór resortu środowiska” [KOMENTARZ]”
PRZECIEŻ JA NA TEN RZĄD GŁOSOWAŁEM!!!
Szanowny Panie Jacku!
Oczywistym jest, że Pan ( i wielu Panu podobnych) głosowało nie tyle NA TEN RZĄD
Ile na zapewnienia, które ci ludzie całymi dniami i nocami wciskali nam w głowy…
Pamiętam tę bogobojno- ojczyźnianą papkę, bez możliwości zadawania tzw trudnych pytań, bo od razu zostawałeś człowiecze ” agentem Putina”
Nie chcę dowalać tzw katolickim głosom w naszych domach, bo wina tych jest bezsporna.
Można nie ufać Polsatom i innym Solorzom
Ale ojciec Tadeusz i kłamstwo:-)
Ciekawe, czy warto było przejść na tę ” jasną stronę mocy” ?
Za co?
Za to liche dofinansowanie ich szkoły czy geotermii?
Okruchy z pańskiego ( sorosowskiego raczej) stołu.
Tyle jest warta nasza niepodległość ?
Te nędzne parę milionów dotacji?
A co z zaprzepaszczonym szacunkiem i zaufaniem milionów Polaków?
Patrz Pan w jaką ślepą uliczkę brną nasi ” nauczyciele dusz”
Jeden wydaje głupi list pasterski, w którym prosi o przyjęcie jeszcze większej ilości Ukraińców.
Jasne!
Wypędzić na poniewierkę nasze dzieci, a przyjąć obce, często nienawistne nam…
I to nazywają miłosierdziem!
Następny goguś w purpurach, ogłasza wszem i wobec, że „dziś będzie się modlił za ofiary pedofilii w kościele”
Jak chce się pomodlić we własnej intencji, niech sobie nie przeszkadza.
Ale nam niech da spokój!
Niech nam nie odbierają resztek szacunku do kościoła, który wynieśliśmy z domów!
No i ten ” co nie dzieli” odwiecznie proszący o kasę.
echh…Panie Jacku, niech już Pan Bóg wraca na swoje włości…..
Szanowny Panie!
Czyżby nie posiadał Pan daru zrozumienia i empatii dla naszej Matki Ziemi :-)
Przed laty, w szkole mojej pociechy przeczytałam takie hasło:
Ziemia nie jest naszą własnością
To my należymy do niej!
Kochajmy ją.
(…)
Zaskoczyła mnie ponadprzeciętna mądrość „pani profesor” która wymyśliła to panteistyczne hasełko.
Aż zapytałam księdza dobrodzieja, który skołowany kręcił się po okolicy, wskazując na ten uroczy, nowy dekalog.
– A co ksiądz tutaj robi, hę?!
Na co wielebny przytomnie odpowiedział
– codziennie zadaje sobie takie pytanie, co on tutaj robi:-)
Widać młode Morawieckie pokończyły podobne szkoły, pełne demonów intelektu ze stajni pana Broniarza ( ZNP)
Zapewne produkowały podobne gazetki szkolne zapewniając sobie podwyższoną ocenę ze sprawowania na świadectwie
I z tą głupawką poszły w świat!
Dzisiaj przychodzi czas zapłaty za niedorzeczności, którymi pozwalaliśmy karmić nasze dzieci….
Lewactwo ciągle trendy.
Dziękuję za to pytanie.
Nie, nie posiadam w głowie aż takiego bałaganu, choć szalonych zajączków nieco tam dokazuje.
Jeżeli z powodu ewidentnych kłamstw (o ociepleniu, o nieszkodliwości radioaktywnych wycieków i o tym, że takowe wcale się nie zdarzają) mamy płacić za elektrownie atomową trzy, trzydzieści, a może i trzysta razy więcej niż za takiej samej mocy elektrownię węglową, to ja się pytam gdzie ty jest jakiś ekonomista.
No ale jak ja się dowiaduję, że przy takich właśnie koncepcjach, upiera się naczelny ekonom ( bo kimś takim powinien być minister od gospodarki) to nabieram wielkiej ochoty aby mocno się rozpędzić i walnąć moim durnym łbem w jakąś betonową ścianę.
PRZECIEŻ JA NA TEN RZĄD GŁOSOWAŁEM!!!
Jak ja słyszę, że ktoś powiada: „podobno ten Szyszko mówi, że podobno mamy jakiś węgiel i bezpieczniej jest budować elektrownie na węgiel”.
To ja już się nie pytam czy powiada tak gość od bezpieczeństwa energetycznego kraju, tylko udaję się na poszukiwania jakiegoś tęgiego kija, aby to towarzystwo pogonić.
Cała moja nadzieja na przyszłość polega na tym, że i w innych krajach mają demokrację i też durni sobie wybrali.
Wie Pani przecież, iż bywają ludzie tak genialni, że nie ma na nich żadnej rady. Szkoda tylko, że do niewłaściwych rzeczy się facet zabiera. Gdyby tak zamiast do roztłukiwania atomów czy projektowania nowych typów reaktorów, zabrał się za pogodę i przegnał to całe globalne oci.. przepraszam, oczywiście ocieplenie, to byłby rzeczywiście sukces wielce pożyteczny.
A tak to tylko paru gości będzie przez lata brało ciężką forsę za czytanie w gazetach o tym co też inni w tej dziedzinie zbadali i wyprodukowali.
” Mateusz Morawiecki, który w końcówce lipca 2016 roku zaprezentował projekt „Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. Dokument zapowiadał kontynuację projektu atomowego z poważnym udziałem krajowych podmiotów. Powstać miałyby dwie siłownie o łącznej mocy 6 tys. MW (4-8 bloków). Strategia objęła również prace nad kogeneracją jądrową, czyli reaktorem wysokotemperaturowym (HTR) o mocy ok. 200-350 MW, który produkowałby nie tylko energię, ale także ciepło przemysłowe. ”
Panie Jacku Szanowny!
Strach się bać!
Oto geniusz myśli wszelakiej, co udowodnił podczas pogaduch U Sowy, bankier po studiach historycznych i półtorarocznych uzupełniających z ekonomii zabiera się za…energetykę atomową:-)
Pan Morawiecki jr. podczas swojego skróconego wykładu dla kelnerów Sowy, ujął swój program na rzecz zrównoważonego rozwoju mniej więcej tak:
„- Będziemy zapierdalać i rowy, kurwa, kopać, a drudzy będą zasypywać, będziemy zadowoleni (…). W tym młodszym pokoleniu to ja widzę zjawisko niebezpieczne (…). Oczekiwania. Nic nie robić, dużo zarabiać, nie? (…) Oni jakby nie rozumieją, że idą ciężkie czasy”
Mieliśmy fikcję literacką pt Szklane Domy
A teraz mamy powtórkę w wykonaniu innego geniusza….
Już się nie mogę doczekać tej nowej wersji polskiej Syrenki.
Którą będziemy zasilać taryfą nocną z Tauronu:-)))
brawo panie Morawiecki, brawo!