05 sierpnia 2017
Robert Kościelny
Paul Ricoeur, wybitny francuski filozof nurtu fenomenologicznego i hermeneutycznego (filozofia hermeneutyczna to sztuka interpretacji i odtworzenia prawdziwego znaczenia tekstu, a w szerszym sensie – egzystencji, kultury), nazwał Marksa, Nietzchego, Freuda mistrzami podejrzeń, a ich prace filozoficzne hermeneutyką podejrzeń.
Ricoeur uważał, że dzięki nieufności tych myślicieli względem dominujących, jak byśmy to dziś powiedzieli: mainstreamowych, przekonań potrafili oni odkryć istnienie fałszywej świadomości otaczającego nas świata. Fałszywa świadomość to po prostu ideologia, którą wszczepiły społeczeństwom dominujące nad nimi elity władzy i pieniądza. Władzy politycznej, ale też duchowej. Ideologia ta ma na celu utrzymanie ludzi w przekonaniu o tym, że ich poddańczy żywot, podległość względem klasy rządzącej jest stanem jak najbardziej naturalnym.
Dziś wszelkiej maści „ludzie rozsądni” nie śmieliby nazwać Marksa, Nietzchego, Freuda teoretykami spisku, chociaż ich postawa wobec rzeczywistości jako żywo przypomina tę, za którą tak ganią ludzi wyznających „spiskową teorię dziejów”. To samo można powiedzieć o Koperniku, Einsteinie czy innych odkrywcach prawdy – oni również nie dawali wiary mainstreamowym opiniom. Teoria spisku zaczyna się tam, gdzie brak jest logicznych i rzeczowych argumentów na rzecz lansowanej tezy, a zamiast nich stosuje się argument siły, aby „dowieść” głoszonych przez siebie poglądów. Nie przedmiot poglądu stanowi o tym, czy jego wyznawca „odleciał”, ale sposób, w jaki go uzasadnia i skłania do jego aprobaty.
Zastąpili kontrrewolucjonistów
Kiedyś osoby idące pod prąd oficjalnie i powszechnie uznawanych poglądów nazywano wywrotowcami albo kontrrewolucjonistami. Dziś określenia są jeszcze bardziej deprecjonujące. Ludzie, którzy próbują zajrzeć pod podszewkę podawanych do wierzenia informacji lub przyjrzeć się kulisom rozgrywanego przed nami teatru zwanego życiem politycznym, nazywani są oszołomami, paranoikami lub wyznawcami teorii spiskowych.
Kilka lat temu strona Humans Are Free przedstawiła wyniki badań psychologicznych dotyczących teorii spisku. Podstawą analizy było 2174 komentarzy, które pojawiły się na stronach omawiających zamach z 11 września 2001 r. Do spiskowych zakwalifikowano 1459 wpisów, jako konwencjonalne potraktowano 715. Ponieważ nie znamy kryteriów, na jakich oparli się badacze w swej klasyfikacji, trudno więc stwierdzić, czy ta nadreprezentacja poglądów spiskowych wynika z faktu tak dużej nieufności komentujących wobec oficjalnej narracji dotyczącej przebiegu wydarzeń z 11 września czy z nadwrażliwości psychologów, którzy do spiskowych zaliczyli wszystkie wypowiedzi niebędące kalką oficjalnych enuncjacji.
Po przeprowadzonej analizie naukowcy doszli do wniosku, że antyspiskowcy bardziej koncentrowali się na tym, aby dowieść, że to oni mają rację, niż starali się dowiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło 9/11 (…) Natomiast zwolennicy teorii konspiracji bardziej koncentrowali się na sekwencji kolejnych wydarzeń, niż na tym, aby wyszydzać swoich polemistów. Innymi słowy „spiskowcy” koncentrowali się na analizie faktów, natomiast antyspiskowcy na obronie interpretacji wydarzeń podanej przez media oraz wyszydzaniu niedowiarków. Spiskowcy przyjęli postawy badaczy, a ich krytycy – pudeł rezonansowych. Ci pierwsi myśleli, ci drudzy – rezonowali.
