Kościół na tle wieków


z książki Inkwizycja hiszpańska, 

Józef h. Tyszkiewicz
Józef h. Tyszkiewicz

Józef hr.Tyszkiewicz,

wyd, OSTOJA, tekst z 1929 roku

Już właśnie mijał szósty tydzień, od owego dnia, gdy posługując się świetnie przeprowadzoną i sowicie opłaconą agitacją, Sanhedryn wywołał sztuczne rozruchy ludowe w Jerozolimie, zakończone zwycięsko przez tragiczny epilog – Golgoty!

  • Rozruchy były pozorne, aby tylko zrobić wrażenie na gubernatorze – wyrok sprawiedliwości rzymskiej podły w swoim tchórzostwie i bezpodstawności, ale lud cały przejął go za swój wyrok, lud głosem tłumu ulicy żądał krwi Nazarejczyka i wziął ją na swe głowy i na głowy swych dzieci!
  • Spokój panował w Jerozolimie.
  • Co prawda dziwne zniknięcie Ciała, ze specjalnie gorliwie strzeżonego Grobu, oraz różne pogłoski słyszane z ust niewiast i uczni -jakoby Jezus nadal z nimi obcował – stale krążyły po mieście – lecz szerokie masy, zajęte swymi interesami, nie przejmowały się nimi, nie wierzyły im. Zresztą uczniowie galilejscy dawno już miasto opuścili, powracając do siebie, do swych spokojnych ubogich rzemiosł. A jednak, W ciągu dni ostatnich znowu o nich zaczęto mówić – twierdzono, iż powrócili – mówio­no nawet, że ów Ukrzyżowany Jezus zwołał ich na jakieś zebranie ogólne na górze Oliwnej, by się z nimi pożegnać… Mówiono, a i Piłat o tym słyszał, iż podczas tego zebrania, w biały dzień, Jezus uniósł się ku górze i znikł z przed ich oczu w apoteozie świa­tłości!
  • Sanhedryn jednakże pogłoski te uważał za bajki, zaś sama sprawa Jezusa zdawała się być przez lud ostatecznie za­pomnianą.
  • Tak więc po chwilowej trwodze – Sanhedryn odetchnął: czuł znów swą władzę nad ludem, czuł, że ten lud stał się wspólnikiem zbrodni i że wraz ze śmiercią Jezusa, skończył się dziwny okres entuzjazmu religijnego, godzącego wprost W najżywotniejsze interesy faryzeuszów i doktorów. Spokój panował w Jeruzalem!

Lecz Sanhedryn mylił się!

Na kartach historii, zapisywały się wypadki nieobliczalnej wprost wagi. Oto rano w sam dzień Przedświąteczny -dreszcz niepokoju przebiegł przez miasto! Szum potężnego wichru rozległ się nagle nad domem Józefa z Arymatei, gdzie od dziesięciu dni przebywali w zamknięciu, skupieni na modlitwie, owi rybacy galilejscy. Ku temu domostwu ściągać zaczynają nagle tłumy ludu – drzwi otwierają się i uczniowie Ukrzyżowanego, owi ubodzy, ciemni rybacy, idą ku tłumom i przemawiają! Budzą niedaw­ne wspomnienia, wznawiają osądzoną już sprawę i twierdzą stanowczo, iż umęczony przed sześciu tygodniami Jezus -jest Bo­giem, że zmartwychwstał i że im właśnie przekazał swą misję i władzę na ziemi. Wymawiają ludowi jego grzech bogobójstwa, wzywają do pokuty!

Ale oto co jeszcze dziwniejsze, lud zamiast kamienować ich, pada na kolana, proch na głowy sypie, o Chrzest Św., o prze­baczenie błaga… Na próżno miota się Sanhedryn, daremnie zastosowuje najsroższe kary i represje – ani procesy, ani więzienie i 'kaźnie nie zamykają ust tym, co zwą się Apostołami. – Rozlega się rzucone w twarz sędziom, z pełnią świadomości i rozwagi, stanowcze, niewzruszone: „non possumus” i od tej chwili powtarzać się będzie zawsze niezmienne wobec wszelkich potęg tego świata w ciągu dwudziestu wieków!

