
Gabriel Maciejewski

Wczoraj na stronie głównej WP ukazał się tekst kataryny na temat samobójstwa czternastoletniego Kacpra, który został zaszczuty przez kolegów przez to rzekomo, że był gejem. Tekst ten jest tak kuriozalny, że w zasadzie nie powinno się go omawiać. Oto kataryna, osoba udająca blogerkę i firmująca przez wiele lat całe to oszustwo jakim była i jest nadal polityczna blogosfera, przywołuje trzy przypadki samobójstw dzieci, po to jedynie, by nadmienić, że na polecenie ministra prokuratura wycofała zarzuty dla Jacka Międlara. Nie wiem czy wycofała i nie wiem o jakie zarzuty chodzi? Chyba o te idiotyzmy rzekomo hitlerowskie, w których Międlar uczestniczy. Dla Kataryny jest to, jak sądzę dowód na to, że kraj się faszyzuje, bo zwolennicy Międlara mordują gejów w szkołach, a jego samego prokuratura uwalnia od zarzutów o szerzenie ksenofobii i nietolerancji.
Nie ma w tym tekście nic ponad próbę uporczywego lansu, ponad chęć powrotu autorki do sfery znaczeń, w której długo przebywała zanim wszystko się posypało. Dobitnym na to dowodem jest ostatnie zdanie tego tekstu, które brzmi – I tylko dzieci szkoda. Nie wiem doprawdy co powiedzieć. Katarynie szkoda jest dzieci, a do tego jeszcze przypomina jak to za poprzedniej kadencji PiS wysocy urzędnicy, nawet prezydent uczestniczyli w pogrzebach młodocianych samobójców, a dziś nikt z partii rządzącej nie pójdzie na pogrzeb tego biednego Kacpra. Oczywiście, że nie pójdą, bo muszą się zająć uwolnionym od zarzutów Międlarem, który stanie się ich maskotką, prawda? To nam chce powiedzieć najbardziej znana prawicowa blogerka, tak? Stara baba, która nie zasłużyła nawet na jedną setną tej popularności, jaka stała się jej udziałem będzie się teraz lansować na trumnie dziecka? Jakie to prawda, urocze….
Ja zaś, ponieważ w kwestii szkolnych dręczycieli mam do powiedzenia bardzo wiele, też zabiorę głos. Bo mogę. Skoro dopuszcza się do dyskusji głos tak kuriozalny to i mój chyba może wybrzmieć jakoś w tym chórze oburzonych.
W internacie gdzie mieszkałem przez ładnych parę lat była fala. Nie było to jakoś szczególnie dolegliwe, najgorsze było to, że starsi chłopcy zabierali nam jedzenie, a był to czas kartek i powszechnego braku wszystkiego. Robiliśmy pompki, a Janek, starszy kolega, który był wielkim miłośnikiem geografii kazał nam założyć zeszyty i po lekcjach prowadził normalne, dodatkowe zajęcia z tego przedmiotu. W pierwszych klasach technikum leśnego geografii nie było. Kiedy dziś sobie przypomnę Janka, łza mi się kręci w oku. Syfon do dziś nazywa go pożeraczem niemowląt, choć Janek w rzeczywistości nikogo nie pożarł i był dobrym a także poczciwym człowiekiem. Ustawił nas kiedyś wszystkich na korytarzu szeregiem i łaził w tę i nazad gapiąc się każdemu w oczy. Ja nigdy nie grzeszyłem odwagą i zawsze raczej wolałem ustąpić niż iść na konfrontację. No, ale tamtego popołudnia coś we mnie wstąpiło i myślę sobie, a żebyś się dziadu nie zdziwił…I tak stałem sobie patrząc Jankowi prosto w oczy. Kiedy Janek skończył próbę jakiej nas poddawał, rzekł, że tylko ja wytrzymałem jego przenikliwy wzrok i kazał mi iść do pokoju. Reszta robiła pompki na korytarzu. Ja sam nigdy nikogo nie dręczyłem, myślę, że z tego względu, że jestem zbyt skupiony na sobie i własnych sprawach, ale wielu kolegów oddawało się tej pasji całym swym jestestwem. Szczególnie kiedy coś wypili, a okazja zdarzała się w zasadzie codziennie. Wszystko to miało wymiar kabaretowy i było w swojej wymowie idiotyczne. Jeden kolega uczył kotów, czyli pierwszaków jak się poszukuje żył wodnych za pomocą wahadełka. Łaził z tym wahadełkiem, a oni za nim w rzędzie. