Łukasz Pawelski
Wśród imigrantów ekonomicznych z Ukrainy, Białorusi i Rosji znajdują się oficerowie rosyjskich służb specjalnych. Rosjanie mają plany, jak ich wykorzystać, jeżeli zajdzie taka potrzeba, do destabilizowania Polski. Według oficerów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, z którymi rozmawialiśmy, spalenie w lutym 2015 r. mostu Łazienkowskiego w Warszawie było rosyjską operacją testującą zabezpieczenia i systemy ratownictwa w stolicy.
Przyjacielski gest
Rosjanie postanowili wykorzystać imigrację zarobkową Ukraińców do Polski. Wśród ponad miliona obywateli tego kraju znajdują się współpracownicy służb specjalnych Federacji Rosyjskiej. Nikt ich nie sprawdza i nie kontroluje. Zbierają informacje, ćwiczą działania dywersyjne i przygotowują się do wojny z Polską. Nieważne, czy hybrydowej, czy konwencjonalnej, ważne że są już u nas, a my nie potrafimy ich wyłapać ani nawet w przybliżeniu oszacować ich liczby.
Kolumna amerykańskich pojazdów wojskowych mknie polską drogą krajową. Jest noc, Amerykanie spieszą się na kolację, która już stygnie w bazie na Mazurach. Nagle obok kolumny przejeżdża samochód cywilny. Nagrywa kolumnę i żołnierzy w pojazdach. W zasadzie w dziwny sposób towarzyszył im od samego początku. W pewnym momencie pasażer samochodu pokazuje żołnierzom środkowy palec. Część z nich to ignoruje, część – nie i odwzajemniają się „przyjacielskim” gestem. Nagle wybucha salwa śmiechu i pasażer zaczyna rozmawiać z kierowcą w języku rosyjskim. Nagranie z eskapady trafia do internetu i jest pozytywnie odbierane na rosyjskojęzycznych portalach. Wydarzenia te miały miejsce naprawdę. Autorzy filmu to Rosjanie wracający do Kaliningradu z Polski, którzy akurat „przypadkowo” jechali wzdłuż trasy za wojskami USA stacjonującymi w naszym kraju. Umieszczenie nagrania w internecie na popularnym portalu może świadczyć o tym, że faktycznie Rosjanie byli tylko turystami, ale pewności nie ma. W podobny sposób działała mniejszość rosyjska na Łotwie czy Estonii, obrażając żołnierzy USA poruszających się po terytorium tych krajów, jakby chciała wykreować przekaz, że Amerykanie są niechcianymi gośćmi.
Koń ukraiński
Wojna na wschodzie Ukrainy sprawiła, że wzrosły sympatie do naszych sąsiadów. Otworzyliśmy rynek pracy. Przeszło milion Ukraińców zamieszkało nad Wisłą. Rosjanie przewidzieli to znacznie wcześniej niż do tego doszło. Zarówno FSB, jak i GRU skierowały do Polski swoich agentów. Jak mówi stara mądrość, „najłatwiej ukryć liść w lesie”. Podobnie jest w tym przypadku. Masowy napływ Ukraińców do Polski otworzył przed rosyjską agenturą możliwości i okazje, o jakich tylko mogła śnić. Szpiedzy podający się za zwykłych robotników czy sprzątaczki mogące wspinać się spokojnie po drabinie społecznej w Polsce. Pracują na strategicznych budowach jako pracownicy tańszych podwykonawców. Sprzątają biura i kancelarie. To wręcz wymarzona pozycja wywiadowcza. Sprzątaczka przecież zostaje po godzinach pracy. Nikomu nie rzuca się w oczy i nikogo nie dziwi, że zagląda w każdy zakamarek.
Na wszelki wypadek
Jaki jest pożytek z masy imigrantów w Polsce? Władimir Putin doskonale rozumie, że jednorodna etnicznie Polska jest twardym orzechem do zgryzienia. Rosjanie świetnie wykorzystują możliwości, jakie w destabilizowaniu państwa daje gra konfliktami etnicznymi lub religijnymi. Czeczenia, Gruzja, Donbas. Są prekursorami wojny hybrydowej, której założenia w dużej mierze opierają się na wykorzystaniu wszelkich słabości przeciwnika, w tym napięć społecznych wywołanych masową migracją czy właśnie konfliktów narodowościowych. W Polsce taką okazję do zbudowania napięć i rozmieszczenia własnej agentury była masowa emigracja zarobkowa Ukraińców do naszego kraju. Dodatkową okolicznością wzmacniającą działania Rosjan jest trudna historia Polaków i Ukraińców, i nasze słuszne żale o brak rozliczeń zbrodni, których w czasie ostatniej wojny dopuścili się Ukraińcy, dziś honorowani w tym kraju jako bohaterowie i ojcowie niepodległości.
Na terenie Polski jest dziś trudna do oszacowania liczba osób przeszkolonych do działań sabotażowych, mogących sparaliżować nasz system transportowy i infrastrukturę wojskową. Testem skuteczności tych działań miało być właśnie wspomniane podpalenie mostu Łazienkowskiego, którego sprawców nie wykryto, mimo drobiazgowego sprawdzenia wszystkich okolicznych kamer. Byli zawodowcami i wiedzieli jak działać, aby uniknąć złapania – tłumaczy nasz rozmówca z ABW.
Rosjanie prowadzą też szeroko zakrojoną akcję werbunkową wśród imigrantów ze Wschodu. Dzieje się to na terenie Polski tuż pod nosem polskich służb. Potem zwerbowanych Ukraińców lokują w strategicznych strukturach naszego państwa.
Plan Putina
O tym że do Polski ściągną rzesze imigrantów z Ukrainy, było już wiadomo w 2014 r. Nasz rozmówca, od 20 lat zajmujący się kwestiami bezpieczeństwa z orientacją na Wschód, utrzymuje, że Putin grał na destabilizację Ukrainy od samego początku. Jego pierwotnym planem było przejęcie wschodnich rubieży naszego sąsiada oraz pozostawienie czegoś na kształt kadłubowego państwa, które będzie obciążaniem dla Europy. W fali imigrantów, która ruszyłaby na Zachód, chciał wysłać swoich agentów. Wszystko po to, żeby destabilizować Europę, w tym także Polskę, do której trafi kilka tysięcy agentów rosyjskich. Plan ten udał mu się częściowo. Mówiłem już o tym trzy lata temu. Obecnie mamy wielki problem, bo Ukraińcy nie są sprawdzani, no bo i jak? Kto ma ich sprawdzać? Urzędy pracy? To największy wstyd polskich służb, że właśnie pod nosem rośnie im Rosyjska V Kolumna, a one tego nie widzą.
Plan Putina wciąż jest realizowany. Zakłada on rozbicie Ukrainy na wschodnią i utrzymanie jej w zależności od Rosji, oraz na zachodnią, czyli upadłe państwo (taka kombinacja Kosowa, Syrii i Sudanu w Europie). To zachodnie państwo będzie dawać sporo zajęcia Niemcom, Francuzom i też Amerykanom, będzie destabilizować Unię i oduczać ją głupich pomysłów. Powtórka z Bałkanów – tak świetnie zorganizowanych przez Niemcy – za naszą wschodnią granicą. Będzie kolejna fala uchodźców i na tej fali wyślą kacapy dodatkowe kilka tysięcy agentów do Polski, aby ją destabilizować – mówi nasz rozmówca z ABW.
Każdy wie, jaki był los Troi, która wpuściła w swoje bramy drewnianego konia od Greków. Niestety zachowujemy się równie beztrosko, co wkrótce może obrócić się przeciwko nam.
