Za co nie lubimy sędziów


[ Tekst jest adresowany w zasadzie tylko do jednej osoby. Wszyscy pozostali wiedzą jak jest. Nie ma on czasu aby tu zajrzeć, ale może ktoś jednak Panu Prezydentowi sprawę przekaże.   J.B.]

 dr Leszek Pietrzak

W sporze politycznym, jaki toczy się dzisiaj w Polsce wokół planowanej reformy polskiego sądownictwa, marginalizowany jest głos zwykłych obywateli. A to oni są najbardziej niezadowoleni z polskich sądów, doświadczając na co dzień jego wszystkich patologii.

Naród ma minimalne zaufanie do parlamentu, w porównaniu do tego, jakie zaufanie ma do sędziów – powiedziała sędzia Małgorzata Gersdorf – pierwsza prezes Sądu Najwyższego podczas swojego sejmowego wystąpienia w ubiegłym tygodniu. Te słowa sędzi Gersdorf mają tyle wspólnego z prawdą, ile stwierdzenia notorycznego kłamcy, zapewniającego swoich rozmówców, że to, co mówi, to święta prawda. Polacy nie mają dzisiaj zaufania do polskich sądów. O tym, że tak jest, możemy się przekonać, śledząc badania opinii społecznej, jakie są prowadzone w tym zakresie. Ich wyniki wskazują jasno, że od 60 do 70 proc. Polaków źle ocenia pracę naszych sądów i nie ma do nich zaufania. To jeszcze gorzej niż w wypadku znienawidzonego przez Polaków Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), do którego muszą oni oddawać blisko połowę swoich dochodów. Ale na taką ocenę naszych sądów zapracowali sami sędziowie. Wypowiedź pierwszej prezes Sądu Najwyższego nie jest przypadkowa. Nasi sędziowie nie przyjmują do wiadomości, że są źle oceniani przez Polaków i w żaden sposób nie potrafią przyznać się do swoich grzechów, które coraz bardziej drażnią i irytują nas wszystkich.

Czterogodzinny dzień pracy

Nasi sędziowie, tak jak było to w czasach komunistycznej PRL, nadal nie są niezawiśli. Mogliśmy się przekonać o tym wiele razy, ale jeden przypadek był szczególny. To sprawa sędziego Ryszarda Milewskiego, byłego prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, który w rozmowie telefonicznej z dziennikarzem „Warszawskiej Gazety” Pawłem Miterem, który przedstawił mu się jako urzędnik kancelarii premiera Donalda Tuska, uzgadniał termin posiedzenia sądu w sprawie utrzymania aresztu dla Marcina P., twórcy piramidy finansowej Amber Gold, za funkcjonowanie której odpowiedzialność ponosi rząd PO–PSL. Tamta sytuacja pokazała, że nasi sędziowie są nadal na pasku rządzących. Nasi sędziowie też źle pracują, ale nie jest to tylko wynikiem braku dobrej organizacji pracy, ale również ich sporego lenistwa. Polski sędzia pracuje niewiele ponad cztery godziny dziennie. To w dużej mierze tłumaczy ślamazarność pracy naszych sądów. Sędziowie pracują również źle. Są słabo przygotowani merytorycznie, co bardzo często uwidacznia się w trakcie rozpraw sądowych. Wydają wyroki, które nader często wprawiają w osłupienie nawet samych prawników. Jeszcze gorzej jest w przypadku uzasadnienia tych wyroków, które niejednokrotnie zawierają poważne błędy merytoryczne. Dobrze o tym wiedzą nasi mali i średni przedsiębiorcy, którzy bardzo często latami muszą dochodzić w sądach sprawiedliwości. Ta ostatnia zresztą w ocenie przeciętnego Polaka jest w naszych sądach tylko dla „wybranych”. Tak naprawdę jej beneficjentami są jedynie „swoi”, którzy tak jak sędziowie należą do uprzywilejowanych grup w III RP. Dla zwykłych Polaków sprawiedliwości w sądach nie było i nadal nie ma. Czy w tym twierdzeniu jest jakaś przesada? W żadnym razie. Tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy wyroków, jakie zapadają dzisiaj w polskich sądach, nie tylko są wbrew elementarnej sprawiedliwości, ale najzwyczajniej w świecie wyglądają na „ustawione”, co może sugerować zwykłą korupcję tych sędziów, którzy je firmują. Korupcja jest zresztą chorobą, która trawi nasz sędziowski stan od czasów PRL-u. I takie twierdzenie wcale nie jest bezpodstawnym oskarżeniem naszych sędziów. Gdyby bowiem dokonać ich prawdziwej lustracji majątkowej, szybko okazałoby się, że spora ich część posiada majątek, którego normalne zdobycie wykracza poza ich możliwości finansowe. Chyba z tego powodu nasi sędziowie tak mocno oponowali przed upublicznianiem ich oświadczeń majątkowych. Ale przyznajmy również uczciwie, że nie tylko nasi sędziowie są dotknięci chorobą korupcji. Jednak w ich przypadku żaden z nich nigdy nie został za to ani oskarżony, ani skazany. Być może sędzia Krzysztof S., były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie, będzie pierwszym z nich. W czerwcu br. został on zatrzymany przez CBA w związku z podejrzeniem jego udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 376 tys. zł.