Jednak najistotniejszy wniosek, jaki uczeni wyciągnęli z badań, mówi, że ludzie akceptujący poglądy mainstreamu byli bardziej agresywnie nastawieni do polemistów niż ci, którzy głosili opinie nazywane teoriami spisku. Ich wrogość wynikała z przeświadczenia, że to oni właśnie, bazując na popularnych i mających sankcje oficjalnych autorytetów informacjach, mają rację. I dlatego „rację” tę mogą i muszą forsować z pasją, nie analizując faktów i nie zważając na argumenty strony przeciwnej, które z góry uznają za niepoważne. – Natomiast ludzie, którzy chcą otworzyć twój umysł na prawdę, robią to w sposób subtelny, pragnąc przekonać, a nie pokonać. Kłamstwo ma wielu obrońców i liczne sposoby perswazji, natomiast do prawdy dochodzi się zawsze drogą indywidualną. A perswazja może być tylko jedna – przedstawianie faktów i argumentacja. – Dlatego określenie „teoretyk spisku”, w swej intencji dezawuujące, winno być odbierane jak nobilitacja. Bowiem oznacza to, że człowiek obdarzony taką etykietą pokonuje bariery istniejących systemów wierzeń [właśnie takich, jak wspomniana na wstępie, fałszywa świadomość – R. K.] w celu zrobienia miejsca dla poglądów szerszych i lepiej objaśniających rzeczywistość. Większość ludzi boi się tego i gotowa jest wszelkimi sposobami bronić starych paradygmatów. Zwłaszcza że w tej postawie utwierdzana jest przez wszelkie możliwe oficjalne autorytety i media głównego nurtu, które są narzędziem propagandy rządzących. – Jeśli ktokolwiek będzie postponował twoje próby odkrywania prawdy, ignoruj to i rób swoje, bowiem tylko w ten sposób nasz świat będzie mógł wyrwać się z sieci fałszu i iluzji.
Info Wars przypomina niewygodne fakty
Jonathan Elinoff na stronie Info Wars zauważa, że często osoby, które drwią z teorii idących pod prąd mainstreamu, nazywając je spiskowymi, samych siebie określają mianem sceptyków. Problem w tym, że próbując zdezawuować poglądy alternatywne, często sięgają oni po argumenty wyłożone w mediach głównego nurtu, wobec których akurat sceptyczni nie są. A przecież z istoty sceptycyzmu wynika krytyczna, a przynajmniej zdystansowana postawa wobec poglądów dominujących. – To nie jest sceptycyzm, tylko wygodny sposób na to, aby postrzegając rzeczywistość tak, jak robi to zindoktrynowana większość, uchodzić jednocześnie we własnym mniemaniu za krytycznie myślącego indywidualistę. W dzisiejszym świecie roi się od konformistów, czy jak to niegdyś mówiono: filistrów, którzy choć zachowują się zgodnie z obowiązującym trendem i wygłaszają mainstreamowe banały, lansowani są na „buntowników” czy „niepokornych”. Często stosowanym sposobem na ośmieszanie wiadomości alternatywnych jest przedstawianie poglądów najbardziej skrajnych i najmniej poważanych wśród alternatywnych dziennikarzy jako reprezentatywnych dla całego środowiska. Tak było chociażby w przypadku 9/11, gdy wybrano z całej szerokiej palety poglądów podważających oficjalną wersję wydarzeń mniej niż 10 proc. najbardziej niewiarygodnych, a przez to łatwych do obalenia i wydrwienia opinii. – Uznano wówczas, że w ten sposób ostatecznie udowodniono, jak absurdalne są wersje próbujące przeciwstawić się zatwierdzonej narracji w sprawie 9/11. Wygodne, nieprawdaż?
W swym artykule Jonathan Elinoff przytacza 33 przykłady opinii, które początkowo uważane były za wymysły szaleńców, a później pod wpływem niedających się już dłużej ukryć faktów cichaczem mainstream uznał je za oczywistość. I dziś nikt już nie kwestionuje prawdziwości tych „spiskowych teorii”.
Jedną z nich było twierdzenie o istnieniu w USA mafii. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że istnieje przestępczość zorganizowana, ale wszelkie opinie, że ma ona powiązania ze światem biznesu, polityki i tajnych służb (CIA) uważano za brednie paranoików. I dopiero zeznania, jakie złożył przed Komisją McClellana jesienią 1963 r. Joe Valachi, amerykański gangster o włoskim pochodzeniu, potwierdziły to, co do tej pory uważano za spiskową teorię.