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że jest na drugim piętrze i wahadełko może nie mieć aż takiej mocy, żeby wykryć żyłę w gruncie, ściągnął but i cisnął nim za mną, a dzieciakom kazał robić tak zwane prosiaczki. To znaczy mieli podskakiwać na czterech i robić – kwik, kwik…
Nauczyciele nie zwracali na to w większości uwagi, wyjątkiem był jedynie straszliwy Władek, dziś już świętej pamięci, który za dręczenie młodszych stosował kary bezwzględne i dobrze przemyślane. Do najgorszych należało stanie na baczność w obuwiu na gumowej podeszwie przed pokojem wychowawców. Jeśli nie wiecie o co chodzi, załóżcie trampki i postójcie w nich na baczność pół godziny bez ruchu. Władek był ponadto nauczycielem hodowli lasu, więc nikt z nim nie zadzierał, nikt nawet nie śmiał pomyśleć, że mógłby mu się postawić, bo zakończyłoby się to rozerwaniem takiego delikwenta na strzępy. Strach przed Władkiem był paraliżujący i nie dawał się zwalczyć.
W naszym roczniku nie dochodziło do wypadków naprawdę kuriozalnych, ale czasem przychodzili do nas uczniowie z innych szkół leśnych, których wyrzucono stamtąd za wódkę, albo znęcanie się nad młodszymi. Oni opowiadali nam historie naprawdę dziwne. O tym na przykład, że ktoś miał w internacie induktor i tym induktorem przypalał skórę młodszych uczniów. Dlaczego to czynił? Z głupoty pewnie. Kiedy go wyrzucali trafiał do naszego technikum, tam się jakoś odnajdywał, a jednego z naszych wywalali do innej szkoły, w której zastępował tego zwyrodnialca z induktorem. I tak to szło. Przy tym wszystkim nigdy w żadnym technikum leśnym, za mojej tam bytności nie doszło do żadnego samobójstwa. U nas zdarzyło się raz, że chłopak zwariował i pojechał do Abramowic karetką, w kaftanie, a to z tego względu, że dwóch świrów opowiadało mu wieczorami, że zgwałcą jego siostrę. To był naprawdę wrażliwy dzieciak i on zapłacił za tych durniów cenę straszliwą. Nie wiem co się z nimi stało, ale mam nadzieję, że wpadli w ręce Władka. On zaś na zawsze opuścił szkołę. Mam nadzieję, że mu się powiodło w życiu.
Teraz powiem najwyraźniej jak potrafię dlaczego dochodzi do samobójstw dzieci w szkołach. Otóż dochodzi do nich, bo nie ma Władka. Nie ma nikogo, kto na miejscu egzekwował by sprawiedliwość i karał zło w jednej chwili, krótkiej jak błyskawica. Władek był chudy, żylasty i wyglądał jak bazyliszek, kiedyś się zdarzyło, że duży bardzo i masywny kolega porwał się z pięściami na drobniejszego i chudszego. Zaraz pożałował, Władek podniósł go prawie pod sufit, a gość był już w czwartej klasie, a potem tłukł jego głową w ścianę. Następnie puścił go i coś mu tam szepnął do ucha. Więcej do żadnych ekscesów w wykonaniu tego kolegi nie dochodziło.
