Zbrojne konflikty toczą się w Europie Wschodniej, na Bliskim Wschodzie, w Azji. W kilku punktach na świecie sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że pojawiają się realne zapowiedzi użycia broni atomowej. Na przeciwko siebie stają największe armie świata – wszyscy szykują się do globalnej wojny.
Pietkun Paweł
Oto Stany Zjednoczone po raz pierwszy wysyłają do Europy nowoczesne myśliwce F-35. Samoloty wezmą udział w ćwiczeniach prowadzonych w ramach operacji wzmacniania wschodniej flanki NATO przed zagrożeniem ze strony Rosji. Owe, jedne z najnowocześniejszych na świecie myśliwców, należą do 3888 dywizjonu lotniczego USA i na co dzień stacjonującego w bazie Hill w stanie Utah.
Amerykanie nie ukrywają, że przerzucenie myśliwców do Europy Wschodniej ma związek nie tyle z tym, co dzieje się obecnie na Ukrainie, czyli trwającej już trzeci rok wojnie najeźdźczej Rosji, ale z tym co może się stać za chwilę – z państwami bałtyckimi i Polską.
Ale w tym samym czasie na Pacyfik płynie eskadra nowoczesnych okrętów wojennych USA (lotniskowiec USS Carl Vinson, kilka niszczycieli oraz krążowników rakietowych). Wszystkie zmierzają w stronę Półwyspu Koreańskiego. I tym razem nie będą straszakiem. – Nie wykluczamy zaatakowania Korei Północnej w trybie prewencyjnym – mówią amerykańscy oficerowie.
– Zaatakujcie nas, odpowiemy atakiem nuklearnym na USA – odpowiadają sztabowcy Kim Dzong Una.
Wang Yi, szef chińskiej dyplomacji, który już wie, że przy granicy z Koreą Północną ustawiła się armia kilkunastu tysięcy świetnie uzbrojonych żołnierzy armii chińskiej, uprzedza, że konflikt „może wybuchnąć w każdym momencie i nikt nie wyjdzie z niego zwycięsko”.
Amerykanie deklarują gotowość walki na wielu frontach. Ich pokazowy atak z użyciem największej konwencjonalnej (nieatomowej) bomby paliwowo-powietrznej (matki wszystkich bomb), choć formalnie przeciwko ISIS, był tak naprawdę pokazem adresowanym do Rosji. Rosji, która natychmiast odpowiedziała publicznie, deklarując, że „zamierza demonstrować światu swojego superpocisku, zwanego „ojcem wszystkich bomb”…
Pytanie nie jest, czy świat poradzi sobie z konfliktem, w który zaangażują się wszystkie kraje świata a walki będą się toczyły na każdym kontynencie? Pytanie brzmi: kiedy to nastąpi i jak szybko wymknie się spod kontroli?