Tego pamiętnego dnia Kościół Chrystusowy Katolicki wyszedł na świat z Wieczernika – opuścił swą kolebkę, stawał twarzą W twarz z książęciem tego świata, kierował swe pierwsze kroki wśród walk i prześladowań. Jakimiż to środkami rozporządza ów Kościół? Grupa złożona zaledwie z dwunastu apostołów: bez uznania ogółu, bez żadnych środków materialnych, bez opory spo­łecznej i bez żadnej ochrony. – Piotr jest ich przywódcą- ale, z ludzkiego punktu widzenia, czyż nie jest to właśnie najgorzej? – Przecież Piotr W przeszłości swojej, to biedny, nieznany rybak znad galilejskiego jeziora, tchórzliwy, bez wymowy, bez elemen­tarnej oświaty i rozumu! Nie posiada żadnych danych dla stworzenia sobie prestiżu: bo ani zasług osobistych, ani przedsiębior­czości i inicjatywy, ani rzutkości i odwagi!… A wszyscy pozostali czyż są odeń znakomitsi?… Gdybyż przynajmniej głosili jakąś łatwą, pociągającą doktrynę, bądź zmysłową, bądź narodowo-polityczną, może mogliby liczyć na zajęcie jakiegoś skromnego miejsca wśród licznych i różnorodnych obrządków pogańskich. Lecz nauka Jezusa jest już znaną: potępia stanowczo używanie życia i rozkosze, podnosi ciężką pracę i ubóstwo, głosi umiarkowanie, pokutę, darowanie uraz, miłowanie wrogów – zamyka się cała w tym jednym a tak trudnym do zrozumienia słowie – ofiara! Naukę tę głosił ich własny Mistrz przez całe trzy lata, a słowa swoje popierał dziwnymi wprost cudami; głosił tę naukę z całą swą porywającą wymową, rozumem niedoścignionym, nieskoń­czoną dobrocią i, rozumując wciąż po ludzku, nic więcej nie mógł zrobić – jak opuszczony przez Wszystkich – umrzeć na Krzy­żu! A oni z tym, tak niewątpliwie słabym zapasem środków, rzucają się nagle w wir świata, idąc wprost przeciwko zasadniczym w tych czasach, jego porządkom i zwyczajom. Głoszą, z niezrozumiałą pewnością, iż tylko oni znają drogę Prawdy – odrzucają potężnych politycznie faryzeuszów i herodianów, wpływowych na szerokie masy kapłanów i sanhedrynów; twierdzą, iż osądzo­ny i ukrzyżowany Jezus – jest prawdziwym Bogiem, że to On jest z dawna oczekiwanym Mesjaszem, On Chrystusem-Zbawicie­lem świata! Oznajmiają, iż im dał władzę wszelką chrztu i odpuszczenia grzechów, że im dał moc przeistoczenia chleba i wina w Jego Ciało i Krew, że dał im moc zastosowania do dusz łaski odkupienia i wiecznego żywota! Ci szaleńcy, bo jakżeż inaczej można ich nazwać, mówią, że mają obowiązek głoszenia tej Ewangelii wszystkim narodom ziemi, po Wszystkie czasy, aż do skończenia świata!