Dziś mamy do czynienia z samobójstwami dzieci, a ta idiotka Kataryna pisze, że powinniśmy się do tego przyzwyczaić. Oczywiście, że powinniśmy się przyzwyczaić, a dlaczego nie…mamy do czynienia z agresywną propagandą LGBT w zasadzie wszędzie, jeśli jakiś chłopiec jest trochę delikatniejszy od razu zyskuje przezwisko geja. W telewizji, za czasów pierwszego rządu PiS Wojewódzki otwarcie szydził z niektórych posłów tej partii, że są gejami, a więc dawał znak, że nie ma społecznego przyzwolenia na takie zachowania. To znaczy, ono niby jest, ale jest pozorne, bo gej to jest i zawsze będzie wyzwisko. Mamy do tego zdewastowaną edukację, w szkole nie zawiązują się pomiędzy uczniami żadne więzi, gimnazjum trwa zbyt krótko, w sam razy tyle, by pomiędzy uczniami, z których jedni są łagodnymi, lekko ospałymi myślicielami, a inni agresywnymi rozbójnikami, doszło do serii konfliktów. Tych konfliktów nie może łagodzić szkoła, bo nie ma takich narzędzi. Nauczyciel nic nie może. Rodzice zaś wymagają, by mógł wszystko, a kiedy jeden z drugim spróbuje coś zrobić lecą z tym na skargę do kuratorium. Uczniowie, szczególnie ci wrażliwsi są w zasadzie skazani. Jeśli trafi im się w szkole grupa dręczycieli w miarę inteligentnych, którzy znają i potrafią wykorzystać okoliczności w jakich dziś funkcjonuje polska szkoła, są bez szans. Wysuwanie w takiej sytuacji pretensji do ministra, prokuratorów, rządu i Jacka Międlara na koniec, to jest bezczelność krańcowa. Ja mam na to jedną radę – puśćcie Władka. Dopóki pan Władysław znów nie zacznie patrolować szkolnych korytarzy nic się nie zmieni. Powtarzam – nic się nie zmieni. Dzieci rzeczywiście szkoda, ale co zrobić z durniami, którzy zaaranżowali tę całą kuriozalną sytuację, z kretynami, którzy nie potrafią zrozumieć, że w szkole nie można bez przerwy gadać o tolerancji wobec gejów, bo tam tych gejów jest jak na lekarstwo, a takie gadanie budzi jedynie agresję? Poza tym nie po to kształci się dzieci, by interesowały się życiem płciowym bliźnich. Co z nimi zrobić? Poczekać aż zasną i podłączyć do induktora chyba, bo co więcej…
Ja oczywiście wiem, że nie ma powrotu do czasów pana Władysława, wiem, bo kiedy Gabryś mały był w podstawówce oszalałe matki, próbowały zbierać podpisy pod petycją o zwolnienie z pracy jedynego po dyrektorze faceta w tej szkole. Był to nauczyciel WF, który próbował, bardzo zresztą nieudolnie i słabo, przywrócić dawne standardy szkolne, dawne relacje pomiędzy nauczycielami płci męskiej a wychowankami. Nie ma do tego powrotu, bo system jest tak skonstruowany, że rodzice wolą udawać iż nie widzą zagrożeń niż pozwolić na to, by pan od WF postawił do pionu jednego z drugim durnia. To jest pułapka. Celem jest oczywiście całkowite zdewastowanie edukacji i zanegowanie jej celów istotnych, a wyeksponowanie tej całej tolerancji dla inności, czyli potworności prowadzącej do zwyrodnienia i śmierci.
Tekst wzięty z https://coryllus.pl/w-obronie-szkolnych-zwyrodnialcow/
3 odpowiedzi do “W obronie szkolnych zwyrodnialców”
Panie Jacku!
Ojca Kramera traktuję z wielkim przymrużeniem oka, bez przesady!
Człowiek zły musi być zarazem mądry ( mądrością swojego władcy)
… Pan rozumie…?
Ojciec Kramer wydaje się, że cierpi na Zespół Tourette’a
On MUSI coś powiedzieć, wykrzyczeć , na każdy temat i w każdym czasie!
A, że nie zawsze mądrze?
No cóż….