Nasi sędziowie byli do tej pory poza prawem. Nie odpowiadali za przestępstwa i wykroczenia, jakich się dopuszczali, tak jak odpowiadali zwykli obywatele. W razie kłopotów mogli liczyć na wsparcie kolegów z kasty, którzy skutecznie zamiatali ich brudne sprawy pod dywan. Pomagała im także Krajowa Rada Sądownictwa, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze WG. Przez lata byli nietykalni. Nie obejmowała ich odpowiedzialność, ta dotyczyła tylko „ludu”. Oni sami czuli się zawsze prawdziwą kastą wyjątkowych ludzi. O tym, że tak właśnie jest, mogliśmy się przekonać we wrześniu ubiegłego roku podczas zjazdu polskich sędziów, w czasie obrad którego sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Irena Kamińska określiła naszych sędziów jako „zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi”. Jej słowa mocno oburzyły Polaków. Ale nic dziwnego, bo słowo „kasta” w istocie oznacza dla nich zamkniętą grupę, do której przynależność jest dziedziczna z tytułu urodzenia. I rzeczywiście tak jest – nasi sędziowie nadal uważają, ze najlepszymi sędziami są ich dzieci, bowiem, jak często powtarzają, „wyssały kulturę prawniczą z mlekiem matki”. Ale nie tylko ten pogląd jest wyrazem przynależności do sędziowskiej kasty. Nasi sędziowie nader często dają Polakom odczuć, że są i muszą być kastą wyjątkową. Wspomniana sędzia Gersdorf w marcu br. w wywiadzie udzielonym portalowi Onet stwierdziła, że za te 10 tys. brutto dobrze żyć można tylko na prowincji. Ta wypowiedź zirytowała Polaków, albowiem była w niej pogarda dla społeczeństwa, spośród którego aż dwie trzecie musi żyć, dysponując kwotą co najmniej trzykrotnie niższą od tej, jaką rozporządza sędzia Gersdorf. Takich przejawów owej „wyjątkowości” sędziowskiej kasty było w ostatnim czasie wiele. Niewątpliwie wskazuje to na fakt, że polscy sędziowie są kompletnie wyalienowani ze społeczeństwa, wobec którego winni przecież pełnić służebną rolę.

Ludzie chcą zmian

Polskie społeczeństwo już dawno dało przyzwolenie na to, aby dokonać głębokiej reformy polskiego sądownictwa, która się właśnie teraz zaczyna. Owo przyzwolenie widać najlepiej w wynikach badań dotyczących oceny funkcjonowania polskich sądów. Mamy około 10 tys. sędziów, podczas gdy dwa razy większa Francja ma ich 5 tys.

W powszechnym odczuciu Polaków nasz kraj jest państwem bezprawia. Nieefektywność sądów sprawia, że opłaca się w Polsce oszukiwać. Są tabuny oszustów, którzy wykorzystują to, że koszty sądowe są wysokie, a czas, który zajmuje przeprowadzenie procesu sądowego, bardzo długi, co czyni ich faktycznie bezkarnymi. Prokuratura nie chce ich ścigać, uważając, że ich działania nie są sporem kryminalnym, tylko cywilnym. Bernard Lawrence Madoff, słynny amerykański oszust, 11 grudnia 2008 r. został aresztowany, a 29 czerwca 2009 r. już go skazano. Jak do tego ma się sprawa Marcina P., twórcy znacznie mniejszej piramidy, który od 5 lat jest w areszcie?
Mamy też nagłaśniane absurdalne wyroki sądowe, które sprawiają, że ludzie zaczynają traktować sądy jako zło konieczne, a nie normalny sposób rozwiązywania sporów, jak to jest np. w krajach anglosaskich. Sędziowie dziś, tak jak politycy, przyzwyczaili się do tego, że nie ponoszą odpowiedzialności. Po 1989 r. skazano tylko kilku mniej znaczących polityków, chociaż w wypadku niektórych dowody były pokazywane przez media publicznie. Kaście sędziowskiej taka niesprawiedliwość bynajmniej nie przeszkadzała. Chociaż politycy formalnie nie mają nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości, to faktycznie na niego oddziałują. Nieformalne układy sprawiają, że nikt nikomu nie chce wyrządzić realnej krzywdy. Dlatego sędziowie nie protestowali, gdy w 2011 r. po raz kolejny członkiem Krajowej Rady Sądownictwa został poseł Jan Bury, przyłapany kilka miesięcy wcześniej na złamaniu ustawy antykorupcyjnej. Po prostu nie naruszało to żadnych standardów. Paradoksalnie im dłużej będziemy zwlekać z reformą, tym bardziej radykalna ona będzie. Sędziowie powinni to zrozumieć.

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5080-tylko-u-nas-za-co-nie-lubimy-sedziow

, , , , ,