Podobnie było z przeprowadzanymi przez CIA badaniami dotyczącymi kontroli umysłu, mającymi na celu odkrycie „serum prawdy”, aby można je było wykorzystać podczas przesłuchań komunistycznych szpiegów i innych osób uznanych za przeciwników rządu i systemu. Testy na ludziach przeprowadzano m.in. przy użyciu LSD i innych narkotyków oraz przy zastosowaniu tortur. Badania te, znane pod nazwą projektu MKultra, zostały ostatecznie ujawnione przed Komisją Rockefellera w latach 70. i, oficjalnie przynajmniej, zakończone.
Kolejna domniemana teoria spisku związana jest z operacją Mockingbird, przeprowadzaną, podobnie jak wspomniany wyżej projekt, przez CIA od lat 50. do 70. XX w. Tajne służby opłacały wielu znanych krajowych i zagranicznych dziennikarzy i publicystów z tak poważnych tytułów jak „Time”, „The Washington Post”, The New York Times” czy stacji telewizyjnych – CBS i wielu innych, aby publikowali wiadomości sfabrykowane przez CIA, czyli, innymi słowy, uprawiali propagandę tajnych służb. W 1975 r. komisja senacka kierowana przez Franka Churcha z Partii Demokratycznej ostatecznie ujawniła ten proceder, przyznając tym samym rację pogłoskom uchodzącym do tej pory za utopijne.
Niejako przy okazji komisja Churcha dowiedziała się szokujących rzeczy na temat ogromnych możliwości monitorowania obywateli przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa (NSA), o której istnieniu większość Amerykanów nie miała pojęcia. Frank Church stwierdził, że te możliwości [inwigilacji – R. K.] mogą w pewnym momencie obrócić się przeciwko mieszkańcom Ameryki, pozbawiając ich prywatności. Już dziś służby są w stanie podsłuchiwać wszystkie rozmowy telefoniczne, poznawać treści telegramów i innych komunikatów przesyłanych na odległość. Nie będzie możliwości ukrycia się przed wścibstwem rządzących. Senator Church dodał jeszcze, że możliwości, jakimi dysponuje NSA, są w stanie przekształcić nasz kraj w państwo totalitarne, dlatego musimy mieć pewność, że zarówno ta agencja, jak też inne służby specjalne, które dysponują wysoko rozwiniętą technologią inwigilacji, używają jej tylko w bardzo określonym zakresie, zgodnie z obowiązującym prawem i są pod ścisłą kontrolą. Inaczej spadniemy ma dno, z którego nie będzie już powrotu na powierzchnię.
Wielu komentatorów życia politycznego w USA uważa, że taki zwrot NSA skierowany przeciwko obywatelom nastąpił po ataku 9/11. Od tego czasu Ameryka nieuchronnie zmierza w kierunku państwa policyjnego.
Projekt Manhattan i inne teorie spisku, które okazały się faktami
Projekt Manhattan to kryptonim badań nad skonstruowaniem bomby atomowej, przeprowadzanych podczas drugiej wojny światowej. W projekt zaangażowane były trzy kraje: USA, Wielka Brytania i Kanada. Badaniami naukowymi kierował amerykański fizyk J. Robert Oppenheimer. Źródłem projektu była obawa, że Niemcy hitlerowskie, prowadząc od lat 30. XX w. własne badania nad bronią jądrową, mogą uprzedzić Amerykę. Rozpoczęty w 1939 r. jako dość skromny program badawczy, Manhattan rozwinął się w ciągu kolejnych lat do olbrzymiego przedsięwzięcia, w które zaangażowanych zostało ponad 13 tys. ludzi i z budżetem, licząc po dzisiejszym kursie, 22 mld dolarów. W ten sposób powstało mnóstwo nowych miejsc pracy oraz ośrodków badawczych, które działały w najściślejszej tajemnicy. Jak do tej pory jest to największy ujawniony spisek w historii. Powstawały całe miasta o charakterze tymczasowym, zatrudniano masę ludzi, a wszystko to w warunkach największej konspiracji. Ani rząd, ani też media nie informowały o tym, a społeczeństwo przez 25 lat nie miało pojęcia, że istnieje coś takiego jak projekt Manhattan. Badania miały miejsce w ponad trzydziestu obiektach Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanady.