Ostatnio na swoim videoblogu pochyla się nad ” ludźmi z karierami naukowymi z SB”
Zauważa Pan tę mądrość i spójność w postrzeganiu świata :-)
Dalej jest tylko lepiej
Ojciec Kramer gani wszystko ( i wszystkich)
Którzy „wydają mnóstwo opinii o danym człowieku”
Jakby zapomniał o bredniach, którymi nas obryzguje
Wymieniłam je w poprzednim komentarzu
Słowo mówione kłóci się u ojca Kramera ze słowem pisanym, co świadczy o głębokim nierozumieniu rzeczywistości.
A to jest cierpienie, Panie Jacku!
Pochylam się więc nad biedakiem z troską i życzliwością.
Żałując jednocześnie, że sam ojciec nie odnajduje tego zrozumienia u przełożonych…
Panu Jackowi polecam ten filmik!
Chociażby z uwagi na strój duchownego…
Panu Tradziuchowi spodoba się na pewno.
Cudowny przedsoborowy habit, zakończony zmyślną koloratką:-)
http://grzegorzkramer.pl/vlog/
…eee, tam… Coryllus szuka dziury w całym.
Szuka pana Władka i jego dyscypliny w szkołach.
Rzecz w tym, żeby tę śmierć ideologicznie wykorzystać!
Ojciec Kramer wyłuszczył to w jasny sposób:
Zginęło niewinne 14 letnie dziecko, tylko dlatego, że było…gejem!?
Swoje przemyślenia ujął pod wrzeszczącym tytułem
NIE GODZĘ SIĘ!
I jak zwykle, oskarżył nas, katolików!
„Jest we mnie duży gniew i złość, a zarazem bezradność. Zabił się czternastoletni Kacper. Zabił się, bo nie wytrzymał presji, docinków, czy jak kto woli – hejtu. Dlaczego kumple się na niego uwzięli? Bo miał inną orientację. Tylko dlatego.
Jest we mnie gniew, bo ciągle słyszę, że jestem w kraju o chrześcijańskich korzeniach, o wartościach religijnych. A w tym samym czasie każdy, kto jest inny albo ma swój styl – odbiegający od przyjętych norm i konwenansów – musi się ukrywać.
Ciągle sie kłócimy w tym kraju o to, kto jest lepszy, kto bardziej świętszy i wierzący. Krzyczymy o ochronie życia, o tym, że musimy się chronić przed „zarazą uchodźców”, a tymczasem zabijamy wśród nas dzieci, tylko dlatego, że nie mieszczą się w naszych kanonach. Dlaczego nasza wiara kończy się w momencie, w którym spotykamy innego?”
Skąd ojciec Kramer wie, że 14 letnie dziecko pewne jest swojej odmienności seksualnej?
Podobnie myślą wszelkiej maści pedofile, skłaniając niewinne dzieci do swoich okrutnych czynów…
Ile w ojcu Kramerze odnajdziemy zwykłej empatii, bo o chrześcijańskim miłosierdziu w jego wypadku to szkoda pisać.
Zabiło się dziecko, cierpienie matki jest nie do pojęcia….
A taka medialna mądrala w ramach swoistej promocji, dodaje do tej śmierci swoje wydumane teorie…
I obryzguje nimi niewinność Zmarłego Dziecka!
Rzygać się chce na samą myśl o takich ” duchownych”
Kończąc, bo ojciec Kramer nie jest godzien poważnej dyskusji zapytam jeszcze:
Kogo czcigodny ojciec miał na myśli pisząc w liczbie mnogiej ” my, zabijamy”?
Czy czcigodny ojciec kogoś zabił w swoim niedługim przecież życiu?
Uprzejmie proszę wszystkich piszących półgłówków by swoje przemyślenia pisali raczej w swoimi imieniu…
Jak ja Panu Jackowi zazdroszczę takiego demona intelektu na posadzie proboszcza Pańskiej parafii:-)
Ten człowiek źle skończy, ale ile zła wcześniej uczyni? Musimy się bronić.
Dziękuję, że ma pani w sobie tyle sił aby czytać jego teksty. Ja nie mam.
Michalkiewicz też czasem opowiada ile mąk przeżywa czytając różnych zbójców dzieła, po to tylko abyśmy my nie musieli.