Jedna odpowiedź do “FILM Z NARADY W MOSKWIE, 13.04.2010. Cz.1”
Panie Jacku!
Komuś bardzo zalezy na podkręcaniu nienawiści do Rosjan.
Widział Pan Jacek zdjęcia tych niedopałków, rękawic itp w trumnach?!
Powiem więcej, kościół w Polsce również ma swoje za uszami!
Oto czytam rozmowę z x Błaszczykiem, kapelanem rodzin smoleńskich sprzed kilku dni.
Mówi w niej:
Ks. Henryk Błaszczyk: (…) Z drugiej strony Rosjanie jasno wyznaczyli nam granicę i nie dopuszczali nas do ciał. Nie przyszło nam jednak do głowy, że mogą być aż tak nieuczciwi.
PO: W jednym z wywiadów mówił ksiądz, że był obecny przy zamykaniu wszystkich trumien. Czy wtedy nie było jeszcze widać, że praca, jaką wykonali Rosjanie, była delikatnie mówiąc niechlujna?
HB: Faktycznie,byłem przy zamykaniu trumien, ale wtedy szczątki były już zamknięte w czarnych workach. Sam przeżywam fakt, że postawiono mnie przed ciałami dwóch kapłanów bez głów. Zawierzyłem i odprawiłem modlitwę, a dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się, że ciała były zamienione.
PO: Jak pokazały ekshumacje, w Rosji doszło do wielu nieprawidłowości.
HB: Świadomość, że w trumnach są szczątki wielu innych ciał, jest powodem smutku i bólu rodzin. Rozumiem ten ból. Jednocześnie niewielka grupa, która była w Moskwie, by wesprzeć rodziny ofiar, starała się wykonywać swoją prace jak najlepiej. Nikt nie miał pojęcia, że ekipa rosyjska daje tylko pozory współpracy, a w rzeczywistości manipuluje. To czysta podłość.
I bardzo proszę, ten sam ksiądz, mówi o tym samym zdarzeniu. Kilka lat wcześniej:
Ksiądz był przy zamykaniu trumien w Moskwie?
Przy każdej.
Jak to się odbywało, bo ta kwestia też budzi wątpliwości niektórych rodzin?
Po identyfikacji, potwierdzonej dokumentami podpisanymi przez najbliższych lub osoby przez nich upoważnione, ciało było natychmiast oznaczane nazwiskiem pisanym na pasku. Taki sam pasek był również w dokumentacji. Po modlitwie i pożegnaniu przez bliskich zaczynano przygotowywać ciało do transportu. Ciała były owijane szczelnymi workami, oznaczenie było zarówno na ciele, jak i na worku. Następnie kładziono je na wózku i wywożono na parter instytutu, gdzie znajdowała się sala sprawowanego kultu (tak ją nazywano). Tam stały już trumny przygotowane przez specjalną ekipę, złożoną z żołnierzy i pracowników firmy pogrzebowej wynajętej do tej pracy. Jeszcze raz sprawdzano nazwisko i porównywano je z listą dostarczoną przez konsula. Następnie ciało wkładano do trumny i nie zamykano jej, gdyż musiało się jeszcze odbyć posiedzenie komisji, składającej się z przedstawicieli rosyjskiego ministerstwa spraw nadzwyczajnych, patologa sądowego, polskiego konsula oraz rosyjskiej służby granicznej. Jeszcze raz porównywano dokumenty z opisaniem ciała na worku i wtedy zezwalano na dalszą procedurę transportu, która polegała na tym, że przewożono je do pomieszczenia, gdzie było owijane w jedwabny całun do wysokości trzech czwartych ciała, a następnie otulane całunem, który był wewnątrz trumny, co tworzyło taki kokon.
Nad każdym z ciał modliliśmy się, odbywało się jego poświęcenie, wtedy też do trumny wkładałem różańce oraz pamiątki, jeżeli rodziny sobie tego życzyły. Były to listy, w tym od dzieci, obrączki ślubne, zdjęcia, pamiątki rodzinne. Wkładałem je między całun a ciało, aby były blisko zmarłego.
Rosjanie przygotowali dla wszystkich ubrania, czekały gotowe komplety dla mężczyzn i kobiet. Do czego one służyły?
Dla wszystkich uczestniczących w identyfikacji było oczywiste, że próba ubierania ciał odzierałaby je z godności. Ubrania można było tylko ułożyć na ciałach, czyli praktycznie przykryć je, i to robiliśmy, gdy zwłoki były już owinięte w jedwabny całun. Dopiero na te ubrania nakładany był zewnętrzny całun, stanowiący wyposażenie trumny. Gdy to wszystko zrobiliśmy, trumna była przez polską ekipę komisyjnie lutowana, a potem śrubami przytwierdzano drewniane wieko. Trumny były bardzo solidne, ciężkie, miały wnętrza z blachy cynkowej. Żołnierze przenosili je do samochodu i w eskorcie policji przewożono je na lotnisko. Kultura tych żołnierzy i firmy pogrzebowej była nadzwyczajna.
Ksiądz żegnał wszystkich w chwili zamykania trumien?
Mogę powiedzieć, że ze zmarłymi byłem od początku, zanim zaczęła się identyfikacja, aż do chwili, gdy zamykano ostatnią trumnę. Z ostatnimi trumnami wróciłem do Polski.
Jedna odpowiedź do “FILM Z NARADY W MOSKWIE, 13.04.2010. Cz.1”
Panie Jacku!
Komuś bardzo zalezy na podkręcaniu nienawiści do Rosjan.