Owi ciemni, niewykształceni, nikomu nieznani rybacy galilejscy, chcą poddać swej nauce wszystkie ludy świata; bez wzglę­du na antagonizmy narodowe i rasowe, na zwyczaj e i cechy charakteru, a jednocześnie wyraź- nie zaznaczają, że tej nowej religii nie stawiają na równi z innymi – lecz wbrew wszelkim innym, bez śladu jakiegokolwiek kompromisu! W dziedzinie ducha mają rządzić niepodzielnie, całą ludzkością i twierdzą, że religia Jezusa jest jedyną prawdziwą, a tym samym jedną, niepodzielną, po­wszechną- czyli Katolicką! Rzekł do nich Jezus: „Idźcie i nauczajcie” — więc poszli z pełnią prostoty, można by powiedzieć, że niemal z dziecięcą ufnością i posłuszeństwem -lecz i z całą nieobliczalną potęgą wiary i miłości; poszli zdobywać świat, nie pa­trząc na piętrzące się zewsząd trudności, na przeszkody, wobec których stanęliby najwięksi zdobywcy, najpotężniejsi wodzowie!

Naiwność li-to, czy szaleństwo?...

Gdy stawiani przed sądem Sanhedrynu, tłumaczyli tam swą misję i cele – wówczas ta pozorna ich słabość, ten brak wszel­kich środków, nicość osobista wobec ogromu zakreślonego planu – rozbroiła sędziów: „Zaniechajcie ich”, wołał dnia tego sta­ry Gamaliel do swych towarzyszy z Wielkiej Rady, „albowiem jeśli jest z ludzi ta sprawa, rozchwieje się. Lecz jeśli z Boga, nie będziecie mogli tego rozerwać”. Te słowa starego mędrca, rozważane z dzisiejszej perspektywy, odrysowują nam wyraź­nie Plan Boży: im większą bowiem będzie dysproporcja pomiędzy użytymi środkami a zaznaczonym z góry celem, i nicość na­rzędzia wobec ogromu Dzieła – tym jaśniej i wyraźniej się uwypukla, wniosek niezawodny, iż jest to dzieło Boga!

Nad tym, zazwyczaj w historii pomijanym, faktem, należy się dobrze i głęboko zastanowić, bo umysły powierzchowne zbyt łatwo zatrzymują się na cieniach i plamkach, gorszą się ułomnością, niedołęstwem i złością poszczególnych ludzi,a zapominają, że całość to dzieło Boga!

Sobór Watykański [I md] powiada: „Kościół jest przez sam fakt swego cudownego rozpowszechnienia i opanowywania świata – swym własnym do­wodem boskiego pochodzenia”. ” gdzie apostolski robotnik daje trud, inicjatywę, naukę – poświęca swe siły a często życie – zaś Bóg kieruje tę roboczą rękę, oświeca drogę Prawdy. Trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej – Bóg Duch Święty kieruj e krokami Kościoła.

I tak posuwa się Kościół drogą wieków, z okresu w okres, wciąż dalej, szerzej, wyżej!… Dopiero gdy człowiek retrospek­tywnie rzuci okiem na z przebytą drogę, na przełamane trudności, na ogrom wyników i potęgę dzieła na przełamane trudności, na ogrom wyników i potęgę dzieła – widzi wyraźnie, iż to Opatrzność kieruje w Kościele każdy krok!

Kościół na tle wieków przedstawia się jak wspaniały obraz malowany grą świateł i cieniów, pełen szkarłatu krwi męczeń­skiej, osnuty mgłą kadzideł; to jeden nieprzerwany ciąg walk i prób zdawać by się mogło – ostatecznych – straszliwych burz i nawałnic, jaśniejących W triumfach’ dni, pogodnych dziękczynieniem wieczorów; historia Kościoła to nieprzerwany, a wciąż wzrastający w potędze i mocy pochód olbrzymów! Ileż to już razy świat oczekiwał upadku Kościoła wraz z końcem i upadkiem państw, narodów, cywilizacji i epok – a jednak zawsze wychodził Kościół z tych prób silniejszy, zdrowszy, potężniejszy – bo Kościół trwa w czasie, lecz żyje w Wieczności!

 

Tekst wzięty  z  http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20013&Itemid=46

 

, , ,