Matka wszystkich prowokacji i nieustraszeni inwestorzy


cynik9

06.05.17

Po posianiu zamętu na Bliskim Wschodzie amerykański hegemon zabiera się za Koreę Płn. Zdaniem  MSM, w których dysydenckich opinii prawie się nie spotyka, przewinienia lokalnego satrapy w Korei Płn. są dwa.  Jednym jest brak banku centralnego kontrolowanego przez Rotszyldów.  Drugim natomiast jest jego program nuklearny.  Zdaniem administracji  Trumpa daje to hegemonowi prawo do interwencji bo rakieta koreańska zagrażać może Kalifornii. O tym że rakiety amerykańskie ciągle zagrażają Korei i stanowią dla niej znacznie większe niebezpieczeństwo jakoś cisza.

Komunistyczna enklawa na północy kraju  z populacją terroryzowaną przez dynastię Kimów nie wzbudza u nikogo specjalnej sympatii. Ale to nie ona napada zbrojnie na nic nie wadzące jej kraje na drugim końcu świata, kłamiąc przez zęby o rzekomej broni masowego rażenia. Korea Płn. własną broń masowego rażenia po prostu posiada, i na całe swoje szczęście bo w przeciwnym razie już dawno podzieliłaby los Iraku, Syrii czy Libii. Łamiąc normy prawa międzynarodowego przy agresji na Irak hegemon stracił moralne prawo pouczania innych i występowania w roli międzynarodowego arbitra. Agresor zasiał wiatr i zbierze burzę, otwierając puszkę Pandory wyścigu państw które broni atomowej jeszcze nie miały aby ją posiąść. Tylko to może zagwarantować im utrzymanie jako takiej niezależności od hegemona i jego planów.

Bezrefleksyjnie przeszła też w mediach eksplozja amerykańskiej bomby MOAB w Afganistanie – konwencjonalnej „matki wszystkich bomb” o sile porównywalnej z bombą A. Podobno zbombardowane zostały tunele złowrogiego Talibanu. I tak nikt tego nie sprawdzi. Eksplozja miała cel propagandowy. Adresowana była najpewniej do pociesznie wyglądającego tłuścioszka na czele Korei Płn – słuchaj Kim, możemy zbombardować twoje instalacje nuklearne bez użycia atomu. A no mogą, ale co z tego?

Gdyby hegemon zdetonował wielką bombę MOAB w centrum Manhattanu, powiedzmy, była by to jego prywatna ustawka, jak 911. Ale detonując ją w bezbronnym, okupowanym kraju popełnił nową  miskalkulację. Dał mianowicie amunicję wszystkim tym którzy czują że bez broni nuklearnej i oni mogą stać  się ofiarami jego agresji. Do zdetonowania MOAB Korea Płn. nadawałaby się lepiej niż Afganistan. Tyle że w Afganistanie nie wiąże się z tym dla agresora żadne ryzyko. Można więc bezkarnie bombardować kogokolwiek i cokolwiek do woli.

źródło: Bloomberg

Mimo celowego zaogniania sytuacji i gry pozorów trudno jest jednak przypuścić aby w całej tej szaradzie chodziło naprawdę o Kalifornię i o koreańskie rakiety. Nie byłoby to warte ryzykowania nieobliczalnej w skutkach konfrontacji atomowej z Koreą Płn. W rzeczy samej prawdopodobnie nie nawet o Koreę Płn. w ogóle tutaj chodzi.

Chodzi zapewne o Chiny i o pretekst do umieszczenia na ich granicy instalacji antyrakietowych THAAD, z guzikiem w Waszyngtonie. Pozwoliłoby to na zdalne szachowanie potencjału rakietowego Chin całkiem z bliska, tuż na ich granicy. Twierdzenie że THAAD-u wymaga zagrożenie Korei Południowej przez Północną, w tym leżącego o rzut beretem od granicy Seulu, jest równie śmieszne co amerykańska tarcza rakietowa w Redzikowie służąca rzekomo do przechwytywania rakiet irańskich lecących na Waszyngton.

W zagrożenie południa Korei przez północ nie wierzą nawet strachliwi zazwyczaj inwestorzy którzy  indeks KOSPI podpompowali ostatnio śmiało do poziomu najwyższego od lat.

Tekst  wzięty  z  https://dwagrosze.com/2017/05/matka-wszystkich-prowokacji/