Widział Pan Jacek zdjęcia tych niedopałków, rękawic itp w trumnach?!
Powiem więcej, kościół w Polsce również ma swoje za uszami!
Oto czytam rozmowę z x Błaszczykiem, kapelanem rodzin smoleńskich sprzed kilku dni.
Mówi w niej:
Ks. Henryk Błaszczyk: (…) Z drugiej strony Rosjanie jasno wyznaczyli nam granicę i nie dopuszczali nas do ciał. Nie przyszło nam jednak do głowy, że mogą być aż tak nieuczciwi.
PO: W jednym z wywiadów mówił ksiądz, że był obecny przy zamykaniu wszystkich trumien. Czy wtedy nie było jeszcze widać, że praca, jaką wykonali Rosjanie, była delikatnie mówiąc niechlujna?
HB: Faktycznie,byłem przy zamykaniu trumien, ale wtedy szczątki były już zamknięte w czarnych workach. Sam przeżywam fakt, że postawiono mnie przed ciałami dwóch kapłanów bez głów. Zawierzyłem i odprawiłem modlitwę, a dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się, że ciała były zamienione.
PO: Jak pokazały ekshumacje, w Rosji doszło do wielu nieprawidłowości.
HB: Świadomość, że w trumnach są szczątki wielu innych ciał, jest powodem smutku i bólu rodzin. Rozumiem ten ból. Jednocześnie niewielka grupa, która była w Moskwie, by wesprzeć rodziny ofiar, starała się wykonywać swoją prace jak najlepiej. Nikt nie miał pojęcia, że ekipa rosyjska daje tylko pozory współpracy, a w rzeczywistości manipuluje. To czysta podłość.
https://wiadomosci.wp.pl/tylko-w-wp-ks-blaszczyk-o-smolensku-bylem-tam-rosjanie-wpuscili-nas-w-proces-klamstw-i-manipulacji-6128872739591809a
I bardzo proszę, ten sam ksiądz, mówi o tym samym zdarzeniu. Kilka lat wcześniej:
Ksiądz był przy zamykaniu trumien w Moskwie?
Przy każdej.
Jak to się odbywało, bo ta kwestia też budzi wątpliwości niektórych rodzin?
Po identyfikacji, potwierdzonej dokumentami podpisanymi przez najbliższych lub osoby przez nich upoważnione, ciało było natychmiast oznaczane nazwiskiem pisanym na pasku. Taki sam pasek był również w dokumentacji. Po modlitwie i pożegnaniu przez bliskich zaczynano przygotowywać ciało do transportu. Ciała były owijane szczelnymi workami, oznaczenie było zarówno na ciele, jak i na worku. Następnie kładziono je na wózku i wywożono na parter instytutu, gdzie znajdowała się sala sprawowanego kultu (tak ją nazywano). Tam stały już trumny przygotowane przez specjalną ekipę, złożoną z żołnierzy i pracowników firmy pogrzebowej wynajętej do tej pracy. Jeszcze raz sprawdzano nazwisko i porównywano je z listą dostarczoną przez konsula. Następnie ciało wkładano do trumny i nie zamykano jej, gdyż musiało się jeszcze odbyć posiedzenie komisji, składającej się z przedstawicieli rosyjskiego ministerstwa spraw nadzwyczajnych, patologa sądowego, polskiego konsula oraz rosyjskiej służby granicznej. Jeszcze raz porównywano dokumenty z opisaniem ciała na worku i wtedy zezwalano na dalszą procedurę transportu, która polegała na tym, że przewożono je do pomieszczenia, gdzie było owijane w jedwabny całun do wysokości trzech czwartych ciała, a następnie otulane całunem, który był wewnątrz trumny, co tworzyło taki kokon.
Nad każdym z ciał modliliśmy się, odbywało się jego poświęcenie, wtedy też do trumny wkładałem różańce oraz pamiątki, jeżeli rodziny sobie tego życzyły. Były to listy, w tym od dzieci, obrączki ślubne, zdjęcia, pamiątki rodzinne. Wkładałem je między całun a ciało, aby były blisko zmarłego.
Rosjanie przygotowali dla wszystkich ubrania, czekały gotowe komplety dla mężczyzn i kobiet. Do czego one służyły?
Dla wszystkich uczestniczących w identyfikacji było oczywiste, że próba ubierania ciał odzierałaby je z godności. Ubrania można było tylko ułożyć na ciałach, czyli praktycznie przykryć je, i to robiliśmy, gdy zwłoki były już owinięte w jedwabny całun. Dopiero na te ubrania nakładany był zewnętrzny całun, stanowiący wyposażenie trumny. Gdy to wszystko zrobiliśmy, trumna była przez polską ekipę komisyjnie lutowana, a potem śrubami przytwierdzano drewniane wieko. Trumny były bardzo solidne, ciężkie, miały wnętrza z blachy cynkowej. Żołnierze przenosili je do samochodu i w eskorcie policji przewożono je na lotnisko. Kultura tych żołnierzy i firmy pogrzebowej była nadzwyczajna.
Ksiądz żegnał wszystkich w chwili zamykania trumien?
Mogę powiedzieć, że ze zmarłymi byłem od początku, zanim zaczęła się identyfikacja, aż do chwili, gdy zamykano ostatnią trumnę. Z ostatnimi trumnami wróciłem do Polski.
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1510386,1,wywiad-ksiadz-mowi-o-identyfikacji-ofiar-katastrofy-smolenskiej.read
Panie Jacku, nie chcę tego komentować.
Obrzydzenie wobec tak potwornych kłamstw odbiera mi głos…