Inną aferą, która początkowo krążyła wśród ludzi jako wiadomość alternatywna i jako taka nie była brana nazbyt poważnie, była sprawa szkodliwości azbestu, szeroko stosowanego w budownictwie. W latach 1930–1960 fabryki tego materiału budowlanego robiły wszystko, aby na świat nie wyszła informacja łącząca azbest z chorobami układu oddechowego, w tym rakiem. Obawiano się, że ujawnienie tych faktów skaże właścicieli fabryk na wielomilionowe odszkodowania dla osób, które zapadły na choroby azbestozależne. Już w 1932 r. pracownicy pozwali firmę Johns Manville, ale dopiero w 1962 r. epidemiolodzy ustalili, że szefowie firm budowlanych wiedzieli od dawna, że azbest powoduje choroby nowotworowe.
Również spiskowa miała być afera Watergate, mówiąca o tym, że republikanie prowadzili działania szpiegowskie względem sztabu wyborczego kandydata demokratów na prezydenta. Dopiero w 1974 r., po serii artykułów w „Washington Post”, zmieniono kwalifikację doniesień o aferze ze spiskowych na prawdziwe.
Podobnie było z informacjami na temat serii eksperymentów medycznych prowadzonych w latach 1932–1972 w miejscowości Tuskegee w Alabamie przy udziale Amerykańskiej Publicznej Służby Zdrowia (PHS) na 400 ubogich czarnych farmerach, z których część chora była na syfilis. PHS oznajmiło na początku farmerom, że leczenie ma być częścią badania. Później odkryto, że PHS zdecydowało się pozostawić mężczyzn bez leczenia i pozwolić, aby choroba doszła do terminalnego stadium, doprowadzając zarażone osoby do zgonu. Farmerzy myśleli, że otrzymują eksperymentalną terapię na „złą krew” w zamian za darmowe posiłki, a ich rodziny 50 dolarów w przypadku śmierci. W rzeczywistości badanie było nastawione na poznanie przebiegu nieleczonej kiły i określenie, czy choroba powoduje większe uszkodzenia w układzie nerwowym czy sercowo-naczyniowym oraz ustalenie różnic w przebiegu choroby u białych i czarnych. Eksperyment kontynuowano przez 40 lat i zakończono w 1972 r., długo po tym jak żony i dzieci farmerów zostały zakażone kiłą, a wielu mężczyzn umarło z powodu tej choroby. Oszacowano, że w wyniku nieudzielenia chorym dostępnej wówczas pomocy medycznej w trakcie trwania eksperymentu zmarło ponad 100 osób. Badanie zakończono z powodu publikacji na ten temat w „Washington Star”.
W 1990 r. 15-letnia Nayirah złożyła zeznanie przed kongresem USA, oskarżając żołnierzy irackich o to, że w czasie okupacji Kuwejtu w zajętym szpitalu wyrzucili z inkubatorów noworodki. Zeznanie to wstrząsnęło opinią publiczną Ameryki i świata, doprowadzając do wzrostu poparcia dla planów uderzenia na Irak w 1991 r. Wszelkie próby podważenia wersji wydarzeń przedstawionych przez Nayirah określano teorią spisku. W 1992 r. okazało się, że dziewczyna była córką ambasadora Kuwejtu w USA o nazwisku Saud Al-Sabah. Poza tym jej zeznania zostały przygotowane i wygłoszone w ramach kampanii public relations o nazwie Obywatele dla Wolnego Kuwejtu, prowadzonej przez amerykańską firmę Hill & Knowlton dla kuwejckiego rządu. Po wyzwoleniu Kuwejtu reporter ABC zbadał sprawę na miejscu, ustalając, że pacjenci, w tym wcześniaki, umarły, kiedy wiele pielęgniarek i lekarzy uciekło ze szpitala, a wojska irackie prawie na pewno nie wyjmowały noworodków z inkubatorów, pozostawiając je na pewną śmierć. Amnesty International, które początkowo potwierdziło informacje Nayirah, musiało dokonać dementi, natomiast dyrektor wykonawczy tej organizacji oskarżył administrację Busha o dokonywanie oportunistycznej manipulacji ruchem praw człowieka.
Mordercza CIA i deep state
Komisja wspomnianego wyżej Franka Churcha odkryła również, że kolejna teoria spisku, zgodnie z którą CIA stoi za wieloma zamachami na polityków obcych państw, jest prawdą. Wymieniono tu m.in. obalenie premiera Iranu Mosaddegha w 1953 r czy, obalenie i zabójstwo prezydenta Chile Salvadora Allende w 1973 r. Poza tym agencja stała za szeregiem zamachów na przywódców politycznych i rewolucjonistów w Ameryce Środkowej i Południowej, w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji Wschodniej. Komisja Churcha ujawniła istnienie pistoletu wywołującego atak serca wykonanego dla CIA i umożliwiającego zabójstwo, które śledczy sklasyfikowaliby jako zgon z przyczyn naturalnych. Inne metody uśmiercania osób niewygodnych, stosowane przez CIA, to wywoływanie choroby nowotworowej, pozorowanie wypadków samochodowych i narciarskich, jak też samobójstw.
Peter Dale Scott, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, stwierdził, że mówienie o rządzie cieni lub deep state nie jest głoszeniem teorii spisku, tylko przedstawieniem rzeczywistości. Jest to „rząd w oczekiwaniu” na wydarzenia, które zmuszą go do przejęcia kontroli nad rządem oficjalnym. Może się to stać w sytuacji wojny nuklearnej czy innego katastroficznego wydarzenia, w wyniku którego rząd „na fasadzie” straci możliwość działania, bądź z powodu śmierci większość członków gabinetu lub z innych powodów. Jonathan Elinoff uważa, że taka sytuacja „katastroficznego wydarzenia” zaszła 11 września 2001 r. i od tej pory w rzeczywistości rządzą ludzie wchodzący w skład deep state, niezależnie od tego, jaki jest skład ministrów administracji prezydenckiej w USA.
Właśnie niedawno strona Waking Times opublikowała artykuł, którego autor, John W. Whitehead, oskarża Donalda Trumpa, idącego do wyborów pod hasłem osuszenia bagna w Waszyngtonie, o to, że nie tylko tego nie robi, ale na dodatek otwiera szeroko drzwi dla lobbystów, korporacji, kompleksu wojskowo-przemysłowego i członków deep state, zapraszając ich do pasożytowania na ciele umierającej amerykańskiej republiki.
Pro domo sua, czyli na nasz temat
Niedawno z okazji rocznicy wyborów z 4 czerwca 1989 r., które były wynikiem rozmów przy okrągłym stole, na Twitterze pojawiła się pyskówka między przedstawicielami rządzącej nami do niedawna elity: – W pisowskiej telewizji ciągle o zniewolonym narodzie, o klęsce, o komunistach. Tylko, że myśmy ich, ku***, po-ko-na-li! – napisał Władysław Frasyniuk. Ripostował lider SLD Włodzimierz Czarzasty: – Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k…wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li.
Starsi Czytelnicy zapewne pamiętają, jak grubo lżono tych, którzy zarówno bezpośrednio po „okrągłym stole”, jak w kolejnych latach mówili, że komuniści porozumieli się w Magdalence z częścią opozycji solidarnościowej, oddając władzę polityczną, i to nie całą, za korzyści ekonomiczne i nietykalność prawną. Od „oszołomów” wyzywano ludzi, którzy już u zarania transformacji ostrzegali, że jej głównym celem jest wyprzedaż majątku narodowego. Nie inaczej, czyli „z buta”, traktowano obserwatorów życia politycznego, dla których nasza akcesja do UE to nie był żaden tam skok cywilizacyjny, żadne przyłączenie się do Europy, bo jesteśmy w niej od 1000 lat, tylko Anschulss do tworzonej właśnie lewackiej IV Rzeszy Niemieckiej, która nie ma nic wspólnego z dawną EWG, nie mówiąc już o Europie.
Dziś mainstream zmienił zdanie i już nie oskarża tych przenikliwych i odważnych ludzi o zaburzenia psychiczne, a w każdym razie nie robi tego tak gorliwie jak niegdyś. Co nie oznacza, że nie obkłada ekskomuniką innych, niewygodnych dla niego opinii. Bowiem i u nas o tym, co jest teorią spisku, a co nią nie jest, nie decydują fakty i argumenty, tylko mainstreamowe przekazy dnia.
http://humansarefree.com/2014/11/scientific-study-conspiracy-theorists.html
. https://www.infowars.com/33-conspiracy-theories-that-turned-out-to-be-true-what-every-person-should-know/
Tekst wzięty z https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/4999-badania-naukowe-potwierdzaja-teoretycy-spisku-to-bardzo-rozsadni-ludzie